Hitler przekazał służbę a•ywiadowczą Reichsfuhrerowi SS i 19 lutego za°olnił Canarisa .
z własnej nieprzymuszonej woli". Cziti jest absolutnie wolna. .
Pożegnały się serdecznie. .
- Całe życie po cudze te łapska wyciągał. A nie uwiązał ty mojego kota na sznurku, żeby moim kosztem swoje myszy wygubić! - A moja Mućka przez kogo poległa? .
- Doktor Levine i ja zgodziliśmy się, że z pięciu kobiet, których szkielety mieliśmy przed oczami, ona była najmłodsza. Wniosek ten wyciągnięto na podstawie badania korzeni zębów mądrości, jeszcze nie w pełni wykształconych. - Poza tym kość krzyżowa także nie była jeszcze w pełni rozwinięta, a kości kończyn wskazywały, że dopiero niedawno zakończył się ich rozwój. Jej kręgosłup nie był jeszcze do końca uformowany, choć był to kręgosłup kobiety co najmniej osiemnastoletniej. Wzrost oszacowaliśmy na sto siedemdziesiąt jeden centymetrów. Pomimo braku niektórych środkowych kości twarzy Maples orzekł, że szkielet ten należał do wielkiej księżnej Marii, która pięć tygodni przed śmiercią ukończyła dziewiętnaście lat. Trzecią młodą kobietę (ciało nr 6) zabito strzałem w tył głowy; kula przebiła czaszkę z tyłu po lewej i wyszła przez prawą skroń. Kobieta była dojrzała, a badanie szkieletu i zębów pod względem wieku umieszczało ją pomiędzy ciałem nr 3 a ciałem nr 5. Korzenie zębów trzonowych nie były w pełni wykształcone, a to charakteryzuje kobiety w przedziale wiekowym od dziewiętnastu do dwudziestu jeden lat (lecz nie siedemnastolatki). Jej kość krzyżowa i miednica były w pełni ukształtowane, co wskazywałoby na co najmniej osiemnaście lat; obojczyki wskazywały na co najmniej dwadzieścia. W dniu egzekucji wielka księżna miała dwadzieścia dwa lata i dwa miesiące. Dlatego też Maples ciało nr 3 przypisał Oldze, nr 5 Marii, a nr 6 Tatianie. Był głęboko przekonany, że żaden z trzech szkieletów nie był dostatecznie młody, aby należeć do Anastazji, która przeżyła siedemnaście lat i jeden miesiąc. Innym argumentem był jej wzrost. Liczne fotografie Anastazji stojącej obok sióstr wykonane na rok przed egzekucją wskazywały, że była niższa niż Olga, znacznie niższa niż Tatiana i Maria. We wrześniu 1917 roku, dziesięć miesięcy przed zamordowaniem carskiej rodziny, cesarzowa Aleksandra zapisała w dzienniku: "Anastazja jest bardzo tęga, tak jak kiedyś Maria, duża, szeroka w talii, o małych stopach. Mam nadzieję, że jeszcze urośnie". Czy to możliwe, aby Anastazja na rok przed śmiercią urosła jeszcze sześćdziesiąt centymetrów? Możliwe, twierdzi Maples, ale niezwykle mało prawdopodobne. Kolejnym argumentem przemawiającym za takim wnioskiem był rozwój zębów mądrości w czaszkach trzech odnalezionych szkieletów córek. Badający je doktor Levine potwierdza wnioski, do których doszedł Maples. - On zbadał szczątki z punktu widzenia antropologii, ja z punktu widzenia stomatologii; wiek ofiar ustaliliśmy niezależnie od siebie - mówi doktor Levine. - Kiedy porównaliśmy nasze wyniki okazało się, że doszliśmy do tych samych wniosków. Poza tym, co dla Maplesa stanowiło najważniejszy dowód, rozwój kręgosłupa jest znakomitym wyznacznikiem wieku. Jego zdaniem żaden z kręgosłupów nie posiadał cech charakterystycznych dla siedemnastoletniej kobiety. Później, już w swoim laboratorium, Maples tłumaczy, że gdy ludzie rosną, ich kości wydłużają się na końcach. Powstaje tam miękka warstwa przypominająca chrząstkę, która stopniowo twardnieje, zanika i przekształca się w kość; kości stają się dłuższe, a człowiek wyższy. Natomiast kręgi rosną wówczas, gdy na ich górnych i dolnych krawędziach tworzą się i twardnieją chrząstki. .
tknęli trunku. Wśród gwaru i uciechy powyłaziły takie rzeczy, z których sami nie zdawaliśmy sobie sprawy, ile kto wart. Toteż odeszli na wieki z naszej grupy Piegza i Bam-bucher, zboczeńcy i prowokatorzy. O ósmej wróciła Ksawera. - Proszę zaświecić - powiedziała cicho. - Nawet nie wiem, jak panu na imię. Ten Chaim ma głowę na karku, zmienił pismo na recepcie. Był ktoś w aptece taki, że mi się niedobrze zrobiło. Długo byłam? - Tak sobie, może godzinę. .
- Jeszcze ty popadniesz w moje łapy! Żeby ty łaził po wodzie i pić prosił! - Ot, gorączka człek! Prosto jak ten twój brat, Jaśko! - Kargul nasadził kapelusz, patrząc na Pawlaka jak na szaleńca. .
jedwabnym, obwiedzionym szerok± złot± lamperi±. Kilka ordynarnych oleodruków .
możliwiał śledzenie reakcji rozmówcy, co dla prezydenta Stanów Zjedno- .
- Panie Decker, co pan robi? .
czas Wzrost populacji jest pocz&tkowo wykładniczy, a potem, kiedy zostanie osiągnięta pojemność środowiska, liczebność populacji się ustala. Jedną z cech charakterystycznych populacji ludzkiej, bardzo niepokojącą demografów, jest trzydziestoletni czas podwajania. Jeżeli nie zostaną podjęte działania zmierzające do zmniejszenia liczby urodzeń, to w 2020 r. liczba ludności na świecie podwoi się. 166 Nawet najobfitsza baza żywnościowa zostanie .
ojca na mchach i gotowała mu leki z wódką. - Maryś! - mruczał .
Przed Szczecinem skręcili z autostrady w prawo. Ominęli centrum i wjechali w podmiejską dzielnicę willową. Skręcili ponownie w prawo i zatrzymali się przed metalową bramą. Biały, wysoki na dwa metry mur, bronił dostępu dla wścibskich spojrzeń sąsiadów i przypadkowych przechodniów. Metalowa brama drgnęła. Po prawej stronie na słupie poruszyła się mała, przemysłowa kamera. Prowadziła samochód panoramą aż wjechali do wnętrza, by po chwili powrócić automatycznie na swoje miejsce. Chmielewski stał przy oknie. Monitor małego telewizora w czarno- białych kolorach pokazywał wjeżdżający przez bramę samochód. - Nie, nie. Wszystko w porządku. Już jest. Powiedzcie prokuratorowi, że czekam na niego. Wypijemy razem poranną kawę - odłożył słuchawkę telefonu. Cleo zatrzymała samochód na podjeździe. Wysiadła i trzasnęła drzwiami. Robert nie mógł oderwać wzroku od willi Chmielewskiego. Trzyskrzydłowy dom zamknięty na planie litery "u" dopiero z bliska nabierał właściwej skali. Parterowy z podwyższonym dachem krytym czerwoną dachówką. Ogromne tarasowe drzwi bez trudu mieściły w sobie ochroniarza, który właśnie wyszedł na taras i pomachał przyjaźnie do Cleo. Wysiadła z samochodu i ruszyła w stronę domu. - Jestem zmęczona. Zamówię taksówkę dla ciebie. Robert wysiadł i zamknął za sobą drzwi tak cicho jak łakomczuch lodówkę. Bał się, żeby hałas nie zmącił tej harmonii kształtów i barw jaka otaczała go za sprawą znakomitej architektury i dwóch lat pracy pana Janka, ogrodnika, no i oczywiście półtora miliona dolarów wpompowanych w to przedsięwzięcie pod tytułem "Rezydencja Chmielewskiego". Nie było piękniejszej willi na Pomorzu, a może i w całej Polsce. Przeszli po angielskim trawniku i po stopniach schodów wspięli się na taras. Dwóch techników w pomarańczowych kombinezonach kończyło naprawiać pompę w basenie. - To pewnie panienka się ucieszy, bo jeszcze dziś będzie można się kąpać - łasił się starszy. - "Ciekawe jaką uczelnię skończył Chmielewski?" - przebiegło Robertowi przez myśl pytanie. W ogrodzie zaczynało się codzienne piekiełko upałów. Weszli do holu. Poczuł miły chłód. Sterowana komputerem klimatyzacja gwarantowała stałą temperaturę dwadzieścia stopni. Drzwi same zamknęły się za nimi. Dodatkową nowością był intensywny zapach jałowca, którego na pewno nie czuł w ogrodzie. No cóż. Wszystko dla ludzi. - Cześć - Cleo rzuciła w stronę ojca. Weszła do kuchni i sięgnęła z szafki butelkę wody mineralnej. Zawsze nosiła taką butelkę przy sobie, gdziekolwiek się ruszała. Wyczytała w przewodniku, że woda w Polsce jest zatruta, i że najlepiej jest pić butelkową wodę niegazowaną. Przewodnik był francuski, a zalecana woda alpejska. Chmielewski był człowiekiem impulsywnym. Jako działacz sportowy w największej szczecińskiej stoczni utrzymał się na swym stanowisku prezesa tylko dlatego, że potrafił postępować z ludźmi. Może ktoś by powiedział, że był szorstki, może i był, że lekceważył kolegów, może, ale tylko gamoni, że eksploatował bez umiaru młodych sportowców -no cóż ale mistrzostwa Europy wygrywali jego podopieczni. Znał się na ludziach, ale całkowicie był bezbronny wobec własnej córki. Nabrał powietrza, żeby wgnieść ją ostrym atakiem we włoską glazurę, ale całe powietrze zeszło z niego, gdy spojrzała zielonymi oczami z pod czarnych sennych rzęs. - Mówiłaś, że wrócisz za godzinę. Nie wróciłaś - zaczął niepewnie -Mówiłaś, że zadzwonisz... - Możemy porozmawiać później. Jestem okropnie zmęczona. Odwróciła się zdejmując kurtkę. Upuściła ją na ziemię idąc w stronę Roberta. Sukienka ciasno przylegała do jej bioder. Kilka fałd materiału kołysało się w rytmie jej kroków ocierając się o uda. Chmielewski poderwał wzrok w momencie gdy stawała obok Roberta. - Kolega potrzebuje taxi. Miałam go odwieźć, ale padam - uśmiechnęła się. - Zadzwonię do ciebie w tygodniu - powiedziała Robertowi na pożegnanie. Odwróciła się i chciała odejść ale zatrzymał ją głos Roberta. - Masz mój telefon? .
generalnym sztucznej tkaniny hefajston, w której pożyteczne .
rę. Dla samolotów lecących wysoko nie stanowiła żadnego zagrożenia. Amerykanie po raz pierwszy spotkali się z tym nieznanym w Stanach Zjednoczonych fenomenem, nazywanym w Iranie „haboob", gorącym pustynnym wiatrem, podrywającym piasek i unoszącym go na wysokość setek metrów. Pułkownik Kyle, który przez parę minut z zainteresowa-niem obserwował to zjawisko, nie zdecydował się powiadomić dowódz-twa operacji działającego ur Qenie w Egipcie. Obawiał się przerwać ciszę .
- Czym? I po co? Jakby nawet ktoś wszedł, to przecież rozmawiać mi wolno! .
- Jesteś, jesteś, żyjesz - powtarzała, kolebiąc się jak w jakimś rytmicznym tańcu spełnionej nadziei. .
.
ataku, gdyż dowódcy tkw ili w otwartych klapach włazów wieżyczek. Coś musiało ich zaniepokoić, gdyż jeden po drugim zaczęli znikać we wnętrzach wieżyczek. Może otrzymali przez radio ostrzeżenie. Może do-strzegli błękitną mgiełkę spalin, jaka utrzymywała się nad miejscem, gdzie .
nad Donu nad Dniepr, w stronę Kijowa! To, co się mówi o .
.
przyjeżdżać, potrafię znie¶ć i tęsknotę, przecież to nie po raz pierwszy. .
wszelkimi środkami zrujnować szefa, niech się co chce dzieje. I .
- One jadą tranzytem - wtrąciła Janeczka. - Od niemieckiej granicy do ruskiej. Tak słyszałam od pana Zajrzała. Powinno się mieć umówionego celnika, który dałby znać... - I w ogóle powinna to załatwić policja, a nie wy - przerwał Rafał. - Ale pomysł sam w sobie nie jest zły. Mówiliście im o tym? - Jeszcze nie. I nie wiedzą o panu Wolskim. .
- W tych okolicznościach jestem zmuszony prosić panią o podwiezienie. Przez chilę pozwoliła mu poczekać. Jego blade policzki powoli nabiegały krwią. - Rozkaz przedstawiciela rasy panów? Cóż innego mogę powiedzieć niż „tak"? Cofnęła się i podniosła szybę. Prędko pobiegł na drugą stronę i, wskoczywszy pośpiesznie do środka, usiadł obok niej, a Renę natychmiast ruszył. Wyjęła następnego papierosa. Natychmiast podsunął jej zapalniczkę. - Mam nadzieję, że pobyt w Paryżu był udany? - Po francusku mówił nieźle, ale z okropnym akcentem. - Nie bardzo - odparła. - Obsługa jest teraz fatalna. Co krok człowieka zatrzymują i rewidują. To bardzo dokuczliwe. No ale wy, żołnierze, musicie przecież coś robić. - Mamselle, zapewniam panią, że to wszystko jest konieczne. Moi koledzy z SS w Paryżu mają znaczne osiągnięcia w tropieniu terrorystów. - Naprawdę? Dziwne, że wszyscy ci żołnierze nie zdołali dotąd zniszczyć ruchu oporu. - Pani nie zdaje sobie sprawy z trudności. .
Konieczność zdążenia z felietonem przed zamknięciem numeru powodowała, że prosto z sądu, nieraz bez obiadu, biegłem do redakcji. Przeniosła się ona już wtedy z ciasnych pokoików na Nowym Świecie do własnego pięknego gmachu przy Marszałkowskiej 3/5/7, tam gdzie dziś mieści się "Życie Warszawy". Nowy, specjalnie przebudowany z fabryki dywanów, budynek zawierał oprócz wspaniale urządzonej części redakcyjnej, połączonej bezpośrednio z zecernią lino-typową i ręczną, wielką halę maszyn oraz ekspedycję i inne przyległości, konieczne dla wielkiego już teraz wydawnictwa, które przybrało nazwę: Dom Prasy. Jakie to było niepodobne do starego lokalu ,czerwoniaków"! Nowe warunki spowodowały inny zgoła porządek w pracy dziennikarskiej. Dawniej przy jednym biurku tłoczyło się po kilku kolegów, czekając niejednokrotnie na ciepłe jeszcze miejsce. Teraz dostojne, przeszklone kryształowymi szybami gabinety służyły za miejsce pracy dwóm, a najwyżej trzem dziennikarzom. Dawniej bodźcem nakłaniającym do punktualnego przychodzenia była nieduża szafka, zawierająca butelkę francuskiego koniaku i kanapki z kawiorem. Kto przychodził przed wyznaczoną godziną, otrzymywał od zarządzającej tymi skarbami bufetowej, monumentalnej pani Zofii, kieliszek koniaku i dwie kanapki. Po wybiciu tej godziny szafka była zamykana i żadne prośby nie pomagały. O wysokoprocentowym bodźcu mającym na celu wprowadzenie się w trans pracy nie było już mowy. Na Marszałkowskiej szafkę zastąpiły dzwonki. One to uprzedzały o zbliżającym się terminie zamknięcia numeru, one zmuszały do punktualnego przychodzenia. Osobiście nie byłem związany takimi rygorami jak koledzy opracowujący bieżący numer, musiałem tylko zdążyć z felietonem na ostatni dzwonek. To spowodowało u mnie tak zwany odruch warunkowy. Bez tego miecza Damoklesa wiszącego nad głową nie potrafiłem pisać. Siedziałem w wygodnym zresztą fotelu, obserwowałem przez szklaną ścianę zawrotne tempo redakcyjnego życia na korytarzu, a do roboty wziąć się jakoś nie mogłem. Dopiero zbliżające się nieuchronnie ostatnie momenty oddawania rękopisu podrywały mnie do czynu. Tytuł pisałem często biegnąc przez korytarz do zecerni. To niestety pozostało mi do dziś, nie potrafię pracować; na zapas, do szuflady. Muszę czuć w powietrzu ten ostatni dzwonek. To między innymi spowodowało, że słowa niniejsze docierają do Czytelnika z dwuletnim opóźnieniem. Nie mogłem się jakoś zabrać do tego pamiętnika. Za długi dostałem termin od wydawców. Przypuszczam, że to jakaś choroba woli, chociaż żona twierdzi, że tego rodzaju chory nazywa się po prostu leń patentowany. W skład ówczesnej redakcji oprócz kilku wybitnych starszych dziennikarzy wchodziła sama młodzież. Zdolna, bystra, umiejąca wycisnąć interesujący szczegół z najbardziej suchej wiadomości i podać ją pod sensacyjnym tytułem. Za najlepszy zresztą tytuł w numerze redakcja dawała premie - dwadzieścia pięć złotych. Było to dużo pieniędzy, na przykład para bardzo porządnych półbutów gorszych dwie. Chociaż czasem bywały z tymi tytułami kłopoty. Jedna z koleżanek, chcąc ozdobić wyszukanym nagłówkiem sprawozdanie z wystawy drobiu i zwierząt futerkowych w ogrodzie na Bagateli, napisała: Skrzydlaci i futerkowi dygnitarze na wystawie drobiu. Tytuł, owszem, nieprzeciętny, ale stał się powodem pewnych perturbacji dla redakcji. Mianowicie zaraz pod nim umieszczona została fotografia z otwarcia, przedstawiająca komitet wystawy i zaproszone wysoko postawione osobistości, wśród nich prezydenta miasta Starzyńskiego. Po ukazaniu się numeru z tym artykułem naczelny redaktor Butkiewicz otrzymał telefon: - Tu Starzyński, powiedzcie mi, za jakiego dygnitarza mnie uważacie, za skrzydlatego czy za futerkowego? Na szczęście prezydent Stefan Starzyński miał wielkie poczucie humoru i nie obraził się. Skończyło się tylko na uwadze Butkiewicza pod adresem redakcji, żeby staranniej koordynowała zdjęcia z tytułami. Chochlik drukarski płatał czasem "czerwoniakom" dotkliwsze figle. Oto pewnego dnia na pierwszej stronie "Expressu Porannego" ukazała się mowa ministra spraw zagranicznych Augusta Zaleskiego. Na końcu pierwszej szpalty wśród wynurzeń ministra na temat sytuacji w Europie widniało zdanie: "Tango Kataszka - Ja cierpię dolę." Wybuchł wielki skandal połączony z dochodzeniem policyjnym. Nawet ja byłem pytany, czy w jakimś ze swoich felietonów nie użyłem tego zwrotu, który potem zaplątał się w mowę ministra. Odrzuciłem to pomówienie z oburzeniem - nie wtrącam się do polityki i niemuzykalny jestem. Na razie podejrzewano nawet sabotaż, ale się okazało, że to po prostu któryś z zecerów dla zabawy wystukał sobie na linotypie to figlarne zdanko, które jakoś zawędrowało do wynurzeń ministra Zaleskiego. Winne były po prostu pośpiech i korekta, No imoże ten drań chochlik. .
Przes±dy, o których Morycowi wspominał, walki, jakie z nimi niby staczał, były .
Wielu ludzi powtarza tego typu formułę: "Nie muszę łazić na jakąś tam Mszę, gdzie kłębią się tłumy, organista fałszywie śpiewa, ksiądz gada o polityce. Nie będę brał udziału w tym cyrku, mogę spotkać Boga gdziekolwiek bądź". .
- Steve, kupę czasu. Się masz? - odezwał się jeden z nich. Zarówno on, jak jego towarzysz byli zbliżeni wzrostem i wagą ciała do Deckera - sześć stóp, sto dziewięćdziesiąt funtów, wąskie biodra i tors przechodzący w potężne ramiona, które nadawały tułowiu siłę niezbędną przy wykonywaniu zadań specjalnych. Mieli również tak jak on około czterdziestki. Ale w tym miejscu kończyło się ich podobieństwo do Deckera. Jego włosy były piaskowego koloru i lekko falowane, natomiast mężczyzna, który się do niego odezwał, miał włosy rude i ścięte krótko przy głowie. Włosy drugiego kolegi były ciemne, zaczesane gładko do tyłu. Obydwaj mieli, nie pasujące do ich uśmiechów i eleganckich garniturów, grube rysy twarzy i przeszywający wzrok. .
Tego typu pogląd dość głęboko zapuścił korzenie w obyczajowości, a nawet w nauce. W wielu publikacjach można do tej pory znaleźć poglądy o pełni, jaką jest orgazm ,pochwowy". Dla przykładu zacytuję fragment książki, wydanej przez IW PAK, napisanej przez autorkę wielu prac na temat rodziny - Ingrid Trobisch - pt.„Być kobietą": .
wielko¶ć w utrzymaniu status quo, to w najlepszym razie konserwator cywilizacji, .
- Dzień dobry, sir. Proszę nie mieć mi tego za złe, ale zechce pan stąd odejść. Mamy tu pewne zadanie do wykonania. .
- A także pan i April Wednesday. .
- Młody jesteś, co umiesz robić? .
od niej o .
- A żeb' tobie moja krzywda bokiem wylazła! - tym słowom towarzyszył werbel orczyka po krowim grzbiecie. .
.
kaski policyjne; zresztą plac przed hotelem, jak i oka- .
- obdarza nas uczuciem, podziwia i czasem nawet wielbi, (dzięki czemu czujemy się dowartościowani), .
- Tak! Spójrz w dół! Harry spojrzał na swoje stopy - ale stóp nie było. Podbiegł do lustra. Zobaczył swoje odbicie, ale była to tylko głowa zawieszona w powietrzu. Naciągnął pelerynę na głowę i odbicie całkowicie zniknęło. .
ironicznie Kurowski płac±c za piwo, którego nie dotknęli. .
się, iż nie wytrzyma i wybuchnie płaczem. .
- Nie staram się udowodnić, że jestem dzielny, czy coś w tym rodzaju, kiedy wymawiam to imię - powiedział Harry. - Ja po prostu nie wiedziałem, że nie powinno się go wymawiać. Rozumiesz, o co mi chodzi? Muszę się tyle nauczyć... Założę się - dodał, po raz pierwszy wypowiadając na głos to, co ostatnio bardzo go martwiło - założę się, że będę najgorszy w klasie. - Daj spokój. Mnóstwo ludzi przychodzi z rodzin mugoli i szybko się uczą. Podczas gdy rozmawiali, pociąg opuścił już przedmieścia Londynu. Teraz pędzili przez łąki pełne krów i owiec. Przez chwilę siedzieli cicho, obserwując przesuwające się szybko pola i drogi. Zbliżało się pół do pierwszej, kiedy na korytarzu rozległ się jakiś hałas, a po chwili drzwi się otworzyły i stanęła w nich uśmiechnięta kobieta z dołeczkami w policzkach. - Coś z wózka, kochaneczki? - zapytała. Harry, który nie jadł śniadania, zerwał się na nogi, ale Ron znowu się zaczerwienił i wymamrotał, że ma swoje kanapki. Harry wyszedł na korytarz. Mieszkając u Dursleyów, nigdy nie miał pieniędzy na słodycze, a teraz w kieszeniach brzęczały mu złote i srebrne monety, więc zamierzał kupić tyle marsów, ile zdoła unieść - ale na wózku nie było marsów. A co było? Fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta, najlepsze balonówki Drooblego, czekoladowe żaby, paszteciki z dyni, beczułki, likworowe pałeczki i wiele innych dziwnych rzeczy, które Harry zobaczył po raz pierwszy w życiu. Nie chcąc czegoś pominąć, kupił po trochu wszystkiego i zapłacił za to jedenaście srebrnych syklów i siedem brązowych knutów. Ron wybałuszył oczy, kiedy Harry wniósł to wszystko i rzucił na wolne miejsce. - Chyba jesteś bardzo głodny, co? .
- Łączna suma na wszystkich kontach w samych tylko Stanach Zjednoczonych wynosi czterysta milionów dolarów - oświadczył Goleniowski. Niemal dwukrotnie większą kwotę zdeponowano w innych krajach. Nie domagam się tej sumy co do centa, ale chcę znacznej części. Jeżeli nie dostanę tych pieniędzy, oddam sprawę do sądu, gdzie wymienię wiele znanych nazwisk. Twierdzenie Goleniowskiego, jakoby był carewiczem, wprawiło CIA w zakłopotanie. Był człowiekiem wybuchowym, żądał, aby tytułowano go wielkim księciem. Dyrektor Dulles pospiesznie umył od tej sprawy ręce. Zapytany przez dziennikarza o Goleniowskiego odparł: .
największą ostrożność i dyscyplinę - mogę jeszcze to, co istotne, .
nowy plan obrony, który przewidywał, że gdy wojska francuskie wkroczą .
Pięć klasycznych przypadków uprowadzenia .
miejsca tego monumentalnego oszukaństwa, tej rozro- .
nami na barze i szybko wybiegła z lokalu. Właściciel spojrzał na mnie i .
- Poczekaj tutaj - szepnął Decker do Esperanzy. - Osłaniaj mnie. Najciszej jak potrafił, przeszedł przez kałuże i zatrzymał się przy łagodnie oświetlonym oknie ostatniego segmentu. Nagle Deckera oświetliło światło błyskawicy. Zauważył, że zasłony nie są dokładnie zaciągnięte i można zajrzeć przez wąską szparę do pokoju - podwójne łóżko, tania toaletka, telewizor przytwierdzony do ściany. Gdyby nie walizka na łóżku, pokój wydawałby się nie zamieszkany. Pośrodku ściany, po lewej stronie, znajdowały się otwarte drzwi, które prawdopodobnie prowadziły do pokoju obok. Znowu zajaśniała błyskawica i rozległ się kolejny grzmot. Decker zesztywniał, po czym przesunął się w stronę sąsiedniego okna. Mimo burzy słyszał głosy, ale nie był w stanie zrozumieć słów. Najpierw odezwał się mężczyzna, następnie kobieta. Może to McKittrick i Beth. Trudno było zdecydować. Może to tylko jakiś dialog z telewizji? Nagle odezwał się ktoś trzeci, mężczyzna o mocno zniekształconym, głębokim, chrapliwym głosie. Decker zdziwił się, po chwili domyślił się jednak, że jeśli była tam Beth, ktoś przecież musiał jej pilnować, gdy McKittrick pojechał po pieniądze. Wyobraził sobie Beth przywiązaną do krzesła, z luźnym kneblem zwisającym z ust. A potem pomyślał, że ktoś wpycha knebel głębiej, że McKittrick dusi ją, aż oczy wychodząjej na wierzch. Zrób coś! - Decker powiedział do siebie w myśli. Zapamiętał numer pokoju widoczny na drzwiach, wrócił szybko do Esperanzy i wyjaśnił mu, co ma zamiar zrobić. Następnie, pozostając w cieniu, popędził na ulicę, gdzie, jak pamiętał, na zamkniętej stacji benzynowej naprzeciwko motelu widział wcześniej automat telefoniczny. Szybko wrzucił monety i wybrał numer. .
245 .
- Ja, Chaim. To ty, Szerucki? .
jest z ciałem duchowym. Pierwsze cztery ciała i odpowiadające .
- Jesteś pielgrzymem? .
O'Hare spojrzał na niebo, ciemniejące złowróżbnie już niemal nad .
- Pani zostanie zatrzymana. .
- Mam pewne wątpliwości co do twoich przypuszczeń dotyczących powodów, dla których pan Hunt stara się ukryć fakt, że jest właścicielem Pawilonów Marzeń. - Naprawdę? .
- Dlaczego? .
pojęcie, które mam przeciwstawić danemu przedmiotowi? Do tego .
.
które są tak proste, że mi się nie dadzą udowodnić, ani w ogóle .
rzymskiego, koronacja w Rzymie, były więc ogromną atrakcją zrównałyby go z cesarzem cesarstwa bizantyjskiego. Otton I był "wielkim", Magnus, już za życia, i to przed koronacją na cesarza. Już denar wybity w Strasburgu przez tamtejszego biskupa Odona IV, który bił i własne monety, nosi napis "Otto Magnus" i nie wiadomo, czy tak chciał pochlebić królowi biskup Odon, czy przypadkiem to magnus nie znaczyło po prostu "starszy", jako że i syn przecie był Ottonem. . . Prof. Kiersnowski nie wyklucza takiej możliwości, zwłaszcza, że Hugon, hrabia Paryża, książę Francji (ówczesnej Francji, małego księstwa na terenie Ile de France), którego tu bliżej - poznamy, bił w swoim fitampes denary z napisem "Hugo Magnus", raczej "duży" niż wielki, dla .
na terenie Niemiec szeregu napadów rabunkowych i morderstw. Do stolika .
- W oczach ludzi z wyższych sfer nie ma nic bardziej prostackiego niż interesy. Wziął ją pod rękę i przez szerokie drzwi wyprowadził na oświetlony lampionami teren Pawilonów Marzeń. Ciepła letnia noc przyciągnęła tłumy żądne nieco skandalicznych przygód i rozrywek oferowanych w ogrodach. Starannie zaprojektowane oświetlenie potęgowało wrażenia jakich dostarczały imitacje łuków triumfalnych, rzeźb, przed stawiających mityczne sceny, i antycznych ruin, rozstawionych wzdłuż krętych, obsadzonych drzewami ścieżek. Wysoko, nad ich głowami, akrobata spacerował po rozciągniętej linie; na dole grupa elegantów obserwowała sztuczki magika ubranego w orientalny płaszcz. Wszędzie spacerowali ludzie zajadając paszteciki sprzedawane w pobliskim barze. Mężczyźni i kobiety flirtowali w cienistych ogrodowych altanach, potem znikali w ciemnych alejkach. Towarzyszyły temu wszystkiemu muzyka śmiechy, nagłe wybuchy aplauzu. Madeline spojrzała na grupkę hałaśliwych młodych ludzi tłoczących się przy wejściu do jaskini. - Ta jaskinia sprawia wrażenie prawdziwej. - O to właśnie chodzi, pani Deveridge. Przycisnął mocniej jej ramię i poprowadził w odległy kraniec ogrodu. Panowały tu prawie całkowite ciemności. Mineli wejście do Kryształowego Pawilonu, gdzie widzowie mieli okazję obejrzeć poruszane mechanizmami figurki żołnierzy walczących na polu bitwy. Z sąsiedniego pawilonu dobiegały głośnie okrzyki zadowolenia. Madeline odwróciła się, by spojrzeć na oświetlone wejście. - Jakie przedstawienie odbywa się tutaj? .
- Jesteś pielgrzymem? .
jasnoniebieskich oczach z lekko obwisłymi powiekami, które zda- .
modlisz się do Boga, w końcu Bóg pochłania cię całkowicie. .
aczkolwiek może groźniej pięknego; nie, my nawet w zbrodni .
- A co? .
Pierwszą barierą dla miłości jest jej wyidealizowana koncepcja, model, utworzone nie na miarę realnych możliwości człowieka. Są jeszcze inne, równie częste bariery miłości. .
dziewczyna; posadzono ją po prawej stronie Wilhelma Macha, któremu, zapewne .
indywidualnego człowieka, który uważał go za najgorszy ze .
- Nie słyszałem o tym. Cóż to jest? .
- W takim razie myśmy ich też umoralniali - zauważyła już spokojnie. - I będziemy umoralniać dalej, niech tylko ojciec wyjedzie. Zanim wróci na zawsze, może sobie z nimi dadzą radę. Pawełek zawahał się odrobinę. .
- Chyba nie. - Osbourne wepchnął do środka chusteczkę. Co wy, u diabła, tutaj robicie? - Skontaktował się z nami Grand Pierre. Jak zwykle w postaci głosu przez telefon. Ciągle nie miałam okazji go poznać. - A ja tak - odpowiedział Craig. - Przygotuj się na mały szok, gdy nadejdzie twój dzień. - Naprawdę? Powiedział, że spotkanie z lysanderem zostało odwołane. Jak podali spece od meteorologii, znad Atlantyku nadciąga gęsta mgła i ulewa. Miałam zaczekać na farmie i powiedzieć ci o tym, ale ogarnęły mnie jakieś złe przeczucia. Zdecydowałam się przyjechać i obserwować twoją akcję. Byliśmy na drugim końcu miasteczka, w pobliżu stacji. Usłyszeliśmy strzelaninę i zobaczyliśmy, jak biegniesz na wzgórze. - Moje szczęście - odrzekł Osbourne. .
- Co takiego? .
wystarczające funkcjonowanie, ale demokracja, którą krytykują .
Wychowani w tradycjach harmonii antycznej, w autorytecie dla współczesnej wiedzy mamy naturalną skłonność do kategoryzowania innych, inaczej mówiąc - do szufladkowania ich w ramach pewnych pojęć. W ten właśnie sposób dzielimy ludzi na uczuciowych, egoistów, lekkomyślnych... Trwałość tych ocen jest tak duża, że nawet ewidentna ich sprzeczność z realiami nie zmienia raz wydanej opinii. Niekiedy jednak spotyka się osoby wyłamujące się z wszelkich schematów. Mam tu na myśli, nieliczne wprawdzie, ale istniejące osobowości barwne, bogate, o wielu cechach złożonych i sprzecznych. Istnieje w nich jakby wielość natur: alłruisłycznej i egocentrycznej, wrażliwej i brutalnej, cynicznej i subtelnej, władczej i biernej, uczuciowej i chłodnej. Ta rozpiętość charakterologiczna wikła widzenie tej osoby przez otoczenie, które wyraża różne opinie, bo też i sprzeczne są zachowania tej osoby. Tego typu osobowości niepokoją, irytują, a także fascynują. Specyficzna sytuacja powstaje w związku, w którym partner usiłuje jasno sprecyzować cechy charakteru trudnego diagnosłycznie partnera, nie mieszczącego się w typowych schematach. Nieokreśloność i barwność takiej osoby prowokuje do jej rozgryzienia, irytuje rzekomą niekonsekwencją i zmiennością. Często usiłuje się wychowywać ją, aby pasowała do czarnobiałego obrazu: czasem i w psychoterapii popełnia się tego typu błędy. Związek z tego rodzaju nietypową osobowością może być fascynujący. Bogactwo jej cech niweczy monotonię, ubarwia codzienność. 21 Natomiast u osoby statecznej, ceniącej utarte ścieżki i jasne sytuacje, taki partner budzi irytację, przekonanie o jego nieodpowiedzialności, niedojrzałości: "Cenię sobie spokój, zajmowanie się domem, wspólne wieczory przy telewizji, zabawy z dziećmi. On natomiast ma jakieś dziwne zainteresowania i pomysły, czyta książki filozoficzne, to znów techniczne, encyklopedie; z jednej strony lubi towarzystwo, lecz bywają takie dni, że chce być samotny, jest taki zmienny, że nie mamy ze sobą wspólnego języka". Natomiast u osób nietypowych rodzi się uczucie niezrozumienia, przebywania w różnych światach, dystansu: "Nie znoszę monotonii i stale powtarzającego się tego samego rytmu życia. Potrzebuję przyjaciół, wizyt, lektur, lecz także i samotności, bezczynności. Człowiek nie może wszystkiego planować jak komputer: przecież dzisiaj mogę mieć chęć na film, a jutro na spacer. On natomiast pragnie porządku, jak w sądzie, chce, abym na kilka dni naprzód określiła swoje chęci i plany. Jesteśmy z innych planet". Największy konflikt powstaje wówczas, gdy jedno z partnerów reprezentuje cygański styl życia (intensywne przeżywanie danego dnia, nieliczenie się z jutrem, ciągła improwizacja, żywość emocjonalna, autentyzm bez uwzględniania reakcji otoczenia), a drugie - stateczną mieszczańskość. Można sobie zadać pytanie, w jaki sposób powstał ten związek? Odmienność potrafi przyciągać. Natury żywe, zmienne, sprzeczne oczekują bezpiecznej przysłani, równowagi u partnera, i odwrotnie. Nie zawsze jednak dochodzi do jedności przeciwieństw, zaczyna bowiem przeważać to, co dzieli. Najczęściej proces ten zaczyna się w okresie narastania instynktu gniazda u kobiety. W czasie chodzenia razem, na początku związku, cygańskość partnera bywa źródłem fascynacji, zauroczenia. W przypadku stabilizacji i organizowania ogniska rodzinnego zmieniają się oczekiwania i potrzeby wobec partnera. Jemu natomiast ideał stabilizacji i organizacji gniazda może nie odpowiadać, nie jest głównym celem życia: "Jego styl bycia bardzo mi odpowiadał, ale było to dobre wtedy, kiedy nie mieliśmy dzieci. Teraz jest mi potrzebny mąż i ojciec, który pomoże mi w domu, będzie przy mnie i przy dziecku, który na pewien okres zrezygnuje ze swych potrzeb czytelniczych i poznawczych, ze swych wariackich pomysłów i będzie spokojnie zajmował się domem", Mamy zatem do czynienia ze zmianą oczekiwań i potrzeb, skądinąd zrozumiałych, ale wymagających innego stylu bycia i myślenia u partnera. Nie zawsze jednak dochodzi do takiego przeobrażenia. Specyficzną formą sprzecznych zachowań bywają zachowania seksualne: one również wyrażają sprzeczności i zmienności tkwiące w osobowości: "Nie mogę jej zrozumieć. Jednego dnia oddaje mi się jak dziewica, jest uczuciowa, delikatna. Widzę w niej kobiecość, wrażliwość. Innego dnia jest wulgarna, wyuzdana. Jeszcze kiedy indziej zachowuje się jak opiekunka, starsza i bardziej dojrzała partnerka 22 wobec młokosa. Muszę powiedzieć, że jej nie znam, nie potrafię przewidzieć, kiedy jaka będzie, nie wiem, czy to nie choroba. Ale ona taka zmienna jest we wszystkim". Inny przykład: "Nie wiem, co sądzić o moim mężu. Jest to idealny ojciec, mąż, przyjaciel i kochanek. Jednocześnie bez skrupułów zdradza mnie, nie ma żadnych wyrzutów sumienia. Na ogół jest dobry i wrażliwy, bywa jednak okrutny, zimny, brutalny. Potrafi poruszyć piekło w obronie swych podwładnych, ale potrafi też zrazić się i chować urazę. Kocham go i czasami nienawidzę, jego koledzy i podwładni chyba podobnie czują, a jednocześnie nie chciałabym mieć nikogo innego. Gdybym zaczęła życie od początku, też wybrałabym jego". Partnerzy o osobowości złożonej, skomplikowanej stawiają specjalne wymagania. 2ycie z nimi zależy od nastawienia, stopnia tolerancji, zrozumienia przez partnerów. Jeżeli trafią na współpartnerów akceptujących ich "nietypowość" i zdolnych do stworzenia wspólnoty, związek taki może być bardzo szczęśliwy. MAŁŻEŃSTWA MIĘDZYNARODOWE Zagadnienie związków partnerskich między osobami o różnej narodowości jest w naszym piśmiennictwie rzadko poruszane. Wynika to zapewne z faktu ich rzadkości oraz ich "eksportowego" charakteru, gdyż większość tych małżeństw opuszcza Polskę. W krajach wielonarodowościowych, jak np. USA, ZSRR, zagadnieniem tym zajmują się publikacje popularne oraz fachowe, ale trudno przenieść na nasz teren podawane w nich informacje; sam fakt wielonarodowości spotykanej w życiu codziennym, w zakładach pracy, czyni z tego zjawiska coś powsz< Sinego. W staropolskiej obyczajowości również mieliśmy do czynienia z wielością kultur na-24 rodowościowych i częste były małżeństwa mieszane; ich dzieje przedstawione są w literaturze, która raczej zgodnie podkreśla ducha tolerancji i zgodności współżycia. Trudno mi powiedzieć, ile jest w Polsce małżeństw zawartych między osobami o różnych narodowościach; wyłączam z tych rozważań małżeństwa z kręgu dawnej wielonarodowej Rzeczypospolitej, np. Polaka z Ukrainką itp., istnieje tu bowiem naturalny charakter swojskości. Koncentruję się jedynie na związkach Polaków z przedstawicielami narodów niesłowiańskich. Zrozumiałe, że doświadczenie wyniesione z gabinetu lekarskiego może zniekształcać proporcje, ponieważ przychodzą do Innie potrzebujący pomocy. Jeżeli jednak do tego typu doświadczeń dodam osobiste znajomości, to ryzyko zbytniego uogólnienia własnych spostrzeżeń nie będzie chyba tak duże. Czy małżeństwa mieszane narodowościowo są ogólnie bardziej udane od innych, czy też nie? Otóż odpowiedź na to pytanie wymaga najpierw prześledzenia typowej fazowości więzi w tych związkach. Początkowy okres trwania tych związków, tzn. taniec godowy w okresie przedmałżeńskim, pierwsze lata małżeństwa, jesł zazwyczaj bardzo atrakcyjny i fascynujący. Partnerzy są zaintrygowani innością obyczajów, stylów bycia, egzotyzmem drugiej osoby, charakterystyczną atrakcyjnością rasy, narodowości. Wspomniane wyżej różnice są silnym czynnikiem wzajemnego przyciągania, dostarczają wielu ciekawych odkryć, porównań, dają posmak przygody życiowej, a także skupiają na sobie zainteresowanie rodzin, otoczenia, co również zwiększa atrakcyjność więzi. Jeżeli dodamy do tego możliwości wyjazdów zagranicznych, a w wielu przypadkach i dość dobrego standardu materialnego, to można ocenić start tych związków za udany. Również odmienności obyczajowe w zakresie seksu nie są tu bez znaczenia. Partnerzy przenoszą do swojego związku pewne odmienności ról seksualnych, partnerskich, style ars amandi, upodobania co do atrakcyjności zewnętrznej, co również może sprzyjać atrakcyjności związku. Kolejną ważną sprawą może być swoisty awans społeczny, poczucie przynależności do innego kręgu środowiskowego itp., co również sprzyja większemu poczuciu satysfakcji z tego związku, a przejawy zazdrości ze strony otoczenia, ciekawość, zainteresowanie podnoszą poczucie własnej wartości. Z tych właśnie względów wiele związków mieszanych ma ogólnie lepszy start do życia we dwoje i większe poczucie atrakcyjności więzi. Komplikacje zaczynają się później, kiedy powszednieje egzotyka partnera, następuje stabilizacja życiowa, rozwijają się kontakty rodzinne i środowiskowe. Wówczas pojawia się pewien naturalny dystans i jako ważne stają się różnice, które właśnie teraz dają o sobie znać. Okazuje się np. że inność w postawach wobec roli mężczyzny i kobiety, wynikająca z uwarunkowań kulturowych, inność stylów bycia, zainteresowań zaczyna rzutować na więź uczuciową, a także 25 i seksualną, na poczucie satysfakcji z życia. Na tym łle pojawiają się konflikty między partnerami i okazuje się, jak silne są nasze uwarunkowania kulturowe, wychowawcze i narodowościowe, gdyż partnerzy walczą ze sobą argumentami dotykającymi dumy narodowej, wyższości lub niższości danej kultury. Z moich kontaktów z tego typu związkami wynika, że np. Polkom najczęściej zarzuca się: nadmierną pewność siebie, niezależność, skłonność do dominacji, małą aktywność seksualną, potrzebę uzewnętrzniania swego standardu w celu wywyższenia się nad innymi. Natomiast naszym panom zarzuca się; chwiejność uczuciową, brak dbałości o wygląd zewnętrzny, zbyt małą adorację wobec kobiet, rozpolitykowanie, irracjonalność. W związkach mieszanych po 10 i więcej latach trwania konflikty są znamiennie częste i dlatego proces osiągania harmonii wymaga wiele wysiłku, dyplomacji i taktu wobec uczuć narodowych. W tym okresie ujawnia się również przewaga ciążenia ku danej narodowości, jej kulturze. Inaczej mówiąc, w związkach mieszanych nie ma federacji narodowości, ale przeważa dominacja jednej z nich i poczucie przynależności do niej partnera, który jakby zmienia skórę. Nieraz wynika z konieczności, czasem z warunków, lub też z dominacji partnera i narzucenia przez niego stylu życia. Pozostaje jeszcze problem jesieni życia, w której wiele osób ujawnia tendencje emocjonalnego powrotu do swych korzeni, źródeł pochodzenia. Pojawia się np. potrzeba powrotu do kraju, miasta swego dzieciństwa, nostalgia (bardziej charakterystyczna dla Polaków); mogą wówczas nasilić się konflikty wynikające z przynależności narodowościowej. Wiele osób rozwiązuje tego typu problemy przez szukanie kontaktów z przedstawicielami własnej narodowości, stwarza sobie azyl psychiczny, który może im poprawiać samopoczucie. W wielu udanych związkach jedno z partnerów na tyle generalizuje pozytywne uczucia wobec partnera, iż obejmują one i jego narodowość, przez to powstaje poczucie przynależności do tej narodowości. Jak więc z tych rozważań wynika, małżeństwa mieszane - po przeważnie udanym i fascynującym starcie - muszą włożyć wiele wysiłku w osiągnięcie wzajemnej harmonii i przystosowania. Nie zawsze jednak udaje im się to osiągnąć. W zasadzie każda osoba decydując się na taki związek powinna dobrze poznać obyczajowość narodu partnera, aby później nie przeżywać rozczarowań. Posłużę się konkretnymi przykładami z własnej praktyki. W małżeństwie Polki z Włochem, osiadłym w rodzinnych stronach męża, pojawiły się konflikty, kiedy okazało się, że postacią centralną jest matka męża. 2ona zorientowała się, że pozostaje w jego uczuciach na drugim planie. Na domiar złego dziecko zostało całkowicie przejęte przez rodzinę męża - zatem do jednej frustracji dołączyła się druga. W innym znów małżeństwie Polki z Murzynem, należącym do jedne-26 go ze szczepów afrykańskich, konflikty pojawiły się wtedy, kiedy żona nie była w słanie zaakceptować jego poligamii, natomiast mąż potraktował fakt pisania przez nią pamiętnika jako "uwięzienie" jego ducha. Od zerwania z jego strony tego związku wybawił ją sąd plemienny. W innym małżeństwie polskokolumbijskim pojawił się konflikt, kiedy mąż - zgodnie z duchem machismo - stworzył trwały związek pozamałżeński, traktowany jako oczywista realizacja męskości. Mógłbym tego typu przykłady mnożyć. Małżeństwa te zgłaszały się do mnie w czasie spędzania w Polsce urlopów. Psychoterapię małżeńską musiałem" poprzedzić analizą lektur etnograficznych, filozoficznych, aby lepiej rozumieć specyfikę problemów. Podobne zresztą problemy mają psychoterapeuci np. w USA, których formacja została ukształtowana w duchu anglosaskiego protestantyzmu. Ich "aparat" myślowy i diagnostyczny okazał się całkowicie nieprzydatny w tego rodzaju narodowościowych problemach małżeństw mieszanych. Inaczej mówiąc, psychoterapia małżeństw mieszanych wymaga znajomości specyfiki kultur, co stawia duże wymagania terapeucie; ważna jest zwłaszcza umiejętność dystansowania się wobec własnych korzeni kulturowych i teoretycznych. Dotychczas koncentrowałem się głównie na związkach problemowych, konfliktowych, ale jest wiele takich, w których właśnie specyfika obyczajowości i tradycji kulturowych okazała się czynnikiem mocno spajającym więź i zwiększającym atrakcyjność związku. Dotyczy to partnerów, których oczekiwania i potrzeby zostały w tych związkach optymalnie zaspokojone. Również posłużę się przykładami. Wiele cudzoziemek w związkach z Polakami wysoko sobie ceni bezpośredniość kontaktu, rycerskość, brak cech rasizmu. Wielu Polaków w małżeństwach z kobietami Dalekiego Wschodu odkryło kobiecość ciepłą, uległą, nastawioną na prymat mężczyzny, jego satysfakcję z życia seksualnego. Nic zatem dziwnego, że przy określonej strukturze potrzeb psychicznych właśnie obyczajowość danej narodowości może dać znacznie wyższy poziom satysfakcji. Małżeństwo mieszane może zatem okazać się bardziej atrakcyjne w wielu wymiarach i sprzyjać dobremu przystosowaniu. Tego typu związki są częste, a konflikty w nich są o wiele rzadsze. W miarę upływu czasu więź partnerska ulega pogłębieniu i partnerzy mają poczucie nie tylko optymalnego wyboru, ale i świadomość szczęścia. Być może uda się w przyszłości stworzyć antologię, pamiętniki opisujące losy małżeństw mieszanych. Wydaje mi się, że wśród wielu pamiętników, które ukazały się w naszym piśmiennictwie, tego typu lektura byłaby pasjonująca. Można założyć, iż w dobrze przystosowanym związku, opartym na miłości i dojrzałości partnerów, przekroczenie granic swej kultury, obyczajowości, uwarunkowań środowiskowych może wzbogacać osobowość, poszerzać horyzonty. Dowodem łego są losy niektórych osób, których narodowa inność sprzyjała 27 fascynacji daną kulturą i oryginalności spojrzenia na nią. Niejednokrotnie dystans przestrzenny i obyczajowy wobec własnych korzeni kulturowych właśnie zwiększał atrakcyjność własnej narodowości, a partnerzy stawali się w odległych stronach przysłowiowymi ambasadorami swego narodu. Jednym z najważniejszych problemów w małżeństwach międzynarodowych jest różnica systemów wartości danej kultury, z której pochodzą partnerzy. Konflikty powstają najczęściej wówczas, gdy usiłuje się narzucić drugiej osobie ten system lub udowodnić jego wyższość. W wielu związkach, na szczęście, partnerzy potrafią stworzyć odpowiedni system tolerancji, szacunku dla wartości wyznawanych przez drugą osobę. Ma to szczególnie ważne znaczenie w funkcjach wychowawczych, dzieci bowiem mogą być wychowywane w obrębie jednego systemu kulturowego lub w obu systemach. Wyniki badań nad rodzinami polonijnymi wyraźnie wskazują, że takie dwa rozwiązania są często spotykane; w pierwszym dochodzi do utożsamiania się z kulturą kraju, w którym się żyje, a w innych do zachowania tradycji, języka i pamięci o kulturze kraju pochodzenia jednego z rodziców. Dla partnerów płaszczyzna kulturowego porozumienia z dziećmi ma duże znaczenie. WOLNY CZAS A WIĘŹ PARTNERSKA Rokowanie co do przyszłości danego związku oraz ocena jego atrakcyjności dla partnerów zależy od wielu czynników: głębokości uczuć, seksu, dopasowania charakteru itp. Zapomina się niekiedy, iż również ważnym czynnikiem jest styl spędzania wolnego czasu przez partnerów. Wiemy aż nadto dobrze, że typowe małżeństwo nie ma go za wiele dla siebie, tym bardziej jest więc ważna jakość jego realizacji. Jeżeli przyjrzymy się temu bliżej, to okaże się, że styl spędzania wolnego czasu przez partnerów jest czułym testem istniejącej między nimi więzi, ich wzajemnej atrakcyjności oraz losów przyszłości. W wielu związkach wolny czas jest tylko pozornie spędzany razem, po prostu każde z partnerów zajmuje się czymś innym, "są razem ciałem, ale nie duchem". Inne związki rzucają się w wir aktywności zewnętrznej; życie łowa-29 rzyskie, kino, brydż iłp. l łu również są i zarazem nie są razem. Natomiasł szczere rozmowy ograniczają się do konkretnych sytuacji domowych, wynikających z opieki nad dziećmi, organizacji gospodarstwa, planów weekendowych czy urlopowych. Powstaje zatem dość często spotykana sytuacja, iż wolny czas zamiast "do" wyraża tendencje "od". Innym typowym rozwiązaniem wolnego czasu jest przenoszenie do domu swych problemów z pracy zawodowej; partner jest słuchaczem monologu na temat stosunków w pracy, przykładów walki, rywalizacji, niekiedy prosi się go o poparcie, wyrażenie zdania, ale najczęściej szuka się w nim sojusznika dla zajmowanej w pracy postawy. Na początku trwania związku sprawy wynikające z pracy zawodowej mogą być czynnikiem "do", poznaje się bowiem bliżej środowisko i potrzeby partnera, ale po pewnym czasie zaczyna to być nużące, a rola słuchacza tych samych spraw i odgromnika może nawet zniechęcać do drugiej osoby. Inni, zmęczeni codziennym rytuałem pracy, zajęć, szukają w wolnym czasie rozrywki, a partner ma być jednym z jej uczestników, towarzyszem, l tu również partnerzy tylko w części są razem. Nieraz zdumiewa wręcz rzadkość sytuacji, w których partnerzy otwierają szczerze swoje wnętrze wobec drugiej osoby, a dialogi na temat więzi seksualnej należą do szczególnie rzadkich. Tego typu rozmowy często wzbudzają zaskoczenie, iż tak bardzo różnimy się między sobą, a partner ujawnia nowe, nieoczekiwane uprzednio cechy, potrzeby. Małżonkowie po szczerych, stymulowanych przez terapeutów rozmowach bywają zaskoczeni, iż tak mało siebie znają, tak wiele zalegało w nich odległych spraw. Inna rzecz, że często świadomie ucieka się od tzw. trudnych rozmów przez spłycenie i bagatelizowanie problemów. Istnieje również często spotykana inność płci: dla wielu kobiet możność wygadania się stanowi ważną katharsis dla ich psychiki, a dla wielu mężczyzn jest to banalność, wolą lakoniczną rzeczowość, która z kolei zniechęca kobiety. Sztuką dialogów partnerskich jest umiejętność słuchania i pobudzanie do otwarcia się i mówienia. Nieraz godzinna szczera rozmowa więcej znaczy dla przyszłości związku niż obfitość rozrywek. Sztuka spędzania wolnego czasu, dostosowana do potrzeb partnerów i sytuacji związku, należy do jednej z trudniejszych umiejętności. Wspólne dialogi, bycie razem, przeżywanie muzyki, lektur, wymiana czułości i pieszczot nie tylko ograniczających się do przysłowiowego łóżka, mogą więcej uczynić dla spójności i satysfakcji związku niż najbardziej bogate w rozrywki i wysoki standard życie. To samo dotyczy zresztą wychowania dzieci i znalezienia z nimi wspólnego języka. Stale słyszymy o braku wolnego czasu, a jego nieliczne godziny umykają w drugo i trzeciorzędne działania. Chociaż zabrzmi to może nieprawdopodobnie, uważam, że do większości dramatów małżeńskich i nieporozumień nie doszłoby, gdyby 30 partnerzy w odpowiedniej chwili znaleźli czas dla siebie i szczerze otworzyli wobec siebie swe serca; podobnie wygląda sprawa w przypadku problemów seksualnych. Wolny czas jest zatem szansą udanej więzi. Wolny czas jest również swoistym testem zainteresowania życiem małżeńskim i rodzinnym. Wypełnianie go wieloma pracami, hobby, działalnością zawodową może być formą ucieczki od domu. Zdarza się również, że niektóre osoby tak dalece wciągają się w działalność zawodową, społeczną czy w realizowanie swych zainteresowań, że wprost tracą zdolność wypoczynku w kręgu rodziny, a dom staje się dla nich przysłowiowym hotelem. W udanych małżeństwach, rodzinach wolny czas jest planowany w taki sposób, aby przybliżyć wszystkich członków rodziny do siebie, ceni się w nim każdą godzinę. Znam małżeństwa, w których dokładnie planuje się wypełnienia czasu wolnego w sposób maksymalnie wartościowy F dostosowany dla dobra wszystkich członków rodziny. DOJRZAŁOŚĆ MIŁOŚCI W wieku dojrzałym ujawniane są różne rodzaje miłości, począwszy od seksualnej, a kończąc na oblubieńczej, wszechstronnej. Można powiedzieć, że człowiek w każdym wieku jest zdolny do miłości. Czterdziestolatek może być romantyczny, sentymentalny, nastrojowy, ale i burzliwie namiętny, zapamiętały, może przeżywać amok. U jednych miłość w tym wieku jest łagodna i spokojna jak przystań, u innych pełna namiętności, burzy, zmiennych nastrojów. Miłość partnerów, którzy wkroczyli w swym związku w wiek dojrzały, bywa odmienna od tej wczesnej, młodzieńczej. Zazwyczaj jest mniej nastrojowa, sentymentalna, bardziej zrównoważona, spokojna. Dzięki osiągniętej znajomości siebie, stworzeniu wspólnoty domu, rodziciel-32 stwu, przystosowaniu seksualnemu miłość w udanym związku staje się bardziej dojrzała, tzn. cierpliwa, wyrozumiała, łagodna, altruistyczna, przebaczająca, ufna. Miłość ta obejmuje całego partnera, z jego wadami i zaletami, traktuje konflikty jako wprawdzie nieuniknione, ale wymagające rozwiązania najmniejszym kosztem. Miłość ta mniej wymaga słów, dowodów jej istnienia, przekonywania, strategii, przebiega bardziej w pozasłownym przekazie; partnerzy po prostu żyją nią na co dzień, są w niej. Dzięki dojrzałości psychicznej i rozwiniętej ars amandi ich miłość znalazła wiele nowych form wyrazu i pogłębiła się, dając poczucie bezpieczeństwa i oparcia, jednoczy we wspólnym celu życiowym, zapewnia wzajemną przyjaźń, pomoc i poświęcenie. Należy jednocześnie zdać sobie sprawę z tego, iż następstwa braku lub niedosytu miłości w wieku dojrzałym są o wiele większe niż w wieku młodzieńczym, istnieje bowiem lęk przed upływem czasu, potrzeba zyskania akceptacji swej męskościkobiecości, poczucie niezaspokojenia potrzeb seksualnych. Dojrzałość miłości m. in. wyraża się w tym, że partnerzy mają stałe poczucie więzi z drugą osobą, niezależnie od tego, czy są razem, czy oddzielnie, często ich systemy myślowe, sposoby przeżywania, a niekiedy i wygląd zewnętrzny upodabniają się do siebie. Są rzeczywiście jednym ciałem i jednym duchem. Niektórzy partnerzy określają swoją więź jako telepatyczną, potrafią bowiem wyczuć, że np. drugiej osobie przytrafiło się coś złego, że cierpi, że się zbliża itd. Niekiedy tego typu więź rzeczywiście jest na pograniczu zjawisk określanych jako paranormalne, ale nie można się temu dziwić, skoro więź psychiczna przebiega na wielu kanałach informacyjnych i przekracza granice czasu, przestrzeni. Jednym z ważniejszych zagadnień seksu dojrzałego jest odpowiedni poziom jego atrakcyjności. Muszę przyznać, że idea uatrakcyjniania współżycia seksualnego u wielu Czytelników rodzi niepokój, iż w ten sposób seks staje się sztuką dla sztuki, że traci swój więziotwórczy charakter, staje się zbyt techniczny, a nie uczuciowy. Zapewne, gdyby założyć istnienie idealnego związku partnerskiego, to żadne uatrakcyjnianie współżycia nie jest mu potrzebne, gdyż ich atrakcyjność miłości i współżycia są trwałe na wysokim poziomie. Książka nie jest jednak adresowana do ideałów, lecz do konkretnych ludzi, u których atrakcyjność seksualna zmienia się z czasem wobec partnera, a poziom podniecenia seksualnego stopniowo spada i dlatego wymaga odpowiedniego pielęgnowania i dopingu. Dzięki nim właśnie można utrzymać atrakcyjność więzi partnerskiej, która tak jest ważna dla podtrzymania więzi uczuciowej. Relacje między miłością a seksem są dwustronne, a nie jednostronne i dlatego w tej części pracy są omówione różnorodne fenomeny seksu dojrzałego, < celem przedstawionych rozdziałów jest podtrzymanie, rozwijanie • pogłębianie atrakcyjności seksualnej związku partnerskiego. Nie 3 - Seks do|rzały 33 odkrywam łu zresztą niczego nowego, gdyż zasada potrzeby uatrakcyjniania więzi seksualnej jesł znana od dawna i służyły jej różnorodne wskazówki i porady udzielane przez starsze pokolenia, podręczniki ars amandi, publikacje. Postęp seksuologii wymaga jednak odpowiedniego przedstawienia idei uatrakcyjniania więzi seksualnej, sama bowiem świadomość jej potrzeby to jeszcze nie wszystko. Fenomeny seksu dojrzałego wiążą się z okresem największej wiłalności ciała w sferze seksualnej, rozkwitu atrakcyjności erotycznej, wyuczeniem odruchowości i reaktywności seksualnej (zwłaszcza u kobiet). Młodość jest raczej okresem prób i błędów w sferze seksu, przystosowywania się partnerów, poznawania siebie w roli seksualnej. Natomiast wiek dojrzały jest kontynuacją i rozkwitem swego JA seksualnego. W związku partnerskim następuje przesunięcie zainteresowań w stronę więzi psychicznej i atrakcyjności więzi seksualnej. Fenomeny seksu dojrzałego obejmują strukturę potrzeb seksualnych, typy aktywności seksualnej, więzi partnerskiej, podtrzymywanie atrakcyjności współżycia. Tym zagadnieniom będzie poświęcona właśnie ta część pracy. POTRZEBY SEKSUALNE Struktura potrzeb seksualnych w wieku dojrzałym zmienia się w porównaniu z wiekiem dojrzewania, młodzieńczym. W młodości u wielu mężczyzn potrzeby seksualne były wyrazem presji biologii (potrzeba rozładowania napięcia seksualnego), trudności w opanowaniu podniecenia, wypływały z chęci sprawdzenia własnej męskości w sensie ilościowym, natomiast u wielu kobiet wiązały się z nastrojowością, 38 ciekawością, uczuciem wobec partnera (potrzeba oddania się), chociaż biologiczna presja tych potrzeb mogła być słaba, a sama kobieta nie była jeszcze rozbudzona seksualnie. W wieku dojrzałym struktura potrzeb seksualnych ujawnia duże zróżnicowanie oraz charakterystyczną odmienność płci. Potrzeby seksualne obejmują: zaspokojenie potrzeby przyjemności, równowagi służącej zdrowiu (odczuwany jest pozytywny wpływ współżycia na stan zdrowia, harmonię psychiczną, zadowolenie z życia) potwierdzanie swej męskokobiecej atrakcyjności, potrzebę więzi i bliskości z partnerem, miłości. ^Niekiedy współżycie seksualne służy potrzebom twórczego rozwoju osobowości. W przypadku rodzicielstwa współżycie seksualne w niektórych związkach nabiera nowego wymiaru - jednoczy partnerów w świadomości, iż seks przekracza granice ich osobowości, służąc przekazywaniu życia i powstawaniu nowej osoby. Ustabilizowany seksualnie i uczuciowo związek może wiązać się z przyzwyczajeniem w zaspokajaniu potrzeb seksualnych, które stają się codziennością podobną do innych czynności. Ma to swoje plusy, ale i minusy. Pozytywną stroną przyzwyczajenia seksualnego jest dostępność i łatwość zaspokajania potrzeb seksualnych, nawyk utrzymujący aktywność seksualną organizmu, cykliczność współżycia, korzystny jego wpływ na stan zdrowia, równowagi emocjonalnej. Negatywną natomiast stroną przyzwyczajenia seksualnego jest powstanie pewnej rutyny, zmniejszenie atrakcyjności - zwłaszcza w tańcu godowym, czyli zachowaniach adoracyjnych. Współżycie traci swoją odświętność, fascynację, a po pewnym czasie może wymagać dopingu, aby utrzymać aktywność seksualną. Takim dopingiem staje się np. pornografia, wyobraźnia erotyczna, podstawienie innej osoby w fantazjach towarzyszących aktowi. Potrzeby seksualne w jednym związku charakteryzują się cyklicznością, w innym stałością, w jeszcze innym dominują fazy przypływu i odpływu. Zdarza się również, iż ujawnia się rozbieżność między partnerami. Na przykład współżycie dla jednej osoby stale wyraża te same potrzeby i jest w pełni satysfakcjonujące, natomiast partner odczuwa potrzebę jego urozmaicenia, jakiejś nowości, przełamania rutynowej codzienności. Druga osoba tego typu oczekiwania może rozumieć i wyjść im naprzeciw, ale zdarza się, iż traktuje je nieufnie lub odrzuca i w tym związku pojawia się kryzys więzi seksualnej. Istnieje również pewna specyficzna odmienność płci, która sprowadza się do typowej prawidłowości: w młodych stażem związkach partnerów przeważnie dominują potrzeby seksualne mężczyzny, a kobieta jest mało rozbudzona, natomiast w 10Ś15 lat później sytuacja w tym związku staje się odwrotna. Nie jest to powszechnie obowiązująca reguła, a jedynie statystyczna prawidłowość. Różnie można ją tłumaczyć: zmianami w układzie hormonalnym, stopniowym rozwojem poczucia bezpieczeństwa u kobiety, wyuczaniem odruchów seksual-39 nych, zaprogramowaniem genetycznym itp. Stwarza to jednak problem często spotykanej rozbieżności potrzeb seksualnych partnerów. Inny rodzaj odmienności płci, to zmiana postaw wobec seksu. U wielu kobiet często się spotyka ewolucję z nastawienia uczuciowego, romantycznego wobec współżycia do prozaicznego, bardziej biologicznego. O ile dawniej kobieta oczekiwała czułych słów, nastroju, kwiatów itp. w scenerii współżycia, o tyle w wieku dojrzałym oczekuje sprawności seksualnej u partnera i zaspokajania jej potrzeb, z jednoczesnym zredukowaniem pieszczot wstępnych. U mężczyzn natomiast jego młodzieńczy seks ,,sportowy" ewoluje w stronę bogatszej ars amandi i oczekiwania wzrostu aktywności seksualnej partnerki; spada również zainteresowanie seksem do poziomu innego hobby czy zainteresowania, np. zawodowego. Partnerzy nie zawsze znają kierunek tej ewolucji, a ujawnia się ona w snach i fantazjach seksualnych, selekcji lektur na tematy seksualne. Kierunki ewolucji potrzeb seksualnych zależne są m.in. od temperamentów partnerów, ich osobowości, ars amandi, więzi uczuciowej, miłości. W jednych związkach struktura potrzeb seksualnych w wieku dojrzałym staje się zatem bardzo bogata, zróżnicowana, a w innych ubożeje, będąc sprowadzana do wymiaru czysto biologicznego. Ewolucja potrzeb seksualnych zależy również od drugiego partnera, zwłaszcza od tego bardziej dominującego. Zdarza się zatem, że wpływa on na akceptację np. wymiany partnerów, seksu grupowego, kształtując w ten sposób potrzeby orgiastyczne u drugiego partnera. Inny natomiast partner potrafi ukierunkować ewolucję w odwrotnym kierunku i wygasić potrzeby orgiasłyczne na rzecz więziotwórczych, uczuciowych. Patrząc wstecz każdy człowiek będący w wieku dojrzałym potrafi sobie odpowiedzieć na pytanie - na ile w sferze seksu się zmienił, w jaką stronę przebiegała jego ewolucja, czy bardziej akceptuje siebie w wydaniu młodzieńczym, czy bardziej w wydaniu dojrzałym. U wielu osób istnieje konfrontacja potrzeb seksualnych z systemem normatywnym. Zdarza się np., że są odrzucane normy i zasady religijne dotyczące spraw seksu. Pojawia się również i konfrontacja z postawami wobec seksu u własnych dzieci. Patrząc z perspektywy czasu można uznać, że należało inaczej postępować i wówczas rzutuje się na dzieci własne problemy w tym zakresie. W wielu związkach dopiero w wieku dojrzałym można ocenić stopień przystosowania seksualnego, temperamenty seksualne. Dopiero wówczas może się okazać, czy partnerzy pod tym względem dobrali się jak w korcu maku, czy też mają odmienne natury i temperamenty. PRAWO DZIOBANIA" W SEKSIE Odpowiedniki wielu zachowań seksualnych człowieka można znaleźć w świecie przyrody i chyba nie ma w tym niczego dzwnego skoro ewolucja świata obejmuje około 2 miliardy lat a ewoluOa kultury kilkadziesiąt tysięcy lat. Wspomniane P,^'"^3^3^23uważalne w rytuale pocałunku, pieszczot, zachowania godowego, urządzenia gniazdadomu, modeli mono i poligamu, a także w wychowaniupotomstwa, w rytuale zabaw itp. W zasadzie dotąd nie wiemy, Fak głff^ie jest tkwiące w nas dziedzictwo świata przyrody i!e podświadomych mechanizmów tkwi w bardzo odieg e) przeszłość,. trudno również niekiedy przeprowadzać linię demarkacy^ą między otrzymanym dziedzictwem a światem specyficznie ludzkim. Istnieje 41 również pojęcie ewolucji jednostki jako takiej, czyli formowanie przez nią samą przestrzeni kultury we własnym JA, świata wartości egzystencjalnych. Wspomniane fenomeny potrafią nadać zachowaniom seksualnym inny wymiar i można wówczas powiedzieć, że mają one charakter osobowy. Warto zwrócić uwagę na pewien określony mechanizm zachowań seksualnych niektórych ludzi wiążący się z ,,prawem dziobania", czyli z zasadą hierarchii. W życiu społecznym niektórych gatunków miejsce w hierarchii społecznej wiąże się z prawem posiadania partnerów oraz specyfiką ich seksualnej dominacji. Na przykład samiec A - zajmujący o kilka szczebli wyższą pozycję od samca B - może korzystać z większej liczby partnerek seksualnych, które okazują mu swoją uległość, kokietują go i rywalizują między sobą o jego względy. Nie jest to bynajmniej mechanizm typowy dla wszystkich społeczności świata zwierzęcego, ale dość powszechny i zauważalny. Zapewne u podstaw tego mechanizmu nie tkwi zasada przyjemności seksualnej lub zasada rekompensaty trudów związanych z miejscem w hierarchii, a raczej m.in. interesy gniazda, doboru genetycznego, zdrowia populacji, przystosowania itd. Trudno natomiast wypowiedzieć się, w jakim stopniu mogą tu odgrywać rolę względy prestiżu, potrzeby awansu w hierarchii itp. "Prawo dziobania" w społeczności ludzkiej występuje nie u wszystkich, ale jest na tyle zauważalne, że warto mu przyjrzeć się bliżej. Z jednej strony można je również tłumaczyć mechanizmem etologicznym, czyli podświadomą potrzebą założenia gniazda, doboru genetycznego, przystosowania. Jednakże zachowania kokieteryjnouległe wobec osób znajdujących się wyżej w hierarchii prestiżu seksualnego ujawniają jeszcze wiele innych podświadomych i świadomych potrzeb. Należą do nich: potrzeba zyskania znaczenia i awansu, zaspokojenia świata marzeń, oczekiwań. Przykładem może być dość często spotykany mit Kopciuszka, czyli oczekiwanie na księcia z bajki, który pozwoli przenieść się w wymarzony i upragniony świat Olimpu społecznego. Można również mówić o znaczeniu rywalizacji i walki o partnera znajdującego się wyżej w hierarchii seksualnej, dopingującego do wysiłku w celu uzyskania jego względów. Nie zamierzam tu rozwodzić się nad wszystkimi możliwymi przyczynami powstania tego typu mechanizmu zachowań, można by bowiem sięgać aż do struktury życia rodzinnego i miejsca w niej danej osoby, odczuwającej potrzebę wspinania się coraz wyżej, robienia tzw. kariery, którą można przecież robić i przez przysłowiowe łóżko. Istnieją również uwarunkowania społeczne. Każde społeczeństwo i kultura ma swój Olimp, czyli czarowny upragniony świat, do którego pragnie się dostać. Kiedyś Olimpem była arystokracja, jest nim świat biznesu, aktorski itd. Bycie w tym gronie dawało niejako automatycznie wyższe miejsce w hierarchii seksualnej. Co jeszcze, poza przynależnością do Olimpu danej społeczności, 42 należy do hierarchii seksualnej? Niewątpliwie dobre miejsce daje atrakcyjność, aparycja, uroda. Wiele kobiet np. zrobiło zawrotne kariery dzięki swej urodzie, wdziękowi. Wysokie miejsce daje również seksapil, sława, bogactwo, pozycja społeczna, dar uwodzicielski i związany z nim posmak sensacji. Gdyby dobrze się przyjrzeć wszystkim związkom pozamałżeńskim, ponownie zawieranym małżeństwom, to w wielu przypadkach moglibyśmy rozpoznać wspomniane ,,prawo dziobania", czyli okazanie kokieterii i uległości seksualnej wobec partnera stojącego wyżej w hierarchii od dotychczasowego. Seksuologa może interesować styl zachowań seksualnych danej osoby wobec partnera, który postrzegany jest jako atrakcyjniejszy od dotychczasowego, zapewniający awans i przesunięcie się wzwyż w hierarchii. Mając np. możliwości porównania ars amandi danej kobiety w dotychczasowym i nowym związku dostrzega się kilka prawidłowości. Jedną z nich można nazwać: ,,pozwala na więcej". W poprzednim związku istniała pewna bariera dla pewnego rodzaju form pieszczot i np. nie dochodziło do pieszczot oralnogenitalnych, zmian w pozycjach współżycia. Tymczasem w nowym związku wspomniane pieszczoty i zmiany technik seksualnych stają się nie tylko dopuszczalne, ale istnieje gotowość przyjęcia każdej propozycji ze strony partnera. Co ciekawe, jeżeli nawet nowy związek okaże się przejściowy i nastąpi powrót do poprzedniego partnera, to również następuje powrót i do poprzedniego stylu ars amandi, chociaż nie dostarcza on już uprzedniego poziomu satysfakcji. Przykładem innej prawidłowości jest: ,,więcej się stara". W nowym związku powstaje większa mobilizacja do zaspokojenia potrzeb seksualnych partnera, a nawet potrzeba okazania się dla niego doskonałym i niezbędnym współpartnerem, l tak np. w poprzednim związku typowa była postawa oczekiwania aktywności ze strony partnera przy równoczesnej własnej bierności, tymczasem w nowym sytuacja diametralnie się zmienia, jeżeli takie wymagania ma partner. Co więcej, owo "więcej się stara" wynika nie tylko z chęci zyskania akceptacji, ale staje się wyrazem własnej przyjemności, potrzeby. Niekiedy tego rodzaju metamorfoza wzbudza uczucie zaskoczenia i stwierdzenie, iż nie poznaje się siebie, że jest się tak innym, co najczęściej przypisywane jest jakimś tam zaletom erotycznym nowego partnera, np.; "Bo on tak działa na mnie" itp. Istnienie wspomnianych wyżej prawidłowości może prowadzić do daleko idących zmian w zachowaniach seksualnych, a nawet do całkowitej zmiany postaw seksualnych. Akceptowane bywają i traktowane jako subiektywnie przyjemne nawet takie zachowania seksualne, które dotychczas były oceniane jako nieprawidłowe czy dewiacyjne. Spotykamy również kolejną prawidłowość: "silniej reaguje". Atrakcyjność nowego związku, staranie o akceptację ze strony partnera, poczucie zaspokojenia własnych potrzeb i oczekiwań mogą prowa-43 dzić do wzrostu natężenia reakcji seksualnych i wówczas to, co dotychczas działało przeciętnie silnie, teraz okazuje się działać nader ekscytująco, l tu równie często przypisuje się te odczucia oddziaływaniu osoby partnera, np.: "Wystarczy jego dotyk, a ja już czuję prądy w całym ciele". Zapewne zdarza się, że inny partner może działać znacznie bardziej podniecająco dzięki bioprądom seksualnym, wyższej fascynacji erotycznej, ale w tym przypadku chodzi mi o działanie będące konsekwencją wspomnianego "prawa dziobania". Należy również wspomnieć o jeszcze innej prawidłowości, jaką jest zmiana roli, i tak np. dana osoba, będąca w poprzednim związku dominująca, głosząca hasła feminizmu, partnerstwa itp., w nowym przyjmuje rolę uległą, podporządkowaną." Ponieważ nasz intelekt odznacza się dużą elastycznością, to i ta metamorfoza bywa uzasadniona, np.; "Dopiero przy nim poczułam się jak prawdziwa kobieta". Okazuje się zatem dość często, jak pozornie trwałe bywają nasze role w związkach uczuciowych i nasze samooceny. Z istoty "prawa dziobania" wynika uległość i podporządkowywanie się osobie znajdującej się wyżej w hierarchii seksualnej. Nie oznacza to bynajmniej, iż zmiana roli również jest niezmienna. Znane jest chociażby zjawisko mitu Pigmaliona, czyli obrośnięcie w piórka w nowym związku. Wyczuwany wzrost własnej pozycji u partnera może prowadzić do przyjęcia roli nadrzędnej wobec niego i z kolei "on jest dziobany". Niektóre osoby, przeskakujące dzięki kolejnym związkom na coraz wyższe poziomy Olimpu, potrafią kilkakrotnie zmieniać swoje role, a co za tym idzie wspomniane prawidłowości "pozwala na więcej", "więcej się stara", "silniej reaguje" dotyczą tylko kolejnego etapu, a wygasają w poprzednich. Czy jest kres tej drogi i jaki jest obraz ostateczny? Wszystko zależy od tego, na ile dany związek jest trwały, na ile zostały zaspokojone oczekiwania i dopiero wówczas rodzi się nieskrępowany już autentyzm. "Prawo dziobania" znajduje również swój naturalny kres z upływem wieku i uzyskaną rolą. Chociaż prawo' to nie należy do uniwersalnych prawidłowości związków między partnerami, pozwala jednak na wysunięcie pewnego wniosku ogólniejszej natury. W zasadzie jedynie związek oparty na bezinteresownej miłości, przyjaźni, więzi międzyosobowej pozwala zachować autentyzm zachowań seksualnych, w którym "pozwala na więcej"... "więcej się stara"... "silniej reaguje" należy do natury miłości i więzi erotycznej bez ukrytych podtekstów. W tego rodzaju związku partner dzięki miłości jest na szczycie hierarchii seksualnej i mówiąc zwyczajnie nie ma konkurencji, chociaż może nie należeć do Olimpu. 44 AKTYWNOŚĆ SEKSUALNA Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy poziom ich potrzeb seksualnych, częstotliwość współżycia, czas trwania stosunku mieszczą się w granicach normy, czy są podobne do jakiejś przeciętnej. W związkach, w których partnerzy różnią się potrzebami seksualnymi, często dochodzi do wzajemnego przekonywania o normalności własnych potrzeb i jako dowód służą przykłady z życia znajomych. W taki sposób niejedna kobieta potrafi udowodnić, że normalne jest współżycie raz w miesiącu, a niejeden mężczyzna, że kilka razy dziennie. Granice normy są bardzo szerokie i wyrażają pewne prawidłowości statystyczne. 45 Dla ilustracji przedstawię wyniki własnych badań przeprowadzonych na populacji 200 związków partnerskich, wylosowanych na zasadzie próby. Odczuwane potrzeby współżycia; 70% mężczyzn i 65% kobiet odczuwa potrzebę współżycia kilka razy w tygodniu; 18% mężczyzn i 6% kobiet codziennie; 24% kobiet i 12% mężczyzn potrzebuje 3Ś4 kontaktów miesięcznie. Natomiast kontakty rzadsze ujawniają jedynie te bsoby, które mają zaburzenia seksualne. Można zatem wyprowadzić wniosek, iż statystyczna norma mieści się od średnio jednego współżycia na tydzień do stosunków codziennych. Częstotliwość kontaktów seksualnych: 70% kobiet i mężczyzn współżyje kilka razy na tydzień, 22% mężczyzn i 24% kobiet jeden raz na tydzień, a codziennie - 4% kobiet i mężczyzn. Jeżeli porównamy te dane z powyższymi, to okazuje się, że u około 30% ludzi istnieje rozbieżność między oczekiwanym a realizowanym współżyciem seksualnym i to zarówno w stronę zbyt rzadkich, jak i zbyt częstych stosunków. 75% populacji utrzymuje regularne, ustabilizowane kontakty. Aktywność własna i partnera: 72% mężczyzn i 35% kobiet deklaruje potrzebę wzajemnej aktywności we współżyciu, natomiast 60% kobiet woli aktywność mężczyzny, a jedynie 14% mężczyzn własną. Istnieje zatem wyraźna rozbieżność między płciami co do oczekiwań aktywności. U kobiet dominuje raczej bierność lub odwzajemnianie pieszczot, natomiast u mężczyzn wyraźna jest potrzeba współaktywności; 6% kobiet woli własną aktywność, a 12% mężczyzn aktywność kobiety. Hierarchia bodźców seksualnych; U kobiet istnieje następująca hierarchia oczekiwanych bodźców seksualnych: pieszczoty ciała, pobudzanie łechtaczki, ruchy frykcyjne w pochwie, a do rzadziej ujawnianych należą oralizm, wytrysk w pochwie. U mężczy.zn natomiast na pierwszym miejscu atrakcyjności jest sam stosunek, dalej wytrysk w pochwie, pieszczoty narządów płciowych, oralizm, natomiast na bardziej odległym miejscu jest pobudzanie łechtaczki i pieszczoty ciała. Ujawnia się zatem wyraźna rozbieżność między partnerami, co zresztą wiąże się z często spotykanymi rozczarowaniami seksualnymi u wielu kobiet, gdyż ich pierwszoplanowe potrzeby u partnerów są na dalszym miejscu w hierarchii. Można stwierdzić, iż wielu mężczyzn nadal pomija stymulację najbardziej optymalną z punktu widzenia seksualności kobiety. Natomiast w przypadku mężczyzn frustracja w tej sferze ma mniejszy zasięg. Pozycje współżycia: Zdecydowanie najbardziej popularna jest pozycja klasyczna, którą stosuje 70% badanych. U kobiet na drugim miejscu popularności jest pozycja boczna z twarzami do siebie, dalej tzw. na jeźdźca, odwrotna, natomiast do najmniej lubianych należą pozycja stojąca i od tyłu. U mężczyzn na drugim miejscu popular-46 ności jest pozycja odwrotna (kobieta na mężczyźnie), boczna, na jeźdźca. Jak więc widać, rozbieżność między płciami jest mała. Hierarchia pozycji współżycia jest zupełnie odmienna w związkach przypadkowych; w nich najmniej atrakcyjna jest klasyczna, natomiast chętnie się ją zmienia, np. na boczną, od tyłu, odwrotną; częsty jest również oralizm. Można z tego wyciągnąć wniosek, iż w małżeństwie dominuje tradycja, a w związkach pozamałźeńskich swoboda w wyborze pozycji. Ma to jednak pewne znaczenie dla trwałości i atrakcyjności więzi partnerskiej - w przypadku małżeństw z urozmaiconym życiem seksualnym i rożnymi pozycjami są one wyższe. Czas trwania stosunku: Około 10% związków ma stosunek trwający do 3 minut; 55% do 10 minut, a 35% powyżej 10 minut; w tym ostatnim przypadku sprzyja to większej atrakcyjności współżycia u kobiet. Wiele badań ankietowych i eksperymentalnych wskazuje na fakt, iż dłuższy czas pieszczot wstępnych i stosunku sprzyja wyższemu poziomowi satysfakcji seksualnej i przeżyciu orgazmu u kobiet. Nie jest to jednak obowiązującą regułą, część kobiet osiąga bowiem orgazm szybko i nawet bez gry wstępnej. W trakcie współżycia część kobiet onanizuje się (w przebiegu stosunku lub po jego zakończeniu). Dotyczy to kobiet, które mają typ orgazmu wyzwalanego przez stymulację łechtaczki i w tych przypadkach albo partner jej nie pobudza lub pobudza niewystarczająco. Innym powodem samopobudzania jest zbyt krótki czas trwania kontaktu i rozbudzona kobieta dąży do orgazmu wyręczając w tym swego partnera. Te kobiety częściej ujawniają od innych rozczarowanie więzią seksualną w związku. Ogólnie rzecz biorąc zdecydowanie więcej kobiet w porównaniu z mężczyznami skarży się na rozczarowania we współżyciu, niedostatek miłości ze strony partnera i jego starań o atrakcyjność w ars amandi. Te skargi mogą wyrażać poczucie, iż w seksie stać je na więcej, a z winy partnera nie mogą tego osiągnąć, ale mogą również wynikać z oczekiwań wzbudzonych przez lektury, koleżanki. U kobiet częstsze niż u mężczyzn są wahania potrzeby współżycia, zainteresowania nim i skali przeżyć seksualnych, co wynika z ich struktury emocjonalnej. U mężczyzn natomiast większa jest stałość częstotliwości współżycia, sprawności seksualnej, ale za to stopniowo opada ona aż do andropauzy. Wyraźnie też mniejszy jest wpływ przeżyć emocjonalnych. Inaczej mówiąc, wielu mężczyzn jest w stanie mieć udane współżycie po denerwującej rozmowie, kłótni, a dla wielu kobiet jest to niemożliwe aż do załagodzenia konfliktu i rozbudzenia w nich dobrego nastroju. Porównania między kolejnymi generacjami wskazują, iż we współczesnym pokoleniu większy jest zakres częstotliwości współżycia, form 47 stymulacji seksualnej, zdolności osiągania orgazmu przez kobieły, bardziej urozmaicone współżycie (zwłaszcza w zakresie technik, pozycji, oralizmu). Zapewne jest to m.in. efektem przemian obyczajowych. Mówiąc o aktywnos'ci seksualnej należy również wspomnieć o jej zmianie w miarę upływu wieku. Z poniższego wykresu wynika, że zmniejszenie średniej częstotliwości współżycia jest stopniowe i w okresie przekwitania ulega stabilizacji. Należy jednak pamiętać o tym że wykres ilustruje przeciętną statystyczną tendencję, natomiast w wie lu związkach częstotliwość ta może przebiegać zupełnie inaczej. l3 S o |2 o (O ar N J u 1 18-24 25-34 35-44 Wiek 45-54 55 i więcej AKTYWNOŚĆ MĘŻCZYZNY ŚŚi Aktywność seksualna mężczyzny uwarunkowana jest różnymi czynnikami: temperamentem seksualnym, atrakcyjnością partnerki, własnymi potrzebami psychicznymi, obrazem męskości, sytuacją. Przyjrzyjmy się temu bliżej na przykładzie tabeli ze str. 50. Widać jak bardzo wszystkie te grupy różnią się między sobą, z tym że grupa kontrolna i grupa alkoholików były zbliżone wiekiem, natomiast grupa narkomanów mieściła się w wieku do 25 lat. Można zatem powiedzieć, iż u mężczyzn w stosunkowo małym stopniu aktywność seksualna jest uwarunkowana modelem dominacji seksualnej mężczyzny. Wyraźnie ten model jest w zaniku, a w młodej populacji prawie nie istnieje. Mężczyźni z grupy kontrolnej odczuwają potrzebę wzajemnej aktywności seksualnej, wiążącą się ze strukturą ich potrzeb psychicznych, zwłaszcza potrzebą partnerstwa. Postawa ta jest wyrazem upowszechniającego się modelu partnerskiej współodpowiedzialności za współżycie. W przypadku mężczyzn mających problemy seksualne w wyniku uzależnień lub chorób rosną oczekiwania na pomoc ze strony partnerki. Pojawia się również nowe zjawisko - wzrost oczekiwań na aktywność ze strony partnerki w młodych populacjach mężczyzn. Dotyczy to zwłaszcza tych partnerów, którzy wobec partnerki przyjmują postawę dziecka, które mają im zatem matkować i w sytuacjach łóżkowych. Istnieje wiele nieporozumień co do granicy możliwości aktywności seksualnej płci. Zrozumiałe, iż kobiecie przypisuje się brak takiej granicy, z racji bowiem swej budowy ,,zawsze może". Nie jest to zresztą prawdą, każda bowiem kobieta ma swoją subiektywną granicę wytrzymałości i tak np. dla jednej 1 stosunek jest wystarczający i nie jest w stanie odbyć następnego, a dla drugiej nie ma proolemu i z 20 stosunkami w jednym dniu. Można jednak założyć, iż u typowej kobiety zdolność odbycia kilkakrotnych stosunków dziennie jest realna, aczkolwiek nie muszą się one wiązać z orgazmami. W przypadku mężczyzn istnieje wyraźny spadek aktywności (zwanej 4 - Seks dojrzały 49 Tabelo 1 Aktywność seksualna mężczyzny Grupa Alkoholicy Narkomani kontrolna (%) Wo) (°/o) Ulubiona forma aktywności: własna aktywność 15 7 14 aktywność kobiety 30 64 12 wzajemna aktywność 55 29 74 Uwarunkowania typu aktyw ności : temperament seksualny (poziom libido), sprawność 30 62 6 atrakcyjność partnerki 4 2 10 własne potrzeby psychiczne 5 6 70 obraz męskości 15 1 12 czynniki sytuacyjne 45 29 2 popularnie potencją) w miarę upływu wieku. O ile w młodości dany partner jest w słanie mieć kilka wytrysków, jeden po drugim, to w miarę upływu wieku możliwości zmniejszają się, a partnerka jest w słanie wyczuć granicę możliwości u swego partnera, zatem wie, "ile razy on może". Niektóre kobiety wykorzystują znajomość tego faktu do swoistego zapobiegania ewentualnym zdradom ze strony mężczyzny. Polega to na tym, że doprowadzają go do granicy, jaką jest wyczerpanie, zmęczenie. Jest to jednak dość naiwna postawa, gdyż w kontakcie z daną kobietą mężczyzna potrafi dojść do nieprzekraczalnej granicy zmęczenia, ale wkrótce jest w słanie odbyć udany stosunek z inną kobietą. Tego typu zdolność jest wyraźna w seksie grupowym, w którym średnia aktywność danego mężczyzny jest wyższa niż w kontaktach z jedną partnerką. Aktywność seksualna mężczyzny obejmuje również zainteresowanie osobą partnerki, ars amandi. Można powiedzieć, iż zachowanie mężczyzn w czasie całego współżycia, we wszystkich jego fazach, jest wyrazem nie tylko jego kultury, znajon.ości ars amandi, ale i czułym testem uczuć wobec kobiety i postaw wobec nrej. Z tego zachowania można wyciągnąć znacznie więcej trafnych wniosków niż z deklaracji słownych. Należy tu jednak wprowadzić taryfy usprawiedliwiające mężczyzn. Po pierwsze wielu z nich ujawnia w życiu seksualnym nieporadność, skrępowanie, zahamowanie, wynikające z wychowania i to niezależnie od upływu wieku. Po drugie wielu mężczyzn we współżyciu seksualnym koncentruje się jedynie na dotyku, a pomija kontakt słowny. Między partnerami nie ma wymiany informacji, zatem optymalna ars amandi jest często trudna do stworzenia. W wielu związkach partnerskich w miarę upływu wieku maleje aktywność seksualna mężczyzny, a wzrasta jego oczekiwanie na wzrost aktywności i pomoc ze strony partnerki. Proces ten wynika z biologicznego spadku libido (wpływ wieku, a zwłaszcza chorób, alkoholu, palenia, braku troski o higienę i sport). Wiąże się z tym stwierdzone w wielu krajach zjawisko rosnącej patologii zdrowia mężczyzn. Dla wielu mężczyzn świadomość spadku u siebie libido jest bolesnym doświadczeniem i zagraża poczuciu wartości męskiej. Im mniej dany mężczyzna ma poczucia seksu i osiągnięć na innych płaszczyznach życia, tym większa będzie jego frustracja seksualna. Jedynie część mężczyzn podchodzi do tych spraw z umiarem, dystansem i spokojem, akceptując siebie takimi, jakimi są. Leczenie czy porada mogą ta wprawdzie pomóc, ale w zakresie możliwym do stanu organizmu, np. nie można wrócić 50latkowi wigoru 20latka. Wiele frustracji i antyfeminizmu u mężczyzn powstaje właśnie w latach wieku dojrzałego przy odczuwanym spadku libido, istnieje bowiem poczucie zagrożenia, iż nie zaspokojona seksualnie partnerka zainteresuje się kimś innym. Zachowanie poczucia wartości męskiej zależy zatem również od postawy partnerki i przebiegu związku partnerskiego. 50 AKTYWNOŚĆ KOBIETY Wiele kobieł na początku więzi seksualnej z danym partnerem, a szczególnie w pierwszych w życiu kontaktach, nie wie, jak właściwie ma się zachowywać. Targają nimi różne potrzeby: sprawienia radości swemu partnerowi, własnej ekspresji seksualnej, wypadnięcia dobrze, chęć dobrego zaprezentowania się. Nieraz nie wiedzą, czy ujawnienie jakiejś własnej aktywności nie obróci się przeciw nim, może bowiem partner uzna, że są wyrafinowane i zbył doświadczone. Inne są zablokowane lękiem, że zostaną ocenione jako prowincjuszki i staromodne w tej dziedzinie. Jeżeli uważają, że partner jest bardzo doświadczony, obawiają się porównania z poprzednimi jego partnerkami i rośnie zagrożenie. Często pomaga kobiecie w tym wszystkim właściwa jej naturze intuicja i improwizowanie w trakcie zbliżenia, ale nie wszyscy są obdarzeni intuicją. Dla innych wyjściem z sytuacji jest szukanie porad w lekturach, modelu techniki seksualnej. Wolne od potrzeby określania takiej lub innej własnej aktywności seksualnej są jedynie te kobiety, które czują swą wysoką pozycję u mężczyzny, wiedzą, że są adorowane, zdobywane. Wystarcza wówczas sam fakt zgody na zbliżenie, aby partner był usatysfakcjonowany. Jeżeli natomiast współżycie z partnerem jest traktowane na zasadzie partnerstwa lub potrzeby zdobycia mężczyzny, to sprawa komplikuje się. Wspomniana niejasność co do własnej aktywności seksualnej wzbudza skrępowanie, stan napięcia i postawę obserwowania reakcji partnera. W zasadzie można powiedzieć, że w pierwszych kontaktach seksualnych danej pary ujawnia się wzajemna postawa, zasada partnerstwa lub hierarchiczności (podporządkowania, dominacji); widać, kto kogo zdobywa, adoruje, komu na czym zależy w ars amandi. Narzucanie sobie powinności w życiu seksualnym nie sprzyja jednak jego harmonii i udanemu przebiegowi. Zamiast autentyzmu, relaksu, 52 radości pojawia się napięcie, obserwacja, odgadywanie życzeń, oczekiwań. W rozmowach w gabinecie mogłem się nieraz przekonać, jak często obie strony potrafią rozwiązać sobie ten problem jeszcze przed nawiązaniem kontaktów seksualnych. Jedni milczą i niczego sobie nie przekazują, licząc na to, że samo wyjdzie, i tak już pozostaje. Młodsi wiekiem nieraz podsuwają sobie lektury lub wprost mówią o swych oczekiwaniach, upodobaniach lub też kierują aktywnością partnera, np. kładą jego dłoń na piersiach, narządach płciowych i mimicznie dają wyraz swym odczuciom. Stosunkowo rzadką, chociaż przyjemną formą, jest rozmowa figlarna, w której umiejętnie przekazuje się drugiej osobie swoje oczekiwania. Tego typu forma możliwa jest jednak u osób z dużą kulturą osobistą, zakresem słownictwa nie będącego ani żargonowym, ani medycznym. W przypadku gdy nie ma żadnych rozmów ani wymiany informacji, konieczne jest po prostu czekanie na przebieg kontaktów i nietraktowanie ich już od samego początku jako zadania do wykonania, wykazania się. 2ycie seksualne w końcu jest sztuką i dlatego wymaga czasu, cierpliwości, umiejętności rejestrowania i odczytywania wzajemnych sygnałów wynikających z zachowania partnerów. Nie jest natomiast dobrze, jeżeli narzuca się sobie jakąś grę, aktywność pod partnera. Należy pamiętać o tym, że druga osoba też wyczuwa naturalność lub sztuczność zachowań i może to mieć wpływ na ocenę partnerki. Wiele kobiet wstydzi się swej nieporadności seksualnej, inne natomiast zgrywają się na dziewicę, doświadczoną, ekstatycznie przeżywającą, lubiącą te rzeczy. Te gry wcześniej czy później zostaną rozszyfrowane i nie wpłyną pozytywnie na więź. Jednym z motywów gry seksualnej kobiet jest potrzeba zawarcia małżeństwa. Współżycie seksualne staje się narzędziem do realizacji tego celu. Dopiero po ślubie okazuje się, że ekscytujący seks był pozorem, maską, a rozczarowanie partnera jest oceniane negatywnie. Może również po ślubie zmniejszyć się motywacja do starań o radość ze współżycia z partnerem i zaczyna dominować własny interes, codzienność. Bądźmy zatem sobą, naturalni i autentyczni, nie stwarzajmy iluzji co do własnej osoby. l REAKCJE KOBIET WOBEC MĘSKIEJ FIZJOLOGII SEKSUALNEJ Dla mężczyzny atrakcyjność więseksualnej obejmuje rówzi nież postawy i reakcje partnerki wobec jego fizjologii seksualnej (erekcji, wytrysku). Wiele kobiet nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo to może być ważne dla harmonii psychicznej ich związku. W celu dokładniejszego omówienia tego zagadnienia pomijam oczekiwania męskie adresowane wobec partnerki, a które również prowokują ją do takich lub innych reakcji. W tradycyjnej obyczajowości seksualnej kobieta przyjmowała postawę bierną, oczekiwała pieszczot swego ciała, a źródłem satysfakcji seksualnej mężczyzny była jego sprawność we i współżyciu oraz fakt przeżycia orgazmu przez partnerkę. W partnerskim modelu więzi seksualnej obie strony są aktywne, dążą do osiągnięcia satysfakcji przez partnera, uatrakcyjnienia współżycia. Zrozumiałe zatem, że postawa partnerki wobec reakcji seksualnych partnera ma dla niego duże znaczenie i jest jednym z wyrazów uczucia do niego, oceny atrakcyjności jako mężczyzny. W początkach kontaktów seksualnych, np. w petłingu, wiele młodych kobiet poznając męskie ciało ujawnia sprzeczne postawy, np. ciekawości i niechęci, fascynacji i lęku; niektóre reagują szokiem na erekcję członka, obawiając się, że taki jest duży i dlatego może uszkodzić pochwę. Niekiedy tego typu lęk powoduje unikanie współżycia, pochwicę. Reakcja kobiety na erekcję i wytrysk mężczyzny jest wypadkową jej uczuć wobec niego, postaw wobec ciała i seksu, wyobraźni i postaw estetycznych. Nic zatem dziwnego, że wiele kobiet odczuwa nawet i w dojrzałym wieku sprzeczne uczucia, a niektóre nigdy nie wyzbędą się dystansu, a nawet i pewnego wstrętu wobec płciowości męskiej. Okazuje się, że wspomniane postawy kobiet często nie mają związku z ich przeżyciami seksualnymi, np. kobieta mająca orgazm może odczuwać niechęć do ciała partnera, a kobieta z anorgazmią fascynację itp. 54 Reakcje kobiet są zatem bardzo zróżnicowane i w zasadzie można je sprowadzić do kilku najczęściej występujących: Reakcje orgiastyczne Niektóre kobiety są tak dalece zafascynowane płciowością męską, że przyjmują one charakter zgoła fełyszu, pobudzają członek na wszelkie możliwe sposoby, jakie podsuwa wyobraźnia, wolą oralizm od innych form kontaktu, pragną kontaktu z nasieniem na całym swym ciele, podnieca je jego zapach, często również stosują spermatofagię (połykanie nasienia). Wspomniana fetyszyzacja prowadzi do tego, że nie tyle jest ważrfa osoba partnera co atrybuty jego męskości. Niekiedy zachowanie tych kobiet wzbudza paniczny lęk u partnera, obawia się on bowiem tak zapamiętałego podniecenia, połączonego z gryzieniem narządów i nie kończącej się stymulacji. Reakcje awersyjne U niektórych kobiet erekcja, a częściej wytrysk, wzbudzają uczucie wstrętu i np. współżycie kojarzy się im z zabrudzeniem - stąd potrzeba szybkiego mycia się; zapach nasienia przyprawia je o mdłości. Tego typu reakcje mogą być wyrazem odrzucania osoby partnera, ale bywają również wyrazem postawy wobec seksu (manicheizm, ukryły homoseksualizm), objawem nerwicy natręctw. Reakcje obojętne Reakcje tego typu były bardzo częste w starszych pokoleniach, wynikały z wychowania niechętnego wobec ciała i seksu, z narcyzmu kobiecego. Często towarzyszą oziębłości seksualnej kobiet, u innych są wynikiem braku wrażliwości pochwy na ruchy frykcyjne lub odczucie wytrysku. Przy okazji warto wspomnieć, iż około 60% nie czuje wytrysku w pochwie i to niezależnie od zdolności przeżywania orgazmu w trakcie stosunku. U wielu innych kobiet płciowość męska jest aseksualna, a we współżyciu koncentrują się na sobie; ta postawa ujawnia się również w reakcjach na porno - interesuje je to, co dotyczy kobiety. Reakcje ambiwalentne Odczucia sprzeczne, np. przyjemności i obrzydzenia, ciekawości i lęku, nie należą do rzadkości. Częstsze są u kobiet zaczynających życie seksualne, nawiązujących romans, ale występują również często u kobiet rygorystycznie wychowanych, a obdarzonych dużą zmysłowością. Reakcje pozytywne Reakcje tego typu obejmują szeroki zakres - od przyjemności do fascynacji, koniecznej do osiągania orgazmu. Są np. kobiety, które mogą przeżyć orgazm dopiero po odczuciu wytrysku u partnera. 55 W obecnej obyczajowości seksualnej coraz więcej kobiet odczuwa przyjemność w pieszczeniu narządów partnera, wyczuwaniu jego podniecenia, widzeniu erekcji, wytrysku. To wszystko jest dla nich ważnym bodźcem seksualnym i to niezależnie od poziomu zaangażowania uczuciowego. Reakcje pozytywne, jako prawidłowe, są wyraźnie efektem przemian obyczajowości seksualnej, która dowartościowała seks i ciało, są również konieczne dla partnerstwa w ars amandi i stanowią jeden z fundamentów kultury seksualnej. Szczególny swój wyraz i pełnię osiągają w miłości partnerskiej, kiedy cały partner jest akceptowany i kochany. W wielu dojrzałych stażem związkach reakcje pozytywne są u partnerów te same, powiązane z pewną figlarnością i poczuciem humoru. Dialogi erotyczne w tych związkach są finezyjnie zmysłowe i pogodne. Gdyby ujawnić prawdziwe przyczyny rozpadu wielu związków i nawiązania nowych przez mężczyzn, to okazałoby się, że często wynikały one z reakcji kobiet na ciało, płciowość mężczyzny. Reakcje pozytywne są zatem wyrazem nie tylko postawy wobec seksu i partnera, ale również mają znaczenie dla przyszłości związku, poczucia swej wartości przez mężczyznę i atrakcyjności partnerki w jej roli seksualnej. PIESZCZOTY CZŁONKA Zakres pieszczot partnerek wobec swoich partnerów jest bardziej ograniczony niż partnerów wobec nich. Z jednej strony można to tłumaczyć faktem inności psychofizjologii seksualnej płci, gdyż sfery erogenne kobiet są liczniejsze niż u mężczyzn; również potrzeby bodźców dotykowych są u nich większe. Nie oznacza to jednak, iż mężczyźni są pozbawieni podobnych potrzeb. Z drugiej strony natomiast istnieje jeszcze ciążenie tradycji kultury seksualnej, w której stroną aktywną był mężczyzna, a bierną kobieta. Jakkolwiek zmiany obyczajowe zaszły daleko, jednak w modelu współżycia seksualnego wielu związków nadal istnieje opór wobec pieszczot narządów płciowych mężczyzny, jakby były one jakimś tabu. Dla przykładu posłużę się wynikami badań 150 kobiet w wieku 17Ś45 lat, z różnym wykształceniem i pochodzących z różnych środowisk. Tego typu populacja nie jest bynajmniej obrazem całości, ale daje pewien pogląd na problem. Otóż na 150 współżyjących seksualnie kobiet - 55 nigdy nie pieści ani nie dotyka członka partnera. Wynika to z oporów, niechęci, braku takiej potrzeby; 42 kobiety ograniczają się do nieśmiałych pieszczot, tzn. poprzestają na samym dotknięciu członka, krótkim trzymaniu go w ręce lub jedynie wprowadzają go do pochwy przed stosunkiem. Wspomniane pieszczoty nie są dla nich źródłem przyjemnych odczuć. Podobnie jak w poprzedniej grupie członek partnera ma określoną rolę - jest źródłem doznań w stosunku i nic więcej. Obie grupy kobiet reagują też obojętnie na bodźce wzrokowe, dotyczące płciowości mężczyzny; jego nagość jest aseksualna. Niektóre kobiety (31) w ars amandi dotykają członka partnera i odwzajemniają pieszczoty oralnogenitalne, ale wspomniane formy pieszczot są dla nich potrzebą sprawienia przyjemności partne-57 rowi; im samym natomiast nie są potrzebne do wzrostu podniecenia: "Robią to, aby jemu zrobić przyjemność" - to typowy motyw aktywności w tej grupie. Natomiast 24 kobiety stosują zróżnicowane formy pieszczot narządów partnera: pobudzają ręcznie, zręcznie imitując stosunek; pieszczoty oralnogeniłalne sprawiają im przyjemność, potrafią w nich bardzo umiejętnie pobudzać żołądź członka. W przypadku zaburzeń erekcji lub w celu większego podniecenia partnera zręcznie pobudzają członek. Wspomniane pieszczoty są dla nich źródłem pozytywnych doznań i są potrzebne do uzyskania wzrostu podniecenia seksualnego. Analizując głębiej postawy kobiet wobec płciowości męskiej, potrzeby pieszczenia narządów płciowych partnera, można wyróżnić kilka częściej spotykanych: Członek partnera Jest aseksualny, jest źródłem niechęci, wstrętu lub też jest tabu dotykowym; istnieje wewnętrzna bariera uniemożliwiająca dotykanie i pieszczenie partnera, chociaż on sam jest akceptowany. W ars amandi uczucie zażenowania, wstydu i skrępowania utrudniają przyjęcie aktywnej postawy i istnieje zahamowanie wobec pieszczenia członka partnera. Ta postawa wynika z wychowania, pruderii. Poczucie powinności, obowiązku wobec partnera mobilizuje partnerkę do obdarzania go pieszczotami, jest odpowiedzią na jego oczekiwania i potrzeby oraz działaniem profilaktycznym, aby nie poszedł do innej. Potrzeba zrobienia przyjemności swemu partnerowi, poświęcenia się dla niego staje się źródłem własnej przyjemności nie tyle seksualnej, co uczuciowej. Naturalna współaktywność w ars amandi, pieszczenie partnera, jest wyrazem własnych potrzeb, fascynacji płciowością partnera, jest jednym z bodźców seksualnych potęgujących stan podniecenia. Tego typu postawa występuje w związkach dobrze przystosowanych, wzajemnie się akceptujących. Pieszczoty członka partnera mogą być objawem erotomanii i wówczas są źródłem podniecenia seksualnego. Nie tyle osoba partnera, co jego budowa jest bodźcem seksualnym. Druga możliwość to kult falliczny, czyli prościej mówiąc, niektóre kobiety są jakby niewolnicami członka, pieszczoty stają się wyrazem hołdu płciowości męskiej i własnego poddaństwa. Z innych badań wynika, że większość kobiet stopniowo dojrzewa do współaktywności seksualnej i darzenia partnera pieszczotami. W przystosowanym związku, w którym istnieje dobra więź uczuciowa i erotyczna, narasta akceptacja płciowości partnera i wówczas darze",. go »sp,n,n,.ny., P^^^r^.^pS ^r'p'0^: ^^^"^"r^ r.i.ć b,.k ł.ki.j poł'"b». ^""'.•^"^"Sgip^iły^ims.k^In^^^^^^^ ne partnerki. 58 ZACHOWANIA MASTURBACYJNE Badania dotyczące zachowań masturbacyjnych (przyczyny, częstość i forma, towarzysząca fantazja, uczucie) są co pewien czas przeprowadzane w różnych krajach w celu uzyskania danych co do ich ewolucji. Z różnych raportów socjoseksuologicznych jednoznacznie wynika, że masturbacja jest zjawiskiem powszechnym, staje się coraz częstsza u dziewcząt; wewnętrzne konflikty na tym tle są coraz rzadsze. Istnieje jednak pewien margines zachowań masturbacyjnych, który ujawnia związek z rozwojem dewiacji, tzn. wyobrażenia różnych patologicznych lub dewiacyjnych zachowań seksualnych w trakcie masturbacji mogą się utrwalić i przerodzić w trwałą tendencję. W Polsce były również przeprowadzane tego typu badania, najbardziej dokładne (na dużej populacji) przeprowadził A. Jaczewski. 60 Obecnie przedstawiam własne badania, przeprowadzone w latach 1981Ś1984 na terenie Warszawy na populacji 800 osób. Tabelo 2 Zachowania masturbocyjneMężczyźni (odsełki)Kobiety (odsetki) Przyczyna rozpoczęcia masturbacji:4,01,0 podpatrzenie35,04,0 rówieśnicy12,09,0 publikatory49,086,0 samoistnie Fantazje towarzyszce masturbacji: brak, czynność mechaniczna7,0 72,05,0 17,0 dotyczqce drugiej ptci dotyczące obu ptci dotyczące własnej ptci16,0 5,041,0 37,0 Uczucia towarzyszące masturbacji: poczucie winy, czegoś złego zadowolenie i akceptacja11,0 73,0 16,031,0 69,0 0,0 obojętność Same wyniki niewiele jeszcze mówią, dopiero ich powiązanie z wieloma innymi danymi, które były uzyskane w tych badaniach, pozwalają je zinterpretować. Okazuje się, iż u dziewcząt źródłem rozpoczęcia masturbacji były potrzeby seksualne, najczęściej związane z wyobrażaniem sobie scen intymnych z kimś bliskim lub wyimaginowanym. Inaczej mówiąc, masturbacja jest czynnością zastępczą wobec braku współżycia seksualnego, wyobrażaniem sobie jego przebiegu. Natomiast w przypadku młodych mężczyzn poza powyższym motywem istnieje inny, równie częsty - zachęta ze strony rówieśników, l w tym drugim przypadku mamy do czynienia z wieloma wariantami motywacji. Jedni robią to z naśladownictwa, chcą czuć się wtajemniczeni, dorośli, inni ujawniają ukryte tendencje homoseksualne lub też są prowokowani przez osoby mające takie tendencje; dla wielu osób ta forma masturbacji jest początkiem rozwoju orientacji homoseksualnej. Uderza nowe zjawisko - podobna częstość masturbacji u obu płci, wynikająca z erotycznego działania publikatorów (najczęściej fotografie aktów, rysunki, teksty opisujące fizjologię współżycia). Niekiedy kryje się w tym reakcja na wydawnictwa pornograficzne. W krajach, w których tego typu wydawnictwa są dostępne, tego rodzaju start do masturbacji jest znacznie częstszy. Istnieje jednak jakościowa różnica między wpływem publikatorów a pornografią. W przypadku publikatorów dostarczają one materiału dla wyobraźni dotyczącej 61 współżycia seksualnego, nałomiasł pornografia dostarcza modelu kontaktów seksualnych z silnym ukierunkowaniem na sam seks, technikę stymulacji seksualnej, instrumentalne traktowanie ciała drugiej osoby. Fantazje dotyczące drugiej płci w wyobraźni towarzyszącej masturbacji są zdecydowanie częstsze u mężczyzn. Fantazje te obejmują c;ało kobiety, jej narządy płciowe, zachowanie, nagość - są zatem wyrazem potrzeb wzrokowej stymulacji, dość zresztą typowej u mężczyzn. W przypadku kobiet najbardziej typowe są fantazje dotyczące kontaktu seksualnego obu płci oraz własnej płci. W pierwszym przypadku najczęściej wyobrażana jest scena intymna, sceneria kontaktu seksualnego, z towarzyszącym temu nastrojem podniecenia, mniej natomiast jest lub wcale nie ma - ukierunkowania na fizjologię, narządy. Natomiast w fantazjach dotyczących własnej płci kryją się tendencje narcystyczne lub homoseksualne. Poczucie winy wynikające z masturbowania się, przekonanie, że te coś nienormalnego jest obecnie coraz rzadsze, ale występuje częściej u kobiet - blisko '/3 z nich ma takie odczucia. Wynika to z wychowania, poczucia wstydu, zażenowania oraz lęku, iż masturDacja może stwarzać utrudnienie dla przyszłego współżycia. U obu płc. przeważa akceptacja tej formy realizacji potrzeb seksualnych oraz poczucie zadowolenia, przyjemności. W przypadku mężczyzn 16% odczuwa obojętność w trakcie masturbacji, a ona sama jest zwykłą czynnością mechaniczną dla zdrowia. Tego typu zachowanie wiąże się później z podobnym traktowaniem współżycia, które ma służyć zdrowiu, wyładowaniu się, niezależnie od osoby partnerki. Powyższe badania potwierdzają zatem stwierdzenie, iż różne są źródła, formy i następstwa masturbacji, której nie można traktować jedynie jako formy zastępczej. Ponadto widoczna jest inność psychoseksualna płci, która najpełniej ujawnia się w późniejszym życiu seksualnym. Przeprowadzone badania nie ujawniły natomiast związku między samym faktem masturbacji a późniejszym udanym lub nieudanym życiem seksualnym. Zdarza się natomiast, zwłaszcza u mężczyzn, że wiążą oni aktualne problemy w życiu seksualnym z masturbacją w wieku młodzieńczym (tzw. kompleks onanisłyczny), dzięki temu znajdują oni pozornie prawdziwą przyczynę swych niepowodzeń. Piszę pozornie, gdyż w zdecydowanej większości przypadków nie ma takich związków. Negatywne następstwa masturbacji ujawniają się wówczas, gdy towarzyszyły jej: nadmiernie rozbudowana wyobraźnia (np. drobiazgowe wizje kontaktu, dokładny scenariusz zachowania drugiej osoby), wyobraźnia typu dewiacyjnego lub orgiastycznego (zaczerpnięta z pornografii) lub też zachowania masturbacyjne o charakterze jawnie lub skrycie homoseksualnym. Zachowania masturbacyjne są częste i w wieku dojrzałym. Mogą one stanowić formę zastępczą zaspokajania potrzeb seksualnych, np. w przypadkach dłuższej nieobecności partnera, ciąży partnerki, koniecznej abstynencji w wyniku choroby partnera, trwałego uszkodzenia jego zdolności współżycia (np. mężczyzna po urazie kręgosłupa), w braku partnera. Innym źródłem zachowań masturbacyjnych jest rozczarowanie więzią seksualną lub osiąganie wyższej satysfakcji w masturbacji w porównaniu ze wspóżyciem. Zdarza się również, że masturbacja traktowana jest leczniczo, np. mężczyzna zaniepokojony zaburzeniami wzwodu członka sprawdza jego reaktywność w ręcznej stymulacji itp. Zachowania masturbacyjne u partnerów mających kontakty seksualne dość często spełniają rolę uzupełniającą. W przypadku mężczyzn potrzeba masturbacji może wynikać z faktu, iż partnerzy mają zbyt rzadkie (jak na jego oczekiwania) stosunki, masturbacja wyrównuje zatem potrzeby ilościowe. Innym przykładem uzupełniającej masturbacji jest niezdolność osiągnięcia wytrysku w trakcie stosunku w przypadku uczucia nadmiernego luzu (zmiany poporodowe, nadmierne lubricałio, szeroka pochwa i wąski członek). W tych wypadkach po stosunku, w którym nie doszło do wytrysku, masturbacja służy uzupełnieniu stosunku przez silniejsze bodźce dotykowe; w wielu związkach partnerka pomaga partnerowi w osiągnięciu wytrysku przez ręczną stymulację, ale nie wszystkie kobiety mają tego typu gotowość. W przypadku kobiet uzupełniająca masturbacja najczęściej wynika z faktu, iż partner zbyt krótko lub nieumiejętnie pobudzał łechtaczkę i dlatego po zakończeniu stosunku utrzymujący się wysoki poziom podniecenia skłania je do uzupełnienia współżycia przez samopobudzanie. Jest to bardzo częste zjawisko i ruchy feministyczne wysuwają hasło samowystarczalności seksualnej kobiety, głosząc pogląd o wyższości orgazmu osiąganego w ten sposób w porównaniu ze stosunkiem. W niektórych związkach istnieje zjawisko wzajemnej masturbacji, kiedy partnerzy wyżej sobie cenią ręczną stymulację od stosunku. Niekiedy masturbacja jest wyrazem negacji i walki z partnerem, np. partner nie zgadza się na współżycie i dosłownie na oczach drugiego doprowadza się do orgazmu przez samopobudzanie; oznacza to ujawnienie postawy: Nie jesteś niezbędna, wolę być samowystarczalny. Zachowania masturbacyjne w wieku dojrzałym mają zatem różne znaczenia, nie należą do rzadkich i bywają wyrazem nieprzystosowania seksualnego partnerów lub walki między nimi. ORGAZM W wieku dojrzałym ogólne prawidłowości orgazmu są podobne do opisanych w innej mojej książce ("Seks partnerski"). Istnieją jednak i pewne charakterystyczne ewolucje oraz zmiany, którym będzie poświęcony ten .rozdział książki. U kobiet w wieku dojrzałym dochodzi do rozkwitu zdolności orgazmicznych i skrócenia czasu koniecznego do wywołania orgazmu. Kobieta zaczyna dochodzić do poznania swoich możliwości w tym zakresie. Okazuje się np., iż dysponuje zdolnością przeżywania orgazmu bardziej intensywnego w doznaniach, częstszego, niekiedy powstają i nowe drogi jego wyzwalania, np. przez wiele lat osiągała orgazm jedynie w wyniku stymulacji zewnętrznej, a teraz potrafi osiągnąć go również w wyniku stosunku. U wielu kobiet orgazm 64 może również powstać w wyniku ręcznego pobudzania sklepienia pochwy i okazuje się, że sposób ten bardziej satysfakcjonuje w porównaniu do innych form stymulacji. Wiele kobiet doświadcza atrakcyjności własnego seksu i jego dużych możliwości, niektóre potrafią przeżywać wielokrotny orgazm, inne o bardzo wysokim Dpziomie doznań. Potwierdza się znana zresztą prawidłowość, iż orgazm u kobiet jest zjawiskiem wyuczonym, a zakres tego wyuczenia potrafi być bardzo różny, zależnie od temperamentu seksualnego kobiety, bogactwa form ars amandi, atrakcyjności osoby partnera, poziomu więzi uczuciowej w tym związku, wzajemnych starań o bogactwo form więzi seksualnej. Ewolucja orgazmu u kobiet nie zawsze przebiega w kierunku jego rozkwitu. Zdarza się, iż różnorodne problemy partnerskie, zmiany poporodowe (którym jest poświęcony odrębny rozdział), zmęczenie, przeciążenie różnorodnymi obowiązkami, choroby ginekologiczne oraz inne zakłócają przebieg orgazmu lub prowadzą do zaniku zdolności jego przeżywania. Zdarza się również, iż powstają komplikacje wynikające z bardziej atrakcyjnych doświadczeń pozamałżeńskich. Od czasu, w którym pisałem "Seks partnerski", pojawiły się nowe prace poświęcone fenomenowi orgazmu u kobiet. Okazało się np., że pojęcie orgazmu jest pewnym uproszczeniem. Obecnie wielu seksuologów skłania się ku teorii, iż orgazm może być sromowy (w wyniku pobudzania zewnętrznych narządów płciowych), maciczny lub mieszany. W tzw. orgazmie macicznym jego wyrazem może być stan krótkotrwałego bezdechu, uniesienia macicy, brak jest natomiast skurczów czy pulsowania pochwy. Istnieje również stworzone przez Rosenberga pojęcie orgazmu częściowego, tzn. ograniczonego do okolicy narządów płciowych, oraz totalnego, w którym następuje reakcja całego organizmu oraz utrata świadomości, kontaktu z rzeczywistością. Orgazm totalny wymaga lepszego przystosowania seksualnego partnerów, więzi uczuciowej, rozbudzenia zmysłowego kobiety oraz powstania u niej postawy seksualnej, polegającej na zaangażowaniu się w seks, przyjemność seksualną. Istnieją specjalne ćwiczenia służące rozwojowi zdolności orgazmu totalnego, który może być wywoływany przez zróżnicowanie pobudzenia różnych okolic ciała. Znany badacz orgazmu kobiet - Markoff - podkreśla, iż rozwojowi zdolności orgazmicznych u kobiet sprzyjają: wyćwiczenie mięśnia łonowoguzicznego, wiek dojrzały, wyższe wykształcenie, osobowość aktywna i optymistyczna, ekstrawertywna. Badania nad fenomenem orgazmu nadal trwają i pojawiają się monografie naukowe na ten temat, oparte na różnorodnych badaniach eksperymentalnych. Można przypuszczać, iż wiele w tej dziedzinie zostanie jeszcze powiedziane. W niektórych związkach pojawia się paradoksalne zdawałoby się zjawisko nieprzystosowania seksualnego po istniejącym uprzednio 65 5 - Seks dojrzały okresie dobrego przystosowania. Posłużę się typowym przykładem: niejedna kobieta w wieku 35Ś40 lat odczuwa wzrost poziomu libido oraz potrzeb seksualnych, zdolność szybkiego i częstego przezywania orgazmu. Oczekuje zatem częstszych kontaktów, krótszej gry wstępnej, bardziej intensywnych ruchów frykcyjnych, zdolności powtórzenia stosunku przez partnera. Tymczasem u jej partnera zachodzi proces odwrotny: wydłuża się czas rozwoju erekcji, stosunku, zmniejsza się zdolność powtarzania współżycia, częstotliwości kontaktów. Powstałe w ten sposób nieprzystosowanie seksualne stwarza napięcie w związku, poczucie zagrożenia u mężczyzny i rozczarowanie kobiety. Tego typu prawidłowość skłania niektóre kobiety do romansowania z młodymi mężczyznami; a inne do mobilizowania partnera w aktywności seksualnej. Istnieje w związku z tym znany stereotyp gorącej kobiety w wieku balzakowskim, co, jak widać, ma uzasadnienie. Zdolność przeżycia orgazmu na podobnym poziomie częstotliwości i intensywności u wielu kobiet utrzymuje się aż do okresu przekwitania, później jest z tym różnie: spada, utrzymuje się status quo, a czasem, choć rzadko, nawet i wzrasta. Zjawisko to należy tłumaczyć zarówno zmianami hormonalnymi (wzrost poziomu testosteronu), typowymi dla wieku dojrzałego kobiety, czynnikami psychicznymi (stabilizacja uczuciowa, harmonia psychiczna, psychoseksualnymi (pełne rozbudzenie seksualne, poznanie swych możliwości, rozkwit atrakcyjności kobiecej), kulturowymi (doping kultury masowej w stronę długotrwałej młodości, wiłalności, radości używania uroków życia), środowiskowymi (doping ze strony innych kobiet, szczere zwierzenia dostarczające stymulacji seksualnej, ale też i praktycznych informacji) itp. Można zatem powiedzieć, iż wiek dojrzały służy rozkwitowi seksu. Ewolucja orgazmu w seksualności mężczyzny jest nieco odmienna. W większości przypadków maleje zdolność co do częstotliwości jego przeżywania, aczkolwiek w wolnym stopniu. Zależy to od stanu zdrowia mężczyzny, a szczególnie alkoholu, palenia, leków, chorób. Inne zjawisko to wolniejszy rozwój podniecenia seksualnego, erekcji, a także skrócenie czasu między odczuciem zbliżającego się wytrysku i samym wytryskiem. Sam wytrysk ma stopniowo coraz mniejsze ciśnienie, zmniejsza się objętość nasienia. U zdrowego mężczyzny proces ten rozwija się bardzo wolno, ale zawiera w sobie potencjalnie pozytywne możliwości - w wieku dojrzałym mężczyzna jest w stanie stosować formy technik przedłużonego współżycia. Wydłużona ars amandi, np. w technice Carezza, buddyjskiej, TAO czy też po prostu w umiejętnym rytmie przerywanego podniecenia może wprowadzić partnerów w świat zupełnie nowej więzi seksualnej o bardzo wysokim poziomie atrakcyjności, graniczącym z mistyką. Partnerzy poznają nowy świat wrażeń, przeżyć o wyjątkowym uroku i dzięki temu ich więź ulega pogłębieniu, a atrakcyjność ich związku niepomiernie wzrasta. Wiek dojrzały daje zatem mężczyźnie potencjalną możliwość ewolucji w głębszy wymiar przeżyć seksu, uczuć, przejścia postawy ilościowej we współżyciu w jakościową. Jak już wspomniałem - jest to potencjalna możliwość, a jej realizacja ma związek z taką potrzebą u partnerów, wiedzą o przedłużonych formach stymulacji seksualnej, ze współdziałaniem ze strony partnerki, z dobrym stanem zdrowia oraz czasem na rozwijanie ars amandi. U części mężczyzn w wieku dojrzałym pojawia się zdolność do przeżywania wielokrotnych orgazmów, w których wytrysk występuje jedynie raz lub kilka razy. Okazuje się, że orgazm mężczyzny niekoniecznie musi mieć związek z wytryskiem nasienia, łzw. orgazm psychiczny oraz mięśTliowy jest równie silny jak orgazm połączony z wytryskiem. W kulturze TAO ten typ orgazmu jest wysoko ceniony. W wyniku wydłużania się czasu trwania pobudzenia seksualnego u części mężczyzn pojawia się opisany w 1977 roku przez Petersena tzw. miniorgazm, czyli stan przyjemności poprzedzający wytrysk, dzięki temu istnieje jakby orgazm ,,mniejszy", a później "większy". Wielokrotny orgazm może polegać na serii takich miniorgazmów. Stwierdzona ewolucja seksualności mężczyzn w wieku dojrzałym jest przez nich różnie traktowana. U jednych dokonuje się wybór na korzyść potencjalnej możliwości, jaką jest wzbogacanie ars amandi, inni zawiązują typowe dla tego wieku romanse, mające potwierdzać męskość, które są próbą sprawdzenia swej sprawności, atrakcyjności. Czasem pojawia się u niektórych mężczyzn histeryczna reakcja paniki i rezygnacji z seksu, lęk przed współżyciem i poczucie kończenia się. Wielu mężczyzn zaczyna szukać możliwości dopingu seksualnego, np. przez zmianę diety, trybu życia, zażywanie leków pobudzających, mnożenie form podniecania (oralizm, analizm, zmiany partnerek, rozbudowywanie wyobraźni seksualnej). Zdarzają się również ewolucje w stronę zachowań dewiacyjnych jako mniej zagrażających i zastępczych (pedofilia, opóźniony homoseksualizm, ekshibicjonizm itp.). Wybór takiej lub innej drogi rozwoju seksualności przez mężczyznę wynika z wielu czynników, a szczególnie z wiedzy na ten temat, postaw wobec JA męskiego, seksu, wpływu środowiska (zwierzenia między kolegami), adoracyjnego zachowania ze strony młodych kobiet (które również wyraża ich potrzeby). Istnieje jeszcze inny, bardzo ważny czynnik determinujący wybór rozwoju seksualności - jest nim postawa partnerki. Jeżeli zna ona omawiane prawidłowości i związek jest udany, prawdziwie partnerski, to wybór przebiega w kierunku wzbogacenia więzi seksualnej. Jeżeli natomiast partnerka jest zimna seksualnie, obojętna wobec spraw seksu lub krytyczna wobec sprawności seksualnej partnera, to może wywołać u partnera powstanie stresu, który wyzwoli różne mechanizmy obronne, formy zastępcze, potrzebę sprawdzenia się iłp. O tym, że w fenomenie orgazmu, i to niezależnie od płci, istotne znaczenie ma wiedza, świadoma postawa, ars amandi, a nie tylko T czynniki biologiczne związane z wiekiem, ilustruje poniższy schemat Dayidsona: Poziom podniecenia Siła percepcji Stan świadomości Organ orgazmu (struktura psychoseksualna) Emisja nasienia Skurcz macicy Odczucia genitalne Skurcz mięśni Narząd genitalnomiedniczny Orgazm, jak wynika ze schematu, jest w zasadzie bipolarny: biologicznopsychiczny. Badacze zagadnienia orgazmu u kobiet podkreślają zgodnie, iż wiele jest jeszcze kontrowersji dotyczących lokalizacji "centrum orgazmicznego" w narządach płciowych. W najnowszych publikacjach coraz więcej uwagi przywiązuje się do tzw. przestrzeni Grafenberga (okolica pochwy pod pęcherzem moczowym), której drażnienie u niektórych kobiet wyzwala orgazm. Biologiczne czynniki orgazmu u kobiet nadal zatem kryją w sobie zagadki. WIELOKROTNY ORGAZM ". , " ... Wielokrotny orgazm jest rzadkim fenomenem psychologii seksualnej. Chociaż występuje u małej populacji kobiet, jest również spotykany u mężczyzn, nie jest zatem fenomenem seksualizmu kobiecego. Wiele osób chciałoby osiągnąć tego typu umiejętności. Zetknięcie się z informacją o możliwości głębszych przeżyć seksualnych wywołuje potrzebę ich przeżycia. Zdolność osiągnięcia wielokrotnego orgazmu nie jest jednak takim prostym i łatwym zadaniem. Najpierw należałoby określić, co należy rozumieć przez pojęcie wielokrotny orgazm. W wielu przypadkach współżycia seksualnego po stosunku zakończonym orgazmem partnerzy podejmują grę miłosną i rzeczywiście są w słanie przeżyć jeszcze jeden lub więcej orgazmów. Tego typu zjawisko jest często spotykane u młodych mężczyzn i niektórych kobiet (niezależnie od wieku). Natomiast seria orgazmów występujących jeden po drugim w wyniku stymulacji seksualnej jest o wiele rzadszym zjawiskiem. Jak stwierdziłem, dotyczy to wyjątkowo małej liczby partnerów. Zdolność przeżycia wielokrotnego orgazmu zależy przede wszystkim od właściwości seksualizmu danej osoby, czyli od jej temperamentu, fizjologii seksualnej. Możemy tu zatem mówić o predyspozycjach wrodzonych. Zdarza się również, że zdolność wielokrotnego orgazmu może być wykształcona w wyniku specjalnych ćwiczeń, ale jest to bardzo trudna droga i również muszą istnieć pewne predyspozycje u danej osoby. Wielokrotny orgazm u kobiet najczęściej polega na powtarzaniu się orgazmów jeden po drugim, a u niektórych na tzw. status orgasmicus, czyli długotrwałym orgazmie, W przypadku mężczyzn wielokrotny orgazm polega na występowaniu kolejnych orgazmów psychicznych (bez wytrysku) i jednym lub dwu orgazmach z wytryskiem. Wspomniałem, że wielokrotny orgazm można osiągnąć w wyniku pewnych ćwiczeń. Jednym z nich jest wykształcenie umiejętności przedłużonego stosunku, np. przez praktyki Carezza. Techniki przedłużonego stosunku są znane w niektórych kulturach, np. w buddyzmie, taoizmie, w tantryzmie. Są one poprzedzone żmudnymi ćwiczeniami T typu jogi, medytacji, koncentracji, wymagającymi wielomiesięcznych seansów. Dopiero wówczas partnerzy przenoszą zdobyte doświadczenia na własne życie seksualne. Warto przy okazji wspomnieć, że wielokrotny orgazm i technika przedłużonego współżycia mają pewne podobieństwa ze stanami mistycznymi. W tantryzmie i taoizmie są one nawet stosowane jako metoda doprowadzania siebie do stanu mistycznego, który prowadzi do wydłużenia czasu ars amandi. Osoby, mające doświadczenia z technikami medytacyjnymi, z jogą, potrafią przenosić te doświadczenia na własne życie seksualne, które nabiera nowych cech w wyniku przedłużenia czasu trwania i wzrostu zakresu przeżyć seksualnych. Jak widać, określone fenomeny seksualizmu wynikają z predyspozycji wrodzonych (temperamentu, reaktywności układu nerwowego, siły działania doznań zmysłowych), jak również ze zdolności poszerzenia zakresu przeżywania, koncentracji psychicznej, formowania zdolności medytacyjnych. Dopiero na tego rodzaju bazie odpowiednia kultura seksualna i dobra więź partnerska umożliwiają wzbogacenie zakresu doświadczeń seksualnych. W całym tym procesie ważna jest rola partnera, a zwłaszcza stopień więzi psychicznej i fascynacji nim. Im wyższy jest poziom fascynacji i głębsza więź uczuciowa, tym lepsze warunki do zwiększania bogactwa przeżyć seksualnych. Warto o tym pamiętać, gdyż wiele osób sądzi, iż istnieją jakieś sztuczki seksualne, których poznanie odkryje nowe horyzonty doświadczeń i przeżyć seksualnych. Tymczasem wyższy poziom ars amandi jest uzależniony od predyspozycji danej osoby, stopnia więzi między partnerami, długotrwałych ćwiczeń. Rozważania o wielokrotnym orgazmie dotyczą nie tylko małej populacji osób, ale i wyjątkowej elitarności tego typu kultury seksualnej. Trudno wyrazić słowami, co jest przeżywane na tak wysokim pułapie ars amandi, dotykamy tu bowiem słownictwa bardziej przypominającego stan ekstatyczny aniżeli język obiegowy. Warto jednaK pamiętać o tym, że fenomen wielokrotnego orgazmu jest tak dalece złożony, trudny do osiągnięcia i rzadki, że należy ,,mierzyć siły na zamiary". Podobnie, jak jesteśmy zróżnicowani co do zakresu uzdolnień, witalności i typów osobowości, tak również różnimy się co do zakresu ars amandi i doznań seksualnych. Podkreślam to dlatego, że popularyzacja zagadnień seksualnych sprzyja podwyższaniu oczekiwań od siebie, partnera, przymierzaniu się do określonego modelu na zasadzie "chcę tego". Może powstać wówczas niepokojące zjawisko, jak rozbieżność między realnymi możliwościami a oczekiwaniami. Prowadzi to jedynie do pomniejszania wartości tego, co się już osiągnęło i co się przeżywa. Osoby zainteresowane wzbogacaniem swej ars amandi nie mogą uzyskać gwarancji, że ćwiczenia medytacyjne doprowadzą je do fenomenu wielokrotnego orgazmu, ale z pewnością wzbogacą nie tylko współżycie seksualne, lecz i osobowość. Warto również pamiętać o tym, 70 że bogata ars amandi jest nierozerwalnie powiązana z bogactwem i kulturą osobowości, więzi między partnerami, a zagadnienia technik seksualnych są tu zupełnie wtórnym, dodatkowym elementem. PRZESTRZEŃ W ORGAZMIE Jeżeli zbadamy dokładniej przeżycia, wrażenia towarzyszące współżyciu seksualnemu, to okaże się, że istnieją określone typy przestrzeni psychicznej w orgazmie. Autoerołyzm Osoba przeżywająca podniecenie, pożądanie narastające aż do orgazmu, jest skoncentrowana na sobie, zamyka się w granicach swego JA. Rejestruje wszystkie bodźce, reakcje swego ciała, przeżywa radość dla siebie i swoją własną. Partner jest w zasadzie narzędziem wyzwalającym rozkosz, instrumentem grającym na ciele. Jeżeli towarzyszy współżyciu wyobraźnia erotyczna, to również ogranicza się do własnej osoby, którą widzi się w konkretnej akcji, przeżywaniu, w fizjologii, a osoba partnera jest jakaś nieostra, nieokreślona, zamazana. Taki typ przestrzeni, ograniczonej do JA, najczęściej występuje u osób narcystycznych, egocentrycznych, z przewagą postaw biorę. Przeżycia i poczucie satysfakcji u partnera są ważne o tyle, o ile potwierdzają wartość działania swego JA, jego atrakcyjności. Jeżeli i partner ujawnia podobny typ przestrzeni psychicznej, to możemy w zasadzie mówić o wzajemnym samozaspokajaniu się. Ekspansja JA U wielu osób w trakcie współżycia seksualnego pojawiają się fantazje, przeżycia związane z poczuciem zdobywania, posiadania osoby partnera. Moje JA staje się posiadaczem drugiej osoby, dominuje nad nią, zagarnia ją dla siebie. Taki zdobywczy seks częściej wystę-71 puje u mężczyzn i w słownictwie seksuologicznym znajduje potwierdzenie w zwrotach typu "posiadłem ja", "zdobyłem", "miałem ją". Ekspansja JA występuje również u kobiet i wyraża się w poczuciu "on jest mój", "zdobyłam go". Częściej występuje u osób z potrzebami dominacji, podporządkowania sobie drugiej osoby. Naturyzm Niektóre osoby w trakcie współżycia seksualnego ujawniają fantazje i przeżycia świadczące o poczuciu jedności ze światem przyrody, natury. Wchodzą jakby w cykl przemian przyrody. Interakcja partnerów sprowadza się do więzi: samiecsamica. Niekiedy pojawia się wyobrażenie kontaktów seksualnych zwierząt. Wtopienie w świat przyrody potwierdza poczucie przynależności do niej - "służymy naturze". Pojawiają się również fantazje i skojarzenia typu "zapładniam glebę", "urodzajna ziemia". Wyższemu poziomowi naturyzmu towarzyszą przeżycia typowe dla medytacji wschodnich, kiedy ma się poczucie jedności z kosmosem, jednością świata, zatracenia własnej indywidualności na rzecz natury. Można również być przekonanym, iż miłość i więź seksualna są w zasadzie podporządkowane prawom natury, przekazywania życia, służenia gatunkowi, a idea miłości, erotyzmu jest jedynie złudzeniem człowieka, stworzonej przez niego kultury. Świat partnerski MY Silna fascynacja wzajemną męskościąkobiecością, poczucie odrębności własnego JA, płciowości, bycia częścią MY, może wyzwalać przeżywanie więzi seksualnej jako wyrazu pełni, całości. Motyw ten przypomina Eros u Platona. Zjednoczenie w przestrzeni MY daje przekonanie o jej wyższości nad przestrzenią JA. Interakcja między partnerami wynika z fascynacji swą odmiennością płciową i erotyczną. W wyobraźni i fantazji seksualnej pojawiają się obrazy innych zjednoczonych par, przynależności do świata męskiegokobiecego. Wyobraźnia podsuwa również obrazy idealnej męskości i kobiecości, stylu kontaktów między nimi i np. część kobiet wyobraża sobie, że jest zdobywana, gwałcona, ponieważ taki mają stereotyp męskości. W innych fantazjach czy zachowaniach mogą pojawiać się obrazy partnerstwa, czyli równości partnerów. O tym typie przestrzeni wiele mówi ulubiony styl ars amandi, pozycji seksualnej - w związku partnerskim jest z reguły więcej wzajemnej aktywności, wymiany pieszczot, zróżnicowania pozycji. Celem współżycia jest m.in. wzajemne dostarczanie sobie satysfakcji seksualnej, nastawienie na przeżycia i doznania, radość drugiej osoby. Przestrzeń mistyczna Zależnie od typu medytacji, systemu wartości, światopoglądu - więzi seksualnej partnerów towarzyszy poczucie przekraczania prze-72 strzeni swego JA i MY w inne typy przestrzeń. (transcendentdn^ kosmicznej, religijnej itp.). Partnerzy przezywała ^d"0"6"^ 'ak0 przekraczające wymiar teraźniejszości, m.osca, swych osób. O tym typie przestrzeni i sposobie jej rozwijania pisałem w książce "Seksuolog radzi", wydanej przez MAW (1981). mistyczny egocentryczny autoerotyczny partnerski natury styczny Warunkiem bogatej, pełnej miłości, ars amandi Jest - o czym zgodnie donoszą wszystkie wielkie kultury - przekraczanie przestrzeń. A w stronę partnerskiej przestrzeni MY, która ma różne poziomy intensywności. ZACHOWANIE PO ORGAZMIE Zachowanie kobiet Zróżnicowanie zachowań kobiet po orgazmie, wynika z ich uczuć wobec partnera, typu pobudliwości seksualnej (u jednych kobiet szybko znika podniecenie, u innych wolniej), z odczuć w narządach płciowych (np. odczuwanie bolesności - przeczulicy, znieczulenia), ze stopnia zmęczenia psychicznego (jedne oczekują kontynuowania kontaktu, inne czują się senne, zmęczone) oraz różnych sytuacyjnych czynników (np. brak warunków intymnych, pośpiech itp.). Gdybyśmy mieli dokonać typologii zachowań kobiet po orgazmie uwzględniając 73 wymienione przyczyny, to najczęściej mamy do czynienia z następującymi zachowaniami: Reakcja typu modliszki. Z chwilą przeżycia orgazmu cel współżycia został osiągnięty i osoba partnera przestaje interesować, jego doznania są obojętne. Inaczej mówiąc ,,Murzyn zrobił swoje i może odejść". Tego typu zachowanie ujawniają kobiety egocentryczne, negujące partnerstwo, a również i takie, w których osobowości ukryte są cechy homoseksualne. Reakcja księżniczki. Ujawnia się w niej cecha narcystyczna. Zabiegi partnera doprowadziły do celu, jakim był orgazm, a później brak jest zainteresowania osobą partnera, brak motywacji do kontynuowania z nim współżycia. Partner powinien być zadowolony z samego faktu, iż został dopuszczony do łaski bycia razem! Dominuje zatem postawa biorcy. Reakcja typu kastracyjnego. Po orgazmie prowokuje się partnera do dalszych stymulacji seksualnych, przekraczających jego możliwości, np. wymaga się od niego wielokrotnych wytrysków, długotrwałego dalszego stosunku, zmiany wariantów pobudzania seksualnego. Jego niemożność wyzwala krytyczne uwagi, sądy i podsumowania jego męskości. Tego typu reakcje ujawniają kobiety z dużymi potrzebami dominacji, z odwróceniem ról męskokobiecych, czujące potrzebę poniżenia mężczyzny, ośmieszenia go. Wzrost pobudzenia seksualnego. U części kobiet przeżycie orgazmu wyzwala energię, dynamizm, wzrost podniecenia seksualnego, oczekują zatem kontynuowania kontaktu. Dopiero wtedy osiągają pełnię podniecenia seksualnego. Tego typu reakcje występują u kobiet z dużym temperamentem, zdolnych do wielokrotnych orgazmów, ze specyficznym typem pobudliwości seksualnej, w którym przeżycie orgazmu jest jedynie etapem do dalszego wzrostu podniecenia. Dla wielu partnerów są to idealne partnerki, ale dla innych mogą być źródłem poczucia zagrożenia, mężczyzna bowiem może nie dysponować możliwościami przedłużania kontaktu seksualnego. Wspomniany typ partnerski pasuje do przedłużonych technik współżycia i wówczas ars amandi daje dobre wzajemne przystosowanie seksualne. Nagły spadek podniecenia seksualnego. U części kobiet bezpośrednio po przeżyciu orgazmu występuje szybki spadek podniecenia seksualnego, niekiedy połączony z nieprzyjemnymi doznaniami (np. przeczulica pochwy, sfer erogennych, bolesność pochwy), W tym przypadku nawet krótkotrwałe kontynuowanie stosunku wiąże się z przykrymi doznaniami. Tego typu reakcje wymagają kontaktu, w którym partnerzy jednocześnie przeżywają orgazm. Wówczas zakończenie kontaktu nie daje negatywnych przeżyć i związek jest dobrze przystosowany. 74 Reakcja partnerska. Po przeżyciu orgazmu kobieta oczekuje osiągnięcia go i przez partnera. Jego orgazm dostarcza wiele przyjemności, wyzwala poczucie radości, wzajemności przeżyć, wspólnoty doznań i więzi. "Jego radość jest i moją radością". W tego typu postawie partnerzy mają jakby podwójnie pozytywne przeżycia - własne i wynikające z doznań partnera. Można mówić o pełni więzi partnerskiej. Na zakończenie warto wspomnieć, iż istnieją kultury seksualne, w których mężczyzna świadomie unika wytrysków i w większości kontaktów jedynie kobieta przeżywa orgazm (np. w taoizmie). Są również typy więzi partnerskich, w których jakkolwiek przeżycie orgazmu daje wiele przyjemności kobiecie, ale pełniejszą satysfakcję daje jej fakt przeżycia orgazmu przez mężczyznę. Czuje się wówczas w pełni wartościowa jako kobieta, atrakcyjniejsza dla partnera, zatem jej orgazm jest dopiero częścią pełnej satysfakcji seksualnej. Zachowania mężczyzn Specyfika seksualizmu męskiego obejmuje m.in. naturalną zdolność przeżywania orgazmu, który w przypadku kobiet musi się dopiero rozwinąć. U mężczyzn częściej faza orgazmu jest intensywna, ale krótkotrwała, szybciej ustępuje podniecenie, istnieje również częstsze rozdzielenie przeżyć seksualnych i uczuciowych. Ta ostatnia prawidłowość wiąże się z tendencją do autonomizacji sfery seksu i koncentracji na doznaniach zmysłowych, wykazania się w roli partnera seksualnego, gdy więź uczuciowa z partnerką może być bardzo różna: od obojętności do miłości. Tak więc pewna inność psychofizjologii seksualnej płci wiąże się z inną typologią zachowań seksualnych mężczyzn po orgazmie. Do najczęściej spotykanych należą: Reakcja samca. Po orgazmie następuje szybki gwałtowny spadek podniecenia seksualnego, zobojętnienie seksualne, uczucie zmęczenia i poczucie dystansu wobec patnerki. Mężczyzna obojętnieje uczuciowo wobec niej, jeśli już przedtem nie czuł obojętności, odwraca się i zasypia, nie jest zainteresowany tym, co przeżywa partnerka, a jej oczekiwania na dalsze pieszczoty i czułe wyznania są traktowane jako w tej sytuacji zbędne. Tego typu mężczyzna ujawnia pewną twardość, ma mały zakres ekspresji emocjonalnej. Dla niego celem i sensem współżycia seksualnego było posiadanie partnerki, przeżycie orgazmu, a nie więź uczuciowa. Jeżeli natomiast odczuwa biologiczną możność powtórzenia stosunku, wówczas dąży do niego, co utożsamia z dobrą tężyzną i potencją. W jego życiu seksualnym dominuje potrzeba wyżycia się, aż do uczucia zmęczenia. Interesujące jest to, co poprzedza i co jest w trakcie współżycia, a nie po nim. Reakcja don Juana. Po orgazmie gwałtownie zanika zainteresowanie osobą partnerki, która przecież została zdobyta. Cel został osiągnięty, nie ma potrzeby pieszczot, okazywania czułości. Zainteresowanie wzbu-75 dza natomiast ocena siebie jako partnera: czy wykazał się odpowiednią potencją, czy dogodził partnerce, jaka była jego sprawność, jakimi dysponuje jeszcze możliwościami? Na te pytania odpowiada sobie sam, oceniając własną osobę oraz zaobserwowane reakcje partnerki. Źródłem przyjemności ze współżycia jest poza orgazmem ocena siebie w roli kochanka. Fakt zdobycia kobiety zmniejsza zainteresowanie jej osobą i rzadko kontakt seksualny z tą właśnie partnerką bywa powtarzany w przyszłości. Reakcja lękowa. U mężczyzn niepewnych swej sprawności seksualnej, mających epizody lub długotrwałe okresy niepowodzeń we współżyciu, zakompleksionych, mających partnerki z dużym doświadczeniem seksualnym lub nie osiągające orgazmu, po wytrysku faza przyjemności szybko mija i pojawia się lęk, jak partnerka oceni współżycie. Analizuje się cały przebieg współżycia, jego poszczególne fazy. Niepewność co do własnej oceny w roli partnera (nawet jeżeli kontakt był udany) sprawia, że czas po orgazmie nie daje poczucia radości, relaksu. Wobec partnerki ujawniane są oczekiwania oceny. Okazywanie jej pieszczot i czułości często ma na celu zmniejszenie niepokoju. Natomiast u innych mężczyzn mogą następować reakcje agresywne, depresyjne itp. Reakcja smutku. U części mężczyzn bezpośrednio po orgazmie i krótkim czasie odczuwalnej radości pojawia się uczucie smutku i przygnębienia, chociaż przebieg współżycia był najzupełniej udany. Tego typu reakcje występują w przypadkach, gdy współżycie wiąże się z poczuciem winy, partnerka jest darzona sprzecznymi uczuciami, a wobec sfery seksu przyjmuje się nazbyt racjonalną postawę. W tym ostatnim przypadku smutek może mieć charakter egzystencjalny (to wszystko marność). Reakcja badacza. U mężczyznerudytów, oczytanych w seksuologii, wyczulonych na poziom zadowolenia partnerki, ceniących zasadę urozmaicania współżycia może ujawniać się po przeżytym orgazmie potrzeba chłodnego analizowania przebiegu współżycia, reakcji partnerki, a niektórzy wręcz zbierają od niej "wywiad seksuologiczny" w celu uzyskania informacji; jak było, czy lepiej niż z innymi, co było najlepsze, a czego brakowało? Należy tu stwierdzić, że lektury różnych publikacji z tego zakresu coraz częściej prowokują do przyjmowania takiej postawy w celu porównania własnego życia seksualnego z modelowym z owych publikacji. Jeżeli w ogóle podejmuje się pieszczoty wobec partnerki i istnieje jakaś kontynuacja czułości - to dlatego, że jest to zalecane, wskazane. Reakcja uczuciowa. Zakres przeżyć we współżyciu seksualnym i radość orgazmu wyzwala poczucie wdzięczności wobec partnerki. Okazywane pieszczoty są wyrazem tej wdzięczności, poczucia zjednoczenia. Czułe słowa, wyznania miłości stanowią naturalną kontynuację więzi psychicznej, wzajemne przeżycie radości jakby ją podwajało. 76 Partnerzy są przytuleni, przyjemnie zrelaksowani, jedni tak zasypiają w objęciach, inni darzą siebie czułościami, jeszcze inni rozmawiają w sposób dla siebie przyjemny. W tym przypadku współżycie seksualne obejmuje kilka faz, a faza po orgazmie jest jedną z nich, równie ważną. Okazuje się, że jakość fazy po orgazmie i ten styl zachowania mężczyzny potrafi bardziej pogłębiać wzajemną więź psychiczną niż sam orgazm partnerów. Można nawet stwierdzić, iż faza po orgazmie partnerów jest czułym testem ich prawdziwej więzi psychicznej, atrakcyjności, miłości. Poza wymiehionymi istnieją również i inne typy zachowań po orgazmie. Dramatyczne bywają np. przeżycia mężczyzn świadomych, że kolejne współżycie było tylko dla nich przyjemne. Duże poczucie zagrożenia i stresu powstaje wówczas, gdy orgazm mężczyzny był zbyt wczesny i uniemożliwił partnerce dojście do orgazmu. Własna radość szybko staje się przykrością, reakcje mężczyzny w takiej sytuacji mogą zmierzać do różnych form wynagrodzenia jej doznanego zawodu. Inni cierpią zawstydzeni, milczą. Tego typu milczenie leżących obok siebie partnerów jest bardzo wymownym wyrazem frustracji seksualnej, a często i poczucia kompromitacji, utraty twarzy. Zróżnicowanie reakcji mężczyzn po orgazmie wynika w dużym stopniu z uczuć wobec partnerki. Jest to dobry test postaw wobec niej. Niektóre kobiety oceniają te zachowania jako test osobowości partnera, jego kultury, co jest tylko częściową prawdą, gdyż osoba kobiety mobilizuje do bardzo różnych reakcji: od agresywnych do bardzo czułych, od poczucia posiadania do poczucia partnerstwa, od zaspokojenia potrzeby wyżycia się do potrzeby wyrażenia miłości. Zatem ten sam mężczyzna ujawnia różne reakcje wobec różnych kobiet, a także różne reakcje wobec tej samej partnerki, w zależności od sytuacji i więzi między nimi. WZBOGACANIE ARS AMANDI W książkach seksuologicznych szczególnie łego typu rozdziały wzbudzają wiele kontrowersji i niektórzy przypisują seksuologom różne negatywne motywacje. Samo hasło "urozmaicanie współżycia", lub "uatrakcyjnianie współżycia" u jednych kojarzy się z mnożeniem technik seksualnych w celu poddania człowieka zmysłowości, a u innych wyzwala apokaliptyczną wizję społeczeństwa "rozseksualizowanego". Zapewne w tego typu postawach ujawniają się osobiste problemy, np. zahamowania seksualne, manicheizm, lęk przed seksem, brak rozbudzenia seksualnego, oziębłość płciowa, ale mogą to być również potrzeby przeciwdziałania autonomizacji seksu i sprowadzania więzi seksualnej jedynie do poziomu przyjemności, techniki, a partnera do poziomu rzeczy, fantomu do ćwiczeń seksualnych. Idea wzbogaca-78 nią więzi seksualnej rodzi zatem różne odczucia, nastawienia, ale ważne jest też i poznanie jej celu i znaczenia. Pośrednio była już o tym mowa w poprzednich rozdziałach, które wskazały, iż bogata ars amandi sprzyja pogłębieniu więzi uczuciowej, trwałości związku. Wzbogacanie ars amandi jest naturalną potrzebą w związku partnerskim, który przez współżycie realizuje różne potrzeby seksualne: więzi, przyjemności, radości bycia razem, wzajemnej atrakcyjności. Zrozumiałe, iż w niektórych związkach wzbogacanie ars amandi służy jedynie przyjemności, ilościowemu traktowaniu współżycia, traktowania partnera jako mzeczy i przedmiotu, instrumentu do podniecania, osiągania coraz większej i bardziej wyrafinowanej rozkoszy. Jednak te same potrzeby mogą być realizowane i w związku ubogim w pomysły, mającym tylko jedną pozycję współżycia, rutynową, i ubogą formę pieszczot. Zanim zatem oceni się taką lub inną ars amandi, należy przyjrzeć się prowadzącej do niej motywacji. W postawach wobec seksu kultury Zachodu dominuje potrzeba panowania nad przyrodą, ascezy, czyli panowania nad sobą. Zrozumiałe zatem, iż idea wzbogacania ars amandi jest traktowana nieufnie jako anłyascetyczna, poddanie się przyrodzie (czyli zmysłowej naturze). Może dlatego właśnie przez wiele wieków różnorodne techniki i pozycje seksualne były ukrywane, przekazywane w tajemnicy, otoczone atmosferą sensacji i zakazanego owocu, a praktycznie realizowane w związkach pozamałżeńskich lub w domach publicznych. W kontemplacyjnych i bardziej nastawionych na mistykę kulturach Wschodu seks jest drogą prowadzącą do ekstazy, mistyki, stąd przywiązywanie tak dużego znaczenia do bogatej ars amandi. Wymagała ona żmudnych ćwiczeń koncentracji, poszerzania percepcji wszystkich zmysłów, współpracy partnerów dążących do przeżywania intensywnej rozkoszy zbliżającej ich do mistyki. Chciałem o tym przypomnieć .na początku tego rozdziału, gdyż urozmaicenie ars amandi służy różnym celom i różne daje następstwa. Być może w przyszłości będzie mogła ukazać się praca poświęcona mistyce seksualnej, ćwiczeniom służącym jej rozwijaniu. Obecnie omówię tylko niektóre zasady ars amandi. przykłady wzbogacania Wrażliwość zmysłowa. Wiele na ten temat pisała w "Sztuce kochania" doktor M. Wisłocka. Tu chciałbym wskazać na pewną podstawową prawidłowość: człowiek ma wprawdzie określony zakres percepcji zmysłowej, odmienny niż w świecie przyrody, ale zawsze dąży do przekroczenia tych granic. Dzięki mikroskopowi, teleskopom, potężnej aparaturze elektronicznej, dźwiękowej itp. niepomiernie przekroczył zakres percepcji zmysłowej. Ćwiczenia medytacyjne, kontemplacja również umożliwiają człowiekowi poszerzenie granic odczu-79 wania rzeczywistości zmysłowej. Ma to również odniesienie do życia seksualnego. Wydłużenie czasu trwania pieszczot dzięki zwiększeniu kontaktu dotykowego pozwala nie tylko lepiej poznać mapę ciała partnera, jego strefy erogenne, poziom ich wrażliwości, ale zwiększa również zakres tych bodźców. Pocałunek ust może być przelotny, ograniczyć się do muśnięcia, ale może również stać się bogatą formą pobudzenia, dzięki któremu poszerza się zakres doznań z tej okolicy i zwiększa się poziom podniecenia. Dotyczy to zresztą dotyku każdej strefy erpgennej. Znana jest wartość słowa jako bodźca seksualnego i uczuciowego. Można ograniczyć się do milczenia, zdawkowych słów, ale można również stworzyć finezyjny, pełen humoru i ciepła język erotyczny znany tylko partnerom i wyrażający całą gamę ich przeżyć i uczuć do siebie. Słowo spełnia wówczas rolę poznawczą (więcej wiem o partnerze, jego seksualności), pobudzającą i wreszcie więziotwórczą. Kontakt wizualny jest równie znanym bodźcem seksualnym, obecnie w coraz większym stopniu akceptowanym przez kobiety. Nie chodzi w nim jedynie o widok ciała, ale też i o wzbudzenie podziwu dla jego harmonii, piękna. Zbliżenie narządów płciowych podczas stosunku seksualnego w niektórych pozycjach jest niewidoczne (np. w klasycznej), a w innych odkryte, co również ma duże znaczenie stymulujące. Dla wielu osób fakt użycia w sypialni luster pachnie dewiacją, fetyszyzacją współżycia, i rzeczywiście może to właśnie oznaczać lub być wyrazem wyrafinowania, ale przecież w wielu związkach zastosowanie lustra we współżyciu poszerza zakres kontaktu z partnerem, podobnie jak słowo czy dotyk. Odkrycie seksualnego znaczenia feromonów wzmogło zmysłową percepcję. Znane jest przecież podniecające znaczenie różnych zapachów perfum, dezodorantów. W życiu seksualnym ważne jest również znaczenie zapachów naturalnych ciała, a zwłaszcza okolic genitalnych. Okazuje się, że reakcja na nie wyraża uczucia wobec partnera (fascynację, wstręt lub obojętność). Dobro związku partnerskiego wymaga wyczucia rodzaju doznań partnera, odkrycia poziomu jego wrażliwości, przeżyć estetycznych. Zatem poszerzenie zakresu różnych bodźców zmysłowych powinno być prowadzone z umiarem, delikatnością, wrażliwością. W jednym związku rozbudowa poszczególnych wrażeń zmysłowych sprzyja więzi seksualnej, w innym jedynie wówczas, gdy dotyczy jednego ze zmysłów itd. Wzbogacanie ars amandi dotyczy również stwarzania tła dla współżycia. Stosowane formy są zróżnicowane, zależnie od upodobań partnerów. Na podstawie zbieranych wywiadów można się przekonać, jak duże to może mieć znaczenie dla atrakcyjności współżycia. Na przykład wystarczy nieraz stworzenie dyskretnego oświetlenia, 80 przyjemnej muzyki, aby wzmogła się fala podniecenia, uatrakcyjniając przeżycie bycia razem. Niekiedy odpowiednie umeblowanie, rozłożenie sprzętów daje podobny efekt. W jednych związkach miejscem miłosnego spotkania jest przysłowiowe łóżko, w innych materac na podłodze, dywan iłp. Nie są to sprawy bez znaczenia. Wystarczy niekiedy sama zmiana miejsca zjednoczenia, aby nagle zakres wrażeń i przeżyć znacznie się wzbogacił. Są to sprawy zdawałoby się oczywiste, ale tak naprawdę, to wielu ludziom brakuje wyobraźni czy pomysłu, aby tę oczywistość wykorzystać. Moim zadaniem nie jest pisanie dzieła o technice seksualnej, ale chciałbyłn tu podkreślić jej znaczenie i zachęcić do poznania wzajemnych oczekiwań i upodobań. W "Seksie partnerskim" przedstawiłem typowe pozycje współżycia; w obecnej pracy demonstruję dalsze, które również mają znaczenie dla poszerzenia zakresu bodźców seksualnych. Nie mamy dotąd atlasu seksualnego i chociaż jest to sprawa dość prozaiczna, jednak wzbudza wiele emocji. Chciałbym podkreślić, że w wielu związkach wprowadzenie innych pozycji umożliwiło przeżycie kobiecie orgazmu po wielu latach trwania w nieświadomości, iż jest do niego zdolna. Dla innych związków zmiana pozycji jest naturalnym przeciwdziałaniem rutynie. 6 - Seks dojrzany GIMNASTYKA SEKSUALNA W miarę rozwoju wiedzy o ars amandi zaczęło przywiązywać coraz więcej uwagi do różnych form ćwiczeń mających na celu wzrósł zdolności przeżywania satysfakcji seksualnej, poszerzenia seksualnej świadomości. W leczeniu zaburzeń seksualnych zaczęło stosować jogę, relaksację, autohipnozę oraz medytację, polegające na stopniowym ćwiczeniu zdolności odprężania i koncentracji na doznaniach 82 seksualnych. Okazało się, że wspomniane wyżej ćwiczenia nie tylko leczą, ale pomagają również ludziom zdrowym, a partnerzy wspólnie je stosujący uzyskują lepszy poziom przystosowania seksualnego. Ćwiczenia tego typu nie są bynajmniej niczym nowym, znane są starym kulturom i w różnych księgach miłosnych, np. w Kamasutrze, w poradniku japońskim z XVII wieku, zalecano skomplikowane treningi ciała, oddechu, pieszczot, współpracy partnerów we wzajemnym pobudzaniu. Wschodnie tradycje seksualne przeżywają zresztą w XX wieku prawdziwy renesans i słały się modne na Zachodzie, ale poza modą przyniosły również wzbogacenie więzi seksualnej, ars amandi. Kiedy dokładniej zaczęło badać wartość naukową tego typu miłosnych poradników, to okazało się, że zawierają rady opierające się na słusznych obserwacjach. Analizowano np. znaczenie różnych mięśni w życiu seksualnym i poświęcano im specjalne monografie (np. mięśniowi łonowoguzicznemu u kobiet). Opracowano systemy ćwiczeń tych mięśni, opierając się na badaniach psychofizjologicznych. Ćwiczenia różnych grup mięśniowych można zatem traktować jako przygotowanie do optymalnego życia seksualnego. Nie wyklucza to zresztą podstawowych czynników ars amandi, jak miłości, więzi psychicznej partnerów. Ćwiczenia mięśni należy traktować jako jeden z wielu elementów ars amandi. Ćwiczenia, które opiszę, wykorzystałem w leczeniu moich pacjentek i potwierdziła się ich przydatność. Do ogólnych zasad tych ćwiczeń należą: Systematyczność - łzn. konieczność codziennego ćwiczenia minimum około 10 minut. Stopniowanie trudności - dopiero po opanowaniu kolejnych form ćwiczeń należy przechodzić do następnych. Ciągłość - do kolejnych ćwiczeń przechodzi się po powtórzeniu poprzednich. Relaksacja - każde ćwiczenie należy wykonać w warunkach odprężenia, spokoju. Właściwe warunki - lekki kostium, wygodne miejsce, brak hałasu i pośpiechu, świeże powietrze, możliwość wypoczynku. Przedstawione niżej ćwiczenia są adresowane szczególnie do kobiet, gdyż odpowiednie ćwiczenie mięśni brzucha i miednicy ma u nich istotny wpływ na możliwość i zakres przeżywania orgazmu. Wspólne ćwiczenia dotyczą partnerów, którzy uaktywniała miejsca erogenne na bodźce dotykowe oraz grupy mięśni do reakcji seksualnych. Ćwiczenia te nie wyczerpują wszystkich możliwości, są jedynie przykładem prostego i możliwego dla każdego zestawu. Być może będzie kiedyś okazja opracowania specjalistycznego poradnika gimnastyki seksualnej. 83 POZYCJE WSPÓŁŻYCIA / / Podstawowe pozycje współżycia ^^^ / seksualnego zostały omówione ^^ / w "Seksie partnerskim". W tej ^^f V P^y Podstawiam jeszcze inne; y^/^.^^ wlele 2 "'ch wymaga omówionej C^^^^^ uprzednio gimnastyki seksualnej. Nie wyczerpują bynajmniej wszystamandi. Atlasy w za<^,» A ? moźliwości urozmaicania ars przedstawionych'w obu^ch'^:^"^ )edynie warianty P02ycji 92 Pozycja von Urbana Partnerka unosi nogi podkurczone w kolanach, a partner przesuwa się pod jej nogi, które spoczywają swobodnie na jego biodrach. W rezultacie partnerka leży na plecach, a partner na boku i prostopadle do niej. Ta pozycja ułatwia relaksację, łagodne wykonywanie ruchów przy przewadze płytkiej immisji. Pozycja wskazana dla osób męczących się przy współżyciu, pragnących wydłużenia czasu trwania ars amandi oraz w przypadku kobiet oczekujących jednoczesnego ręcznego drażnienia łechtaczki i stosunku kobiety z tzw. orgazmem mieszanym). Pozycja głębokiej immisji Kobieta leży na plecach, a partner na niej, partnerka następnie unosi nogi i opiera stopy na ramionach partnera. Pozycja umożliwia bardzo głęboką immisję, co jest korzystne u kobiet z dużym tyłozgięciem macicy, oczekujących drażnienia dolnego sklepienia pochwy. Ze względu na silne napięcie mięśni u kobiety wymaga dobrej kondycji fizycznej; ten typ pozycji skraca czas stosunku. Pozycja wzajemnie siedząca Partnerzy przyjmują pozycję siedzącą, a uda partnerki obejmują partnera. Pozycja ta sprzyja ręcznej stymufacji i jednoczesnemu drażnieniu łechtaczki w trakcie stosunku. Ruchy są raczej wolne. Pozycja ta często jest traktowana jako poprzedzająca inne, doprowadzające do orgazmu. 93 Pozycja "górnej stymulacji" Partner leży na plecach, a partnerka siada na nim przesuwając stopy w kierunku jego ramion i odchyla się do tyłu. W tej pozycji partner ma zwiększony zakres doznań wzrokowych, a u partnerki najsilniejsze jest drażnienie przedniej ściany pochwy. Przydatna dla kobiet z pobudliwą przednią ścianą pochwy. Pozycja "na jeźdźca" odwrotna Partner leży na plecach, a partnerka siada na nim tyłem. Pozycja ta umożliwia głęboką immisję i drażnienie przedniej ściany pochwy; dla partnera wiąże się z silną stymulacją wzrokową, sylwetka kobiety jest bowiem w tej pozycji bardzo harmonijna. Pozycja "na jeźdźca" wariant II Ułożenie partnerów jw. Partnerka klęczy tyłem do partnera )e) rŚ •••• r .....Ś" ".y, .,."... źw ^ain.źia i (Oj głowa znajduje się przy nogach partnera. Pozycja ta umożliwia głęboką immisję i przewagę drażnienia przedniej ściany pochwy; partnerowi dostarcza silnych bodźców wzrokowych. Stosunkowo mało przez kobiety lubiana. 94 Pozycja od tyłu Partner klęczy przechylony nieco do tyłu, a partnerka klęczy tyłem do niego i pochyla się w ten sposób, że może obserwować ruchy frykcyjne. Pozycja umożliwia głęboką immisję oraz stymulację wzrokową u obojga partnerów. Pozycja od tyłu, wariant II Partner leży na stoliku ze zgiętymi nogami w kolanach, a partnerka stoi pochylona, tyłem do partnera. Pozycja wygodna dla partnerów, dostarcza silnych bodźców wzrokowych partnerowi. Pozycja zwana hinduską Partnerzy stoją na jednej nodze, a druga zgięła jest pod kałem prostym w kolanie i opiera się na udzie partnera. Pozycja ta umożliwia większe drażnienie bocznej powierzchni pochwy pod pewnym kałem. Wymaga wysiłku, wprawy. Przydatna dla kobiet z duża wrażliwością bocznych ścian pochwy. Pozycja medytacji w łantryzmie Partner siedzi, partnerka siada na jego udach i odchyla się nieco do tyłu. Pozycja ta służy przedłużaniu zjednoczenia partnerów, ruchy są wolne, przerywane. Pozycja TAO Mężczyzna jest w pozycji półleżącej, a kobieta siada na nim bokiem. Pozycja ta ma znaczenie mistyczne, tzn. służy rozwojowi kontemplacji przy przedłużonym czasie zjednoczenia. Według koncepcji TAO sam fakt częstego i długotrwałego zjednoczenia partnerów służy przekazywaniu energii i długowieczności. Mężczyzna wykonuje "2000 miłosnych pchnięć" o zróżnicowanym charakterze (różny kierunek, różna intensywność i rytm). Pozycja jogistyczna Pozycja ta wymaga długotrwałych ćwiczeń jogi, jest bardzo trudna. Służy maksymalnej koncentracji na zjednoczeniu i można w niej osiągnąć orgazm nawet bez wykonywania ruchów frykcyjnych. 96 97 Seks dojrzały Pozycja stojąca partnera Partner słoi i unosi partnerkę, której nogi obejmują jego biodra. Pozycja często stosowana przez partnerów ze znaczną różnicą wzrostu, umożliwia bowiem pełnię kontaktu twarzy i piersi w trakcie stosunku. Immisja głęboka jest utrudniona, co może być przydatne dla kobiet odczuwających potrzebę płytszej immisji. Wymaga dobrej kondycji fizycznej partnera. Pozycja ruchów obrotowych U niektórych kobiet istnieje największa wrażliwość na stymulację pochwy w kierunku poprzecznym w ruchu obrotowym. Natomiast ruchy w kierunku pionowym do osi pochwy są dla nich mało pobudzające. Tego typu ruchy są możliwe w wielu pozycjach: klasycznej, odwrotnej, siedzącej, "na jeźdźca" itp. Partnerzy muszą po prostu odnaleźć najbardziej optymalną technikę drażnienia w ruchu obrotowym. Głęboka ręczna stymulacja U niektórych kobiet orgazm powstaje w wyniku drażnienia palcem tylnego sklepienia pochwy dotykającego zarazem szyjki macicy. Drażnienie takie jest najbardziej ułatwione w wypadku, gdy kobieta leży na plecach szeroko odwodząc uda, a partner leży na boku obok niej. Należy jednak pamiętać o tym, iż częste drażnienie ręczne tej okolicy pochwy może podrażnić szyjkę macicy i dlatego ta forma pobudzania wymaga nie tylko wyczulenia na higienę ze strony partnerów, ale także stałych konsultacji kobiety u ginekologa. SEKS A STEROWANIE PŁODNOŚCIĄ W ocenie metod sterowania płodnością ważne są 4 kryteria: łatwość w stosowaniu, skuteczność, bezpieczeństwo oraz wpływ na więź seksualną. Przedstawię poniżej własny pogląd na tę sprawę, ale dokładnie omówię jedynie kryterium seksualne, inne bowiem są już dość dobrze znane i upowszechniane w wielu pracach. Na początku chciałbym zaznaczyć, że przedstawiam prawidłowości statystyczne, nie można jednak tego typu kryterium w tak ważnej sprawie traktować jednoznacznie. Zdarza się bowiem, iż są bardzo udane związki, mające dobrą więź seksualną, mimo stosowania 99 stosunku przerywanego. Uważam jednak, że należy podkreślić istnienie pewnych prawidłowości, chociaż są wyjątki od reguły, a także bardzo zróżnicowane typy postaw partnerów i odczuć. Problem ten rodzi bardzo duże kontrowersje, postawy bowiem wobec takiej lub innej metody bywają wręcz fanatyczne i pozbawione obiektywizmu. Niekiedy pomniejsza się negatywne skutki danej metody, co jest zwykłą nieuczciwością. Nie można również kryterium seksualnego traktować jako najważniejszego, nie ono bowiem jest pierwszoplanowe, lecz skuteczność i bezpieczeństwo. Znajomość kryterium seksualnego jest jednak ważna, ponieważ w niektórych związkach stawia się pod znakiem zapytania inne zalety danej metody. Miałem do czynienia z niejednym związkiem, który uległ rozbiciu, ponieważ partnerzy w sposób rygorystyczny i sztywny traktowali wartość danej metody i nie uzyskali pomocy w wyrównaniu seksualnego braku tej metody. Dla osób wierzących, które pragną i chcą stosować metody biologiczne typu termicznej czy Billingsów, ewentualny problem seksualny wynikający z tych metod może być mało istotny, ale w przypadku, gdy stanie się istotny dla trwałości związku, a jednocześnie podtrzymywana jest potrzeba dochowania wierności wyznawanym zasadom, terapeuta powinien znaleźć skuteczną pomoc i praktyczne rady. Posłużę się przykładem: w danym związku dobrze oceniającym metodę termiczną kobieta może przeżywać orgazm w okresie płodnym, w innych odczuwa obojętność, a nawet niechęć. Zgłaszała się do różnych poradni i albo uzyskiwała odpowiedź, że seks nie jest najważniejszy, albo że po pewnym czasie sprawa się poprawi, ponieważ organizm dostosuje się do rytmu współżycia. Nic się jednak nie zmieniało, a współżycie było coraz bardziej stresujące. Pacjentka nie wyrażała chęci na zmianę metody, wykluczała taką możliwość, mąż szanował jej postawę, ale był zrezygnowany. Problem pogłębiał fakt, iż osiągała ona orgazmy jedynie w okresie owulacji w trakcie stosunku. Można zatem zadać pytanie - czy w takim przypadku rozwiązaniem nie byłoby zastosowanie metod mechanicznych typu prezerwatywa lub kapturek w okresie płodnym albo też praktyki Carezza, w której mężczyzna nie ma wytrysku? Zapewne, tego typu problem nie jest masowy, ale przecież te związki oczekują pomocy, której nie można im odmówić. Z tabeli 3 wynika, iż metody biologiczne (termiczne, Billingsów, kalendarzyk) mają dla więzi seksualnej wartość przeciętną, ale wymaga to szerszego omówienia. W przypadku związków z przeciętnym poziomem temperamentu i kobiet mających wysoki poziom libido w różnych okresach cyklu lub w okresach niepłodnych, te metody wywierają bardzo dobry wpływ na więź seksualną. Natomiast w przypadku związków partnerów z dużym temperamentem, ceniących częste kontakty i kobiet mających wysoki poziom libido w okresie owulacji, nie są przydatne i nie umożliwiają regularnego ułożenia współżycia. 100 Tabela 3 Metody zapobiegania ciqźy Metoda Skuteczność Bezpieczeństwo Łatwość Seks Metoda termiczna poowulacyjna +++ +++ + ++ Metoda termiczno rozszerzono ++ +++ + ++ Metoda Billingsów ++ +++ + ++ Kalendarzyk + +++ + + Prezerwatywa ź + ++ + +Kapturek dopochwo wy ++ ++ ++ ++ Spirala domaciczna +++ + +++ +++ Tabletki hormonalne + ++ + Stosunek przerywany ± + ± Płukanie pochwy po stosunku Zabiegi chirurgiczne ++++ + ++ ? ++++ bardzo wysoki poziom 4++ wysoki poziom ++ przeciętny poziom + niski poziom Ś negatywny poziom Prezerwatywa w wielu związkach nie stwarza problemów, ale w wielu innych wiąże się z uczuciem dyskomfortu, utrudnia przeżywanie zjednoczenia i optymalnego pobudzenia. Tabletki hormonalne u wielu kobiet obniżają poziom libido. Stosowanie spirali domacicznej, niekiedy powodującej przekrwienie miednicy, daje wzrost pobudliwości seksualnej. Jak zatem z tych rozważań wynika, nie ma optymalnej metody sterowania płodnością ze względu na więź seksualną. Istnieje duże zróżnicowanie odczuć, doznań, wpływów danej metody na organizm, a także i psychikę. Należy jednak stwierdzić podstawową prawidłowość - dla większości kobiet sama świadomość pewności uniknięcia nie planowanej ciąży i zaufanie do danej metody sprzyja wzrostowi zainteresowania życiem seksualnym. WSPÓŁŻYCIE PO PORODZIE Trudności seksualne po porodzie nie są zjawiskiem rzadkim. Różnego rodzaju zahamowania i niewłaściwie pojmowany wstyd sprawiają, że nie ujawnia się tych problemów lekarzowi sprawującemu stałą opiekę ginekologiczną, który może sam pomóc lub skierować do seksuologa. Równie często przyjmuje się postawę wyczekiwania ,,aż samo minie". Tymczasem narasta konflikt, rozdrażnienie nieudanym współżyciem lub zmęczenie udawanym orgazmem. 102 W świetle różnych danych trudności te dotyczą około 12Ś30% kobiet, z tym że u ponad połowy z nich po roku same mijają. U wielu jednak pozostają, a nawet mogą ulec nasileniu lub komplikacjom w związku z konfliktami powstającymi w związku małżeńskim. Trudności seksualne najczęściej dotyczą: anorgazmii (braku orgazmu), dyspareunii (bolesne współżycie), wstrętu i niechęci do współżycia seksualnego, a czasem zmian w pobudliwości sfer erogennych. Ta ostatnia możliwość nie stanowi większego problemu, ponieważ zmiana stylu współżycia wystarczy już do uzyskania wzajemnej satysfakcji seksualnej. Przyczyny wymienionych trudności są następujące: Zmiany anafomicznorizJologiczne Niekiedy po porodzie następuje np. rozszerzenie pochwy, powstaje miejscowa nadwrażliwość dotykowa itp. Współżycie może wówczas nie budzić dostatecznego podniecenia lub być źródłem przykrych doznań bólowych. Zaburzenia hormonalne Wystarczy np. przesunięcie w proporcji hormonów, aby doprowadzić do zmniejszenia temperamentu seksualnego i podwyższenia progu wrażliwości zmysłowej, co w praktyce oznacza słabsze działanie bodźców seksualnych. Stany zmęczenia, wyczerpania, senności Wiele kobiet obciążonych nowymi obowiązkami macierzyńskimi, przeżywających stresy, które są nieuniknione w okresie opieki nad dzieckiem, i zapracowanych w gospodarstwie domowym, wieczorami dosłownie pada ze zmęczenia i jeżeli dojdzie do współżycia, to jest ono mało podniecające i oczywiście nie kończy się orgazmem. Lęk przed ciążą Wiele kobiet wie, że po porodzie można łatwo zajść w ciążę. Powstaje zatem lęk przed ciążą i niewiara w skuteczność dotychczas stosowanych metod jej zapobiegania (często przecież ciąża jest spowodowana brakiem skuteczności stosowanej metody). Lęk zaczyna utrudniać przeżycia seksualne, wzbudza stan napięcia, zniechęca do współżycia. Zmiany w układzie partnerskim W jednych związkach powstaje rozczarowanie osobą partnera, który nie pomaga w sprawowaniu opieki nad dzieckiem i w pełnieniu obowiązków domowych. 2al wobec osoby partnera rodzi niechęć do niego i stąd trudności seksualne stają się wyrazem oporu. U innych kobiet natomiast powstaje zmiana postawy wobec partnera, wy-103 nikająca z taktowania go jako "trutnia"; inaczej mówiąc małżeństwo było dla nich bardziej potrzebą posiadania dziecka aniżeli więzią uczuciową z mężczyzną. Innym przykładem zmiany we wzajemnych układach między partnerami jest zazdrość męża o to, że żona bardziej troszcząc się o dziecko, odsuwa go na dalszy plan. Te doznania męża budzą niechęć i opór żony. Zmiany w widzeniu swego JA u kobiet Niektóre kobiety uważają się za mniej atrakcyjne, rodzą się u nich kompleksy. Poczucie zaś mniejszej atrakcyjności zaczyna odbijać się na współżyciu seksualnym. Neurotyzm Zmiany w stylu życia, wynikające z powstania nowych obowiązków, konflikty z partnerem, trudności w sprawowaniu opieki nad dzieckiem itp. mogą prowadzić do rozwoju objawów nerwicowych, a te z kolei odbijają się niekorzystnie na harmonii seksualnej. Jak widać eliminacja trudności seksualnych po porodzie może wymagać porady dotyczącej: stylu współżycia seksualnego, konieczności leczenia farmakologicznego albo psychoterapii samej kobiety lub związku małżeńskiego. Samo stwierdzenie faktu trudności seksualnych niczego nie rozwiązuje, nie ma też obowiązującej i jedynej recepty na wyjście z impasu. Na podstawie doświadczeń z pacjentami mogę stwierdzić, że w zdecydowanej większości przypadków trudności te dadzą się usunąć. Problemy zaś powstają wówczas, gdy zwleka się z wizytą u lekarza, gdyż w miarę upływu lat trudności pogłębiają się, a często są niejako ,,obudowywane" ich konsekwencjami. SEKS W POWTÓRNYM MAŁŻEŃSTWIE Z danych demograficznych wynika, że w Polsce rocznie jest zawieranych około 40000 powtórnych małżeństw, czyli mniej więcej co 9 związek małżeński w USC. Ciekawe, że dotąd ukazały się nieliczne prace poświęcone tym małżeństwom. Jedną z ciekawszych jest tekst J. Witczaka w nr 4 "Problemów Rodziny" z 1983 r. Niewiele wiemy o tych związkach, a jeszcze mniej jest znana ich więź seksualna. Moje własne badania związków partnerskich, prowadzone w latach 1980Ś1983 (obejmujące 62 pary), pozwoliły mi na stwierdzenie pewnych zróżnicowań i prawidłowości w więzi seksualnej powtórnych związków. 105 Wyższy poziom przystosowania seksualnego (14 związków) u obojga partnerów w porównaniu do poprzedniego związku W tego typu związku istnieje większa zgodność temperamentów, potrzeb i upodobań seksualnych, partnerzy odnoszą wrażenie, że "wreszcie trafili na właściwego partnera". Źródłem powstania tych związków najczęściej był nawiązany romans, w którym przystosowanie seksualne nastąpiło dość szybko i na optymalnym poziomie. Zadecydowało to o potrzebie bycia razem. W poprzednim związku partner ujawniał zaburzenia seksualne, zbyt małą aktywność seksualną, współżycie było monotonne, rozmijało się z potrzebami. W drugim związku nowy partner potrafił odkryć zupełnie nowy świat przeżyć, "trafił w czułe punkty". Atrakcyjność seksualna partnera i związku znacznie przeważyła szalę na rzecz zawarcia ponownego związku. Atrakcyjniejsza okazała się ars amandi, technika pobudzania, postawa partnera wobec seksu i współżycia, wyzwolone zostały nowe odczucia. Wartość powtórnego związku nie ogranicza się jedynie do seksu, ale można powiedzieć, iż miał on dość decydujące znaczenie dla jego oceny. Niższy poziom przystosowania seksualnego (9 związków) w porównaniu do poprzedniego związku W układzie tego typu okazać się mogło, że partnerzy ulegli złudzeniu lub rozczarowaniu, przypisywali drugiej osobie zalety, których w rzeczywistości nie miała. W innych przypadkach źródłem powstania związku było trudne znoszenie poczucia samotności i na partnera został wybrany ten, który po prostu zaproponował małżeństwo. Chociaż więź seksualna w tych związkach jest oceniana jako mało atrakcyjna, jednak samo małżeństwo oceniane jest pozytywnie, gdyż partner zaspokaja te potrzeby, których brakowało w poprzednim związku, np. gospodarność, pracowitość, trzeźwość, zrównoważenie psychiczne, a zwłaszcza dobre wywiązywanie się w roli przyjaciela, mężaŚżony. Wspomniane zalety nowego związku wyrównują jakby jego braki atrakcyjności seksualnej i partnerzy godzą się z tym, że "seks nie jest najważniejszy". Związki z problemami seksualnymi W takim związku problemy seksualne mają najczęściej charakter wtórny, po okresie dość udanej więzi seksualnej. Po prostu zaczynają się po pewnym czasie ujawniać różne postawy wyzwalające napięcia i utrudniające harmonię seksualną. Posłużę się typowymi przykładami. W jednych związkach ujawnia się zazdrość o poprzedniego partnera małżonka; dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, którzy nie mogą pogodzić się z myślą, że ich żona przez wiele lat była z innym mężczyzną. Prowokowana jest ona do zwierzeń, porównań. Niepewność, czy jest się lepszym od poprzednika, burzy spokój w wielu związkach. Inni partnerzy (częściej kobiety) starają się "być lepszym" od poprzednie-106 go, nastawiają się na odgadywanie i zaspokajanie życzeń, potrzeb swych współmałżonków, a to po pewnym czasie utrudnia spontaniczność w życiu seksualnym. W niektórych związkach ujawniają się różnice nawyków i upodobań seksualnych, np. co do technik pobudzania, pozycji, stylu współżycia. Partnerzy są sprawni, nie mają zaburzeń, ale ich stare nawyki rzutują na trudności w dostosowaniu się do nowych zwyczajów. Innym przeszkadzają wspomnienia prowadzące do porównań. Są to niby drobne rzeczy (np. dotyczące budowy partnera, zapachu skóry, rodzaju dotyku itp.), ale utrudniające pełną akceptację nowego partnera. W przypadku partnerów, którzy doświadczyli w poprzednim związku zdrady prowadzącej do rozwodu, w nowym związku wykazują pewną rezerwę i nieufność, podejrzliwość, stąd łatwo rodzi się zazdrość, pretensje. Współmałżonkowi przypisuje się cechy poprzedniego partnera i to w formie wyostrzonej, zwielokrotnionej. Można zatem powiedzieć, iż ciągnie się za sobą pewien garb psychiczny, obciążający klimat nowego związku utrudniający harmonię życia seksualnego. Istnieje jeszcze jeden, ale bardzo częsty i ważny problem - duża różnica wieku między partnerami. Mam z tym bardzo często do czynienia. Najczęściej starszy jest mężczyzna - i nowa partnerka, oceniana jako atrakcyjniejsza od poprzedniej, mobilizuje do wzrostu aktywności seksualnej, która oceniana jest jako doskonała. Okazuje się jednak, iż po pewnym czasie następuje wyczerpanie i zaczyna ujawniać się temperament typowy dla danego wieku. Następstwem rozbieżności możliwości seksualnych jest niezaspokojenie seksualne żony. W miarę upływu czasu problem ten nasila się i np. 55letni mężczyzna wchodzący w okres andropauzy przeżywa boleśnie ograniczoną sprawność seksualną wobec młodszej o 15Ś20 lat żony, będącej u szczytu rozkwitu kobiecości i temperamentu. Potrzeba dostosowania swych możliwości do wymagań partnerki narzuca mężczyźnie starania o odmłodzenie się, odpowiedni dobór diety, stylu bycia, ale nie zawsze daje to oczekiwane efekty. Muszę powiedzieć, że dla lekarza ten łyp problemów jest szczególnie trudny a pacjenci potrafią ujawniać dramatyzm swej sytuacji nawet płaczem, rozpaczą, depresją, myślami samobójczymi. O tym, czy tego typu związek będzie udany, decyduje nie tylko wynik leczenia, ale głównie postawa partnerki. Jeżeli żona daje wyraźnie odczuć, iż zaspokojenie jej potrzeb seksualnych jest sprawą ważną, jej presja i postawa załamuje niejednego męża szukającego dalszych dopingów, lub też godzącego się z faktem, iż wymarzona kobieta nie znajdzie z nim szczęścia. W innych natomiast związkach partnerki świadome tego stanu rzeczy potrafią dostosować się do sytuacji partnera i znajdują satysfakcje zastępcze, ograniczają swoje potrzeby. Tego typu sytuacji jest bardzo wiele i wymagają szczególnego taktu i wrażliwości. Otoczenie potrafi niekiedy pogłębić problem przez drwiny typu: "dobrze mu tak, zachciało się mu młodej"; 107 "nie pasują do siebie, mógłby być jej ojcem" itp. Są również związki z dużą przewagą wieku kobieły; w nich problemy seksualne wynikają częściej z zazdrości i lęku przed odebraniem partnera przez inną, młodszą kobietę. Innym źródłem mącącym harmonię więzi seksualnej w związkach partnerów z dużą różnicą wieku jest zagrożenie poczucia własnej atrakcyjności, lęk przed starzeniem się. Powstaje wyczulenie wobec partnera, jego oceny tej atrakcyjności i ocenianiem jej przez innych. Renesans atrakcyjności seksualnej poprzedniego partnera Jeżeli w poprzednim związku konflikt między partnerami był długotrwały i doprowadził do rozwodu, zrozumiałe, iż w takiej sytuacji codzienne napięcia i kłótnie obniżały atrakcyjność partnera i przeważał jego negatywny obraz. Po rozwodzie, pewnym stażu w nowym związku, może nastąpić złagodzenie emocji i na poprzedniego partnera patrzy się innym okiem. Dopiero teraz dostrzega się jego cechy męskiekobiece, niedawno pomijane. Okazuje się, iż renesans zainteresowania poprzednim partnerem prowadzi do różnych następstw: pogodzenia się z losem i utratą tego partnera: ,,zrobiło się błąd"; nawiązuje się romans z nim i powstaje przyjaźń seksualna, ale żyje się w nowym związku - powstaje zatem paradoksalny trójkąt. Zdarza się również, iż wspomnienia pozytywne zaczynają dominować i burzą więź seksualną w powtórnym małżeństwie, a nawet prowadzą do ponownego zawarcia małżeństwa z eksmałżonkiem. Jak zatem z powyższych rozważań wynika, więź seksualna w powtórnych małżeństwach jest zróżnicowana, często ciąży nad nią przeszłość partnerów i możliwość wyłonienia się nieprzewidzianych komplikacji. Jest to problem spotykany w poradnictwie rodzinnym i w psychoterapii, wymagający szczególnego doświadczenia ze strony terapeuty oraz taktu i cierpliwości ze strony partnerów. Zrozumiałe jest bowiem, iż przeszłości nie można wymazać orzeczeniem rozwodu i stworzeniem nowego związku. Ponowny start do życia we dwoje zaczyna się z innej podstawy i niekiedy wymaga większego wysiłku, aby nowa wspólna przyszłość była udana. W poradnictwie małżeńskim partnerzy z powtórnych małżeństw mają większe opory z przyjściem, z szukaniem porady. Wynika to najczęściej z uczucia wstydu, iż poniosło się jedną klęskę i nie odniosło się sukcesu w nowej próbie życia. Uderza to w samoocenę JA. Jeżeli jednak na zjawisko powtórnych małżeństw spojrzy się z perspektywy mechanizmów psychicznych, zrozumiała jest inność ich sytuacji, nie pozbawiająca bynajmniej szansy sukcesu. CELIBAT A SEKS Wiele osób, szczególnie młodych, uważa, iż wyrzeczenie się życia seksualnego oraz rzeczywisty jego brak jest albo czymś patologicznym, albo objawem chorobowym lub też posunięciem faryzejskim, co innego bowiem się deklaruje, a co innego robi po cichu. Tak czy inaczej zdaje się przeważać niewiara w tego typu postawę życiową, w jej realność. Zanim wyrażę swój pogląd, chciałbym zacząć od przewrotnego stwierdzenia: w bardzo wielu przypadkach trudniej zachować wierność seksualną wobec kochanej nawet osoby niż dochować wierność celibatowi. Potwierdzeniem tego jest wiele obserwacji. Osoby rozbudzone seksualnie, z dużym temperamentem, przyzwyczajone do stałego współżycia seksualnego w związku nawet bardzo dobrym, potrafią żywo emocjonalnie i seksualnie reagować na atrakcyjność erotyczną i chęć dochowania wierności wymaga nieraz prawdziwego wysiłku. Istnieją również typowe sytuacje życiowe za-109 grażające wierności seksualnej; kryzys lał 40 życia (zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet), tzw. druga młodość na jesieni życia, różne sytuacje konfliktowe i rozczarowania prowokujące do ,,ukarania" swego partnera, naciski otoczenia, umiejętne prowokacje erotyczne atrakcyjnej osoby, wpływ alkoholu itp. Ciekawe, że nie tak rzadkie przecież sytuacje tego typu nie prowokują do stwierdzenia, że wierność jest niemożliwa i młodzi małżonkowie nie usuwają tego ze swego ślubowania. Okazuje się, że jednak wierność jest możliwa, chociaż niekiedy opłacana wielkim wysiłkiem. W podobnej sytuacji znajdują się osoby wybierające celibat. Jedne z nich nie mają większych z nim problemów, inne zmagają się ze swymi nie zaspokojonymi seksualnymi potrzebami, inne wreszcie nie wytrzymują. Stan równowagi psychofizycznej nie tyle zależy od tego, czy ktoś wybiera celibat, czy też życie seksualne, ile od tego, jak formuje swoją osobowość, system wartości oraz jaka jest motywacja dokonanego wyboru. Równowaga psychofizyczna, czyli harmonia i integracja osobowości, opiera się na dojrzałej osobowości, w której istnieje zgodność między myślami a czynami, nastawienie na realizację określonych wartości w życiu, postawa traktująca zarówno życie osobiste, jak i zawodowe i społeczne jako powołanie do pełnego samorozwoju, bycia użytecznym, a to wszystko jest oparte na miłości do siebie i innych. Jednak w sytuacji niedojrzałej osobowości, pozornej motywacji, egocentrycznego prymatu JA, problemy będą istniały niezależnie od tego, czy żyje się w celibacie, czy też w związku partnerskim. Natężenie potrzeb seksualnych, jak wiadomo, zależy od wielu czynników, m.in. od temperamentu seksualnego. Można zatem założyć, że im wyższy poziom tego temperamentu, tym większe mogą być z n,im problemy. Czy natura ,,domaga się swych praw"? Okazuje się, że osoby z silną motywacją do celibatu i stosujące zasady psychohigieny potrafią opanować swoje potrzeby seksualne, a organizm z upływem czasu niejako adaptuje się do tej sytuacji, zgodnie z prawem "zaniku z nieczynności". Nie jest to jednak takie proste. Częste są również sytuacje kryzysowe, będące wyzwaniem wobec dokonanego wyboru; jedną z nich jest zmiana warunków życia. Chodzi mi w tym przypadku o osoby, które po kilku latach wychowawczego nadzoru stają się samodzielne. Najczęściej przypada to na rozkwit wieku męskiegokobiecego. Kontakty z tzw. normalnymi ludźmi mogą wzbudzać nowe potrzeby, przeżycia. Również różne sytuacje, np. prowokacje erotyczne (a owoc zakazany pobudza niektórych do działań prowokujących), okresy frustracji, niepowodzeń, wspomnień z ogniska rodzinnego itp., mogą uatrakcyjniać unikany dotychczas styl życia. U innych osób potrzeby seksualne są wtórne wobec rozbudzających się potrzeb rodzicielstwa, bliskości, ciepła, poczucia osamotnienia itp. 110 Frustracja potrzeb seksualnych może uruchamiać różnorodne mechanizmy obronne; jedne z nich kierują się w stronę pogłębiania motywacji wybranej drogi życia i wówczas mówimy o pozytywnym rozwiązaniu wewnętrznego konfliktu. Mogą być również uruchamiane mechanizmy negatywne, które za cenę przezwyciężania potrzeb seksualnych prowadzą do pewnych niewłaściwych anomalii charakterologicznych, czy też niewłaściwych postaw. Należą do nich np.: rygoryzm moralizatorski, antyfeminizm, wrogość wobec ciała, seksu, płci, potrzeba władzy, zaszczytów, oschłość uczuciowa wobec ludzi, ukryte pragnienie narzucania ograniczeń w sferze seksu na zasadzie ,,skoro ja nie mogę, to innym utrudnię", przesadne wyczulenie na sprawy seksu, podnoszenie w górę poprzeczki wymagań, obowiązków, powinności oraz subiektywizm w ocenie problemów życia seksualnego i małżeńskiego, prowadzący do krzywdzących ocen. Jeżeli wspomniane negatywne mechanizmy obronne docierają jednak do świadomości, to mogą być łagodzone przez samokontrolę. Gorzej, jeżeli dominują głównie w podświadomości, gdyż własne postawy utożsamiają się z ideą działania na rzecz dobra. 'W niektórych przypadkach frustracja potrzeb seksualnych prowadzi do ich wypierania, tłumienia, co w następstwie wyzwala neurotyzm. Może również wyzwolić się tendencja do idealizowania spraw seksu, małżeństwa, odbiegająca od rzeczywistości, i wówczas narzuca się innym nierealną wizję modelu życia we dwoje. Należy również stwierdzić, iż podobne mechanizmy obronne, negatywne czy pozytywne, uruchamiane bywają w przypadku przekraczania zasady wierności. Chciałbym przy okazji wspomnieć, że psychoterapia nie jest ani za, ani przeciw celibatowi, interesuje ją natomiast motywacja oraz sposób realizacji wybranej drogi życia, związane z nią problemy i trudności. Spośród osób mających trudności z celibatem jedni znajdują dość sił na przełamanie kryzysu i pozostanie w nim, inni natomiast decydują się na wybór innej drogi życia. .W Polsce dyskusje na temat celibatu ograniczają się do spotkań towarzyskich, tymczasem na Zachodzie przewijają się na łamach wielu publikacji, w tym również wyznaniowych. Okazuje się, że jest to zagadnienie bardzo kontrowersyjnie oceniane również w kręgach duchowieństwa i zapewne będzie tak dalej, celibat bowiem to nie tylko forma życia, podporządkowanie się dyscyplinie, ale i problem motywacji do niego, prawa wyboru, oceny użyteczności. Zdawałoby się również, że zagadnienie celibatu powinno być problemem w ruchu ekumenicznym, w wielu bowiem wyznaniach chrześcijańskich nie ma wymogu celibatu, a w kościele prawosławnym obowiązuje on mnichów i biskupów, a nie księży. Okazało się jednak, że ruch ekumeniczny dostrzega możliwość zachowania różnych tradycji w poszczególnych wyznaniach. Zwolennicy zachowania celibatu argumentują (poza teologicznymi stwierdzeniami), iż sprzyja on pełniejszemu 111 poświęceniu się idei służenia ludziom, natomiast jego przeciwnicy stwierdzają, że duchowni mający rodziny lepiej potrafią wczuć się w codzienne problemy swoich wiernych i mają wobec nich mniejszy dystans. Szkoda, że problem celibatu ma tak mało reprezentatywnych opracowań co do motywacji wyboru takiej drogi życia, form radzenia sobie z nim, ewentualnych pozytywnych czy negatywnych wpływów na osobowość. BARIERY PARTNERSTWA W SEKSIE DOJRZAŁYM Ś Seks dojrzały Więź partnerska w seksie dojrzałym uwarunkowana jesł całą przeszłością partnerów (uwarunkowania rodzinne, wychowawcze, przebieg życia, poprzednie związki itd.), przebiegiem ich związku, postawami wobec ciała, seksu, płci, własnej osoby, systemem norm i zasad, wiekiem, wykształceniem. Nic zatem dziwnego, że wiele przeżyć i zjawisk, mechanizmów psychicznych, a także i kulturowych, stwarza bariery międły płciami, partnerami, utrudniające osiąganie optymalnej więzi. W jednych związkach wspomniane bariery prowadzą jedynie do przewrażliwienia wobec danego zachowania partnera, w innych sprzyjają powstawaniu konfliktów, nieporozumień, w jeszcze innych mogą być źródłem dramatów. W tej części pracy zostaną omówione różne typy barier między partnerami; wiele z nich ma charakter kulturowy. Bariery kulturowe są dziedzictwem z przeszłości naszej cywilizacji, tradycji oraz wpływu środowisk, stereotypów i mitów. Wiele z nich ma charakter podświadomy, zostały bowiem zakodowane w świecie psychicznym w procesie wychowania, w rodzinie i w środowisku. Sam fakt istnienia tych barier nie przesądza o losie danego związku. Słowo bariera oznacza, iż w komunikacji między partnerami istnieje pewna inność, trudność w osiągnięciu jedności i harmonii. Uświadomienie sobie źródeł powstania barier może ułatwić poprawę więzi między partnerami, żalem istnienie bariery nie prowadzi ,,do" ani ,,od" w danym związku, jest określonym zjawiskiem trudności w komunikacji partnerskiej, a jej wpływ zależy od stopnia przystosowania do siebie partnerów oraz od zdolności odczytania istnienia bariery oraz przeciwdziałania jej. W tej części pracy zostaną omówione niektóre typy barier więzi partnerskiej. Inne zostały opisane w "Seksie partnerskim", w wielu innych publikacjach. W publikacjach seksuologicznych, poświęconych małżeństwu, coraz częściej spotyka się pojęcie zaburzeń komunikacji interpersonalnej, jako jednej z częściej spotykanych barier więzi. Psychologia komunikacji jest obecnie dynamicznie rozwijającym się kierunkiem i np. w Polsce interesującą pracą na ten temat jest "Jak ludzie porozumiewają się?" autorstwa L. Grzesiuk i E. Trzebińskiej (NK, 1983). Lektura tej pracy byłaby dobrym uzupełnieniem tej części pracy. DZIECIĘCE SZOKI SEKSUALNE Pogląd, że obserwacja współżycia seksualnego rodziców przez ich dziecko jesł źródłem łzw. szoku seksualnego był upowszechniony przez psychoanalizę. Analizując wczesnodziecięce wspomnienia i łreści snów erotycznych psychoanaliłycy odkrywali ich powiązania z problemami seksualnymi, nerwicowymi w wieku dojrzałym. Popularyzacja poglądów tej szkoły przyczyniła się do powstania pewnych stereotypów. Jednym z nich jest np. stwierdzenie, iż córka zaszokowana widokiem kontaktu seksualnego rodziców staje się w następstwie tego oziębła seksualnie i odczuwa wstręt do seksu, mężczyzn. Wspomniany pogląd słał się inspiracją wielu dzieł literackich oraz na wiele lał zaważył na postawach wobec tzw. dziecięcych szoków seksualnych. Wystarczyło, iż pacjent podawał terapeucie tego typu wspomnienie, aby było to traktowane jako podstawowy mechanizm rozwoju jego problemów seksualnych. W miarę upływu czasu doświadczenia badaczy wykazały, że sprawa jest bardziej złożona i nie tak jednoznacznie szkodliwa. Krytycy psy-116 choanalizy np. podkreślali, iż w poprzednim okresie historycznym całe rodziny mieszkały w jednym pokoju i dzieci - z konieczności - były świadkami intymności erotycznej rodziców, a przecież nie prowadziło to do patologii seksualnej. Również świadectwa z wielu innych kultur wskazywały, iż obserwacja kontaktów seksualnych w rodzinie nie należy bynajmniej do rzadkości, z czego wynika wniosek, że albo psychoanaliza popełniła błąd interpretacyjny, lub też szoki seksualne należy wiązać z mentalnością puryłańską, mieszczańską. Chociaż od pojawienia się pierwszych doniesień psychoanalityków na ten temat minęło wiele lał, nadal jednak dziecięce obserwacje scen intymnych w rodzinie należą do wstydliwych, przemilczanych i są traktowane jako obciążające psychicznie dla dzieci. Jaka zatem jest prawda? Czy istnieje nadal pojęcie dziecięcych szoków i urazów seksualnych? Obserwacja kontaktu seksualnego rodziców obecnie nie jest nazywana szokiem seksualnym, lecz wczesnodziecięcym doświadczeniem (łzw. primal scenę). Jaka jest częstość tego zjawiska i jakie są jego następstwa? Ograniczę się do wniosków z własnych badań różnych populacji, w tym i w kontrolnej. Okazało się, iż obserwacja współżycia seksualnego rodziców przez dzieci nie jest bynajmniej rzadkim zjawiskiem - około 12Ś17% osób ma tego typu doświadczenia z dzieciństwa. Najczęściej była to obserwacja przypadkowa, przez zaskoczenie (np. dziecko przebudziło się w środku nocy lub przyszło nagle z innego pokoju). Jedynie wyjątkowo spotykane są sytuacje braku zachowywania przez rodziców jawności życia seksualnego, niekrępowania się obecnością dzieci w pokoju. Ta ostatnia sytuacja występowała w rodzinach patologicznych, np. z marginesu społecznego, w zaawansowanym stadium alkoholizowania się rodziców lub w wypadku ujawniania przez nich cech dewiacyjnych. Scena erotyczna najczęściej dotyczyła częściowej obserwacji, czyli widoku pary w trakcie aktu seksualnego, ale zakrytej kołdrą, lub wrażeń słuchowych z trwającego aktu seksualnego, rzadziej natomiast dotyczyła widoku całej sceny współżycia. W około '/a przypadków dziecko domyślało się, że rodzice mają kontakt seksualny na podstawie ,, dziwnego" ich zachowania i pełnego zażenowania ukrywania się przed dzieckiem. Należy tu również stwierdzić, iż w około '/ 5 przypadków nie było żadnych realnych obserwacji; dziecko po prostu fantazjowało. Tego typu fantazje najczęściej występowały u dzieci w początkowym okresie dojrzewania, kiedy powstaje zainteresowanie sprawami płci, domyślanie się, "co robią rodzice" i dobudowywania swej wyobraźni do zachowania rodziców. W efekcie własne fantazje traktowane były jako rzeczywistość. Interesujące są bezpośrednie reakcje dzieci w takiej sytuacji. Około 22% przeżywa przykrość, szok, niesmak i wiąże z tym zmianę uczuć wobec rodziców (dystans, obcość, wrogość, niechęć). Około 35% dzieci przeżywa zaskoczenie tą sytuacją i udaje, że nic się nie stało 117 i niczego się nie domyślają, następnie przetrawiają to w sobie i w końcu dochodzą do wniosku, iż jest to przecież coś naturalnego. W następstwie tego procesu nie zauważa się żadnych zmian w uczuciach i postawach wobec rodziców. U pozostałych dzieci brak jest, poza zaskoczeniem, innych reakcji, domyślały się bowiem przedtem, iż rodzice mają kontakty seksualne. Sytuacja była wprawdzie zaskakująca dla wszystkich zainteresowanych, ale nic z niej później nie wynikało. Ciekawe, że większość osób mających tego typu przeżycia z dzieciństwa jest przekonana, iż ich rodzice nie domyślili się, że ich dzieci były nieświadomie świadkiem sceny intymnej. Tego typu przekonanie ułatwiało rozwiązanie problemu. Późne rzutowanie tego typu wspomnień z okresu dzieciństwa na życie seksualne w wieku dojrzałym okazuje się bardzo zróżnicowane. U jednych osób zainteresowanie seksem wzrosło i przyczyniło się do rozbudzenia ciekawości seksualnej, a w następstwie do wcześniejszej inicjacji seksualnej. U innych przeżycie zażenowania i wstydu opóźniło zainteresowanie tą dziedziną i inicjację seksualną. W około 15% przypadków tego typu wspomnienia z dzieciństwa można uznać za szok, uraz seksualny, wpływający negatywnie na własne życie seksualne (oziębłość, wstręt seksualny, sprzeczne uczucia wobec seksu i partnera). Ciekawe, iż u około 25% badanych osób wspomnienie z dzieciństwa wpłynęło na trwałe rozbudzenie wyobraźni erotycznej, która obejmowała zarówno sny erotyczne, marzenia na jawie, jak i fantazje seksualne w trakcie współżycia seksualnego. Od czego zależą takie lub inne następstwa zaobserwowanych scen intymnych między rodzicami? Okazuje się, że podstawową sprawą była więź uczuciowa z rodzicami. Jeżeli np. córka bała się ojca, który tyranizował otoczenie, to scena erotyczna między rodzicami upewniła ją w przekonaniu, iż ,,ojciec krzywdzi matkę", a jej zachowania (płacz, ruchy ciałem, wzdychanie) było utożsamiane z cierpieniem. W następstwie tego typu rozumowania nie tylko pogłębiała się negatywna postawa wobec ojca, ale i seks został utożsamiony z agresją, cierpieniem. Drugim czynnikiem był poziom uświadomienia seksualnego i wiek. Jeżeli dziecko było zorientowane nieco w sprawach płci, to tego typu doświadczenie daje łagodniejsze następstwa, podobnie gdy było ono w tzw. okresie latencji seksualnej, czyli przed dojrzewaniem, przy braku zainteresowania seksem. Kolejnym wreszcie czynnikiem były cechy osobowości dziecka, i np. u dziecka nadwrażliwego, zamykającego się w sobie, lękliwego można spodziewać się raczej negatywnych następstw. Jak zatem wynika z powyższych obserwacji - wspomnienia seksualne z okresu dzieciństwa nie należą do rzadkich, są zróżnicowane, podobnie jak i ich następstwa. Wbrew pozorom nie tak częste są szoki i urazy seksualne. Rodzice powinni jednak uświadomić sobie fakt, iż ich życie seksualne wymaga nie tylko intymności, ale i wychowania seksualnego dzieci. 118 DLACZEGO SAMOTNI? Osoby mające trudności ze znalezieniem partnera, towarzysza życia budzą nieraz w swym otoczeniu współczucie pomieszane z nieufnością co do ich męskościŚkobiecości. Dziwi np. fakt korzystania z pomocy biur matrymonialnych, pośrednictwa znajomych, członków rodziny w kojarzeniu. Staje się on jakby potwierdzeniem niemrawości. "Normalni" ludzie nie mają takich problemów, chociaż mogą mieć kłopoty z dokonaniem wyboru towarzysza życia z grona poznawanych osób. Przyczyny trudności ze znalezieniem partnera są bardzo zróżnicowane. Jedną z nich jest brak okazji do poznania odpowiedniej osoby. Jeżeli np. kobieta pracuje w sfeminizowanym środowisku, to jej kontakty z mężczyznami stają się bardzo ograniczone, a nie zawsze najbliższy krąg rodzinny prowadzi życie towarzyskie. Niektórzy ludzie dzielą swoje życie na określone etapy i np. w okresie studiów chcą skoncentrować się jedynie na nauce, a sprawy osobiste odkładają na 119 później. Bywa jednak i łąk, że po studiach znajdują pracę w innym, nowym środowisku, nie stwarzającym okazji towarzyskich. Dotyczy to zwłaszcza osób pracujących w małych ośrodkach, które czują się obco, są bowiem ludźmi z zewnątrz. Powstaje żal, że życie studenckie przeszło na samej nauce. Zwłaszcza kobiety, np. w listach, poruszają ten problem. Ma wprawdzie studia i interesującą pracę z możliwościami awansu, ale liczba potencjalnych kandydatów do USC jest bardzo mała. Powstaje dylemat - czy nadal czekać na kogoś odpowiedniego, czy też korzystać z pierwszej okazji matrymonialnej, chociaż partner nie jest w pełni akceptowany? A bywa i tak, że istniejące cechy psychiczne, jak np. nieśmiałość, duża wrażliwość, delikatność, połączone z pewną biernością, brakiem przysłowiowej już siły przebicia sprawiają, że oczekuje się inicjatywy z drugiej strony, a tymczasem wiele okazji zawarcia interesującej znajomości mija bezpowrotnie. Tego typu zahamowania występują nie tylko u mężczyzn, chociaż są dla nich bardziej charakterystyczne. Wiele trudności w znalezieniu partnera wynika z rozbieżności jaźni uzewnętrznionej z jaźnią wewnętrzną. Mówiąc po prostu, inne jest własne poczucie JA, a zupełnie odmienne otoczenia. Ktoś może być spostrzegany jako atrakcyjny, seksowny, z inicjatywą, śmiały. Oczekuje się więc jego inicjatywy, aktywności, pierwszego kroku. Tymczasem jest to osoba nieśmiała, bierna, a jej pozornie śmiałe zachowanie jest stylem bycia tylko w pewnych granicach. Może też kryć za sobą kompleksy, poczucie małej wartości. Powstaje nieporozumienie, wcale zresztą nierzadkie. Każdy chyba zna je ze swego życia. Przecież często widzimy, że otoczeniu wydajemy się inni aniżeli naprawdę jesteśmy. Często w gabinecie słyszę wypowiedzi typu: "Kobiety sądzą, że jestem doświadczonym mężczyzną, oczekują mojej inicjatywy, tymczasem ja nie mam żadnych doświadczeń seksualnych i czuję się onieśmielony". Styl zachowania takiego mężczyzny jest jednak rozbieżny z jego wewnętrznym samopoczuciem. Sprzeczność sygnałów w komunikacji międzyludzkiej jest więc oczywista. Trudności w znalezieniu sobie partnera wiążą się nieraz z rozwojem psychoseksualnym, neurotyzmem czy też konkretnymi cechami osobowości. Wymienię te najczęściej spotykane. Brak socjalizacji Jeżeli ktoś nie miał kontaktów z rówieśnikami, w okresie dojrzewania był izolowany od złych wpływów niepożądanego towarzystwa, to długotrwały brak socjalizacji sprawia, że trudno mu nawiązać jakąkolwiek znajomość. Na otoczeniu może sprawiać wrażenie dziwaka, z którym ciężko się porozumieć. Brakuje mu bowiem umiejętności prowadzenia lekkiej rozmowy, odpowiedniego znalezienia się w klimacie zabawy. Przeważa kontakt "na serio", z dystansem wobec innych. 120 Kompleksy Kompleksy są typowe dla okresu dojrzewania, ale w wyniku reakcji otoczenia, porównywania siebie z innymi lub przeżycia czegoś przykrego, np. krytycznej uwagi, pogłębiają się. Wówczas narasta i utrwala się poczucie niższości, małowarłościowości. W kontaktach z innymi może to prowadzić do izolowania się, nieufności, niewiary w komplementy, w prawdziwość ocen i sądów. Własne JA widzi się w zwierciadle kompleksu, jest ono zatem skrzywione i pożądana wartość własnej osoby sprowadza się do tej cechy, której akurat brakuje. * Wyczulenie na brak akceptacji i odrzucenie U niektórych osób obawa przed odrzuceniem, brakiem akceptacji stwarza tak silne poczucie zagrożenia, że sami oni uprzedzają taką możliwość, zrywając znajomość. Dla drugiej osoby jest to decyzja nieuzasadniona, niezrozumiała, czy nawet osobiście krzywdząca. Jednak potrzeba wyjścia z zachowaniem twarzy jest tak przemożna, iż potencjalnie dobrze rokujący związek ulega zerwaniu. Tego typu postawę ujawniają nie tylko osoby, które doznały w przeszłości goryczy odrzucenia, ale i osoby ambitne, z wysokim poczuciem własnej wartości. Skrzywione postawy zarówno wobec płci odmiennej, jak i własnej Wspomniałem już wyżej o znaczeniu stereotypów męskościŚkobiecości. Stąd np. mężczyzna nieśmiały sądzi, że to właśnie koniecznie od niego jako mężczyzny oczekuje się aktywności, a inicjatywę i aktywność ze strony kobiety traktuje jako uwłaczającą jego poczuciu męskości; zarazem jednak nie czuje się na siłach samemu wystąpić z inicjatywą. Wiele osób, w wyniku swoich doświadczeń rodzinnych, osobistych, ma nieprawidłowy stosunek wobec płci odmiennej i stąd klimat nieufności, uprzedzeń, nastawień w poważnym stopniu utrudniający kontakty z ludźmi. Zachowania odrzucające U części osób dominujący styl ich zachowań jest negatywnie oceniany przez otoczenie. Są to np. osoby podkreślające swój nonkonformizm i zrażające otoczenie swym zachowaniem. Inne ujawniają agresywny styl bycia, jeszcze inne natarczywość erotyczną, narzucanie swego zdania i woli, braku taktu iłp., lub też zachowania, w których wypowiada się negatywne opinie o płci odmiennej, wyraża się wobec niej pozorny cynizm itd. Nic więc dziwnego, że pierwsze wrażenie jest negatywne z dalszymi tego konsekwencjami. Słyszę nieraz skargi, że np.: "Oceniają mnie jako agresywnego i cynicznego, a ja naprawdę nie jestem taki, nie chcę być taki". 121 Brak przyciągania, atrakcyjności, wrażenie chłodu i oziębłości Są łypy osobowości, które stwarzają wokół siebie atmosferę chłodu, dystansu, nie ma w nich cech, które by przyciągały, nie ma ciepła czy kokieterii. Dopiero po bliższym poznaniu, kiedy czują się bezpieczne, zaczynają rozkwitać i ujawniać inne cechy. Zbyt jednak rzadko dochodzi do tego etapu i pierwsze wrażenie decyduje o ich odrzuceniu, nieatrakcyjności. Oziębłość, oschłość, wrażenie zimna uczuciowego danej osoby może być jednak prawdziwa. Kryje się w tym dramat zahamowania uczuciowego lub brak rozwoju uczuciowości. Obiektywnie rzecz biorąc, taka osoba może się nawet w pierwszym momencie podobać, ale na tym. się kończy. Wymienione przeze mnie przyczyny trudności w znalezieniu partnera wiążą się z mechanizmami zachowań, które również są zróżnicowane. Mogą one pogłębiać te trudności lub je ograniczać, a nawet przezwyciężać. Wiele zależy od samoświadomości. Jeżeli ktoś zna przyczynę swych niepowodzeń, może wówczas - przez świadome sterowanie swymi zachowaniami - eliminować te przyczyny. Na przykład seria niepowodzeń związanych z zachowaniami negatywnie ocenianymi przez otoczenie może prowadzić do ich zmiany i do podjęcia usiłowań wprowadzenia nowych form kontaktu z ludźmi. Znam wiele osób, które dzięki lekturze, poradzie, psychoterapii, umiejętności wyciągania wniosków zmieniają siebie i tworzą nowy styl kontaktów, uwieńczonych powodzeniem, albo brak jakiejś cechy wyrównują przez podkreślanie czy uzewnętrznianie innej. Niepowodzenia w jednym środowisku mogą prowadzić do jego zmiany i szukania nowych kontaktów. Zmienia się więc miejsce pracy, zamieszkania, krąg znajomych itp. Inaczej mówiąc - wobec swych trudności przyjmuje się postawę refleksyjną i czynną. Często udzielam porad tego typu i wskazuję - na podstawie badań, wywiadu, rozmowy - co jest przyczyną trudności i co należałoby zmienić, l zaczyna działać mechanizm pozytywny. Czyjeś życie zmienia się na lepsze. Niestety, dość często, bywają uruchamiane mechanizmy negatywne, które pogłębiają trudności życiowe. Wymienię kilka typowych. Stereotypy i skrzywione przekonania W tego typu stereotypach generalizuje się pewne oceny i sądy, np.: "Nie ma prawdziwych mężczyzn", "mężczyzna myśli tylko o łóżku", "kobieta myśli tylko o tym, jak złapać męża", "nie ma szczęśliwych małżeństw", "mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiety" itp. Tego typu stereotypy poprawiają nieco własne samopoczucie przez przerzucenie winy na drugą płeć. Ucieczka w chorobę Wiele zaburzeń chorobowych powstaje w wyniku mechanizmu psychicznego, jakim jest ucieczka od swoich trudności życiowych. Mogą to być zarówno nerwice, jak i zaburzenia typu choroby wrzodowej, migren, zaburzeń dróg żółciowych, hormonalnych itp. Dolegliwości pozwalają skupić na nich uwagę i stają się pierwszoplanowe w życiu psychicznym. Podstawowe trudności w związku z tym ulegają odroczeniu, oddaleniu. Zachowania agresywne Zachowania takie mogą być autoagresywne (np. próby samobójstw), mogą wyrażać się agresją wobec otoczenia w ogóle lub tylko wobec płci odmiennej. Potrzeba dowartościowania W wyniku niepowodzeń w znalezieniu partnera usiłuje się sprawdzić swoją atrakcyjność, wartość, poprzez przelotne kontakty seksualne, odbijanie innym partnerów, zyskanie uznania w swej działalności zawodowej lub też akceptacji otoczenia, np. przez podkreślanie swego altruizmu, wartości moralnych itp. Derealizacja Niepowodzenia życiowe mogą prowadzić do rozbudowy świata marzeń, fantazji, idealizacji swego dzieciństwa, domu rodzinnego, rozczytania w sentymentalnych lekturach itp. Można też przesadnie wartościować dziedziny, których się jest pozbawionych i stąd np. nadmierne idealizowanie małżeństwa, seksu, rodziny. Trudności w znalezieniu partnera mogą być przejściowe Wiele osób po pewnym czasie trafia szczęśliwie na znajomość odmieniającą ich sytuację. Powodzenie tego związku zależy nie tylko od spotkania właściwego człowieka. Ważne jest również oddalenie się od dawnych trudności. Inne osoby, dzięki pomocy biur matrymonialnych, pośrednictwu znajomych, zawierają związek, może niekoniecznie wymarzony, ale zaspokajający podstawowe potrzeby psychiczne, do jakich należą: potrzeba oparcia, więzi, bezpieczeństwa, akceptacji własnego gniazda. A jeszcze inne doświadczają samotności, którą w różny sposób rozwiązują (zwiększona aktywność zawodowa, działalność społeczna, poświęcenie się dla kogoś, np. starych rodziców, sierot społecznych, zamknięcie w sobie, zgorzknienie itp.). Powszechność problemu, jakim jest trudność w znalezieniu partnera, znajduje oddźwięk w rozbudowie biur matrymonialnych, poradnictwa prasowego, klubów samotnych, poradnictwa przedmałżeńskiego i rodzinnego. Są to ważne i konieczne inicjatywy, wymagające dalszej rozbudowy. Warto jednak zwrócić uwagę na potrzebę uprzedzania 123 tych trudności, chociaż z pewnością nie wyeliminuje się ich całkowicie. Wielu jednak dramatycznych przeżyć, bezsennych nocy, ciężko przeżywanego odrzucenia, samotności można by uniknąć, gdyby się wcześniej dostrzegło niepokojące sygnały zwiastujące wystąpienie takich trudności. W domach rodzinnych często milczy się na ten temat lub nie zauważa faktu, że dziecko jest izolowane od rówieśników, nie ma przyjaciół, nie zyskuje akceptacji, że przeżywa trudności w swych próbach nawiązania znajomości. W systemie oświatowym zbyt ceni się wyniki w nauce, karność, zdyscyplinowanie, lekceważy natomiast fakt izolacji ucznia w swym środowisku. Nastawienie na sukcesy w nauce i odkładanie spraw uczuciowych na potem jest również typowym błędem. Osobowość powinna rozwijać się harmonijnie i wszechstronnie, a nie od zadania do zadania. Ubogie życie towarzyskie i zamykanie się we własnym kręgu również utrudnia wyrobienie i rozwijanie umiejętności nawiązywania stosunków przyjacielskich i erotycznych. Trudność zatem w znalezieniu partnera nie jest wynikiem fatum, złego losu, pecha, ale zakłóconych kontaktów z ludźmi. KULT WAGINALNY Większość pojęć psychoanalitycznych, nazw zespołów psychopatologii seksualnej powstała w okresie dominacji tradycyjnego podziału ról męskokobiecych w kulturze europejskiej. Nic więc dziwnego, że tradycje i wzorce kulturowe, jak również zdominowanie seksuologii przez mężczyzn, doprowadziły do przeakcenłowania męskiego punktu widzenia. Zapewne w okresie przełomu wieków męż-125 czyźni mieli powody do dumy z samego fakłu bycia mężczyzną, a kobiety z faktu bycia kobietą. Satysfakcja kobiet wiązała się z macierzyństwem, opinią dobrej żony, urodą, kobiecością rozumianą jako uczuciowość, delikatność. Dopiero procesy emancypacyjne i rewolucja obyczajowa doprowadziły do zwiększenia zakresu satysfakcji z JA w kobiecie o erotyzm i seks. Zdolność przeżywania orgazmu stała się nobilitacją kobiecości. Stopniowo zaczęły się upowszechniać inne jeszcze wartości erotyzmu kobiecego, współuczestnictwo w ars amandi, równouprawnienie, naturalność. Jak zawsze w tyglu przemian obyczajowych powstają formy skrajne. Jedną z nich słał się np. kult orgazmu, technik seksualnych, ujawnił się również kult waginalny. Jest on pojęciowo odpowiednikiem kultu fallicznego. Kult waginalny polega na odczuwaniu dumy z faktu posiadania pochwy, z jej ważności w życiu seksualnym, z bogatszego zakresu doznań i funkcji tego narządu nad analogicznymi u mężczyzny. Przeżycia we współżyciu m.in. polegają na odczuwaniu posiadania mężczyzny, generalizuje się fizjologia stosunku na wzajemny kontakt partnerów, a ten na wszelkie relacje męskokobiece. Przeważa zatem prymat widzenia pierwiastka kobiecego w świecie oraz naturalnej przewagi kobiecości nad męskością. Powiązania kultu waginalnego z narcyzmem są zróżnicowane - mogą być współzależności, ale bywa narcyzm bez kultu waginalnego. Kult waginalny powstaje również i wtedy, gdy w środowisku rodzinnym dominuje matka (również i w zakresie temperamentu seksualnego, erotyzmu, atrakcyjności erotycznej). Rozwija się często u atrakcyjnych kobiet, które zaczynają doświadczać mocy swego działania, powstaje też przez porównanie własnych doznań seksualnych z doznaniami mężczyzny (jeżeli te ostatnie są słabsze). U części kobiet kult waginalny wyrasta z bogatych zdolności seksualnych, które są podkreślane przez ich partnerów jako wyjątkowe. Rozwijający się w świadomości i w przeżywaniu kobiety kult waginalny oprócz poczucia dumy z bycia kobietą, poczucia swej atrakcyjności erotycznej i wysokiej samooceny w roli seksualnej, prowadzi do wielu innych zachowań: Postawa królewny Postawa oczekująca hołdów i służebności ze strony mężczyzny, łaskawie dopuszczająca go do swych łask. Postawa wymagająca Partner ma stanąć na wysokości zadania, czyli musi odpowiednio zaprezentować swą atrakcyjność męską. Postawa ta jest zrozumiała, świadomość bowiem zakresu tkwiących w sobie możliwości seksualnych musi prowadzić do oceniania partnera, czy potrafi on wyzwolić te możliwości, czy też zaledwie je rozbudził, a nawet czy jest zdolny do ich rozbudzenia lub rozpoznania. Stopniowo jednak postawa wy-126 czekująca zmienia się w swoisty egzamin męskości dla mężczyzny i eliminuje istotny sens współżycia seksualnego. Postawa dominacji we współżyciu Kobieta decyduje o częstotliwości współżycia, formie aktywności, narzuca partnerowi scenariusz zachowań. Zaczyna w niej przeważać postawa biorcy. Postawy manipulacyjne Poczucie swej atrakcyjności w roli partnerki seksualnej i rzadko spotykanych u innych kobiet zdolności reakcji seksualnych stwarzają wysokie szansę oddziaływania na mężczyzn i manipulowania nimi w imię realizacji własnych potrzeb. Znam wiele związków, w których jedynym elementem łączącym jest wyjątkowo bogate współżycie seksualne, zapewnione właśnie dzięki naturalnym uzdolnieniom kobiety. Niejedna kobieta przegrywa wtedy swoje życie osobiste, jeżeli trafi na tego typu konkurencję. Manipulacyjne zachowania mogą być różne; przywiązanie i uzależnienie partnera, wywarcie na niego presji, szantaż w formie odmowy współżycia, "olśnienie" partnera itp. W kulcie waginalnym należy odróżnić urojone i rzeczywiste przyczyny. Może on być wynikiem skrzywionego spojrzenia na rzeczywistość, bezkrytycznego widzenia siebie. Może też powstać na tle wyjątkowych uzdolnień seksualnych i wyjątkowej skali doznań i odczuć erotycznych. Natomiast wspólnym elementem jest przeakcentowanie znaczenia sfery seksualnej, widzenie jej jako dominującej w osobowości i w kontaktach między płciami. Kult waginalny ma słabe tradycje literackie, mało jest jego przejawów w twórczości, stosunkowo jest też rzadki w kulturze masowej. Można powiedzieć, że dopiero wchodzi na rynek kultury masowej. W codziennym życiu jest mniej rozpoznawalny aniżeli kult falliczny, co zapewne jest wynikiem pewnego treningu zachowań społecznych. Kult waginalny, jak i falliczny są fenomenem orientacji seksualnej, nie są natomiast chorobą czy patologią w ścisłym znaczeniu tego słowa. Stanowią nieprawidłowość w rozwoju psychoseksualnym, wykrzywiającą hierarchię wartości w osobowości i w kontaktach między płciami. Mogą też wiązać się z trudnościami w życiu osobistym, jeśli osoba partnera będzie reprezentowała kult bliźniaczy. Można przypuszczać, że w obecnych tradycjach emancypacyjnych kult waginalny będzie spotykany coraz częściej. ZESPÓŁ KASTRACJI W koncepcjach psychoanalitycznych zespół kastracji polegał na agresywnych zachowaniach kobiet, zmierzających do ośmieszenia, poniżenia, podporządkowania sobie mężczyzny w wyniku podświadomej zazdrości o członka. Dalszy rozwój psychologii głębi i różnych orientacji seksuologicznych zmodyfikował ten uproszczony punkt widzenia, wprowadzając pewne zróżnicowania. Łatwo każde agresywne zachowanie kobiety wobec mężczyzny tłumaczyć takim mechanizmem, zapominając o wielu przecież innych i pozaerołycznych źródłach agresji. Nie można równocześnie negować takiego mechanizmu występującego u różnych kobiet, czego dowodzi jasno dokładna historia ich życia. Temat jest o tyle złożony, że rywalizacje, walki o do-128 minację, napięcia związane z emancypacją, wyzwalające konflikty między partnerami, mają różne przyczyny i przejawy. Zachowania kasłracyjne kobiety polegają na deprecjacji męskości partnera, a wynikają z różnorodnych napięć i stłumień seksualnych. Te ostatnie biorą się z typowych, chociaż często nie uświadomionych przyczyn. Przejdę teraz do ich omówienia. Brak akceptacji własnej roli kobiecej Niejedna dziewczynka żałuje, że nie jest chłopcem. Może to wynikać z odczucia, że w domu spodziewano się chłopca, z silnej identyfikacji z dominującym ojcem, z dużych potrzeb do bycia dominującą (a dominacja jest u niej utożsamiana z męskością). Brak akceptacji swej płci może prowadzić np. do przyjmowania zachowań męskich w danej kulturze, podporządkowania sobie partnera, narzucenia mu swej dominacji itp. W tym mechanizmie może również znajdować się wspomniany psychoanalityczny motyw zazdrości o członka. Brak satysfakcji z roli kobiecej Wiele kobiet z zaburzeniami seksualnymi, tzw. zimnych, z brakiem adoracji ze strony mężczyzn, z poczuciem swej nieatrakcyjności jako kobiełyparłnerki, nie zaspokojonych seksualnie, przerzuca odpowiedzialność za swoje trudności na drugą płeć. Dzięki temu uwalniają się z kompleksów, z poczucia winy, niższości. Poczucie zanikającej atrakcyjności kobiecej, seksualnej Ten mechanizm, typowy dla omawianego zespołu paniki zamykających się drzwi, u jednych kobiet wzmaga zachowania kokieteryjne, u innych wyzwala zachowanie kasłracyjne. Sprzeczność w potrzebach dominacji i uległości Kobiety odczuwające potrzebę bycia akceptowaną, uzależnioną od mężczyzny, a jednocześnie pragnące same dominować, mogą przyjąć zachowania kastracyjne. Niekiedy przybiera to typową formę: świetna kochanka, partnerka oddająca się z zapamiętaniem swemu partnerowi - w pozaseksualnych relacjach usiłuje go sobie podporządkować, a nawet ośmieszyć, udowodnić samej sobie i innym, że nie jest od niego zależna. Niezaspokojenie potrzeb seksualnych W wyniku mniejszego temperamentu lub niesprawności partnera kobieta może prowokować zachowania kastracyjne, będące formą "karania" za niezaspokojenie potrzeb. Tendencje narcystyczne Tendencje takie typowe są u wielu kobiet, naturalnie wiążą się z zachowaniami kastracyjnymi, które mają tu charakter wykazania niższości płci męskiej w stosunku do kobiecej. 9 - Seks dojrzały 129 Przedstawiłem najbardziej typowe źródła zachowań kastracyjnych kobiet, a teraz warto przyjrzeć się bliżej tym zachowaniom. Mogą one przyjmować bardzo zróżnicowane formy; które poniżej opiszę. Zachowania agresywne wobec płci i seksualizmu męskiego Zachowania te polegają na próbach ośmieszenia budowy męskiej, przypisywania mężczyźnie roli trutnia, drwinach z jego małego temperamentu, wytykaniu mu niepowodzeń seksualnych itp. Niekiedy zdarza się bowiem, że kastracja psychiczna - przez wzbudzenie kompleksów i poczucia niższości u mężczyzny - wyzwala impotencję. Zachowania zmierzające do zamiany ról Role męskie i kobiece są różne w wielu kulturach, ale usiłowanie narzucania mężczyźnie roli kobiecej, a przyjmowanie męskiej, jest zachowaniem kasłracyjnym. Jest to zagadnienie dość trudne do oceny i drażliwe w dyskusjach. Obecne przemiany w obyczajach i stylu życia rodzinnego wiążą się z zacieraniem wielu dawniej typowo męskichkobiecych powinności i jest zrozumiałe, mnie natomiast chodzi o świadomy lub podświadomy mechanizm zmiany ról w celu narzucenia swego prymatu, dominacji. Dążenia zmierzające do wychowania sobie partneramężczyzny W kulturach Wschodu ten typ dążeń określa się "utratą twarzy" mężczyzny. Stopniowo jego osobowość ulega przeobrażeniom, zgodnie z narzuconym mu modelem i wzorcem. Jego podatność na te zmiany i utrata swej pierwotnej osobowości jest później źródłem podporządkowania i zaniku jego atrakcyjności. Zachowania zawoalowane, pozorowane Tego typu zachowania najtrudniejsze są w interpretacji, mogą bowiem wypływać z zupełnie innych mechanizmów. Przyjmują różne formy: rywalizacje zawodowe, przypisywanie roli kozła ofiarnego, deprecjacja moralna, niszczenie w oczach opinii czy też jej urabianie, rozdmuchiwanie pozorów, np. flirt utożsamiany z erotomanią iłp. Zachowania kastracyjne mogą być nieskuteczne, mogą stać się źródłem wielu napięć i konfliktów, walki, mogą również prowadzić do impotencji u mężczyzny, zaniku jego atrakcyjności u kobiety. Najczęściej wyzwalają nieokreśloność roli męskiej, jej nijakość. Jest to problem typowy dla współczesnej obyczajowości. Charakterystyczne, że kobiety z silnymi cechami kastracyjnymi uskarżają się na brak prawdziwych mężczyzn, zwłaszcza wówczas, kiedy ich zachowania okazują się skuteczne. Już nieraz wspominałem, że feminizacja oddziaływań wychowawczych (dom, przedszkole, szkoła) utrudnia samookreślenie się w roli męskiej, nic więc dziwnego, że w powiązaniu z przeobrażeniami obyczajowymi coraz więcej mężczyzn ujawnia cechy kastracji psychicznej. 130 ZESPÓŁ KSANTYPY Według tradycji, zresztą zweryfikowanej, żona Sokratesa - Ksantypa była zrzędliwą, oschłą, nadmiernie rygorystyczną kobietą, pozbawioną wyobraźni i zrozumienia dla jego osobowości, a zwłaszcza twórczości. Chociaż historia zrehabilitowała Ksantypę, pozostało jednak pojęcie zespołu Ksantypy, który oznacza specyficzny typ żon, o określonych cechach charakteru, jak: nadmierna, przesadna schludność, porządek, rytuał obowiązkowości, traktowanie partnera jak mebla, sprzętu, a instytucji domu jako nadrzędnej wobec dobra bliskich, ocenianie męża według kryterium sprawdzania się w narzuconej mu roli sprzętu - służebnika domu, brak wyrozumiałości, wyobraźni, zrzędliwość; w dodatku wszystkie te cechy z wiekiem pogłębiają się. Tego ty'• 131 pu partnerka może byłaby ideałem żony w obyczajowości mieszczańskiej, jest bowiem wierna, ma zasady, idealnie dba o dom. Jeśli tego typu kobieta zostaje partnerka ,,niezależnych duchów", twórczej osobowości, lubiącej improwizację, swobodę i nieskrępowanie we własnym domu - to musi dojść do sytuacji konfliktowych, a atmosfera staje się coraz trudniejsza do zniesienia. Bardzo często w tej odwiecznej walce płci mężczyźni przypisują swoim partnerkom różnorodne wady, w tym i należące do Zespołu Ksantypy. Obecnie może tego typu epitet ("Jesteś Ksantypa") jest rzadziej stosowany i zastępowany synonimami. Jeżeli jednak dokonamy analizy wszelkich skarg na żony, okaże się, że typ Ksantypy jest rzeczywistością może nie tak codzienną, ale występującą w niektórych związkach. Jeśli losy zaprowadzą nas do domu kierowanego przez typ Ksantypy, to dość szybko doświadczymy, na czym on polega: sztywność atmosfery, nadmierny porządek, ryłualizacja przyjęcia w formie trudnej do zniesienia etykiety, czystość jak w muzeum, sztywność poglądów, traktowanie męża jak mebla, a gości jako zła koniecznego, po których trzeba będzie przecież posprzątać, a tymczasem uważać, aby czego przypadkiem nie uszkodzili (wylanie płynu na obrus równa się nieszczęściu). Źródłem satysfakcji dla Ksanłypy jest pochwała jej schludności, zainteresowania domem, a sprawy ducha się trzeciorzędne. Pojęcie zespołu Ksantypy znane jest w psychologii i nie jest jedynie pojęciem potocznym. Struktura psychiczna tego typu kobiety może wyrażać osobowość sztywną, rygorystyczną, o mentalności drobnomieszczańskiej, swoistym narcyzmie, ale prawie zawsze - pozbawionej wyobraźni i fantazji. Istnieje znany związek między nadmierną schludnością, czystością, pedanterią a niskim poziomem wyobraźni, fantazji, wewnętrznej swobody, ekspresji. Osobowość Ksantypy najczęściej formuje się w wyniku błędnego wychowania, ale może też wyrażać postawę obronną wobec świata, siebie samej. W gruncie rzeczy jest to niezbyt szczęśliwy człowiek - zamknięty w świecie norm, rygorów, pedanterii, przeżywający bardzo wszelkie zakłócenia w tym świecie, a jednocześnie, skrycie zazdrosny wobec ludzi mogących żyć na luzie, swobodnie, towarzysko. Maleje krąg przyjaciół, znajomych, co przecież wynika z duszności atmosfery tego domu, ale fakt ten tłumaczony jest brakiem docenienia wartości uporządkowanego stylu życia, choć jednocześnie budzi rozgoryczenie i smutek. Nic zatem dziwnego, że kobietaKsantypa stopniowo znajduje coraz więcej powodów do zrzędliwości, utyskiwania i skarg. MEMENTO DLA KOBIET :K W t^^^^^^f \ Wielu seksuolo^^ f f^^^^^^^^^ \. gów z różnych kraZI^ f f ^^^^^^f \ jów podkreśla, że =^& ^f ^^^^^1 j w kontaktach mię^^j^ ^^f ^^ / dzy płciami zaczyna ^EEE^^, .^^f \^^ pojawiać się niepoŚ^~^^^^^^f \ kojąca tendencja: co'^Ś^•^^^^^^f [ł \ raz więcej mężczyzn ^^^^^y \ czuje się zmęczo^~^^f \ nych zabiegami o a~^^f \ trakcyjność wsółW | życia seksualnego u partnerek, a coraz więcej kobiet nasila swoje oczekiwania i wymagania wobec partnerów. Mówi się, że ten mechanizm prowadzi do rosnącego rozczarowania współżyciem u obu stron. Można powiedzieć, że z jednej skrajności powstała druga. Publikacje seksuologiczne sprzed kilkudziesięciu lał zgodnie podkreślały, że egoizm seksualny mężczyzn uniemożliwia wielu kobietom przeżywanie satysfakcji seksualnej: mnożyły się więc rady, jak należy dbać o partnerkę. One natomiast dowiedziały się z tych publikacji, iż nie ma kobiet oziębłych, są jedynie nieumiejętni partnerzy, a w seksualizmie kobiecym tkwi wiele potencjalnych możliwości. Mężczyźni zatem stopniowo zaczęli czuć się bardziej odpowiedzialni za doznania seksualne swych partnerek, a one coraz bardziej wymagające. Procesy emancypacji, rewolucja obyczajowa, nasiliły ten proces. Teraz, po upływie czasu, okazało się, że nastąpiło przerysowanie. Mężczyzna 133 czuje się coraz bardziej zagrożony wobec rozbudzonych wymagań i oczekiwań partnerki, niejednokrotnie doświadczonej seksualnie, a kobiety oczekują od mężczyzn, aby stanęli na wysokości zadania. Seks przestał być radosnym przeżyciem dla jednych i drugich. W dodatku lektury seksuologiczne uświadomiły wielu ludziom, iż ars amandi jest trudna sztuką i wymaga wielu ćwiczeń, pracy, znajomości psychologii. Niektórzy poradzili sobie z tą sytuacją dzięki predyspozycjom w tej dziedzinie, łatwości uczenia się, a także odporności psychicznej, dobremu temperamentowi seksualnemu. Inni natomiast, czując się przytłumieni nadmiarem wymagań, zaczęli bronić się przed nimi. Można założyć, iż ten właśnie mechanizm przyczynił się do nasilenia homoseksualizmu, bioseksualizmu, masturbacji przedłużonej do późnych lat życia małżeńskiego, unikania zbliżeń, odwracania się od seksu i spadku zainteresowania nim. Wielu młodych ludzi czuje się zmęczonych takim wymagającym seksem. Jest to również jedna z przyczyn różnych zaburzeń seksualnych u mężczyzn oraz dominacji czy wręcz agresywności seksualnej wielu kobiet. W celu przeciwdziałania zjawisku zmęczenia seksem u mężczyzn zaczyna się postulować nawrót do seksu spokojnego, traktowanego na luzie, bez udziwnień, ćwiczeń. Inni popierają nawrót mody retro, jeszcze inni krytykują seksuologię, iż stała się szkołą robotów seksualnych. Ja również coraz częściej spotykam wśród pacjentów zjawisko zmęczenia seksem i tajoną agresywność mężczyzn wobec kobiet. Zdarzają się przypadki, kiedy partnerka w obecności partnera krytykuje go, że zbyt rzadko z nią sypia i nie stara się o atrakcyjność współżycia, tymczasem partner ma już szczerze dość zabiegania o jej zadowolenie, zaspokojenie jej oczekiwań i woli poczytać dobrą książkę, posłuchać muzyki, porozmawiać z kolegami. Tego typu sygnałów ostrzegawczych nie należy lekceważyć, mówią one bowiem o zmianach relacji między płciami. Pod wpływem takich sygnałów reformuje się edukację seksualną na świecie (wystarczy chociażby przytoczyć przykład Szwecji, która odeszła od pierwotnej wersji nauczania w tej dziedzinie). Uczynienie mężczyzny w pełni odpowiedzialnym za satysfakcję seksualną kobiety jest nieporozumieniem, wszystko bowiem zależy od obojga partnerów. SEKS INTELEKTUALIZOWANY Tradycyjna rola męska wiązała się z dominacją w związku, z poczuciem posiadania kobiety, stawiania jej określonych wymagań co do wierności, a w przypadku zdrady z jej strony - pobudzała do ostrych, karzących zachowań (bicie, rozstanie, okresowa separacja, zmiana uczuć itp.). Postawa ta nie była skuteczną barierą wobec zdrad, ale były one ukrywane, a w przypadku ujawnienia, jeżeli nawet następowały ostre reakcje ze strony mężczyzny, to dochodziło niekiedy do pogodzenia się, a sam fakt zdrady był oceniany jako niewierność, nielojalność, przypominany w sporach, ale bez drążenia w jego techniczny przebieg. W obecnych przemianach obyczajowych i zacieraniu się różnic między rolami seksualnymi, dochodzi do tego, 135 że ostre reakcje coraz częściej zastępowane są uczuciowymi (rozpacz, płacz, przygnębienie) lub inłelekłualizowanymi, do których m.in. należy postawa badawcza. Wiele można by pisać o charakterze przemian obyczajowych i przyczynach zacierania się granic między rolami seksualnymi, ale jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest zapewne nadmierna intelektualizacja spraw seksu i współżycia w wyniku upowszechniającej się wiedzy na te tematy. Coraz częściej obraz udanego współżycia seksualnego budowany jest na naukowych fundamentach i sprawia wrażenie, że trzeba ukończyć uniwersytet seksuologiczny, aby sprostać takiemu zadaniu, jakim jest zadowolenie seksualne partnerki. Nic zatem dziwnego, że inny partner traktowany jest nie jako ktoś zabierający moją własność, burzący świat norm i zasad współżycia dwojga ludzi, lecz jako inny nauczyciel seksualny lub dostarczyciel rozkoszy, wobec którego odczuwa się zagrożenie, lęk wyzwalający pragnienie, aby dla partnerki być lepszym od tamtego. Rola męska jest zatem utożsamiana z rolą seksualną, a seksualna z poziomem świadczenia usług seksualnych. Celem współżycia seksualnego staje się w ten sposób nie tyle pogłębienie więzi uczuciowej, zjednoczenie partnerów, co coraz wyższy poziom satysfakcji seksualnej, intensywność orgazmu, złożoność techniki seksualnej. Tego rodzaju postawa eliminuje seks radosny, ciepły, autentyczny, relaksowy na rzecz seksu zadaniowego, wzbudzającego niepewność i lęk przed jutrem, stopniem usatysfakcjonowania partnerki. Popularne porzekadło mówi, że "nie ma dymu bez ognia" i rzeczywiście seks zadaniowy jest wynikiem specyficznej emancypacji części kobiet, które nastawione są na seks ekstatyczny, dostarczający im coraz większych doznań, przyjemności orgazmowych, a ocena partnera, iż "jest dobry w łóżku" staje się najwyższym uznaniem roli męskiej. Tego typu nastawienie sprawia - co potwierdzają opinie wielu seksuologów zachodnich - iż coraz więcej partnerów czuje rozczarowanie współżyciem seksualnym, sobą, tym stałym dopingowaniem siebie, co w efekcie prowadzi do nerwic seksualnych, zmęczenia, zaostrzenia się napięć między płciami. Na szczęście tego typu orientacja nie jest powszechna i we współżyciu wielu związków dominuje seks więziotwórczy, uczuciowy, opierający się na wartościach, a nie seks zadaniowy, kult techniki i ekstazy. KULT FALLICZNY Kulturowa dominacja mężczyzn m. in. wyrażana była przez fallizm, czyli nadanie członkowi męskiemu pierwszoplanowego znaczenia w ars amandi oraz w erotyzmie. W wielu kulturach fallizm wiązał się również z podkreślaniem znaczenia płodności. Różnorodne kamienne słele, obeliski, rzeźby o łypie fallicznym wyrażały prymat seksualizmu męskiego. W kulturach dworskich starożytnego Rzymu, libertyńskiej Francji fallizm poza obyczajowością seksualną znajdował swój wyraz w sztuce: piękne posążki, drobiazgi biurkowe, rysunki o łypie fallicznym podkreślały pół żarłem, pół serio łę samą ideę, że w erotyzmie dominuje mężczyzna, a we współżyciu seksualnym fallus. W postawach wobec seksu, płci, zachowały się elementy fallizmu 137 u wielu mężczyzn, wyrażające się w formach narcystycznych, kulcie potencji, w obiegowych poglądach co do znaczenia wielkości członka dla przeżyć seksualnych kobiety. Świadomość własnej sprawności seksualnej, zadowolenie z wielkości swych narządów płciowych i szybkiego ich reagowania w sytuacji intymnej, u wielu mężczyzn wyzwala dumę i poczucie dużej wartości męskiej. Od kobiety oczekują oni uległości, podziwu dla ich budowy i potencji, adoracji. Potrzeba pieszczot ze strony partnerki nie tyle ma znaczenie uczuciowe, więziotwórcze. co adoracyjne i zaspokajające męskie poczucie dumy. Fallizm w ars amandi wyraża się tym, że mężczyzna czuje się zdobywcą i panem kobiety, potwierdza w akcie seksualnym swoją wartość i siłę, a stosunek w języku erotycznym kojarzy się z walką, zdobywaniem ("wtargnąłem do wnętrza", ,,nadziałem ją", "posiadłem ją"). Fallizm w postawach wobec kobiet wyraża się w przyjęciu wobec nich pozycji "nad", prawa własności. Zatem kobieta jest własnością mężczyzny, a kolejne zdobycze podkreślają ideę wartości męskiej. Fallizm w prymitywnej formie ogranicza się do zdobywania kolejnych kobiet, natomiast w wyższej formie wiąże się z potrzebą doprowadzenia partnerki do orgazmu, intensywnych doznań, świadczących o wartości jej partnera. W fallizmie strukturę seksualną sprowadza się do wymiaru biologii, a najważniejszym narządem jest członek męski. Zrozumiałe zatem, iż wszystkie zaburzenia seksualne są utożsamiane ze sprawnością członka. Leczenie ma polegać na przywróceniu jego sprawności przez środki dopingujące. Wyklucza się natomiast rolę rozumu w życiu seksualnym, czyli świata emocji, świadomości, postawy. Dla mężczyzny uformowanego w kulcie fallicznym wszelkie zaburzenia dotyczące członka stają się dramatem przesądzającym o poczuciu małej wartości męskiej. Kompleks małego członka, słulejka, skrzywienie osi członka w słanie erekcji, niepełna erekcja, trudność w jej uzyskaniu negują wartość męskiego JA i wzbudzają lęk wobec kobiety. Fallizm jest jedną z częściej spotykanych barier w partnerstwie seksualnym. Sam fakt postawy "nad" wobec kobiety wyklucza ideę partnerstwa. Niejedna kobieta, wychowana w kulcie fallizmu, sprowadza wartość męskości do biologicznego wymiaru. Chce być zdobywana, posiadana, ceni sobie szybkość powstawania erekcji i jej wielkość u partnera, natomiast zaburzenia erekcji negują wartość partnera. We współczesnej kulturze więzi partnerskiej fallizm jest przeżytkiem, dla wielu śmiesznym, dla innych niezrozumiałym. Niejeden związek rozpadł się dlatego, że kobieta oczekiwała od partnera innych wyrazów męskości oraz buntowała się wobec sprowadzania jej do roli podporządkowanej wobec mężczyzny. Potrzeba partnerstwa ujawniana przez kobietę może być negowana przez partnera z kultem falicznym, a świat kobiecy jest krytykowany i traktowany agresywnie za usiłowanie zmiany odwiecznego porządku rzeczy. 138 Typologie określają najbardziej charakterystyczne cechy ludzi, m.in. dzieliły ich na ludzi czynu, refleksyjnych, sentymentalnych iłp. Jednym z typów jest człowiek nastawiony na działanie, aktywność zewnętrzną, wyżywający się w pracy. Można to nazwać prometejską postawą życiową. U części ludzi ta postawa przybiera posłać skrajną, kiedy ukierunkowanie na działanie, pracę przesłania całkowicie świat wewnętrzny, autorefleksję, poznawanie siebie. Proces taki z reguły postępuje stopniowo, zafascynowanie swą aktywnością narasta aż do zagubienia swego JA. Można nawet powiedzieć, że ten łyp człowieka jest bardzo rozpowszechniony we współczesnym świecie cywilizacji technicznej. 139 Wielu moich pacjentów, opisujących swoje życie, przedstawia je jako nieustanny ciąg działań, aktywności, przerywany krótkim snem. Nie zawsze można znaleźć uzasadnienie takiego życia w charakterze wykonywanej pracy, są po prostu tak nią zauroczeni, że identyfikują się z nią, poświęcając jej całą swoją energię psychiczną. Prowadzi to jednak do pewnych konsekwencji. Stopniowo zanika zdolność odprężenia się, relaksu, wszechstronności życia, narasta presja czynu, obowiązków, przymusu działania. Dochodzi do tzw. nerwicy niedzielnej, kiedy nie wiadomo, co zrobić z wolnym czasem i wynajduje się preteksty do kontynuowania swej pracy. Zaczyna unikać się urlopów lub skraca się je do kilku dni, ale nawet i wtedy świadomość jest zaabsorbowana pracą. Życie rodzinne istnieje w sensie formalnym, następuje psychiczne wyłączenie się z niego. Spotkania z członkami rodziny są krótkie i ograniczają się do spraw organizacyjnych, materialnych, brak rozmowy, bycia ze sobą. Rozwój takiej formy życia prowadzi do aleksytymii - zjawiska coraz częściej spotykanego. Nazwa brzmi uczenie, oznacza jednak nadmierny przerost JA - społecznego, zewnętrznego i atrofię JA - wewnętrznego. Aleksytymia charakteryzuje się: Niezdolnością do opisywania i określania swych nastrojów, przeżyć. Określa się je skrótami "jest mi dobrze", "jest mi źle", brakuje natomiast cieniowania swych uczuć, które są zubożone, tłumione, niejasne. Zanikiem wyobraźni. Myślenie staje się nadmierne, konkretne i rzeczowe, nastawione na teraźniejszość, a myślenie o przyszłości dotyczy jedynie pracy i własnej pozycji. Działalnością zawodową i społeczną, która jest bezustanna, ciągła. O niej myśli się bez przerwy, zaczyna się i kończy dzień rozważaniem tego, co należy zrobić. Zanikiem autorefleksji. Traci się zdolność poznawania siebie, wczuwania w siebie. Zanikiem odprężenia, relaksu. Napięcia związane z działalnością, przeżyciami kumulują się, co wpływa na pogorszenie snu, nerwowość. Aleksytymia (nie zajmuję się aleksytymią patologiczną, która towarzyszy niektórym procesom chorobowym) odbija się niekorzystnie na życiu seksualnym. Powstają reakcje nerwicowe (zaburzenia wzwodu, czasu trwania współżycia), pogarsza się więź erotyczna z partnerem, może też powstać impotencja z wyczerpania, z nadmiernego zmęczenia. Współżycie zaczyna tracić swój relaksujący, radosny charakter i zaczyna ciążyć na nim atmosfera czynu, aktywności nastawionej na efekt, jakim jest orgazm i potwierdzenie sprawności. Tego typu 140 pacjenci oczekują w leczeniu środków dopingujących, hormonalnych lub szukają poprawy przez sprawdzenie się z innymi partnerami. W trakcie rozmowy nieraz przyznają rację, że nadmierne zapracowanie może rzutować na jakość ich życia seksualnego, lecz nie widzą możliwości zmiany tego stanu rzeczy, zbyt są bowiem wciągnięci w kierat tej aktywności. Początkowo urlopy ratują sytuację i życie seksualne poprawia się. Po pewnym czasie to nie wystarcza, a narastające konflikty z partnerem pogarszają zaburzenia seksualne. Konflikty te wypływają z kilku źródeł; zaburzenia we współżyciu, narastające poczucie osamotnienia partnera, tendencja "od" w związku tracącym kontakt ze sobą, poczucie bycia na dalszym planie w życiu nadmiernie aktywnego partnera iłp. Aleksytymia oznacza niewłaściwą ewolucję rozwoju osobowości i trudności seksualne, małżeńskie stanowią jeden z jej objawów. Nie tyle leczenie jest potrzebne, co reorientacja sposobu myślenia i życia. Sam fakt "nakazania sobie" autorefleksji niewiele zmieni, jeżeli nie rozpocznie się procesu autorefleksji, sztuki odprężenia, relaksu. Stąd w procesie terapeutycznym pomaga się początkowo pacjentowi przez zwrócenie jego uwagi w kierunku wewnętrznego JA, uczy się go technik relaksacyjnych, a dopiero po pewnym czasie pomaga się w osiągnięciu poprawy seksualnej. Niekiedy poprawa współżycia w wyniku wypoczynku rodzi euforię i przekonanie o wyleczeniu. Jest to złudne, poprawa jest bowiem przejściowa. Dopiero zmiana stylu życia, umiejętność odprężenia się, mogą wyzwolić trwalszą poprawę. To wszystko musi być poprzedzone zmianą hierarchii i zgodności w realizowaniu siebie w roli zawodowej, małżeńskiej, rodzinnej, społecznej i samorozwojowej. Niektórzy nazywają aleksytymię chorobą dyrektorską, "biznesmenów", co częściowo odpowiada prawdzie. Aleksytymia może powstawać w wyniku potrzeby ucieczki w hiperaktywność. Można w ten sposób uciec od niepokojów związanych z własnym JA, z życiem rodzinnym i małżeńskim, może też zagłuszać niepokój egzystencjalny. Aleksytymia jest jednym z wielu źródeł zaburzeń i trudności seksualnych, które raczej rzadko mają czysto seksualne przyczyny. Podkreślam to dlatego, że nazbyt często ujawniają się mechanistyczne postawy, upatrujące źródła zaburzeń seksualnych głównie w biologii, w brakach techniki seksualnej. MIT ODYSEUSZA Najwięcej relacji o niezdolności opanowania się pochodzi od osób z problemami samozaspokajania się. Zwrot "to jest silniejsze ode mnie" jest typowym sformułowaniem swego problemu. Podobnie wiele osób tłumaczy swoje przypadkowe kontakty seksualne, motywując je zapomnieniem się, niemożliwością opanowania. Można by na podstawie tego typu relacji wysunąć dwie hipotezy. Jedna, że seks jest potrzebą, której nie można się oprzeć i jest się wobec niej bezbronnym i podporządkowanym. Druga - że są osobowości niezdolne do opanowania się w sferze seksualnej, wyjątkowo podatne wobec niej, pozbawione wewnętrznych barier. Czy 142 rzeczywiście istnieje taki dełerminizm seksu, osobowości? Wiadomo, że są fazy rozwoju psychoseksualnego i pewne słany sprzyjające trudnościom w samoopanowaniu seksualnym. Należą do nich np.; okres dojrzewania, wpływ alkoholu, sytuacje erotyczne, niedojrzałość psychiczna, długa przerwa w kontaktach seksualnych itp. Mogą zatem zaistnieć sprzyjające warunki, w których natężenie potrzeb seksualnych jest wyjątkowo duże przy jednocześnie słabych wewnętrznie barierach. Czy jednak przekracza to możliwość wytrzymałości psychicznej? Tylko niektóre nieprawidłowe osobowości reagują tak silnie na bodźce seksualne, bez żadnych zahamowań, i rzeczywiście realizują potrzeby seksualne w poczuciu wewnętrznego przymusu nadmiernej uległości. Są to jednak rzadkie sytuacje. W większości przypadków pod stwierdzeniem "to jest silniejsze ode mnie" kryje się zwolnienie siebie z poczucia odpowiedzialności, winy, wysiłku, przerzuca się bowiem odpowiedzialność na coś zewnętrznego wobec JA. Istnieją również pewne stany psychiczne, swoiste kolce psychiczne, sprawiające, że akurat w danej sferze zachowań ujawniamy wyjątkową podatność na określone sytuacje. Mogą one wytworzyć się wówczas, gdy powstały już pewne nawyki, przyzwyczajenia, uwarunkowania. Zrozumiałe, że jeśli takie sytuacje powtarzają się, to pogłębiają uległość i poczucie bezradności wobec nich. Czy jednak i wtedy jesteśmy zupełnie bezradni? Istnieje znany mit Odyseusza, który jest przykładem literackim trudnej sytuacji, podatności, poczucia niemożności sławienia oporu. Jak pamiętamy z Odysei Homera, Odyseusz wiedział, że śpiew syreni pozbawia ludzi zdolności oporu, a jego silnie kuszący wpływ działa tak mocno erotycznie, że nie można się temu oprzeć, co później prowadzi do przykrych konsekwencji. Odyseusz nie chcąc ulec, kazał swoim towarzyszom podróży przywiązać siebie do masztu, a im polecił zatkać uszy woskiem. Polecił im również zdecydowane działanie, jeżeli nawet będzie ich prosił o odwiązanie od masztu, l tak się słało. Słysząc piękny śpiew syreni poczuł się jakby był w raju, żądał wypuszczenia go. Dopiero po przepłynięciu niebezpiecznej cieśniny i oddaleniu się z fatalnego miejsca odzyskał zdolność zapanowania nad sobą. Mit Odyseusza wskazuje, że w sytuacjach szczególnie trudnych, kiedy przewiduje się niezdolność stawiania oporu, a jednocześnie własną podatność, można świadomie stworzyć barierę. W zasadzie każdy z nas ma w sobie coś z mitu Odyseusza i musi stwarzać bariery. Literacki archetyp jest bardzo opisowy, a jednocześnie symboliczny. Jedynie my sami możemy wiedzieć, jakiego typu bariera jest realna, możliwa. Pierwszym typem takiej bariery jest po prostu unikanie sytuacji prowadzącej do wiadomych następstw. Jeżeli np. ktoś wie, że pod wpływem alkoholu jest niezdolny do samoopanowania, to unikanie alkoholu w takiej sytuacji okaże się skuteczną barierą. 143 Przykłady tego typu racjonalnych barier można mnożyć i w zasadzie każdy dysponuje taką możliwością sprostania zadaniu. W leczeniu różnych problemów seksualnych stosowane są również metody polegające na umiejętności stwarzania barier w określonych sytuacjach lub na świadomym omijaniu tych sytuacji. Zapewne pierwsze kroki są niezwykle trudne, ale podobnie jak istnieje stereotyp reakcji uległych, tak powstaje i stereotyp reakcji obronnych. Nawyki można tworzyć w różny sposób. Zgodnie z tą zasadą kształtuje się przecież zręby dojrzałości psychicznej, zdolności samoopanowania seksualnego, jak również pozytywne stereotypy zachowań seksualnych. W micie Odyseusza mamy poza strategią sytuacji również i określoną postawę, motywację Odyseusza; on po prostu świadomie chciał stawiać czoła trudnościom w imię innych wartości. W wielu sytuacjach wszystko zależy od motywacji i celu naszych zachowań. Motywacje mogą być prawdziwe, ale i pozorne. Można np. być przekonanym o determinizmie swych zachowań, istnieje bowiem potrzeba takiego determinizmu. Mit Odyseusza jest przykładem rozwiązania własnego problemu, znalezienia wyjścia w przypadku istnienia sprzecznych motywów "chcę" i ,,nie chcę"; decydujący jest jednak cel nadrzędny. Archetyp Odyseusza wskazuje, że siłę wewnętrzną znajduje się nie tyle w samym "nie chcę", ile w sposobie realizacji tego "nie chcę". ZESPÓŁ TRISTANA W patriarchalnej kulturze europejskiej przez całe wieki formowała się swoista obyczajowość seksualna, której źródła sięgają do tradycji judeochrześcijańskich, świata kultury antycznej, tzw. kultur narodowych. Jedną z charakterystycznych cech tej obyczajowości była aktywność mężczyzny w okresie zalotów, przezwyciężanie rzekomego lub jawnego oporu kobiety (co należało do kanonu kokieterii), dominująca rola w życiu seksualnym. Przeszkody wyzwalały wzrost namiętności, pożądania, aktywności, w rezultacie tzw. owoc zakazany słał się typowym zjawiskiem erotyki europejskiej. Przekroczenie przeszkody, zlikwidowanie bariery, zerwanie owocu zakazanego mogło usunąć podświadomy czynnik mobilizujący i w rezultacie namiętność gwałtownie spadała, miłość seksualna ulegała spaleniu. Typowym tego przykładem jest chociażby sytuacja związana z domaganiem się 10 - Seks dojrzały 145 tzw. dowodu miłości u nastolatków, również część małżonków przekonuje się po ślubie, że ich współżycie przedmałżeńskie było bardziej udane, satysfakcjonujące niż współżycie seksualne po ślubie. Tego typu zjawisko określamy mianem zespołu Tristana i Izoldy. Mężczyzna wychowany w tego typu konwencji, obyczajowości seksualnej może mieć poważne trudności w swym życiu seksualnym, jeżeli trafi na emancypowane, aktywnie seksualne partnerki. W jego podświadomości tkwi potrzeba zdobywania, przezwyciężania oporu kobiety. Jej aktywność, brak oporów nie wyzwala namiętności - nie ma czynnika mobilizującego. Mamy wówczas do czynienia z tzw. Zespołem Tristana. Zmiana roli mężczyzny, poczucie zagrożenia ze strony kobiety, jej partnerska i wymagająca postawa są obecnie bardzo często przyczyną zaburzeń seksualnych u mężczyzn, a oziębłość seksualna kobiety może być wyrazem protestu i niechęci wobec partnera. Znany psychoanalityk francuski Ren6 Nellii pisze: ,,Wszyscy lekarze wiedzą, jak bardzo rozpowszechniana jest wśród młodych mężczyzn ta forma niemocy płciowej (przedwczesny wytrysk nasienia)... jest zazwyczaj tylko wynikiem chwilowego poczucia niższości. Odczuwa je przyjaciel... skazany na ,,działanie", w które wchodzą elementy równocześnie zależne i niezależne od woli, w obecności młodej kobiety często znacznie bardziej od niego doświadczonej, która w gruncie rzeczy może tylko sobie czekać i... sądzić. Jest przejęty i obezwładniony troską o okazanie jej swojej męskości i wyższości całej płci męskiej, co dawniej nie budziło najmniejszych wątpliwości i było przez nieświadome i posłusznie poddane kobiety naiwnie przyjmowane jako pewnik bez żadnych dowodów". Rola samogwałtu (onanizmu, samozaspokajania się) może tu mieć dość istotne znaczenie. U jednych mężczyzn samogwałt staje się formą ucieczki od trudnej dla nich sytuacji (co jest często spotykane i w małżeństwie). U innych samogwałt powiązany jest z wyobrażeniami i fantazjami, w których kobiecie przypisuje się urodę i bierność, a sobie aktywność. Tego typu fantazje mogą tak dalece ulec utrwaleniu, że konfrontacja z rzeczywistością uniemożliwia współżycie seksualne, brak bowiem powtórzenia się oczekiwanej i chcianej sytuacji. Z tego punktu widzenia samogwałt może mieć niepożądane następstwa dla współżycia seksualnego. U części osób podobnie ujemny jest mechanizm następstw fascynowania się pornograficznymi wydawnictwami. Ten, jak i wiele innych przykładów, jest dowodem, jak istotne są wzajemne powiązania biologii z kulturą, przemian obyczajowych ze światem psychicznym. Samo rozpoznanie takiego, czy innego zespołu, zaburzenia, nie prowadzi do jego usunięcia. Potrzebne jest rozpoznanie w sobie tych nieraz głęboko ukrytych mechanizmów powstawania trudności, zaburzeń, zmiana postawy wobec męskościkobiecosci, w której akceptuje się partnerstwo, wzajemną aktywność. Jeżeli okazuje się, 146 że rozbudowywany świat marzeń, samozaspokajania się jest przeszkodą dla współżycia seksualnego - należy stopniowo go zmniejszać, eliminować. Samo współżycie seksualne należałoby poprzedzić czymś więcej niż tylko chceniem, nawet jeżeli występuje ono u dwojga osób. Współżycie seksualne wymaga pewnego tła psychicznego, postawy wzajemnej życzliwości, poczucia bezpieczeństwa, co może dać jedynie miłość. Zespół Tristana, wyrażający potrzebę zdobywania, pokonywania oporu kobiety przez mężczyznę nie jest bynajmniej rzadko spotykany i w obecnej obyczajowości erotycznej. Nie chodzi w nim jedynie o "zdobywanie kobiety", co zdaje się być podstawowym problemem. Głębszą treść tego zespołu ujawnia analiza postaw wobec seksu takiego mężczyzny, który w osobie partnerki szuka poczucia bezpieczeństwa, wierności, zdolności do stałości uczuć i pewnej wyłączności w życiu seksualnym. Fakt braku jakichkolwiek oporów przed przysłowiowym pójściem do łóżka to nie tylko sprawa dopingu seksualnego, lecz także test wierności i stałości danej kobiety. Łatwość nawiązywania więzi seksualnej przez kobietę nie daje poczucia bezpieczeństwa mężczyźnie ("może ze mną, to może i z innym"). W wielu wypadkach mężczyźni stosują tego typu praktyczne testy zachowań kobiety. Zespół Tristana z pewnością wyraża tradycyjną obyczajowość i ogranicza się do dominującej roli mężczyzny zdobywającego kobietę; obecnie wiele kobiet ceni sobie zdobywanie mężczyzny i również oczekuje gwarancji wierności i stałości z jego strony. KOMPLEKS QUASIMODO Poczucie własnej nieałrakcyjności, posiadania widocznego dla innych braku, jest jednym z boleśniejszych doświadczeń człowieka. Rodzi poczucie krzywdy ("dlaczego mnie ło właśnie spotkało"), dystansu wobec innych i wyczulenia na sposób traktowania. Świat psychiczny JA koncentruje się na owej opozycyjności JaŚ INNI, która może być przełamywana w różny sposób. U jednych - dzięki uzyskanym sukcesom - np. pozycji społecznej, wykształcenia, tytułów, majątku wyrównuje się poczucie własnej wartości, u innych istnieje potrzeba więzi z podobnymi sobie, którzy dają dzięki temu poczucie bezpieczeństwa. Znane jest przecież zjawisko zawierania małżeństw przez partnerów z podobnymi problemami. Istnieje również mechanizm obrony polegający na autoironii, dystansie wobec siebie, 148 uzewnętrzniany wobec innych. Dzięki niemu z jednej strony neutralizuje się możliwe przejawy dystansu otoczenia, a z drugiej zyskuje się uznanie, akceptację. Mechanizmów obronnych jest zresztą wiele, ale w interesującym nas przedmiocie chciałbym przedstawić mechanizm zwany kompleksem Quasimodo. Polega on na powstaniu dystansu, izolacji wobec ludzi, bariery wobec drugiej płci, która wzbudza sprzeczne uczucia: wrogości i pragnienia zbliżenia, idealizowania i pomniejszania wartości. Świat własnej płci również wzbudza podobne skrajności, zwłaszcza zazdrości i potrzeby więzi. Również własne JA też ulega rozdarciu, ponieważ własne ciało nie jest akceptowane, rodzi obcość* wrogość. W skrajnej postaci brak akceptacji własnego ciała może generalizować się na całą osobowość. Zrozumiałe zatem, iż kompleks Quasimodo często prowadzi do stanów lękowych, nerwic, postaw antysocjalnych. Relacje z drugą płcią są pełne napięcia, trudności. Mogą wiązać się z nasileniem potrzeby więzi seksualnej, akceptacji lub też odwrotnie - rezygnacji z nich. Kompleks Quasimodo polega na przyjęciu postawy rezygnacji z więzi partnerskich, wiąże się z tłumieniem potrzeb seksualnych, z częstym ujawnianiem wrogości wobec seksu. Podobne więzi spotykamy w charakterystycznych typach związków: Związki kontrastowe z partnerem o wyjątkowo wysokim poziomie lub znacznie wyższym poziomie atrakcyjności zewnętrznej. Tego typu związek potwierdza poczucie własnej wartości, jest wyrazem stwierdzenia: ,,Widzicie, stać mnie na takiego partnera". W przypadku drugiej osoby motywacją związku może być np. opiekuńczość lub inne motywy, może być również więź uczuciowa. Znane jest np. powiedzenie Taylleranda, iż dla kobiet ważna jest pozycja, pieniądze i jakaś ułomność mężczyzny, która wzbudza w nich odczucia macierzyńskie. Związki sadomasochisfyczne, w których partnerzy dobierają się na zasadzie przystosowania do struktur sadystycznomasochistycznych osobowości. Związki z bogatą więzią seksualną, w których osoba dotknięta wspomnianym kompleksem wyrównuje poczucie nieatrakcyjności zewnętrznej atrakcyjnością w roli partnera seksualnego. KOMPLEKS MEDUZY Według mitologii greckiej Meduza była córką Foryksa, mądrego starca morskiego, i była bardzo piękna. Kiedy oddała się Posejdonowi w świątyni Ateny, bogini była oburzona profanacją i zamieniła Meduzę w potwora o płonących oczach, których spojrzenie zamieniało człowieka w kamień. Jej krew z lewej strony ciała wskrzeszała zmarłych, a z prawej miała wielką moc niszczącą. Syn Danae i Zeusa - Perseusz, wielki bohater mitologii, uciął głowę Meduzie unikając patrzenia jej w oczy (zasłonił się tarczą), a z kropel jej krwi wylęgły się jadowite węże. Tyle mitologia. Motyw Meduzy nie ograniczył się jedynie do mitologii 150 i znany jest w literaturze i sztuce europejskiej jako symbol kobiety fatalnej, groźnej, zniewalającej. W psychologii i seksuologii kompleks Meduzy oznacza reakcję lękową mężczyzny, której bodźcem wyzwalającym jest wyraz oczu, mimika kobiety. Mężczyzna mający w sobie pogotowie lękowe w przypadku zetknięcia z mimiką kobiety, którą odbiera zagrażające, może ujawniać różne formy lęku: lęk obezwładniający, jakby stan zahipnotyzowania, zniewolenia, strachu lub lęk pobudzający do agresji, walki. Przy okazji chciałbym wspomnieć, że w niektórych przypadkach przestępstw seksualnych bodźcem wyzwalającym był właśnie kompleks Meduzy, a agresja była formą panicznej obrony ze strony mężczyzny. Na podstawie danych z literatury naukowej oraz własnych badań mogę wyodrębnić następujące, typowe przyczyny rozwoju kompleksu Meduzy: Uwarunkowania wczesnodziecięce, np. reagowanie lękiem na mimikę matki, która karała ostrym spojrzeniem. Uwarunkowania lękowe na mimikę kobiet, które karciły spojrzeniem, reagowały w ten sposób krytycznie, odrzucały uczuciowo - np. kobiety z kręgu rodziny, nauczycielki, sympatie. Zakodowane reakcje lękowe z nieudanych kontaktów seksualnych, kiedy partnerka ujawniała wyrazem oczu swoją dezaprobatę, rozczarowanie, gniew, wściekłość. Poczucie niższości i małej wartości w roli męskiej i seksualnej oraz wynikające z nich wyczulenie na mimiczne reakcje kobiet, często interpretowane jako odrzucenie, ośmieszenie, złość, agresja. Podświadomy mit kobiety fatalnej, czyli postawa ambiwalencji, lęk wobec kobiecości. Kompleks Meduzy jest zatem utrwaloną postawą zagrożenia i lęku, a w sprzyjających okolicznościach wyzwala reakcję lękową. Należy do jednej z przyczyn trudności i zaburzeń seksualnych, trudności w kontaktach z kobietami, nieśmiałości wobec nich. Może być również przyczyną zachowań agresywnych, a nawet sadystycznych. Mężczyzna studiuje mimikę kobiecą i odbiera z niej informacje o postawie wobec siebie. Łatwo można sobie wyobrazić, iż często odbierane sygnały mimiczne są zniekształcane przez lęk i wówczas przypisuje się danej kobiecie nieprawdziwe uczucia, postawy. Może się również zdarzyć, iż odbiera się trafnie sygnały wyrażające negatywne postawy i uczucia, ale reakcja na nie jest nadmiernie silna, zabarwiona lękiem. Jeżeli dokładniej przyjrzymy się temu zjawisku, to należy przyznać, iż kompleks Meduzy nie jest egzotycznie rzadkim zjawiskiem. 151 Najczęściej jest on przełamany w wyniku udanej więzi uczuciowej, akceptacji ze strony partnerki, satysfakcjonującego współżycia seksualnego. Potwierdzenie siebie jako mężczyznypartnera eliminuje ten kompleks, który - podobnie jak inne - zostaje rozładowany. U niektórych mężczyzn pozostaje w formie zniekształconej, zmienionej i np. spotykamy go w twórczości artystycznej (np. nienaturalne eksponowanie mimiki kobiecej), literackiej (dokładne opisy mimiki, wyrazu oczu kobiet), w snach. U innych mężczyzn pozostaje jako wyczulenie na mimiczne wyrażanie postaw przez kobiety. Z powyższego zdaje się wynikać, że tylko mężczyźni reagują lękiem na mimikę kobiet, co nie jest prawdą. Wiele kobiet ma podobne reakcje wobec mimiki męskiej i podobną genezę rozwoju tego lęku. Rzecz w tym, że nazwy kompleksów i zespołów zostały stworzone przez mężczyzn i kompleks Meduzy w odwróceniu ról czeka na swoją nazwę. Jest jednak pewna różnica. Kompleks Meduzy ma określone tradycje kulturowe, a w przypadku reakcji lękowych u kobiet tego typu tradycji w kulturze Zachodu nie spotyka się. Lęk wobec mimiki męskiej jest u kobiet bardziej nerwicową reakcją, najczęściej zakodowaną w procesie wychowania w rodzinie, kiedy posłać ojca budziła lęk. Lęk ten jest przenoszony następnie na innych mężczyzn i może znaleźć szczególne ujście w relacjach seksualnych. KOMPLEKS KAINA W psychologii głębi kompleks Kaina oznacza rywalizację braci o miłość ojca, czego pierwowzorem w naszej kulturze jest biblijny konflikt między Kainem a Ablem. W seksuologii kompleks Kaina poszerza się na zachowanie rywalizacyjne między rodzeństwem, bez względu na płeć, co ma znaczenie w niektórych przypadkach zaburzeń seksualnych, wynikających z trudności nawiązywania więzi uczuciowych, z postawy rywalizacyjnej wobec przedstawicieli tej samej płci. W popularnych opracowaniach z seksuologii pisze się najczęściej o wczesnodziecięcych powiązaniach z rodzicami, rzadziej z rodzeństwem. Jest to o tyle słuszne, iż więź psychiczna z rodzicami jest 153 jakby małrycą więzi uczuciowych w wieku dojrzałym. Pięknie i przejrzyście pisze o łym A. Kępiński w "Psychopatologii życia seksualnego". Rola pierwszych, rodzinnych doświadczeń jest łułaj bezsporna, chociaż nie są one jedyne i przesądzające. Warło jednak zwrócić uwagę na rzadziej opisywany, ale istniejący kompleks Kaina. Na przykład badania Nastovicia potwierdziły powiązanie rywalizacji między rodzeństwem z późniejszymi przejawami aspiracji, postawy rywalizacyjnej wobec tej samej płci, zawiści, zazdrości, agresywności w kontaktach międzyludzkich. Tak więc rywalizacje z życia rodzinnego przenoszą się na późniejsze związki z ludźmi i np. niejedno małżeństwo powstało z potrzeb prestiżowych, z konieczności udowodnienia innym swego powodzenia. Podobnie i wzajemne odbijanie partnerów, szukanie wyróżnienia u osób znaczących, może być następstwem pierwotnych doświadczeń. Kompleks Kaina może przyjąć nawet tak dziwaczne formy, jak rywalizacja małżonków o akceptację i miłość u dzieci. W jaki sposób powstaje kompleks Kaina? W życiu rodzinnym nakładają się na siebie różnorodne oddziaływania i więzi uczuciowe między wszystkimi członkami rodziny. W czteroosobowej rodzinie mamy do czynienia z 12 związkami. Można to przedstawić graficznie. Więzi między rodzeństwem są uzależnione od innych powiązań. W naszym życiu uczuciowym świadomie czy podświadomie preferujemy pewne cechy drugiej osoby i dlatego nigdy nie jesteśmy w stanie kochać wszystkich członków rodziny jednakowo. Miłość, nawet najbardziej sprawiedliwa, ma zawsze charakter subiektywny. Dziecko pytane, kogo z rodziców kocha bardziej,' zazwyczaj odpowiada, że jednakowo. Jest to jednak albo dyplomacja, albo życzenie, ale nigdy obiektywna rzeczywistość. Więź między rodzeństwem jest jeszcze bardziej skomplikowana. Ważny jest tu wiek, płeć, typ charakteru, pozycja w rodzinie itd. J. Quitton pisze o tym następująco: "Brat może, ale nie musi być przyjacielem ... "braterstwo" stanowi oczywiście doskonały grunt do przyjaźni, ale w takim wypadku więzom krwi i wspomnień musi towarzyszyć świadoma akceptacja tra-154 dycji, dążenie do wypełnienia wspólnego zadania ... Jest to możliwe jedynie w wieku bardziej dojrzałym i na skutek długotrwałego i podświadomego odkrywania... To wszystko można odnieść do sióstr, z tą jednak różnicą, że zgodnie z naturą kobiecą w grę wchodzi tu nie tyle koleżeństwo, co jakaś wspólnota, jedność. Dlatego też, gdy między siostrami zabraknie miłości, panuje między nimi większa zazdrość... ... Jeśli chodzi o stosunki między bratem a siostrą... stosunki między ludźmi różnej płci, w których nie ma w ogóle mowy o miłości cielesnej, stanowią jeden z uroków życia rodzinnego, dowód uduchowienia ludzi. Dla młodego człowieka wielkim jest szczęściem, jeśli ma siostrę bliską wiekiem i upodobaniem... Można nawet zadać sobie pytanie, czy obecność w gronie rodzinnym braci i sióstr nie jest najdoskonalszą szkołą miłości". Historia dowodzi, że właśnie przyjaźnie między bratem a siostrą były najbardziej twórcze, rzadziej spotyka się je między rodzeństwem tej samej płci. Z rywalizacji między braćmi rodzi się nienawiść, czego przykładem jest historia Abla i Kaina. Nie przeprowadzano dotąd dokładnych badań, jaki to ma wpływ na przyszłe życie małżeńskie i seksualne. Nie ulega jednak wątpliwości, że rywalizacje znajdują swoje odbicie w pewnych postawach wobec innych, w strukturze potrzeb, w patologii typu nerwicowego. Najgorzej, gdy kompleks Kaina staje się podstawowym kierunkiem, motorem działania. Zazdrość, zawiść, ambicje mogą niszczyć zdrowie psychiczne. Rywalizacje prowadzące do współżycia seksualnego, do małżeństwa, są szczególnie niebezpieczne, ponieważ współpartner staje się narzędziem negatywnych dążeń. Udowodnienie innym odbywa się kosztem drugiej osoby, a w końcu i samego siebie. Rodzący się żal, rozgoryczenie, poznanie połowiczności swych sukcesów obraca się przeciwko kozłowi ofiarnemu, jakim jest współpartner. Są to najbardziej zakamuflowane przyczyny konfliktów seksualnych i małżeńskich, niewiele bowiem z początku wskazuje, że u ich źródeł leżą wczesnorodzinne układy rywalizacyjne przeniesione w życie dorosłe. Koncentracja na układzie konfliktowym niczego wówczas nie rozwiązuje, jedynie zmiana rywalizacyjnych postaw na twórcze, współpracujące, jest optymalnym rozwiązaniem. SZTUCZNA STYMULACJA Samozaspokajanie się seksualne przy użyciu sztucznych narzędzi jesł jedną z form łzw. samogwałtu (masturbacji, ipsacji). Rodzaj używanych narzędzi bywa bardzo różny i znane są z wielu kultur przykłady posługiwania się bardzo wymyślnymi urządzeniami. Pomysłowość ludzka potrafi być niewyczerpana i korzysta z tak szerokiego wachlarza możliwości, że nieraz oscyluje na granicy zdumienia i podziwu. W miarę postępu techniki wprowadza się w tym zakresie nowe udoskonalenia i w sexshopach można zobaczyć najwymyślniejsze cacka z własnym napędem. W niektórych krajach Zachodu produkcja wspomnianych urządzeń ma skalę masową i konkurencja mobilizuje do coraz bardziej skomplikowanych wynalazków. Do ich reklamy zatrudnia się różnych specjalistów, którzy "naukowo" dowodzą wyższości sztucznej stymulacji seksualnej nad naturalną itp. Badania socjoseksuologiczne wskazują jednak, ze ta forma samozaspokajama się ma nadal (na szczęście) charakter marginesowy, cho-156 ciąż w ciągu ostatnich lat w niektórych krajach Zachodu kilkakrotnie wzrosła procentowość tej formy współżycia. Podczas ostatnich kilku spotkań z młodzieżą niejednokrotnie zadawano mi pytania, czy używanie narzędzi ma patologiczny czy prawidłowy charakter, czy w przyszłości może nastąpić umasowienie tych praktyk, co jest ich przyczyną? Jakie są najczęstsze motywy stosowania sztucznej stymulacji! Trudności w osiąganiu harmonii współżycia, w dostosowaniu swych potrzeb seksuajnych i potrzeb ars amandi. Samozaspokajanie się jako forma zastępcza, zamiast współżycia, jako jedyna forma zaspokajania potrzeb seksualnych. Uleganie modzie, nowości, konformizmowi. Trudności w nawiązywaniu związków heteroseksualnych, przewaga tendencji ,,od" ludzi - wówczas człowiek kieruje się ku sobie i dąży do samowystarczalności. Przewaga negatywnych postaw wobec płci odmiennej; wówczas (przy braku tendencji homoseksualnych) rozwija się potrzeba samowystarczalności, niezależności. Powstanie uwarunkowań odruchowych, impnnting seksualny - jeżeli nawet przypadkowe doświadczenie ze sztuczną stymulacją wyzwoli intensywne doznania seksualne, których nie było dotąd. Potrzeba wyrafinowania seksualnego... Jak więc wynika z tego opisu, motywy bywają bardzo różne: od biologicznych uwarunkowań do mechanizmów społecznych. Zdecydowanie dominują dwa motywy: samozaspokajanie się zamiast współżycia i uwarunkowania fizjologiczne, ponieważ sztuczna stymulacja dostarcza intensywniejszych bodźców erotycznych, konkurencyjnych niekiedy wobec typowej, heteroseksualnej stymulacji. Następstwa tej formy zaspokajania potrzeb seksualnych są różne: Rozwinięcie się uwarunkowania fizjologicznego bardziej ekscytującego od heferoseksualnej ars amandi. Technicyzacja współżycia (w sensie dosłownym) i pozbawienie go charakteru więziotwórczego, poczucia wspólnoty. Przewaga postawy ,,od" nad "do" partnera. Koncentracja na przyjemnościowoorgazmowym sensie seksualizmu i stopniowa utrata jego sensu partnerskiego. Oddzielenie seksu od miłości. 157 Często pada pyłanie, "czy na dłuższą metę takie metody nie wpłyną na fizyczną, a potem duchową niezależność" od partnera. Rodzący się niepokój jest więc sygnałem ostrzegawczym, że ewolucja związku rozwija się w niepożądanym kierunku. Jak dotąd w gabinetach seksuologicznych niewielu jest tego typu pacjentów, co z jednej strony wynika z małego upowszechnienia się tego typu sztucznej stymulacji, z drugiej - z braku poczucia niepokoju i zagrożenia. U tych, którzy proszą o poradę, podając jako motyw stosowania sztucznej stymulacji większą intensywność doznań erotycznych, konieczne jest przeanalizowanie życia seksualnego od jego pierwszych uwarunkowań, więzi uczuciowej i seksualnej z partnerem oraz dokładnego przebiegu ars amandi. Jak dotąd, w większości przypadków udaje się zmienić uwarunkowanie przez zmianę charakteru współżycia i postaw wobec seksu, partnera i własnej w nim roli. U wielu osób, które cel i sens współżycia seksualnego łączą z doznawaniem przyjemności, intensywnością doznań erotycznych, po pewnym czasie powstaje uczucie niedosytu i potrzeba więziotwórczej relacji, co jest przecież wyrazem natury współżycia, potrzeby miłości. Sztuczna stymulacja seksualna jest przeszkodą w realizacji tego celu. RYGORYZM SEKSUALNY U niektórych ludzi życie seksualne podlega tak wielu ograniczeniom, że zatraca spontaniczność, naturalność, pogodę. Eros jest wówczas surowy i złowieszczy. W Dekalogu najważniejsze staje się VI przykazanie i jego przekraczanie przez innych jest niewybaczalne. Swoboda obyczajowa równoznaczna jest dla nich z upadkiem świata, a wyrafinowanie czy perwersje seksualne - z największymi przestępstwami. Domagają się wówczas surowych kar, tworzenia obozów itp. Wspomniany rygoryzm może przyjmować różne formy - od talmudycznego kodeksu - do potępienia i domagania się wyeliminowania "zboczeńców". 159 Co się kryje za tego typu postawą? Jakie bywają jej źródła? Pierwotny lęk przed płciowoscią i seksualizmem, postrzeganymi jako niebezpieczna i zgubna siła, co dowodzi nieznajomości istoty płciowości. Pierre Antoine pisze: "Moralizm, który budzi nieufność w stosunku do pożądania i przekształca miłość w coś mdłego, zasadza się na potępieniu przyjemności. Argumentem najczęściej (...) przytaczanym jest rzekome niebezpieczeństwo, jakie przyjemność stanowi dla człowieka. Pociąg do niej uważany bywa za motor wszelkich zbrodni i perwersji. Upatruje się związek między przyjemnością a gwałtem (...) jest to przede wszystkim* strach przed człowiekiem jako tym, który wyłania się z "natury". Kompensowane poczucie winy. U osób, które w przeszłości seksualnej z powodu błędów czy infantylizmu wyrządziły wiele krzywd - budzące się poczucie winy może być neutralizowane przez rygoryzm. Jest to swego rodzaju ekspiacja przeszłości. DysocjacJa między własnym seksualizmem a sumieniem budzącym lęk. Występuje u osób z brakiem harmonii między własnymi wyznawanymi normami a seksualizmem. Freud pisze: ,,Każda rezygnacja z popędu staje się teraz dynamicznym źródłem sumienia, każda rezygnacja wzmaga jego siłę i nietolerancję". Wspomniana dysocjacja może przebiegać i w drugim kierunku - autonomizacji sfery seksualnej i stłumienia sumienia, pozbycia się norm, jak np. w erotomanii, w stylu coolsex. Tłumienie, wypieranie własnych potrzeb seksualnych. U osób z takich czy innych względów rezygnujących z zaspokojenia potrzeb seksualnych mogą się wykształcić właściwe mechanizmy adaptacyjne, ale u niektórych przeważa proces tłumienia i wypierania, prowadzący do nadmiernej koncentracji na sferze seksualnej. Ponieważ Eros jest postrzegany jako zagrażający - następuje obrona przed nim przez mnożenie niebezpieczeństw z jego strony. Stąd narastające ograniczenia, rygory, tabu. Utrata erotycznej atrakcyjności może charakteryzować się swoistym mechanizmem agresji wobec osób mogących korzystać z uroków seksu. U niektórych starzejących się kobiet z objawami maskulinizacji istnieje tendencja do nadmiernego moralizowania, narzucania tabu, nacisków ograniczających płciowość u innych. Z jednej strony może to być wyrazem podświadomej czy świadomej agresji wobec atrakcyjniejszych i młodszych kobiet, z drugiej natomiast - podświadomego buntu: "skoro ja nie mogę, to i innym utrudnię". Rygoryzm seksualny ma wówczas charakter pozornej moralności, prawości, ustatkowania. Niekiedy kryje się za nim rywalizacja, np. z córką - poprzez rygoryzm hamuje się jej wejście w kobiecość. Sztywność osobowościowa występująca u niektórych osób. Może to być cecha wynikająca z wychowania albo z procesu miażdżycowego, 160 starzenia się. Sztywność taka obejmuje wszystkie sfery życia - jest totalna. Rygoryzm seksualny Jako odzwierciedlenie procesów społecznych. W wielu kulturach zauważalne były tendencje do rygoryzmu seksualnego jako reakcji na nadmierną swobodę obyczajową. W okresie schyłkowym cesarstwa rzymskiego surowe przepisy i edykty cesarskie miały powściągnąć swobodę seksualną, a ówczesna kultura masowa pełna była przykładów surowej, statecznej i patriarchalnej obyczajowości początków cesarstwa. • W walce klasowej odwoływano się często do moralnej wyższości obyczajowości seksualnej własnej klasy. Niekiedy przybierało to cechy rygoryzmu seksualnego, jak np. w rosnącym w siłę mieszczaństwie europejskim. Rygoryzm seksualny jest drugim skrajnym biegunem. Pierwszym, równie skrajnym, jest zupełna swoboda obyczajowa, brak wszelkich norm. W publicystyce popełnia się niekiedy błąd utożsamiający rygoryzm seksualny z niską kulturą seksualną danego społeczeństwa. Jest to tylko częściowa prawda. Wspomniane wyżej źródła rygoryzmu wskazują, że istnieje zespół psychologicznych dynamizmów warunkujących rygoryzm. Prawdą jest, że zależnie od tła kulturowego mogą one mieć mniej lub bardziej sprzyjające warunki rozwoju, np. w purytańskiej Anglii rygoryzm był zgoła cnotą, a w libertyńskiej Francji - wadą, patologią, śmiesznością. Postawa rygorystyczna w wychowawczych oddziaływaniach może być więc źródłem wielu konfliktów. 11 - Seks dojrzały NUDA A SEKS Erich Prom sugerował, że w cywilizacji współczesnej coraz częściej występuje obraz człowieka ogarniętego nudą: brak mu pasji, chęci do życia, zainteresowań, więzi międzyludzkie ma płytkie, powierzchowne. Jedną z form przeciwdziałania nudzie są narkotyki, inną alkohol, ale może też być i seks, agresja skierowana ku innym. Przykładem tej ostatniej możliwości jest historia księcia Jusupowa, mordercy Rasputina: "Kto nie jest bogaty, piękny, kto nie posiada powodzenia w życiu towarzyskim, nie może odgadnąć, jak nieznośnie nudnymi mogą stać się bogactwo, piękność i popularność. Feliks Feliksowicz miał wszystko, czego dusza zapragnie. Na tle tego wiecznego szczęś-162 cia, które nie kryło w sobie żadnych tajemnic, które nie mogło nastręczyć żadnych nowych uczuć, pokus lub podniet, wyrosła mimo wszystko bezmierna nuda i nieopisana pustka ...tylko przestępstwo związane 2 pewną dozą osobistego niebezpieczeństwa mogło poruszyć jego stępiało nerwy" (Renę Mi Her). U wielu osób z nieskomplikowaną osobowością, mających zaspokojone potrzeby materialne, bytowe, pojawia się nuda. E. Fromm podkreśla, że człowiek jednak jest stworzeniem potrzebującym namiętności, podniet, działa/i, a brak tego rodzi poczucie osamotnienia i trudną do przezwyciężenia nudę. Sauł Bellow w "Herzogu" pisze, że samotni ludzie, zamknięci w swych mieszkaniach, przywykli dzwonić do policji prosząc o ratunek: "Na miłość boską, przyślijcie radiowóz! Niech tu kłoś przyjdziel Wsadźcie mnie z kimś do mamra!" Przeciwdziałanie nudzie polega m.in. np. na słuchaniu bez przerwy muzyki, radia, oglądaniu telewizji, mnożeniu kontaktów towarzyskich. Po pewnym czasie i to nie wystarcza, a pustka wewnętrzna domaga się coraz to innych podniet. Jeżeli osoba partnera też nie rozprasza nudy, a związek z nią staje się przyzwyczajeniem, codzienną rutyną, to nuda może objąć cały ten związek i partnerzy szukają jakichś środków zaradczych; jednym z nich staje się seks. Mnożenie technik, pozycji, urozmaiceń wystarcza na pewien czas, ale później oczekuje się nowych bodźców, np. wymiany partnerów, seksu grupowego, zdrad, romansów. Jedną z tajemnic sukcesów uwodziciela jest właśnie umiejętność dostarczenia wrażeń, rozproszenia nudy. Nie zawsze towarzyszy temu wyróżniająca się atrakcyjność zewnętrzna, sprawność seksualna. Sztuka uwodzenia zaczyna się od umiejętności odczytania nudy u danej osoby. Wiele osób ogarniętych znudzeniem szuka również bodźców w świecie wyobraźni, fantazji, dzięki czemu ich życie seksualne przebiega w bajkowej scenerii, z aktorami, a ars amandi pełna jest wyrafinowań a nawet dewiacji. Doświadczanie nudy dotyczy osób z przewagą JA zewnętrznego nad wewnętrznym, które często jest słabo uformowane. O wyborze partnera decyduje jego umiejętność dostarczania podniet. Jeżeli wyczerpie on zdolności i możliwości w tym zakresie, to jego atrakcyjność maleje i pojawia się rozczarowanie jego osobą. Partner określany jest jako mało ciekawy, przeciętny, a dobrze zapowiadający się, pełen bodźców początek związku, zamienia się w szarą, nudną codzienność, rodzącą totalne rozczarowanie. Tego typu mechanizm jest źródłem różnorodnych zaburzeń seksualnych, np. anorgazmii, apatii seksualnej, praktyk masturbacyjnych, które dzięki towarzyszącej wyobraźni są bardziej atrakcyjne od współżycia z partnerem. Przy okazji warto wspomnieć, że tego rodzaju pacjenci często wprowadzają terapeutów na błędne drogi, szuka się bowiem przyczyn tych zaburzeń w mechanizmach pozornie prawdziwych. ir 163 Przeciwdziałanie nudzie jest skuteczne jedynie w przypadku, gdy potrafi się uruchomić rozwój osobowości, jej aktywność wewnętrzna, twórczość w określonym kierunku, np. zainteresowań, hobby, pasji zawodowej iłp. Nie każdy jednak szuka lub pragnie takiego rozwiązania problemu i poprzestaje na mnożeniu doświadczeń, bodźców, podniet. Nuda bywa również procesem wtórnym i wynikającym z niedobrania się partnerów, ale w takich przypadkach dotyczy więzi partnerskiej, seksualnej z daną tylko osobą. W niektórych związkach po ustaniu atrakcyjnego tańca godowego w sposób naturalny formuje się codzienny styl życia. W tym okresie może się okazać, iż partner, który początkowo wydawał się interesujący, tak naprawdę pozbawiony jest życia wewnętrznego, zainteresowań i odpowiada mu życie na poziomie wegetatywnym (jedzenie, spanie, seks), uzupełniane rozrywkami. Więź z tego typu partnerem po pewnym czasie przeradza się w nudę, wegetację, nawet seks traci swoją atrakcyjność. Sposobem przeciwdziałania tej nudzie jest aktywizacja życia poza domem, często związana z szukaniem pocieszycieli, przyjaciół, również w sferze seksu. Tego typu związki są bardzo trudne w terapii partnerskiej i źle rokują, a często zgłaszają się po pomoc mówiąc o oziębłości seksualnej, zaniku współżycia. Nuda jest zatem ważną przyczyną rozwoju różnorodnych zaburzeń seksualnych i więzi partnerskich, uzależnień od alkoholu, narkomanii. SEKS GRUPOWY Seks grupowy należy do zachowań wzbudzających wiele emocji. Traktowany bywa jako zwiastun czasów apokaliptycznych, wyraz upadku kultury i największego wyrafinowania. Jego entuzjaści natomiast głoszą ideę, iż jest formą wzbogacającą zakres ich doświadczeń seksualnych i atrakcyjność ich związku partnerskiego. Wiele osób uważa, że seks grupowy jest zjawiskiem XX wieku, rosnącej fali erotyzacji obyczajowej. Seks grupowy jako taki nie jest wcale nowym zjawiskiem. Znany jest w wielu kulturach Starożytnego Wschodu, u Buriatów, Indian Ameryki Środkowej itd. Miał w większości tych kultur znaczenie sakralne, np. wyrażał płodność natury w okresach przesilenia pór roku, miał sprzyjać lepszym urodzajom, wyrażał hołd bóstwom płodności. W kręgu kultury europejskiej jego znaczenie sakralne dość szybko zanikało. W miarę rozwoju chrześcijaństwa i kultury Dionizosa przybrały znaczenie orgiastyczne, aż wreszcie zaniknęły zupełnie. Seks grupowy pojawiał się jedynie w kręgach Olimpu, np. w kołach arystokracji, w libertyńskiej obyczajowości, a w czasach rewolucji obyczajowej stanowił wyzwanie wobec tradycyjnej obyczajowości 165 (np. w komunach hippisów). Był zawsze marginesem obyczajowym i jak dotąd nie ma zbył dużego zasięgu. Co pewien czas przewija się przez szpalty naszej prasy zainteresowanie seksem grupowym i to w formie sensacji, a nie analizy tego zjawiska. Seks grupowy ma różnorodne formy: wymianę partnerów przez losowanie, kolejne kontakty z partnerami w tym samym pomieszczeniu, układy trójkątne (triolizm), czwórkowe iłd. Różna jest sceneria tych zachowań; najczęściej towarzyszy im alkohol odblokowujący zahamowania i wówczas rośnie podatność na towarzyską zabawę. W niektórych przypadkach seks grupowy ogranicza się do ściśle zamkniętego kręgu towarzyskiego, w innych ma charakter bardziej otwarty, łzn. wystarczy rzucić hasło na jakimś alkoholowym przyjęciu i chętni lub zachęceni decydują się na poznanie czegoś nowego. Dochodzimy teraz do moty\"ów uczestnictwa w seksie grupowym. Dla jednych osób motywem jest ciekawość, a typ przeżyć wynikających z takiego doświadczenia przesądza o tym, czy będzie ono jednorazowe, czy też powtarzane. U innych motywem jest potrzeba zwiększenia przyjemności, zakresu doznań. U wielu seks grupowy ujawnia tkwiące w nich uprzednio potrzeby orgiasłyczne, pigmalionizm, ekshibicjonizm i inne tendencje dewiacyjne. Zdarza się również seks grupowy jako wyraz potrzeby dopingu seksualnego w wyniku pojawiających się objawów znudzenia seksualnego, zaburzeń przeżywania lub pogorszenia sprawności seksualnej. W niektórych środowiskach seks grupowy jest utożsamiany z postępem, emancypacją, nowoczesnością i dlatego wielu jego uczestników akceptuje go na zasadzie konformizmu wobec tego typu poglądów. Możliwe motywy można mnożyć; erotomania, przeciwdziałanie nudzie, jedyna forma rozrywki, poza, wciągnięcie przez partnera. Uczestnicy seksu grupowego (chodzi o tych, którzy akceptują tę formę zaspokajania swych potrzeb) początkowo sądzą, iż wzrasta u nich potencja seksualna, zakres możliwości. Jest to zrozumiały mechanizm, gdyż zwielokrotniony doping wzrokowy, sytuacyjny w seksie grupowym umożliwia danej osobie, np. przeżyć więcej orgazmów, podwyższyć częstotliwość stosunków, dostarcza wyobraźni dla odtwarzania tych scen w związku partnerskim. Okazuje się jednak, że po pewnym czasie powstają nowe uwarunkowania, rodzące problemy. Jednym z najpoważniejszych jest zanik atrakcyjności współżycia z partnerem, osłabienie reakcji w przypadku, gdy partnerzy są tylko ze sobą. Innym uwarunkowaniem jest zdolność współżycia w układzie grupowym, a niezdolność współżycia w parze, z jednym partnerem, fascynacja innym partnerem, w wyniku czego związek dotychczasowy ulega rozbiciu. Stali uczestnicy seksu grupowego poddawani są również różnorodnym stresom, pojawiają się np. kompleksy, rywalizacje w zakresie własnej wydolności, atrakcyjności. W innych związkach ujawnia się dokuczliwa zazdrość o zakres przeżyć i doznań osiągniętych przez 166 partnera z kimś innym. Między innymi ten ostatni mechanizm prowadził do powszechnego rozpadu komun hippisów. Istniał również w niektórych kulturach, np. w dawnej Etiopii, seks grupowy przypominający w pewnym sensie wypożyczanie partnerekżon. Zasada "wypożyczania" partnera polega na tym, że gość ujawniający zainteresowanie daną osobą i wzbudzający u niej pozytywny oddźwięk spotyka się z zachętą do realizacji swych potrzeb seksualnych. Dotyczy to związków oddzielających seks od uczucia, więzi i traktujących go jako czynność fizjologiczną. Seks grupowy bywa również wyzwalany w wyniku kontaktu z wydawnictwami pbrno (zarówno w sensie pojawienia się takiej potrzeby, jak i sytuacyjnej reakcji u uczestników oglądających film porno). Bez względu na deklarowane motywacje zainteresowania nim jest on w konsekwencji wyrazem bariery między partnerami. Stwierdzenie to brzmi może paradoksalnie, ale tak jest rzeczywiście. Bariera ta wynika z faktu, iż partnerzy więź seksualną traktują jako otwartą wobec drugiej płci i pozbawiają ją znaczenia osobowego. Dla siebie są jednymi z wielu możliwych partnerów, a w samych kontaktach seksualnych więź ogranicza się do ciała, odruchów, orgazmu, potrzeby dopingu, orgiastycznego przeżywania. Szansa powrotu do wspólnoty partnerskiej z tej drogi jest bardzo trudna, ale czy w ogóle bywa oczekiwana? PROBLEMY MIĘDZYGENERACYJNE Analiza postaw wobec seksu, drugiej oraz własnej płci często podlega swoistemu mechanizmowi "dziedziczenia", w którym przez pokolenia ujawnia się wpływ odległej przeszłości rzutujący na więzi partnerskie. Dla przykładu posłużę się konkretnymi faktami. W pewnej rodzinie ojciec stwarzał rosnące napięcie w wyniku swych romansów; w odczuciu dzieci krzywdził ich oraz matkę, a jego odejście dopełniło kielicha goryczy. Córka identyfikowała się z cierpiącą matką i okazywała nieufność wobec świata mężczyzn. Zdecydowała się na małżeństwo ze względu na potrzebę założenia własnego domu, ale jej nieufność wobec mężczyzn przeniosła się na osobę męża, a zakodowane w niej negatywne reakcje sprawiły, iż w życiu seksual-168 nym była oziębła. Wobec własnego syna ujawniała chłód uczuciowy, wolała mieć córkę i fakt płci dziecka w poważnym stopniu wpłynął na jej uczucia wobec niego. Syn wobec świata kobiecego odczuwał dystans, wrogość i dość wcześnie szukał oparcia w świecie męskim, co sprzyjało rozwojowi formacji homoseksualnej. Tak w dość dużym uproszczeniu można przedstawić kolejne etapy ciągnącego się problemu, który zresztą nie był w pełni uświadamiany przez zainteresowanych. Gdybyśmy prześledzili linie życiowe wielu ludzi, moglibyśmy odnaleźć tego typu mechanizmy, stwarzające przekonanie, iż nad tą rodziną ciąży fatum, w myśl biblijnego stwierdzenia o przekleństwie ciągnącym się na pokolenia. Czy tego typu fatum jest rzeczywiście nieuniknione? Wiele zależy po pierwsze od stopnia uświadomienia sobie ciążenia przeszłości, wzorców wyniesionych ze swego środowiska, a jednocześnie od więzi partnerskiej, czyli od szansy, jaką stwarza miłość. Ona może stworzyć zaporę dla negatywnych doświadczeń i odbudować prawidłowe relacje międzypartnerskie. Problemy międzygeneracyjne będą trwały tak długo, jak długo nie rozwinie się w danym związku miłość. Przykład tak skróconej wizji kolejnych pokoleń dowodzi, iż w terapii małżeńskiej terapeuta musi niekiedy sięgać w odległą przeszłość, aby wyłaniać z niej określone struktury rodzinne, tworzące linię problemową. Tego typu prawidłowość potwierdza znane zjawisko, iż odpowiedzialność człowieka przekracza granicę jego JA, a jego czyny sięgają w daleką przyszłość. W wielu konfliktowych związkach partnerzy dokonują wyboru, jakim jest idea własnego dobra za wszelką cenę, nie licząc się z następstwami tej decyzji. Okazuje się zatem, iż warto niekiedy ujrzeć perspektywę swych zachowań w życiu dzieci i później. Problemy międzygeneracyjne mają różne linie "dziedziczenia", jedną z nich jest np. linia oziębłości seksualnej kobiet, gdyż matki przekazują swoim córkom pewien styl przeżywania więzi partnerskiej, decyzji prowadzących do zawarcia małżeństwa. Nic zatem dziwnego, iż uświadomienie sobie tego typu podobieństwa rodzi przekonanie o biologicznym dziedziczeniu, a nie docenia się wpływu psychicznych oddziaływań na kolejne generacje. Inną linią "dziedziczenia" są rodziny patologiczne, w których również można stwierdzić ciążenie określonych zachowań antysocjalnych w kolejnych pokoleniach. Podobnie jak istnieją rodziny rodzące wielkich, wspaniałych ludzi, istnieją rodziny rodzące patologię. Więź partnerska ma zatem wielowymiarowy charakter. Zjawisko "dziedziczenia" patologicznych zachowań w rodzinach zostało dokładniej opisane w przypadku tzw. Zespołu maltretowania dziecka, w którym jedno lub oboje rodzice znęcają się nad swym dzieckiem. Badania przeprowadzone nad przyczynami takich agresywnych zachowań rodzicielskich pozwoliły stwierdzić, iż bardzo 169 często mamy tu do czynienia z przekazywaniem z pokolenia na pokolenie podobnych przejawów agresji. Inną linią "dziedziczenia" w relacjach międzygeneracyjnych są zachowania rywalizacyjne; te szczególnie często są spotykane u kobiet. Jeżeli np. matka zaczyna ujawniać zachowania rywalizacyjne wobec stającej się kobietą córki, ta z kolei może przenieść tego rodzaju model zachowań wobec własnych córek itd. Spotykałem się nawet z przypadkami tego typu rywalizacji prowadzącej do układów seksualnych, w których dany mężczyzna utrzymywał stosunki z córką i z jej matką, jako wyraz postaw rywalizacyjnych. Rywalizacje co do roli i atrakcyjności seksualnej spotyka się również i u mężczyzn, co również rodzi problemy międzygeneracyjne. Są również relacje międzygeneracyjne niekonfliktowe, ale wiążące się z powielaniem podobnych zachowań, np. kokieteryjnych, uwodzicielskich, określonych postaw wobec drugiej płci - np. ojciec i syn podobnie traktują kobiety, upatrując w nich "zdobycz" seksualną, w innych przypadkach razem "chodzą na kobiety" i dla syna fakt, że ojciec zdradza wówczas matkę nie stanowi żadnego problemu. Przekazywane standardy zachowań postaw potrafią długo przetrwać w obrębie danej rodziny. Terapeuta badając strukturę rodzinną swych pacjentów szuka w niej tzw. legend rodzinnych, czyli opowieści przekazywanych sobie przez pokolenia o jakimś z ich przodków. W zasadzie każda rodzina ma tego typu legendy, ale w tym wypadku chodzi o legendy dotyczące sfery seksu. Niejednokrotnie mogłem przekonać się o tym, że sława przodkauwodziciela zachęcała jego następców do powielania tego wzorca zachowań i identyfikowania się z nim. Zatem treści przekazywane w wychowaniu w formie tego typu legend rodzinnych mają znaczenie dla kreowania wzorców osobowych i zachowań seksualnych. PROBLEMY l ZABURZENIA W SEKSIE DOJRZAŁYM ^ Zaburzenia seksualne są dokładniej opisane w specjalistycznych publikacjach, a także w wielu popularnonaukowych. W tej pracy nie chciałem powtarzać tego typu materiału i dlatego bardziej ograniczam się do zaburzeń specyficznych dla wieku dojrzałego, a także do specyficznych w tym wieku problemów seksualnych i psychicznych. Patologia seksualna najczęściej bywa przedstawiana według rozpoznań, typów, rzadziej natomiast wg grup wieku. Obecnie w publikacjach seksuologicznych coraz częściej odróżnia się patologię seksualną w wieku młodzieńczym, dojrzałym, w jesieni życia czy w starości. Powstały nawet kierunki seksuologii poświęcone danemu przedziałowi wieku, np. gerontoseksuologia, opisująca problemy i specyfikę seksu od okresu przekwiłania. Tę część pracy należy traktować jako skrócony opis typowych problemów i zaburzeń seksualnych wieku dojrzałego, ponieważ dokładny opis wymagałby oddzielnej monografii. W tym przedziale wieku, który określamy pojęciem dojrzałego, istnieje pewna specyfika przyczyn, mechanizmów oraz obrazu zaburzeń seksualnych, a także wiele problemów; rośnie np. liczba zaburzeń seksualnych wywołanych czynnikami biologicznymi (choroby, zażywane leki, zmiany w układzie hormonalnym, alkohol, nikotynizm itd.). Inną przyczyną problemów i zaburzeń seksualnych jest znudzenie osobą partnera, rutyną życia seksualnego, potrzeba dowartościowania się w roli męskiej i kobiecej, uwrażliwienie na własny wiek i ocenianie własnej atrakcyjności przez innych. ZABURZENIA U KOBIET W tej części pracy przedstawiam różnorodne problemy i zaburzenia kobiet, mężczyzn i związków partnerskich w wieku dojrzałym, a więc problemy specyficzne dla wieku, np. Zespół paniki zamykających się drzwi, wynikające z niezaspokojenia potrzeb seksualnych (np. Zespół demona nocy) i zaburzeń więzi między partnerami. Zostaną również omówione niektóre zaburzenia seksualne, np. oziębłość, zaburzenia wzwodu czy wytrysku. Ta część pracy nie jest wykładem patologii seksualnej, ponieważ nie jest to specjalistyczny podręcznik. Przedstawione są raczej typowe zagadnienia, chociaż niektóre z nirh nie były 173 jeszcze dotąd opisywane w naszym piśmiennictwie - jak np. Zespół demona nocy. Pewne problemy i zaburzenia zostały omówione w części pracy nazwanej "Małym kompendium seksualnym." NIE SPEŁNIONE MACIERZYŃSTWO Macierzyństwo jest jednym z najsilniejszych mechanizmów życia psychicznego kobiety, gdyż łączy ją z dziedzictwem świata przyrody, zaspokaja ważne potrzeby psychiczne, niezbędne dla osiągnięcia wewnętrznej harmonii i poczucia własnej wartości. Jakkolwiek przemiany obyczajowe zmniejszyły kult macierzyństwa, tak charakterystyczny dla poprzednich pokoleń, a podniosły rangę innych wartości w życiu kobiety (życie seksualne, pracę zawodową, zdobywanie kwalifikacji, emancypację), to jednak macierzyństwo z racji swej specyfiki pozostało i pozostanie wartością nobilitującą kobiecość. W typowej ewolucji życia kobiety macierzyństwo jest czymś oczywistym, przychodzi na nie czas, rozwija się i spełnia w wychowaniu dziecka. Wiele codziennych problemów i trudności związanych z macierzyństwem może pozbawiać je poezji w oczach kobiety, rodzi niekiedy nawet bunt wobec "skazania" na macierzyństwo i zazdrość wobec "lżejszego" życia mężczyzn. Macierzyństwo staje się wówczas żmudną codziennością, szeregiem obowiązków, ograniczeń, nie przespanych nocy, niepokojów i obaw związanych z przyszłością dziecka. Natomiast wartość macierzyństwa zupełnie inaczej wygląda w oczach poetów i kobiet, które okazały się do niego niezdolne z przyczyn chorobowych i temu zagadnieniu poświęcam ten rozdział. Nie będę oczywiście omawiał przyczyn i typów niepłodności kobiecej, a jedynie konsekwencje, jakie ona wywołuje. Stwierdzenie niepłodności najczęściej jest zaskoczeniem dla ko-174 bieły. Jej poprzednie życie wypełnione było zdobywaniem kwalifikacji, urządzaniem się, małżeństwem i spokojnym oczekiwaniem na dziecko. Wydłużający się czas niezachodzenia w ciążę po pewnym okresie rodzi niepokój. Kobieta jednak wierzy w wyleczenie, jest też przekonana, że to coś przejściowego, albo że to partner ma jakieś zaburzenia. Słyszy się przecież często w otoczeniu o kłopotach innych kobiet oraz o pomyślnym ich rozwiązaniu - zostały wyleczone, partner poddał się badaniom i został wyleczony - macierzyństwo stało się więc faktem, aczkolwiek z pewnym opóźnieniem i z trudnościami, ale przecież wszystko zakończyło się pomyślnie. Jest zatem nadzieja, że "i w moim przypadku" sprawa zakończy się pomyślnie. Uświadomienie sobie niezdolności do zajścia w ciążę, posiadania dziecka burzy tę wiarę, wyzwala szok, reakcje emocjonalne. Jest to prawdziwe "trzęsienie ziemi" w psychice. Naturalna potrzeba psychiczna macierzyństwa staje się teraz pragnieniem, gwałtownym boleśnie zawiedzionym "chceniem". Istnieje jednak jeszcze nadzieja, że może badania były błędnie wykonane, że może lekarz się pomylił, że może są jakieś zagraniczne środki, które pomogą? Szuka się zatem pomocy u innych specjalistów, mnoży badania, oczekuje się cudu. Niekiedy szuka się pomocy w redakcjach, pisze listy, zabiega o wizytę u "sławy medycznej". W przypadku potwierdzenia diagnozy i przedłużania się czasu nieskutecznych prób zmiany stanu rzeczy - rodzi się bolesna świadomość braku w sobie czegoś ważnego, jakby okaleczenia. Jest to jeden z największych dramatów psychicznych. Zmienia się hierarchia wartości, ocena siebie i innych. Własna kobiecość jest widziana jako niepełnowartościowa, co wyzwala poczucie niższości, przygnębienia, smutku, skrzywdzenia przez los. Macierzyństwo staje się ideałem, często nadmiernie idealizowanym. 2ycie wydaje się być pozbawione sensu, uważa się je za wegetację, nie widzi się jego celu. Sytuacja taka wyzwala różne mechanizmy obronne, przewartościowania, zmianę postaw wobec otoczenia: Szukanie "winnego" lub "winy" Na pytanie, dlaczego tak się słało, co jest powodem nie spełnionej możliwości macierzyństwa - usiłuje się znaleźć odpowiedź. Można przyczyny znaleźć w sobie. Są one obiektywne lub urojone. Obwinia się np. siebie za popełniane błędy w antykoncepcji, za przerwania ciąży, za brak troski o zdrowie, właściwe odżywianie, zaniedbywanie badań okresowych u ginekologa itp. Takie interpretacje pogłębiają poczucie winy i niższości, bo to własne JA jest obwiniane. Niekiedy obwinia się rodziców za brak uświadomienia, uwrażliwienia. Wini się również partnera, obecnego lub poprzedniego. Winnym może stać się również lekarz, "niedoskonałość" medycyny. 175 Składanie winy na otoczenie lub medycynę pozwala przynajmniej odciążyć własne JA i przerzucić odpowiedzialność z siebie na zewnątrz. W konsekwencji może dojść do konfliktów rodzinnych, małżeńskich, a naweł seksualnych. Zmiana postaw wobec kobiet obdarzonych macierzyństwem Nowe postawy są różne - świadome lub (częściej) podświadome. Inne kobiety mogą zatem wzbudzać zazdrość, rywalizację. Usiłuje się również pomniejszyć wartości macierzyństwa tych kobiet, np. przez znajdowanie błędów w jego realizowaniu. Niekiedy spotyka się przypadki agresji, złośliwości, udowadniania na siłę "prawdziwych" wartości w życiu kobiety, np. ich roli zawodowej. Kobieta w ciąży lub kobieta z dzieckiem może wzbudzać agresję prowadzącą do pomniejszenia jej wartości; znajduje się błędy w jej pracy, zachowaniu, w wyglądzie, wady w charakterze. Bywa również i tak, że pragnie się dopomóc jej swymi radami, sugestiami wychowawczymi. Spotyka się również postawy pozytywne, np. przyjaźń i udzielanie pomocy komuś z rodziny, w sąsiedztwie, w zakładzie pracy... Własne nie spełnione macierzyństwo może być również przerzucone na dzieci innych kobiet; jest się dla tych dzieci ,,ciocią" - troskliwą, pełną zainteresowania i chęci pomocy. Zmiana postaw wobec kobiet jest mechanizmem typowym i oczywistym. Rzecz jednak w tym, jaki jest ich charakter. Niektóre ze wspomnianych mogą być źródłem napięć, konfliktów, zazdrości. Zmiana postaw wobec partnera O jednej z nioh, czyli obciążenia winą, była już mowa. Są jednak jeszcze inne, dość często spotykane. Jedną z nich jest np. przerzucenie na męża potrzeb macierzyńskich; zaczyna mu się ,,matkować", partner występuje jednocześnie w roli męża i w roli dziecka. Ponieważ w wielu mężczyznach tkwi jednocześnie potrzeba bycia dzieckiem swej żony, takie rozwiązanie może być dla obu stron zadowalające. Jednak dla bardziej niezależnych mężów taka postawa żony staje się uciążliwa. Inną z postaw jest lęk przed utratą partnera, obawa, że może on skierować uczucia do kobiety, która obdarzy go dzieckiem. Wzbudza to zazdrość, nieufność, obawy, wyczulenie na sposób traktowania przez niego kobiet. Tego rodzaju lęk może wyzwalać potrzeby ,,wynagrodzenia" mu braku dziecka, np. przez wzrost zainteresowania jego osobą, wzrost aktywności seksualnej, wzbudzenie w nim przekonania o własnej niezbędności i miłości przewyższającej możliwą miłość ze strony innych kobiet. Znany jest też mechanizm ,,wejścia w chorobę", czyli demonstrowanie różnego rodzaju cierpień, mających wzbudzać w partnerze uczucia opiekuńcze i zobowiązujące go wewnętrznie do trwania przy cierpiącej żonie. Również i ten mechanizm bywa często podświadomy. Znam wiele przypadków, kiedy 176 wszelkie próby leczenia różnych nerwic, tzw. chorób psychosomatycznych, kończyły się niepowodzeniem; im bardziej zbliżałem się do końca terapii - tym większy był postęp choroby. Tego rodzaju objaw jest symbolicznym wołaniem o pomoc, o uczucie, o wierność, o zainteresowanie sobą. Istnieje też mechanizm wynikający z poczucia winy wobec partnera za: "nie mogę dać ci dziecka". Przyjmuje się wówczas postawę typu: "jestem gorsza od innych, zawiodłam twoje potrzeby ojcowskie". Taka postawa może prowadzić do zachowań "wynagradzających" lub prowokujących rozstanie. Przykładowo omówione mechanizmy postaw wobec partnera nie wyczerpują wszystkich możliwości, są naturalną konsekwencją kobiecej frustracji. Jedne z nich pogłębiają wzajemną więź, inne ją komplikują. Wiele związków tworzy bogaty wzajemny świat uczuć, przyjaźni, wspólnoty duchowej, będący kompensacją zawiedzionego rodzicielstwa. Neurotyzacja Nie spełnione macierzyństwo może być trwałą sytuacją konfliktową, co, jak wiadomo, sprzyja rozwojowi zaburzeń nerwicowych. Mogą to być np. tzw. nerwice narządowe, kiedy dominują dolegliwości jednego narządu, albo inne postacie nerwic. Mechanizmy kompensacyjne Poczucie niższości w roli macierzyńskiej może wyzwalać mechanizmy kompensacyjne. Dzięki nim następuje odbudowa poczucia własnej wartości. Są one różne - mogą być pozytywne i twórcze, ale i konfliktogenne. Niektórym kobietom - dzięki wzmożonej aktywności zawodowej, społecznej, naukowej - udaje się przywrócić wiarę w siebie, poczucie bycia potrzebną i przydatną innym. Tego rodzaju motywacja może przynieść wiele sukcesów, a co najważniejsze, przywraca wewnętrzną harmonię i ład, sens i cel w życiu. Inne mechanizmy kompensacyjne mogą polegać np. na podkreślaniu swych zalet, wartości, sztucznym akcentowaniu swych atutów kobiecych, seksualnych. Życie staje się demonstrowaniem swych zalet, wartości, potrzebą przekonania o nich otoczenia. Jest się nastawionym na wywarcie pozytywnego wrażenia na innych. Tego rodzaju zachowania mogą być konfliktogenne chociażby przez wzbudzanie zazdrości, zagrożenia u innych kobiet, rywalizacji, irytacji itp. Próby rozwiązania Emocje i zmiany postaw wynikające z nie spełnionego macierzyństwa po początkowo burzliwym przebiegu prowadzą w konsekwencji do rozwinięcia się trwałych motywacji i przeobrażeń. Powstaje nowa jakość życia psychicznego i styl życia dostosowany do istniejącej sytuacji. Przedstawię obecnie najbardziej typowe rozwiązania życiowe, które przyjmują kobiety z nie spełnionym macierzyństwem. 12 - Seks dojrzały 177 Adopcja. Jest ona właściwie realizacją macierzyńsłwa w sensie psychicznym, wychowawczym. Dzięki niej powstaje świadomość bycia matką i odczuwane są wszystkie wynikające z tego problemy codzienności rodziny. Adopcja może zatem w sensie psychicznym wyrażać realizację pełnej kobiecości, odbudowuje poczucie własnej wartości i adoptowane dziecko staje się dzięki trudom wychowawczym, wzajemnym uczuciom dzieckiem własnym. Takie rozwiązanie jest częste i popularne. Istnieje tu jednak potencjalne niebezpieczeństwo kompensacyjne nadopiekuńczości macierzyńskiej. Im bardziej było przeżywane nie spełnione macierzyństwo, im większe wzbudzało zagrożenie poczucia własnej wartości, tym większa może być potrzeba wynagrodzenia sobie tych przeżyć. Również adoptowane dziecko widziane jako skrzywdzone przez los może mobilizować te uczucia. W konsekwencji nadopiekuńczość wynagradzająca może wiązać się z wieloma błędami wychowawczymi wobec dziecka. Szczególnie tu wskazane jest poradnictwo rodzinne. Postawa buntu wobec złego losu, ciążącego fatum. Nie spełnione macierzyństwo staje się trwałym zarzewiem wewnętrznego niepokoju, rozterki, poczucia pokrzywdzenia w życiu przez los. Sprzyja to powstaniu zgorzknienia, przygnębienia, zazdrości, izolacji. Obrażanie się na życie może dystansować wobec niego i zamiast realizacji siebie, aktywności życiowej, bycia z innymi, następuje wycofanie się do własnego zgorzkniałego wnętrza. Tego rodzaju postawa wpływa destrukcyjnie na osobowość, na najbliższe otoczenie, na kontakty z ludźmi. Trwały bunt może wyrażać się wspomnianą postawą życiową, może mieć również charakter symboliczny, np. w formie chorobowej. Pogodzenie się z losem; "tak musi być", "takie było moje przeznaczenie" jest postawą również często spotykaną. Czy jest to postawa twórcza, czy destrukcyjna zależy od uruchomionych mechanizmów kompensacyjnych. Postawa twórcza. Nie spełnione macierzyństwo stało się wyzwaniem, a jednocześnie zadaniem dla osobowości. To prawda, że została ona pozbawiona jednej z największych potrzeb psychicznych, ale cel i sens życia nie ograniczają się przecież do macierzyństwa, ono nie jest przecież jedynym takim celem. Sprzyja to wzbudzeniu refleksji nad istotnym sensem naszej egzystencji. Dla wielu osób znajdujących się w wirze pracy zawodowej, życia rodzinnego, wielości wynikających z tego obowiązków, tego rodzaju refleksja jest często marginesem życia psychicznego. Pełna treści teraźniejszość wypełnia uczucia, myślenie i dystansuje wobec problemów ogólnych, egzystencjalnych. Dopiero zdarzenie życiowe, a takim staje się m.in. nie spełnione macierzyństwo, mobilizuje do myślenia na innym poziomie. Znalezienie swego miejsca w życiu, sensu i celu życia staje się jakby nowym narodzeniem. Przestawia się hierarchia wartości, dzięki czemu życie nabiera nowego znaczenia 178 i mobilizuje do twórczości, czynu, a jednocześnie pozwala osiągnąć harmonię wewnętrzną, pogodę, radość życia. Ład w sobie, odbudowany świat wewnętrzny ułatwia też współżycie z innymi. Otoczenie nie staje się wówczas źródłem porównań, zazdrości, rywalizacji, wyrażania swego buntu czy uczucia skrzywdzenia. Inni ludzie są widziani jako żyjący według własnego systemu wartości, według innej struktury powinności, zadań. "Każdy ma swoje miejsce w życiu" - jest postawą wobec siebie i innych. Postawa twórcza często powstaje w wyniku autorefleksji, pracy nad sobą, niekiedy pomaga w tym bliska osoba, przyjaźń. Czasem jest wynikiem psychoterapii. Dochodzę tu do końcowego wniosku: otóż wydaje mi się, że potrzebą chwili jest rozbudowanie poradnictwa przedmałżeńskiego i rodzinnego oraz psychoterapia. Wiele z wymienionych etapów pośrednich - od frustracji do znalezienia rozwiązania - mogłoby mniej obciążać psychikę kobiety z nie spełnionym macierzyństwem, gdyby miała ona dostęp do takiej pomocy. PATOLOGIA MACIERZYŃSTWA W rodzinach niepełnych najczęściej mamy do czynienia z modelem matkadziecko, do rzadkości natomiast należy układ: ojciecdziecko. Czy rzeczywiście kobiety rzadko porzucają swoje rodziny i przestają interesować się własnymi dziećmi? Wszystkie badania światowe wyraźnie stwierdzają, iż matki rzadziej opuszczają rodziny niż ojcowie. Tłumaczy się to specyfiką macierzyństwa, więzi uczuciowej kobiety z dzieckiem, a także presją społeczną, zdecydowanie potępiającą kobiety opuszczające swoje dzieci. Należy jednak pamiętać o tym, iż wiele faktów ucieczki od macierzyństwa przyjmuje formy nietypowe, zamaskowane, np. obciążenie męża i rodziców opieką nad dzieckiem. Matka niby jest, ale w rzeczywistości niewiele ma kontaktu z dzieckiem. Inne znane przypadki, to praca zarobkowa maT tek poza granicami kraju i opieka nad dzieckiem spełniana przez męża i rodzinę. W wielu wypadkach kobiety zakładają tam nowe związki i porzucają dzieci, a poczucie winy redukują paczkami. Trudno zatem powiedzieć, jaki jest rzeczywisty rozmiar porzucania przez matki własnych dzieci. Badacze z USA i Kanady stwierdzają, że około 20% rodzin niepełnych jest właśnie pozbawionych matki, a w porównaniu do lał poprzednich liczba kobiet porzucających swe rodziny wzrosła o 40%; jest to zatem zastanawiający wzrost patologii macierzyństwa. Badania przeprowadzone w tych przypadkach stwierdzają, iż kobiety porzucające dzieci mają najczęściej 30Ś35 lat, młodo wyszły za mąż, urodziły 1 dziecko do 2 lat po ślubie, a następne również w 2 lata po pierwszym dziecku. Przyczyną porzucenia rodziny jest rozczarowanie życiem małżeńskim, rodzinnym i narastający konflikt między potrzebą samorealizacji w roli zawodowej a rolą matki. Drugą przyczyną jest rozczarowanie życiem pełnym obowiązków, zmęczenie i poczucie żalu za upływającym wiekiem i brakiem rozrywek, przyjemności. Wbrew pozorom ucieczka z domu nie wiąże się z faktem nawiązania nowego związku. Częściej kobieta nie ma nikogo, ale pragnie usamodzielnić się, być samą, niezależną, chce poszaleć. W nowym miejscu pobytu kobiety rzucają się w wir nowych zajęć, towarzystwa, a także i romansów, pragną z życia mieć coś dla siebie, a poczucie winy wobec porzuconej rodziny zagłuszają wielością rozrywek, kontaktów z ludźmi, niekiedy alkoholem lub narkotykami. Jedne nawiązują w końcu nową znajomość przeradzającą się w więź uczuciową ocenianą jako dojrzalszą, inne pozostają w tym wolnym i swobodnym życiu. Jedynie część wraca po pewnym czasie do rodziny lub przejawia zainteresowanie porzuconymi dziećmi. Rozmiar tego zjawiska skłonił wielu psychoterapeutów do głoszenia idei zapobiegawczej terapii małżeńskiej i rodzinnej, czyli uchwycenia początku narastania w kobiecie decyzji spróbowania nowego życia. W tym okresie ważna jest postawa męża. Jeżeli bowiem nie dostrzega on zmian u swej partnerki: zamykania się w sobie, zobojętnienia wobec rodziny, przeżywanego przygnębienia, nie zwraca uwagi na wypowiadane przez nią poglądy o bezsensie takiego życia, o uwiązaniu kobiety itp., to dalszym etapem będzie dojrzewanie do decyzji odejścia. Wielu mężczyzn zamiast zainteresować się przeżyciami partnerki, traktuje ją jak historyczkę, "przypomina jej o obowiązkach matki i żony lub pozostawia jej cały dom na głowie. Fakt odejścia kobiety z domu (najczęściej nagły) jest dla rodziny wielkim zaskoczeniem. Dopiero wtedy przypomina się objawy zapowiadające to odejście. Wielu mężczyzn upraszcza cały problem sprowadzając go do seksu, czyli posądzenia, iż żona znalazła kogoś innego i "haniebnie uciekła". Jeżeli nawet znajdą żonę, to okazują agresywność i stawiają zarzut zdrady. Metodą wywierania nacisku na kobietę jest zawsze problem dobra dzieci, apeluje się zatem do instynktu macierzyńskiego kobiety, 180 ukazuje cierpienie dzieci. Okazuje się jednak, że wspomniane metody nacisku i perswazji ze strony mężów najczęściej nie dają rezultatu, danej kobiecie zależy bowiem na zmianie całego życia, stylu bycia, a nie tylko na roli matki. Psychoterapia w tych przypadkach polega na rozpoznaniu wewnętrznych problemów kobiety oraz przeobrażeniu struktury związku na partnerski, umożliwiający samorealizację kobiety. Bywają jednak przypadki, iż bunt kobiety wobec dotychczasowej roli życiowej jest tak głęboki lub jej psychika jest na tyle dojrzała, a macierzyństwo zaburzone, że ucieczka od rodziny jest trwałym wyborem. SFRUSTROWANA KOBIECOŚĆ Poczucie przemijania atrakcyjności kobiecej lub świadomość jej braku jest jedną z najgłębszych form frustracji w życiu kobiety. Ten boleśnie przeżywany dramat nie ogranicza się do wewnętrznego JA danej kobiety, ale pośrednio odbija się na środowisku i rodzinie. Doris Lessing w jednej ze swych książek opisuje kobietę świadomą przemijania swej atrakcyjności. Coraz większa obojętność w oczach mijających ją na ulicy mężczyzn była dla niej przykrym doświadczeniem, bo jeszcze przecież nie tak dawno jej uroda, aparycja Ś podkreślona umiejętnie dobranym ubiorem - wzbudzała zainteresowanie mężczyzn, próby uwodzenia. Zrozumiałe zatem, iż to przejście z poziomu atrakcyjności do swoistego "niebytu" kobiecego może być źródłem frustracji, pogłębianej dodatkowo przez zachowania męskie, które z samej swej natury są nastawione na wizualną atrakcyjność kobiecą. Niski poziom kultury wielu mężczyzn sprawia, iż nieatrakcyjne dla nich kobiety traktują jak przysłowiowe powietrze, zapominając o tym, że kobieta zawsze oczekuje adoracji, szacunku. Zrozumiałe, iż tego typu zachowania mężczyzn, uzewnętrzniana przez nich obojętność, 181 a naweł niechęć wobec danej kobiety, nasilają stan frustracji, a co za tym idzie zmuszają ją do wewnętrznego rozwiązania tego problemu. Różne są mechanizmy obronne stosowane przez kobiety w takiej sytuacji. Zacznijmy od tych pozytywnych. Wiele kobiet zaczyna bardziej koncentrować się na życiu rodzinnym, dzieciach, wnukach. Dzięki swej opiekuńczości, ofiarności, poświęceniu na rzecz bliskich osób znajdują sens swego życia, poczucie wartości, przydatności. Inne kobiety zmieniają strukturę swych potrzeb psychicznych i znajdują satysfakcję w pracy zawodowej, charytatywnej, społecznej, zaczynają działać w różnorodnych organizacjach społecznych, klubach itp. Są również i takie, które znajdują satysfakcję w życiu religijnym, kulturalnym, rozwijają swe zainteresowania itp. Duże znaczenie ma również więź partnerska. Jeśli jest dobra, a życie seksualne wzajemnie udane, pojawia się swoisty renesans więzi i partner zaczyna być nawet bardziej bliski niż dotychczas. Jeżeli jednak więź partnerska jest konfliktowa, rozbita lub partner przeżywa tzw. drugą młodość, to uruchamiane zostają mechanizmy obronne o negatywnym charakterze i im zamierzam poświęcić nieco więcej uwagi. Do typowych negatywnych mechanizmów obronnych sfrustrowanej kobiecości należą: Potrzeba władzy. Wiele kobiet zaczyna narzucać swoją wolę i swoje zdanie najbliższym; są to przysłowiowe herodbaby, będące np. uosobieniem złej teściowej. Ich wścibstwo, wtrącanie się w życie intymne własnych dzieci, narzucanie własnej koncepcji życia, posługiwanie się przykładami z własnego życia stają się źródłem wielu rodzinnych konfliktów. Potrzeba władzy zaczyna obejmować również osobę partnera, środowisko zawodowe, organizacje społeczne, co również wiąże się z wieloma konfliktami. Szarogęsienie się w życiu innych motywowane jest najczęściej ,,lepszą znajomością życia", altruizmem, chęcią uchronienia od zbędnych wydatków, błędów życiowych itp. Dla otoczenia jest to jednak trudne do zniesienia i obie strony mają w stosunku do siebie zarzuty, pretensje i żale. Hipochondria. Nadmierne zainteresowanie stanem swego zdrowia, przeczulenie wobec różnych dolegliwości, uzewnętrznianie cierpień wynikających z dolegliwości jest z jednej strony wyrazem potrzeby zainteresowania własną osobą otoczenia, doznania czułości i opieki, ale z drugiej strony staje się źródłem zgorzknienia, niezadowolenia z życia, pretensji do otoczenia za ujawnianą obojętność, do lekarzy za nieskuteczne leczenie, do medycyny za brak cudownych leków przywracających młodość. Bardzo często kobiety o hipochondrycznym nastawieniu znajdują sobie podobne malkontentki i godzinami rozprawiają o sprawach zdrowia i choroby, przekazują sobie różne domowe recepty. 182 W poczekalniach lekarzy wielu specjalności wysoki odsetek pacjentek stanowią właśnie tego typu kobiety, a niekiedy ich erudycja medyczna doprowadza lekarza do rozpaczy. Pazerność na pieniądze. Wiele kobiet zaczyna kompensować sobie sfrustrowaną kobiecość zabiegami o standard materialny, mnożeniem stanu posiadania. Stają się skąpe, zamieniają się w handlarzy, potrafią walczyć dosłownie o każdą złotówkę. Posiadanie pieniędzy daje im poczucie bezpieczeństwa, znaczenia, oparcia ,,na czarną godzinę". Nadmierne kontrolowanie budżetu domowego, usiłowanie ograniczenia wydatków swego partnera, walka o podwyżki, każde nie wypłacone w sklepie drobne pochłania wiele energii, a jednocześnie prowadzi do konfliktów. Moralizatorstwo. Wiele kobiet zaspokaja poczucie własnej wartości, znaczenia, potrzeby władzy przez przyjęcie postawy moralizatorskiej, bigołerii. Z kręgu tych właśnie kobiet pochodzi większość napastliwych listów do redakcji prowadzących porady seksuologiczne oraz radia i TV. Piętnują zachowania młodzieży, osób publicznie okazujących sobie czułość. Bardzo często te same kobiety, które miały w przeszłości bujne życie seksualne, teraz dokonują jakby swoistego aktu pokuty za tę przeszłość. Im bardziej jest sfrustrowane ich aktualne życie seksualne i partnerskie, tym większą okazują agresywność wobec seksu, młodych kobiet, małżeństw, młodzieży, seksuologów. Walczą o ideę ascezy, która pozorowana jest dobrem człowieka, ale tak naprawdę to chodzi tu o ograniczenie innym przyjemności z życia seksualnego. Wszędzie dopatrują się rozwiązłości, upadku obyczajów, działania zła, mają apokaliptyczną wizję erotyzmu prowadzącego ich zdaniem do agonii kultury i narodu. Ciekawe, że tego typu postawę potrafią ujawniać również i te kobiety, które jeszcze nie tak dawno miały bardzo liberalne poglądy, czemu dawały wyraz chociażby w swych publikacjach; obecnie stają się obrończyniami "cnoty". Ich agresywność przybiera niekiedy formy wręcz inkwizytorskie, napastliwe. W czasach płonących stosów to one często przypisywały młodym atrakcyjnym kobietom i różnym don Juanom diabelskie cechy i czary. Obecnie zakres zarzutów z konieczności jest inny, ale chodzi o to samo. Bardziej subtelne formy moralizatorstwa i agresywności wobec seksu polegają na nawoływaniu do tłumienia porywów ciała na rzecz ducha, co jest o tyle łatwiejsze, iż często ,,ciało" w znaczeniu potrzeb seksualnych przemawia u nich słabiej i łatwiej im dystansować się wobec niego. W życiu rodzinnym najbardziej narażone na ich ataki są atrakcyjne synowe i niejedno małżeństwo rozpadło się w wyniku zazdrości o młodą kobietę, łatwo bowiem wmówić niedojrzałemu emocjonalnie synowi, iż jego żona nie jest na miarę jego wielkości, a jej atrakcyjność służy też i innym mężczyznom. 183 Projekcja. Ten mechanizm obronny polega na przypisywaniu innym własnych połrzeb, moływów, agresji. Własne JA traktowane jest jako czyste, pełne altruizmu, natomiast uosobieniem zła, agresji są Inni. Dzięki temu można np. synowej przypisywać własną wrogość, mężczyznom własne tłumione potrzeby erotyczne, autorom audycji i tekstów własne problemy w sferze seksualnej itp. Wymienione wyżej negatywne mechanizmy obronne pogłębiają w zasadzie frustrację kobiecości, a także rodzą sytuacje konfliktowe. W efekcie pojawia się zgorzknienie, wrogość wobec ludzi, zamykanie się w sobie jako uosobieniu cnoty. Zrozumiałe również, iż tego typu kobiety nie wzbudzają szacunku otoczenia, ani nie skłaniają do zachowań adoracyjnych; powstaje zatem sytuacja błędnego koła, a spirala agresywności narasta aż do wyzwolenia choroby wrzodowej, nadciśnienia itp. W związku partnerskim powstaje zazdrość wobec partnera, wyczulenie na jego zainteresowanie innymi kobietami, a w życiu rodzinnym pojawiają się napięcia międzypokoleniowe. Ten odwieczny problem obecnie może narastać, gdyż w życiu kobiet nastąpiło skrócenie okresu macierzyństwa i wydłużenie się okresu aktywności zawodowej, życiowej. Wymaga to zatem autopsychoterapii, umiejętności neutralizacji niepokoju przez partnera, rodzinę, ale również i wzrostu potrzeby psychoterapii dla tej populacji kobiet. PÓŹNA INICJACJA SEKSUALNA KOBIET W Polsce tylko u około 5% kobiet następuje inicjacja seksualna powyżej 20 roku życia, natomiast powyżej 25 roku życia Ś u około 1%. Jakie są przyczyny inicjacji seksualnej u kobiet dopiero powyżej 25 roku życia? W zasadzie sprowadzają się one do kilku typowych: normy moralne dozwalające współżycie jedynie po ślubie, zahamowania i lęki w sferze seksu, brak okazji, idealizowana koncepcja miłości i partnera. W przypadku norm dotyczących współżycia po ślubie najczęściej wynikają one z religijnej motywacji i nie ma tu w większości przypadków problemów wewnętrznych w sferze seksu. 184 Podkreślam - w większości przypadków, niekiedy bowiem wspomniana norma może wyrażać lęk przed seksem. Zahamowania i lęki seksualne najczęściej są wynikiem błędów wychowawczych lub osobowościowych problemów, albo też następstwem przeżytych szoków seksualnych, fobii, lęku przed defloracją, trudności w samookreśleniu własnej roli seksualnej, a niekiedy i ukrytych cech homoseksualnych. Współżycie seksualne lub mężczyzna są źródłem poczucia zagrożenia, obaw. Problem braku okazji do współżycia jest na tyle oczywisty, iż nie wymaga dokładniejszej analizy. Idealizowana postawa wobec seksu, miłości i partnera dotyczy tych kobiet, k"łóre mają nierzeczywiste modele lub oczekują ,,księcia z bajki"; niektóre ujawniają cechy narcystyczne i stąd zawyżanie oczekiwań wobec życia, inne pragną miłości przez wielkie M i czekają na nią. Im są starsze, tym większe mogą być ich oczekiwania, a zarazem coraz większy niepokój wobec upływu czasu. Poza wyżej wymienionymi przyczynami późnej inicjacji seksualnej istnieje również i taka, która wiąże się z zaburzeniami psychicznymi, ale jest to dość rzadko spotykane. Jakkolwiek różne są przyczyny opóźnionej inicjacji seksualnej, to istotny jest bezpośredni motyw zdecydowania się na nią. Zrozumiałe, że jeżeli ustąpią ww, przyczyny unikania inicjacji, to dochodzi do niej. Bywa jednak i tak, że decyzja rozpoczęcia współżycia wiąże się z narastaniem lęku przed samotnością, kompleksem niepełnej wartości kobiecej, potrzebą sprawdzenia się. Należy tu stwierdzić, iż wiele kobiet decyduje się na współżycie w wyniku presji społecznej, środowiska raczej nieufnie oceniającego te, które są w tym wieku dziewicami. W potocznym rozumieniu przypisuje się im ukryte choroby, wady budowy, brak kobiecości, wabika dla mężczyzn, a w końcu brak powodzenia, co może być najbardziej dotkliwym stresem. Dochodzi zatem do sytuacji, w której powstaje dramatyczna rozbieżność między wewnętrznym JA a oceną postaw otoczenia. Kobiety te często przecież słyszą żarty na temat tzw. starych panien, późnych dziewic itp. Rośnie w nich poczucie nienormalności, wobec mężczyzn czują skrępowanie i lęk przed odczytaniem u nich jakichś problemów w tej sferze. Nic zatem dziwnego, że na otoczeniu mogą stwarzać wrażenie dziwności, przewrażliwienia. Wiele kontaktów seksualnych przypomina przysłowiowy skok w głębiny, podjęcie ryzyka: ,,niech się dzieje, co chce". Na decyzje tych kobiet często również wpływają naciski ze strony najbliższej rodziny, która jest zaniepokojona przeciąganiem się tego stanu rzeczy. Partnerem w późnej inicjacji seksualnej może stać się zupełnie przypadkowy mężczyzna w przypadkowej sytuacji, który dopiero później orientuje się, że kobieta pragnęła defloracji i doświadczyła pierwszego współżycia. Można obecnie zadać sobie dalsze pytanie - czy fakt braku współżycia seksualnego do tego wieku wiąże się z następstwami w sferze psychicznej i seksualnej? Wiele zależy tu od poziomu tem-185 peramentu seksualnego - im jest on u danej kobiety wyższy tym następstwa bywają większe. Jeżeli natomiast potrzeby seksualne nie są rozbudzone lub są umiarkowane, to seks nie musi być problemem. Część tych kobiet rozwiązuje częściowo problem przez zastępczą masturbację, zatem ich potrzeby seksualne częściowo są zaspokajane. Jedynie .mniejsza część kobiet ma problemy z silnymi stanami podniecenia, nękającymi snami i wizjami o treści seksualnej, trwałym stanem podniecenia, nadmiernym uwrażliwieniem na sprawy męskokobiece. Innym możliwym następstwem są stany nerwicowe, chwiejność uczuciowa, drażliwość, konfliktowość w kontaktach z ludźmi. Następstwa późnej inicjacji zależą również od samooceny w roli kobiecej oraz motywacji życia seksualnego. Im samoocena w roli kobiecej jest niższa, a brak współżycia seksualnego jest odczuwany jako przymusowy, narzucony przez los, warunki, tym większe będą napięcia wynikające z braku współżycia. Jeżeli natomiast dana kobieta znajduje satysfakcję z własnej roli kobiecej, a brak współżycia jest świadomie wypracowaną oraz akceptowaną decyzją, to następstwa braku współżycia są niewielkie lub nie będzie ich wcale. Istnieje również dość popularny stereotyp, iż kobiety z późną inicjacją wyrównują sobie ten brak współżycia w formie intensywnej częstotliwości kontaktów, ,,rzucania" się na partnera itp. Tego typu postawa ujawnia się jedynie u tych kobiet, które miały późną inicjację z konieczności, z braku zainteresowania ze strony mężczyzn, nadmiernie rygorystycznego wychowania w domu. Należy przyznać, iż zjawisko późnej inicjacji seksualnej kobiet obrosło wieloma mitami i stereotypami, które stwarzają dość specyficzne nastawienie wobec tych kobiet. SZAŁ ZMYSŁÓW W życiu seksualnym znany jest stan, zwany amokiem seksualnym, kiedy to nagle wybucha bardzo silna namiętność do jakiejś osoby, połączona z nie znanymi uprzednio odczuciami i formami ekspresji erotycznej. Co ciekawe, zdarza się to często ludziom, którzy współżycie seksualne dotąd mieli ustabilizowane, a nawet wręcz doszli do rutyny w dziedzinie pieszczot, reakcji i zachowań seksualnych. l oto nagle, gwałtownie, pojawia się wybuch namiętności, intensywnego podniecenia seksualnego z nie znanymi dotychczas odczuciami. Pewna pacjentka opowiadała mi, że przez 12 lat małżeństwa miała orgazmy, była zadowolona ze współżycia, na pieszczoty reagowała podnieceniem, była przekonana, że dobrze zna siebie i swoje ciało. Poznała na wczasach pewnego pana i poczuła do niego tak silny pociąg zmysłowy, że sama była zaskoczona jego intensywnością. Nie mogła spać, była podniecona, pobudzona, wszystko się w niej gotowało. Czuła potrzebę oddania mu się, robienia tego, czego jeszcze do tej pory nie robiła, chciała, aby wziął ją gwałtownie, chciała rozebrać się przy nim, być naga. Gdy doszło do stosunku, przeżyła to tak silnie, jak nigdy dotąd, pozwalała mu na wszystko, nawet na rzeczy, do których namawiał ją mąż, ale na które nigdy się nie zgadzała. Ze zdziwieniem odkryła w sobie zupełnie inną kobietę, o innej pobudliwości, o możliwościach, których nie przewidywała. Znajomość z konieczności trwała krótko, ale wspomina ją dotąd jako najsilniejsze przeżycie seksualne. Amok seksualny sprawia wrażenie, jakby spadł nagle, nieoczekiwanie, tak że człowiek jest wobec niego bezbronny. Istnienie tego zjawiska powoduje, iż wiele osób sceptycznie zapatruje się na problem wierności, stałości związku, bo przecież każdemu może się coś takiego przytrafić. Czy tak jest rzeczywiście? Otóż zdarza się, że w sposób nagły, niespodziewany rodzi się intensywne podniecenie wobec osoby płci przeciwnej. Znane jest np. pojęcie tzw. pioruna sycylijskiego, czyli wybuchu nagłej miłości, pożądania. Tego typu stan jest odbierany jako zaskakujący, a jedno-187 cześnie tak silny, że burzy dotychczasowy spokój, stabilizację. Najczęściej jednak zdarza się, że wybuch namiętności jest tylko pozornie zaskakujący. Typową przyczyną tego stanu np. u kobiet jest sytuacja, kiedy mąż nie jest męskim ideałem danej kobiety, a małżeństwo było zawarte np. z chęci założenia własnego domu, zrobienia tzw. dobrej partii. Często u podłoża takiego szału miłosnego leży tęsknota za ubarwieniem swego życia, przełamaniem znudzenia. Spotkany partner trafia po prostu w takie oczekiwanie psychiczne, przy czym ma on w sobie na ogół cechy krańcowo odmienne od dotychczasowego partnera, ubarwia zatem monotonię życia, wnosi nowe atrakcje. Jeszcze inną typową przyczyną powstania amoku seksualnego u kobiet jest lęk przed upływem czasu, starością, utratą atrakcyjności. Nowy ekscytujący związek jest dla nich potwierdzeniem wartości kobiecej. Amoku seksualnego nie można traktować jako stanu, wobec którego jest się bezradnym i należy biernie mu się poddać. Gdyby zgodzić się z takim stanowiskiem, to wiele związków nie miałoby szans trwałości. Tłumaczenie, że jest to silniejsze ode mnie, oznacza po prostu przerzucenie odpowiedzialności na los, fatum itp. Amok seksualny jest stanem, wobec którego możemy przyjąć różne postawy - odrzucenia, wycofania się, akceptacji lub fascynacji. O tym, czy będzie on zrealizowany w nowym związku, czy też nie, decydujemy w końcu my sami. ZESPÓŁ DEMONA NOCY W seksuologii istnieje pojęcie "The incubus syndrom", który trudno wyrazić w języku polskim, potocznie można go ująć jako "demon odwiedzający kobiety w nocy". Jest to zespół rzadko rozpoznawany, chociaż dość znany w świecie przeżyć wielu kobiet i opisywany w literaturze pięknej. W znanych mi przypadkach tego zespołu pojawiały się następujące doznania: Iluzje przeżywania obecności mężczyzny przy sobie. Była to jakby świadomość, odczucie bycia obok mężczyzny, a bardziej jego ciała, które wiązało się z wrażeniem przyjemnego ciepła, nastrojowości erotycznej. Osoba mężczyzny najczęściej była nieokreślona, choć odczuwana jako bliska. Rzadziej natomiast ujawniało się odczucie obecności konkretnej osoby, chociaż we wszystkich tych przypadkach istniała świadomość nierealności sytuacji, złudzenia. Odczuwanie prądów, fal przepływających przez całe ciało lub bardziej lokalizowanych w narządach płciowych, w miednicy. Wspomniane prądy, fale wyzwalały przyjemny dreszcz, podniecenie i były odbierane jako ekscytujące seksualnie. Iluzje przeżywania bodźców seksualnych. Najczęściej odczuwane było wrażenie dotyku, lekkiego, delikatnego, miękkiego. Rzadziej natomiast pojawiały się iluzje bodźców wzrokowych, słuchowych, zapachowych. Iluzjom towarzyszyło zazwyczaj podniecenie seksualne i świadomość ich autentyczności, tzn. braku realnego partnera. Iluzje dotykowe najczęściej dotyczyły tych stref erogennych, które u danej kobiety należały do najbardziej ulubionych, silnie reagujących. Wrażenie, iluzja kontaktu seksualnego. Jest to rzadko spotykana iluzja, dająca wrażenie dziania się, przeżywania stosunku przy zachowanej świadomości braku realnej osoby partnera. 189 Wspomniane wyżej iluzje wyzwalały różnego typu reakcje i doznania seksualne. U części kobiet pojawiło się lubricatio (zwilżenie pochwy), u innych narastała fala podniecenia, a jeszcze u innych nawet orgazm. Opisane objawy niekiedy były odczuwane jako seksualne działanie ukochanej osoby z odległości, ale również towarzyszyło temu poczucie nierealności tego oddziaływania. Warto przy okazji wspomnieć, iż niektóre kobiety wierzące w oddziaływanie bioenergetyczne wiązały wspomniane odczucia z przekazem biopola partnera na odległość. Wspomniany zespół demona nocy swój źródłosłów bierze z opisu przeżyć mistyczek, wizjonerek, które odczuwały różne doznania seksualne w nocy i wiązały to z oddziaływaniem złych mocy. Opisy te bywają niezwykle obrazowe, konkretne i barwne. Wspomniany zespół ujawnia się również u osobowości histerycznych, a niekiedy w zaburzeniach psychicznych. Spotyka się go również, i to znacznie częściej, u kobiet, które są nie zaspokojone seksualnie, pozbawione uczucia więzi z partnerem, miłości, a jednocześnie mają wysoki poziom temperamentu seksualnego. Wytłumaczenie powstania tego zespołu w ostatniej z wymienionych możliwości nie jest takie trudne - erołyzacja psychiki, nie zaspokojone potrzeby prowadzą do obniżenia progu wrażliwości zmysłowej i zaczynają ujawniać się bodźce podprogowe, życzeniowe, płynące z wyobraźni. Iluzje seksualne niekoniecznie bywają odbierane jako przyjemne, niekiedy wzbudzają poczucie lęku, nienormalności psychiki, pogłębiają frustrację seksualną i uczuciową. Trzeba również przyznać, iż czasem rozpoznanie granicy między światem zdrowia psychicznego a zaburzeń psychicznych bywa utrudnione. Omawianego zespołu nie należy określać jako zaburzenie, raczej jako swoisty fenomen seksualizmu kobiecego. Nie zawsze jednak łatwo wykluczyć zaburzenia psychiczne. Kobiety odwiedzane przez demona nocy różnie na niego reagują. Jedne usiłują tłumić swe doznania seksualne, inne je rozwijają przez praktyki masturbacyjne. W wielu przypadkach zaniepokojenie nienormalnością prowokuje do nawiązywania kontaktów z mężczyznami, w innych przypadkach iluzjom zaczyna towarzyszyć rozbudowywanie świata fantazji, np. uczucie rzekomego posiadania partnera, oddziaływanie na adoratora bioprądami na odległość itp. Zespół demona nocy jako wyraz frustracji podstawowych potrzeb psychicznych kobiety - miłości, więzi erotycznej - jest sygnałem, iż frustracja zaczyna przybierać intensywny charakter. Wymaga to określenia swej przyszłości - czy nadal sama, czy z kimś? l wyciągnięcie z tego dylematu wniosków dla siebie. ZESPÓŁ PANIKI ZAMYKAJĄCYCH SIĘ DRZWI U wielu 40letnich kobiet powstaje zespół o tak obrazowej nazwie. Polega on na tym, iż istnieje lęk przed upływem wieku, starzeniem się utratą atrakcyjności kobiecej. Rodzi się żal za młodością, adoracją ze strony mężczyzn, atrakcyjnością ciała wzbudzającego podziw i pożądania mężczyzny. Pojawiają się zmienne nastroje, hipochondryczne nastawienie, wzrastają potrzeby seksualne, m.in. wyrażające potrzebę potwierdzenia swej kobiecej atrakcyjności; kobieta wspomina przeszłość, a zwłaszcza utracone szansę, ma obsesje utraty urody. Zespół ten jest tym bardziej burzliwy, im słabsza jest więź partnerska, seksualna, niezaspokojenie potrzeb adoracji i satysfakcji seksualnej. Zmienia się styl bycia kobiety; zaczyna zwracać uwagę na swoją atrakcyjność dla innych, odmładza się strojem, często hołduje modzie młodzieżowej, jest zwłaszcza wyczulona na traktowanie ze strony młodych mężczyzn, od których oczekuje adoracji, podziwu. Często pojawiają się sentymentalne i romantyczne nastawienia: tęsknota za romantyczną miłością, przeżywanie romansowych filmów i lektur, interesowanie się życiem prywatnym przedstawicieli Olimpu. Świat psychiczny takiej kobiety zaczyna koncentrować się na jej roli kobiecej atrakcyjności oraz jej oddźwięku ze strony mężczyzn. Wobec młodych kobiet pojawia się uczucie zazdrości, a jednocześnie wzrasta poczucie zagrożenia. Często przybiera to formy pozorowane, np. krytycznie ocenia się błędy w pracy zawodowej, niedojrzałość młodej kobiety, przypisując jej lekceważący styl życia; typowe są zachowania rywalizacyjne wobec nich. Niejedna kobieta nawiązuje romanse, z reguły z młodszymi wiekiem partnerami, które z jednej strony potwierdzają poczucie własnej kobiecej wartości, z drugiej natomiast są formą cofania się w przeszłość, próbą zaczynania od nowa. Jeśli nowy partner potrafi dostarczyć wzmocnień w roli kobiecej, dochodzi do rozwodów. Na ogół jednak przebieg tego zespołu jest bardzo łagodny, zwłaszcza wtedy, kiedy stały partner potrafi zaspokajać potrzeby adoracyjne, 191 uczuciowe i seksualne. Inaczej mówiąc - zespół paniki zamykających się drzwi jesł wyrazem stresu kobiet, które nigdy nimi nie przestają być, o czym niekiedy zapominają ich partnerzy. Adoracja ze strony partnera, ujawnianie miłości i podtrzymywanie więzi seksualnej są u wielu kobiet ważną potrzebą, odczuwaną aż do późnych lat życia. Wspomniany zespół stanowi istotną barierę dla więzi partnerskiej, jeśli partner zapomina o strukturze psychicznej kobiety i nie zaspokaja jej potrzeby adoracji. Zdarza się często, iż partner coraz mniejsze znaczenie przywiązuje do więzi seksualnej, nie dostarcza wzmocnień swej partnerce. Jeśli w związku dominuje przyzwyczajenie, rutyna, a co gorsza partner ośmiesza zachowanie kobiety i pomniejsza jej wartość w tej roli, to naturalną reakcją kobiety jest agresja, a zdrada traktowana jest jako zemsta wobec niego oraz chęć udowodnienia mu, że dla innych mężczyzn nie przestała być kobietą. Zespół paniki zamykających się drzwi wyraża specyfikę kobiecej dojrzałości, ujawnia kryzys atrakcyjności więzi partnerskiej, frustrację potrzeby adoracji, miłości ze strony kobiety. Zaburza nie tylko więź małżeńską, ale przenosi się również na kontakty interpersonalne w pracy i w środowisku. Jeżeli ten wewnętrzny konflikt kobiety zostaje stłumiony, to jego efektem są różnorodne napięcia, nerwice, choroby psychosomatyczne. Tego typu pacjentki często spotyka się w gabinetach różnych specjalistów, a zwłaszcza u ginekologów, psychoterapeutów. Rozwiązanie tego konfliktu uzależnione jest od postawy partnera, który nie może zapominać, że jego partnerka nadal jest i będzie kobietą ze wszystkimi wynikającymi z tego faktu potrzebami psychicznymi, a jednocześnie musi uświadomić kobiecie, na czym polega istota jej problemów, dość zresztą powszechnych. NIETYPOWE BÓLE MIEDNICY Do częściej występujących u kobiet chorób psychosomatycznych należą łzw. nietypowe (psychogenne) bóle miednicy. Zdaniem znanego ginekologa - R. Bensona - dotyczą one około 5Ś 25% pacjentek zgłaszających się do ginekologów. Brak konkretnych zaburzeń ze strony narządów rodnych sprawia, iż te pacjentki często nie wierzą lekarzowi i szukają pomocy u innego, mnożą różnorodne badania i z niepokojem myślą o najgorszym. Trudno im pogodzić się z faktem, iż "w brzuchu nic nie ma". Bóle w miednicy mogą być stałe lub przemijające, najczęściej nie są zlokalizowane, bywają zmienne, o różnym natężeniu - od pobolewania aż do uporczywego bólu. Nie mają związku z fazą cyklu miesiączkowego. Zazwyczaj po przeprowadzeniu różnych badań stwierdza się psychogenny charakter bólów i zmienia się tryb badania oraz postępowania. Tego typu pacjentki kierowane są do psychiatrów, seksuologów. Według Bensona kobiety z nietypowymi bólami miednicy wychowywały się w specyficznym środowisku rodzinnym. Matki były dominujące, władcze, niezadowolone z życia," rozczarowane partnerem, w poglądach fanatyczne. Ojcowie często bywali brutalni, nadużywali alkoholu lub mieli zaburzenia psychiczne. Tego typu struktura rodziny nie sprzyjała rozwijaniu prawidłowych wzorców kontaktów partnerskich, męskościkobiecości. W wyniku wychowania w takim środowisku u kobiet tych często rozwija się osobowość o cechach niedojrzałych, egocentrycznych, a niekiedy i histerycznych. Życie uczuciowe i seksualne tych kobiet najczęściej nie jest udane, mają problemy z podniecaniem się, osiąganiem orgazmu, konflikty z partnerem, są trwale rozczarowane związkiem. Badania wskazały, iż mężowie tego typu kobiet również nie są zupełnie przypadkowi, zostali wybrani na zasadzie podświadomego doboru, ujawniają bierność, stoicyzm, a często mają i problemy seksualne. Cechy te prowokują do konfliktów, poczucia rozczarowania, niezadowolenia. Spokój i bierność ze strony partnera sprawia, iż u kobiety stany niezadowolenia z konieczności są tłumione, nie ma pełnego ich rozłado-13 - Seks dojrzały 193 wania. Niezaspokojenie potrzeb seksualnych lub ich nierozbudzenie sprawia, iż współżycie seksualne nie doprowadza do orgazmu, satysfakcji, a przekrwienie bierne w wyniku podniecenia ustępuje wolno i po pewnym okresie daje przykre odczucie bolesności, podrażnienia. Można w zasadzie powiedzieć, iż nietypowy ból miednicy jest formą reakcji kobiety na niezadowolenie z życia uczuciowego oraz seksualnego, wyrazem tłumienia i wypierania uczuć, niepełnej wartości kobiecej. Ponieważ zaburzenie to ma charakter ginekologiczny, nie jest kojarzone z przyczynami psychicznymi i przez wiele lat może być bagatelizowane. Postawa ta jest o tyle zrozumiała, iż przecież wiele kobiet ma różnorodne słany napięcia i przykrości wiążące się z miesiączką, owulacją, okresem poprzedzającym miesiączkę (łzw. zespół napięcia przedmiesiączkowego). Zatem dolegliwości miednicy są traktowane jako "babskie", wyraz "losu kobiety". Jeżeli nasilenie tych bólów jest podprogowe, tzn. odczuwane łagodnie, to są one łatwe do zniesienia i kojarzone z typem budowy narządów płciowych, cyklem przemian hormonalnych. Pomocy u lekarza szuka się wówczas, gdy ich natężenie staje się dokuczliwe. Leczenie tych pacjentek wymaga dokładnej diagnozy, wykluczającej zaburzenia somatyczne. W przypadku potwierdzenia tła psychicznego, konieczne jest poznanie całej linii życiowej kobiety, a zwłaszcza powiązań między przeżyciami z domu rodzinnego a stanem aktualnego związku partnerskiego. Psychoterapia samej kobiety lub partnerska ze współudziałem męża jest jedynie skuteczną metodą leczenia, ale i dość czasochłonną. Niektóre kobiety wolą leki przeciwbólowe zamiast terapii wnikającej w ich osobiste przeżycia, co jednakże pomaga tylko na krótki okres. OPERACJE GINEKOLOGICZNE A SEKS Wiele kobiet w różnym wieku staje przed koniecznością przeprowadzenia ginekologicznych zabiegów operacyjnych, które wiążą się z narządami mającymi duże znaczenie dla życia seksualnego. W pierwszym okresie bezpośrednio poprzedzającym zabieg są skoncentrowane na samym zabiegu. W okresie pooperacyjnym, kiedy wracają do domu i podejmują przerwane życie rodzinne i zawodowe, zaczynają komplikować się sprawy seksu. Pojawia się problem, czy sam fakt zabiegów operacyjnych wiążących się np. z częściowym lub całkowitym usunięciem przydatków ma wpływ na późniejsze życie seksualne, a jeżeli tak, od czego to zależy? Problem ten od dawna interesował badaczy i przeprowadzono wiele badań naukowych. Okazało się, że nie jest on prosty i nakładają się na niego różnorodne czynniki. Zacznijmy od kilku danych statystycznych. Operacje ginekologiczne mogą mieć następujące następstwa: Sytuacyjne stany lękowe ^% Słany depresyjnego przygnębienia ^"/o Drażliwość 22% Osłabienie koncentracji, spadek energii 27% Ogólne słany nerwicowe 23% Dyspareunia (bolesne stosunki) 29% Anorgazmia (brak orgazmu) 30% Jak wynika z tych danych, problemy typu seksualnego oraz nerwicowego występują średnio u 30% operowanych kobiet. Dlaczego jednak nie występują u wszystkich? Jakie są przyczyny ich powstawania? Jak im zaradzić? Następstwa operacji ginekologicznych na życie seksualne danej kobiety w dużym stopniu wiążą się z tym, co się działo w okresie przed operacją. Jeśli istniały problemy seksualne, partnerskie, neurotyzm, to zabieg operacyjny może je nasilić. Ważna jest również f3195 postawa partnera. Jeżeli nie okazuje on cierpiącej kobiecie zainteresowania, czułości w okresie bezpośrednio po operacji, po powrocie do domu, jeśli jest niezadowolony z konieczności okresowej przerwy we współżyciu, to zrozumiałe, iż rozczarowanie postawą partnera i żal do niego może się wyzwolić w formie dolegliwości psychicznych i seksualnych. Następstwa zabiegu mogą mieć również tło biologiczne i znana jest np. dyspareunia pooperacyjna czy anorgazmia w wyniku zaburzeń hormonalnych itd. W tych wypadkach konieczne jest informowanie ginekologa prowadzącego opiekę pooperacyjną o tego typu problemach i wówczas włączenie leczenia hormonalnego czy też różnych leków, maści, kremów może poprawić reaktywność seksualną. Zawsze bardzo jest ważne stwierdzenie, czy rzeczywiście problemy seksualne mają tło biologiczne, konieczne jest zatem badanie ginekologicznoseksuologiczne. Innym źródłem problemów seksualnych jest zbyt wczesne podjęcie stosunków po operacji. Niektóre pacjentki, kierując się nadmiernym wstydem, nie pytają lekarza, od kiedy można rozpocząć współżycie i robią to na wyczucie, subiektywnie. Inne natomiast, obawiając się konsekwencji nie zaspokojonego seksualnie męża, zbył szybko wyrażają zgodę na współżycie, co może dać przykre doznania bólowe (dyspareunia). Problemy seksualne w okresie pooperacyjnym mogą również wynikać np. z powikłań hormonalnych, zapalnych, ze skąpego wydzielania lubricałio, stanów grzybiczych itp. W tych przypadkach zaburzenia seksualne są jednym z objawów powstałej choroby i miną wraz z jej wyleczeniem. Niekiedy możność podjęcia stosunków seksualnych jest możliwa w kilka miesięcy po operacji. Tego rodzaju perspektywa niepokoi wiele kobiet obawiających się, "że mąż tak długo nie wytrzyma". Po pierwsze w takich uzasadnionych przypadkach można "wytrzymać", a po drugie w wielu związkach stosowane są zastępcze formy kontaktów seksualnych. Dziwić może jedynie fakt, iż wiele kobiet nie interesuje się tymi formami zastępczymi (pieszczoty ręczne, oralnogeniłalne, stosunki międzyudowe). Wspomniane formy zastępcze utrzymują więź seksualną między partnerami, a służą nie tylko zaspokojeniu potrzeb seksualnych. Wyrażają również wzajemną bliskość, czułość, zrozumienie przymusowej sytuacji. Obecnie przechodzę do najważniejszego problemu kobiet operowanych - jest nim poczucie małowartościowości kobiecej, prowadzącej do zaburzeń seksualnych. W świadomości wielu kobiet seks, popęd, współżycie są utożsamiane głównie z narządami płciowymi, ich funkcjami. Przywiązują one wielkie znaczenie do swej budowy, estetyki okolic genitalnych, regularności cyklu miesiączkowego. Zabieg operacyjny, który wiąże się z bliznami pooperacyjnymi, z usłaniem miesiączkowania, wycięciem "czegoś z środka", może być 196 odczuwany jako okaleczenie kobiecości, pozbawienia wartości istotnej dla seksu. Rodzi się również przekonanie, iż teraz przeżycia seksualne nie będą już takie same jak dawniej. Tak więc kobieta odczuwa, że jest mniej wartościowa dla partnera i nastawia się na kłopoty w sferze seksu. Również dyskomfort estetyczny, wynikający z reakcji na własne ciało, może prowadzić do reakcji typu nerwicowego, depresyjnego, do oziębłości seksualnej. Nic zatem dziwnego, że wspomniane postawy i przeżycia mogą prowadzić do zaburzeń seksualnych. Doznane niepowodzenia w życiu seksualnym, poczucie mniejszej wartości w roli partnerki są traktowane jako potwierdzenie tych nastawień r powstaje spirala błędnego koła, nasilająca problemy seksualne. Potwierdzeniem tego częstego zjawiska jest chociażby fakt, iż kobiety z właściwym poziomem wiedzy seksualnej, świadome skutków mają znaczenie mniejsze problemy seksualne w okresie pooperacyjnym. Zatem odpowiednia wiedza, psychoterapia dają poczucie bezpieczeństwa, sprzyjają obiektywnej ocenie życia seksualnego. Proces ten powinien być przeprowadzony jeszcze przed operacją, gdyż później wiele kobiet traktuje tego rodzaju psychoterapię nieufnie, jako "pocieszenie". Muszę przyznać, że nieraz muszę poświęcić wiele czasu na taką psychoterapię, na uwalnianie z irracjonalnego myślenia, błędnych poglądów. U większości operowanych ginekologicznie kobiet nie ma przeszkód do podjęcia aktywności seksualnej, a zakres ich doznań seksualnych zależy od wielu czynników: stanu biologicznego, więzi partnerskiej, uczuciowej, nastawienia do seksu, reaktywności seksualnej. Zatem wiele kobiet może mieć nadal udane życie seksualne. Pozostaje do omówienia problem kobiet, które w wyniku zabiegu operacyjnego utraciły zdolność macierzyństwa. Problem ten dotyczy nie tylko tych kobiet, które oczekiwały macierzyństwa, ale i tych, które nie miały już takich planów. Dla wielu kobiet sam fakt ubezpłodnienia jest podważeniem ich wartości kobiecej i stąd wiele reakcji typu depresyjnego. Świadomość "nie mogę już nigdy zostać matką" jest bardzo bolesnym przeżyciem i może to wpłynąć na postawy wobec partnera, wobec którego odczuwa się niepełną wartość. Jest to jedna z przyczyn wymienionych wyżej problemów seksualnych kobiet operowanych, l ta kwestia wymaga właściwej psychoterapii, zachowania partnera. Już kilkakrotnie powracam do roli partnera w życiu operowanej kobiety, gdyż od niego zależy przywrócenie kobiecie poczucia wartości, pomoc w nawiązaniu więzi seksualnej, w leczeniu seksuologicznym. Udany związek partnerki jest najlepszą formą psychoterapii operowanych kobiet. OZIĘBŁOŚĆ PŁCIOWA KOBIET DOJRZAŁYCH U kobiet w wieku powyżej 30 roku życia nieco odmienna jest Ś w porównaniu do kobiet młodszych - specyfika przyczyn i przebiegu oziębłości. W zasadzie można powiedzieć, że wiek odgrywa tu rolę dominującą Ś im starsza jest kobieta, tym częściej spotkać można oziębłość na tle organicznym i psychosomatycznym, co jednakże nie oznacza, iż psychogennych przyczyn jest mało. Również w coraz starszych populacjach kobiet spotyka się współistnienie oziębłości z innymi zaburzeniami seksualnymi, np. z dyspareunią (bolesność w stosunku), awersją seksualną, bólami miednicy, zanikiem lubricałio; nie będę oczywiście mówił o oziębłości towarzyszącej procesowi przekwiłania u części kobiet. Do najczęstszych przyczyn oziębłości seksualnej kobiet w wieku powyżej 30 lat należą: Przyczyny somatyczne: zaburzenia hormonalne poporodowe (np. "dyskretne" przebiegi zespołu podwzgórzowego), w wyniku zażywania doustnych tabletek antykoncepcyjnych, stany pozapalne w obrębie przydatków, urazy po przerwaniach ciąży, lekomania (narastająca z wiekiem), neuralgie w obrębie miednicy, choroby przewlekłe, np. nadciśnieniowa, wrzodowa itd. Przyczyny infrapsychiczne; neurołyzm, stany zmęczenia i rozczarowania, trudności w godzeniu różnych ról, np. partnerskiej, zawodowej, macierzyńskiej itp. Przyczyny diadyczne: długotrwałe konflikty i walka między partnerami, zdrady partnera, znudzenie osobą partnera, zrułynizowanym współżyciem seksualnym, brak dbałości o atrakcyjność ars amandi, atrakcyjne romanse, które zmniejszyły wartość stałego partnera itd. 198 Do innych, również ważnych przyczyn, należą np.; poczucie zagrożenia utratą atrakcyjności kobiecej, plałoniczne miłości prowadzące do zniechęcenia wobec partnera, wzrost oczekiwań wobec seksu, na które nie jest w słanie lub nie chce odpowiedzieć partner. Istnieje jeszcze inna, specyficzna przyczyna rozwijającej się oziębłości w tym wieku, która wynika ze zmiany w psychofizjologii seksualnej partnerów: wiele kobiet potrafi w tym wieku szybciej i silniej reagować seksualnie, a wielu mężczyzn - ich partnerów - zaczyna ujawniać problemy seksualne (zaburzenia wzwodu, zmniejszenie pobudliwości i częstotliwości współżycia). W efekcie kobiety tłumią swoje pogrzeby seksualne, co prowadzi je do oziębłości lub innych zaburzeń psychosomatycznych (np. bólów miednicy). Zdarza się również, iż kobiety oczekują pielęgnowania uczuć w swym związku, a partner - okazujący oschłość, unikający pieszczot, czułości, wyznań miłosnych - zmniejsza w rezultacie zainteresowanie życiem seksualnym. Wspomniane wyżej przyczyny jedne kobiety prowokują do tłumienia potrzeb seksualnych, inne do zaspokojenia ich gdzie indziej, a jeszcze inne do ,,ucieczki w chorobę" - z nich właśnie rekrutują się liczne pacjentki internistów, ginekologów, psychiatrów. W gabinecie seksuologa pojawiają się zatem najczęściej kobiety z wtórną oziębłością, ale istnieje również liczna rzesza pacjentek, które dotąd były oziębłe (oziębłość pierwotna) i godziły się z tym faktem, a obecnie oziębłość ta stała się dla nich problemem osobistym. Posłużę się typowym przykładem: wiele kobiet nauczyło się znosić brak orgazmu, inne nie odczuwały potrzeby zmiany tego stanu rzeczy; jeżeli jednak ich partner zaczął interesować się innymi kobietami (co jest dość typowe u mężczyzn w wieku 40Ś50 lat), to pragną utrzymać go przy sobie, podejrzewając, iż źródłem tego zainteresowania jest temperament innych kobiet. Inne, seksowne kobiety, stają się konkurentkami, źródłem poczucia zagrożenia trwałości związku i wówczas zapada decyzja zmiany dotychczasowego stanu rzeczy, potrzeba wyleczenia się. Dla seksuologów są to trudne problemy, gdyż zaangażowanie partnera w inny związek może być daleko posunięte i może mu już nie zależeć na współżyciu z żoną. Zdarzają się jednak dość częste przypadki renesansu więzi seksualnej w małżeństwie, kiedy zagrożona kobieta rzeczywiście ujawnia tak wysoką motywację bycia seksowną i atrakcyjną, iż potrafi wiele zrobić, aby osiągnąć ten cel. Są to bardzo zdyscyplinowane pacjentki, chętnie szukające porad w publicystyce seksuologicznej, przeobrażające się w ars amandi. Otóż partner jest zaskoczony metamorfozą swej żony, która z biernej robi się aktywna, stosuje zróżnicowane formy stymulacji seksualnej i rzeczywiście wciąga się sam w ten nowy świat doznań i przeżyć seksualnych. Wielu mężczyzn traktuje tę metamorfozę nieufnie, podejrzewając jakiś romans, inni zmieniają swoje postawy wobec partnerki i powstaje nowa o wiele atrakcyjniejsza niż dotąd więź seksualna. 199 W wielu wypadkach kobieły po zakończeniu pielęgnowania małych dzieci zaczynają znajdować czas dla siebie i odczuwają potrzeby poprawy przeżyć seksualnych, obawiają się, że lata płyną, że w tej sferze niewiele przeżyły i czas może pozbawić je pełni kobiecości. U kobiety powyżej 30 roku życia seks nabiera innego wymiaru. U tych, które są obdarzone temperamentem, obserwuje się jego dalszy wzrost, a u oziębłych narasta niepokój i potrzeba zmiany. Nic zatem dziwnego, że seksuolodzy mają do czynienia z pacjentkami, których wywiad dotyczący oziębłości obejmuje po 15 i więcej lat. Należy również stwierdzić, iż u wielu kobiet słuchających drobiazgowych opisów przeżyć intymnych swych koleżanek rodzi się poczucie zazdrości i kompleksu, które jest wówczas naturalnym mechanizmem stymulującym. Inne, czytające publikacje na ten temat, również mają wrażenie swej niepełnej wartości kobiecej i "dojrzewają" do zmiany tego stanu rzeczy. Poruszanie problemów seksualnych w wielu pismach kobiecych również skłania kobiety do zajęcia się tą dotychczas bagatelizowaną sferą życia, a niektóre dopiero wtedy dowiadują się, że jest to zaburzenie i że można je wyleczyć. Kobiety oziębłe stosują również strategię rozwiązań swego problemu. Jedne szukają pomocy u doświadczonych koleżanek i wypróbowują ich rady, niejednokrotnie zresztą z dobrym skutkiem. Inne stosują stereotypową formę "sprawdzenia się, jak będzie z innymi" i gdybyśmy przeanalizowali motywacje wielu romansów, zdrad wczasowych, to znaleźlibyśmy taki właśnie mechanizm. Należy jednak zaznaczyć, że tego typu metoda "leczenia" w wielu wypadkach nie tylko nie pomaga, ale i pogłębia kompleks oziębłości. Im bardziej doświadczony i atrakcyjny partner, tym większe będzie rozczarowanie i zaniepokojenie sobą. Zdarza się również, iż kobieta skarżąca się lekarzowi, nie będącemu seksuologiem ze swych kłopotów, też usłyszy radę, aby sprawdziła się. Wówczas albo zareaguje oburzeniem, albo zastosuje się do porady, zwłaszcza jeśli nosiła się z takim zamiarem, który obecnie nabrał rangi fachowej porady. Zdarza się oczywiście, iż kontakt z doświadczonym lub bardziej atrakcyjnym od męża partnerem wyzwoli nie znane dotąd przeżycia i rzeczywiście oziębłość mija, ale niekoniecznie do męża. Oziębłość leczy się obecnie wieloma metodami. Najpierw należy jednak właściwe postawić rozpoznanie, odkryć źródło oziębłości i wyeliminować je. Nie ma metody uniwersalnej, każda wymaga dostosowania do sytuacji pacjentki oraz jej związku. W wypadku oziębłości na tle somatycznym prowadzi się konsultacje u różnych specjalistów, np. ginekologów, urologów, endokrynologów itp. Wyleczenie podstawowej choroby może usunąć źródło oziębłości, np. w przypadku zaburzeń hormonalnych. Czasem stosowane są środki stymulujące popęd seksualny i obniżające próg wrażliwości zmysłowej, w wyniku czego te same bodźce działają silniej. Daje się np. małe dawki hormonów męskich, środki podwyższające ciśnienie krwi, poprawia-200 jące ukrwienie w obrębie miednicy, witaminy (np. E, A+E, PP), biostyminę w formie iniekcji. W innych wypadkach zaleca się specjalną gimnastykę mięśni miednicy, ćwiczenia mięśnia łonowoguzicznego (np. w formie przerywania strumienia moczu). W wielu przypadkach oziębłości bardzo dobre rezultaty dają tzw. metody treningowe przy współudziale partnera - stosowane są zatem stopniowane seanse seksualne, w których partnerzy znajdują najbardziej wrażliwe miejsca erogenne i uczą się właściwie je pobudzać. Inne metody treningowe polegają na urozmaicaniu techniki seksualnej, pozycji współżycia. Zdarzało mi się wyleczyć pacjentki z wieloletnią "oziębłością dzięki wskazaniu konkretnej pozycji i formy stymulacji seksualnej. W seksuologii stosowane są bardzo zróżnicowane metody treningowe, jest ich wiele, ale należy je dostosować do wrażliwości partnerów, ich poziomu, postaw wobec tych metod. Zdarza się np., iż terapeuta zaleca stosowanie luster we współżyciu, co dla pacjentki i jej partnera jest jednoznaczne z dewiacją. W przypadku wielu kobiet z oziębłością psychogenną wskazane jest stosowanie różnych form psychoterapii: relaksu, hipnozy, psychoterapii indywidualnej (rozmowy terapeuty z pacjentką, w których dochodzi do wyładowania np. zalegających emocji), grupowej, małżeńskiej itp. Wiele pacjentek oczekuje błyskawicznej poprawy, zwłaszcza gdy czują się zagrożone w swych związkach. Należy jednak uświadomić sobie fakt, iż leczenie oziębłości wymaga tygodni, a nieraz nawet i miesięcy, nie ma tu więc mowy o "pogotowiu seksualnym", lecz o stopniowej trudnej pracy partnerów, terapeuty. Chociaż słyszy się różne opinie o niekorzystnym wpływie publicystyki o tematyce seksualnej, to jednak trzeba przyznać, iż wielu kobietom dostarcza ona potrzebnych informacji, dzięki którym poprawia się ich życie seksualne. Wyleczenie oziębłości to przecież nie jest jedynie sprawa wyćwiczenia odruchu orgazmu; dotyczy również wejścia kobiety w nowy dla niej, fascynujący świat przeżyć i doznań seksualnych, więzi seksualnej z partnerem, wzbogacającej ich przyjaźń i miłość, sprzyja również zdrowiu psychicznemu i równowadze emocjonalnej oraz życzliwości w jej kontaktach międzyludzkich. Kobiety mające udane życie seksualne są bardziej życzliwe, pogodne, tolerancyjne, mają poczucie humoru, witalność w porównaniu z kobietami oziębłymi i zahamowanymi w sferze seksu. W literaturze naukowej istnieje ponad 200 prac poświęconych osobowości kobiet oziębłych. Zastosowane testy i kwestionariusze badania osobowości wykazały m.in. istnienie u tych kobiet następujących cech: niepokój, agresywność, niedojrzałość emocjonalna, zaburzenia obrazu własnego ciała, skłonność do depresji, histerii, hipochondrii, intrawertywność, izolowanie się, duży dystans wobec ludzi. Zastanawiające, czy powyższe cechy są przyczyną czy też następstwem oziębłości?, czy osobowość partnera ma jakiś wpływ na rozwój tych cech? Okazuje się, że u części kobiet tkwiły one uprzednio w oso-201 bowości i sprzyjały rozwojowi oziębłości, ale u wielu innych powsłały w wyniku rozwoju oziębłości, a osobowość kobiety uprzednio była inna. To drugie stwierdzenie jest dość istotne, ukazuje bowiem ewolucję psychiki kobiecej w wyniku zaburzeń seksualnych. Zatem leczenie oziębłości kobiet musi jednocześnie uwzględniać cechy ich osobowości i sprzyjać ich poprawie. Trudniej natomiast odpowiedzieć na pytanie, na ile osobowość partnera ma wpływ na rozwój różnych cech osobowości u kobiety z oziębłością. Im większy jest negatywny i oceniający stosunek mężczyzny do partnerki przeżywającej problemy seksualne, tym częstsze będą u niej różne reakcje obronne, poczucie winy, które mogą wprowadzać zmiany w osobowości. Często zatem spotykane ocenianie: "zimna kobieta" może być stwierdzeniem faktu, ale partner tak oceniający partnerkę nieraz sam się przyczynił do powstania tych cech. NASTĘPSTWA GWAŁTU W potocznym myśleniu następstwa gwałtu kobiety są oceniane od skrajnie szkodliwego szoku zaburzającego współżycie seksualne i kontakty z mężczyznami do niewiele znaczącego, acz przykrego epizodu. Skrajne oceny następstwa gwałtu wynikają z niewiedzy na temat istnienia różnych stereotypów, np. że wiele kobiet lubi być gwałconych. W trakcie procesów sądowych spotykałem się z rozbieżnymi ocenami na temat skutków gwałtu - np. rodzina sprawcy dowodziła, iż w końcu nic takiego się nie stało, a rodzina ofiary, że gwałt wpływa negatywnie na całe późniejsze życie. Jaka zatem jest prawda? Ze względu na fakt rosnącej na świecie liczby gwałtów różne organizacje międzynarodowe oraz ośrodki naukowe podjęły na ten temat badania. W lipcu 1984 roku w Sztokholmie odbyła się 202 międzynarodowa konferencja na temat gwałtów oraz psychoterapii ich następstw. Zainteresowano się tym problemem również i u nas, po pierwsze dlatego, iż liczba gwałtów jest spora, a po drugie, że oceny ich następstw są skrajne. Na podstawie wszystkich danych światowych na ten temat należy stwierdzić, iż do najczęściej występujących następstw zgwałcenia należą: ciąża, choroba weneryczna oraz stresy i urazy emocjonalne. Naukowcy u '/ 10 ofiar gwałtów rozpoznają tzw. Zespół urazu gwałtu (The rape trauma syndrome). Polega on na występowaniu objawów lękowych, różnych dolegliwości (bóle głowy, kłucie serca, stany napięcia), zaburzeń w sferze seksualnej (bolesne współżycie, oziębłość, pochwica, brak orgazmu) lub zaburzeń w kontaktach z mężczyznami (niechęć, rezerwa, lęk). Szczególnym wyrazem tego zespołu jest pojawienie się silnych stanów lękowych w przypadku spotkania mężczyzny w oddalonym od ludzi miejscu lub samotnie spędzanego wieczoru. Często również występują koszmarne, pełne lęków sny. Okazuje się, że pojawienie się tego zespołu u '/ 10 ofiar gwałtu zależy nie od stopnia jego urazu, ciężkości, lecz od typu osobowości danej kobiety. Im bardziej kobieta jest intrawersyjna, tłumiąca w sobie emocje, podatna na zaleganie uczuć, tym większe będą następstwa zgwałcenia. Będą one również większe u tych kobiet, które darzyły świat mężczyzn nadmiernym zaufaniem, na pograniczu idealizacji oraz braku wyobraźni. Mniejsze natomiast są następstwa u kobiet bardziej realnie oceniających ludzi, płeć, seks. Skutki zależą również od biografii kobiety: im większe miała problemy w więzi uczuciowej z własnym ojcem, z rówieśnikami, z życiem seksualnym, tym większe będą 'następstwa gwałtu. Pytanie, czy fakt gwałtu rzeczywiście część ofiar przeżywa pozytywnie jest raczej retoryką, gwałt bowiem jako taki jest zawsze czymś brutalnym i bolesnym. Jakkolwiek niektóre kobiety mają w swych marzeniach potrzeby bycia zdobywaną, ale te marzenia dotyczą nie tyle faktu seksualnego zdobycia, ile aktywnego zachowania ze strony podobającego się mężczyzny. Pragną po prostu zainteresowania i aktywności z jego strony. Zaledwie minimalny odsetek kobiet ujawnia oczekiwania prawdziwego gwałtu, ale dotyczy to osobowości masochistycznych. Następstwa gwałtu zatem największy oddźwięk znajdują u '/10 populacji ofiar, które wymagają specjalistycznej psychoterapii, u innych natomiast doznania psychiczne są krótkotrwałe i dzięki pomocy otoczenia mijają bez większych szkód. Szczególnie dramatycznym następstwem gwałtu jest ciąża u tych kobiet, których zasady sprzeciwiają się przerwaniu ciąży; są one rozdarte między swymi zasadami a następstwem gwałtu. Jeżeli nawet dojdzie do przerwania ciąży, to następstwa psychiczne gwałtu pozostają długo. ZABURZENIA U MĘŻCZYZN "CZTERDZIESTOLATEK" Z różnych badań naukowych wynika, że w wieku 40Ś60 lał prawie połowa mężczyzn ma jakieś problemy i zaburzenia seksualne, w tym '/10 wynika z przyczyn organicznych (choroby, zażywanie leków, alkoholu, nikołynizm iłd.). Odsetek przyczyn organicznych stopniowo rośnie z wiekiem. Zakres tej patologii u mężczyzn nie wynika bynajmniej z faktu wieku biologicznego. Ihsan Allssa stwierdza, że to mężczyźni przez swój tryb życia (pośpiech, brak wypoczynku, palenie i picie) w większości przypadków sami sobie szkodzą. U wielu mężczyzn około 40 roku życia pojawiają się problemy w roli seksualnej i męskiej. Polegają one na poczuciu osłabienia poziomu libido, zmniejszenia sprawności seksualnej. Objawy te najpierw są okresowe, ale zaczynają się powtarzać. Innym problemem jest poczucie zmiany swej atrakcyjności zewnętrznej, np. łysienie, brzuszek, spadek siły, częstsze zmęczenia. Pojawia się zagrożenie co do poczucia własnej wartości męskiej. Proces ten wiąże się z częstym w tym wieku bilansem osiągnięć i nie zaspokojonych aspiracji życiowych. Porównuje się to, co zostało osiągnięte (pozycja zawodowa, status materialny, pozycja społeczna, wykształcenie, atrakcyjność małżeństwa, rodziny, potwierdzenie się w roli miczyzny) z tym, co mieściło się w młodzieńczych planach i aspiracjach. Im większa jest frustracja w tym porównaniu, tym większy będzie jej wpływ na samoocenę męskości. Natomiast im większe będzie poczucie zaspokojenia własnych aspiracji i potrzeb, tym mniejsze zazwyczaj bywa, lub wcale go nie ma poczucie zagrożenia w roli męskiej. Mechanizm ten jest zrozumiały, w tym wieku bowiem sytuacja zawodowa, rodzinna i społeczna jest w miarę ustabilizowana. Mężczyzna zdaje sobie sprawę z tego, co osiągnął oraz na co może jeszcze liczyć. Zna własne ograniczenia, możliwości i szansę w przyszłości. Jeżeli globalny obraz własnych sukcesów i osiągnięć nie wypada pozytywnie, to następuje w wielu przypadkach zwrot w kierunku szans w roli męskiej i seksualnej. Tym należy tłumaczyć fakt nawiązywania romansów przez mężczyzn, które w wieku 40Ś49 lat są w ich życiu najczęstsze. Romanse te poprawiają im samopoczucie, są formą ucieczki do innych problemów, dostarczają wzmocnień i przekonania, iż nie zmarnowało się życia. Ważną rolę w tych mechanizmach życia psychicznego mężczyzny spełnia jego partnerka. Jeżeli bowiem dostarcza ona wzmocnień mężczyźnie, podkreśla jego sukcesy i osiągnięcia, zmniejsza napięcia wynikające z frustracji zawodowych itp., to potrzeba uzyskania po-205 twierdzenia swej wartości poza domem jest mniejsza lub jej brak. Jeżeli natomiast partnerka dołącza się do przygnębiającego bilansowania dotychczasowego życia, wyraża niezadowolenie z życia, porównuje partnera do innych mężczyzn, tych bardziej zaradnych i mających większe sukcesy, podkreśla zanik lub zmniejszanie się atrakcyjności fizycznej partnera, to - mówiąc obrazowo - pcha go w ramiona innych kobiet. Romanse w takich przypadkach mogą zakończyć się jedynie na potwierdzeniu własnej wartości i na niczym więcej. Należy jednak pamiętać o tym, że mogą przerodzić się w nowe trwałe związki, gdyż w oczach innej kobiety mężczyzna ten może reprezentować wartości, których nie dostrzega żona. Nagle zaczyna się on przekonywać, że jednak potrafi wywierać wrażenie, jest atrakcyjny, a zakres jego pozycji społecznej i zawodowej ma zupełnie inny wymiar w oczach nowej partnerki. W takiej sytuacji szansę powrotu do starego związku stają się coraz mniejsze. Zrozumiałe, iż w wielu przypadkach wzmocnienia dostarczane mężczyźnie przez nową partnerkę są wyrazem jej strategii, dyplomacji, może ona bowiem mieć interes w stworzeniu własnego gniazda, uzyskania pozycji przy boku partnera, ułatwień życiowych czy materialnych, nie zawsze zatem te wzmocnienia są obiektywne, ale któż z nas jest w stanie oprzeć się sile pochlebstw i wzmocnień? Innym problemem 40lałków jest wpływ trybu ich życia na więź seksualną. Wieloletnie palenie papierosów, picie alkoholu, jazda samochodem, życie w napięciu, nieracjonalne korzystanie z urlopów (wielu mężczyzn z dumą podkreśla, iż od wielu lat nie korzysta z urlopów), brak racjonalnego snu, różnorodne choroby itp. sprawiają, iż sprawność seksualna pogarsza się w wyniku obniżenia libido lub zaburzeń nerwicowych. Należy pamiętać o tym, że w tym wieku ważny jest dla mężczyzny odpowiedni, higieniczny tryb życia, wypoczynku, odżywiania, co może sprzyjać zachowaniu potencji na wiele lat w przyszłości. ZESPÓŁ OTELLA ____ W przewlekłym alkoholizmie jedną z cech dominujących jest zazdrość. Prawie wszyscy alkoholicy są nią owładnięci w mniejszym lub większym stopniu. Wszystko zależy od tego, jaką osobowość mieli przed rozwinięciem się zazdrości. Jeżeli była ona związana z poczuciem małowartościowości seksualnej, przykrymi doświadczeniami źy, ciowymi (porzucenie, niewierność ukochanej osoby, rozbicie małżeństwa własnych rodziców na tle zdrady), to wytwarza się pewna podatność, w języku łacińskim celnie określana jako locus minoris resisteułiae (miejsce zmniejszonej odporności) na uleganie stresom seksualnym i emocjonalnym, wynikającym z życia małżeńskiego. Jeżeli na to nałoży się alkoholizm, to zazdrość wybucha z całą siłą. Zespół Otella (inaczej paranoja alkoholowa) rozwija się stopniowo. Zaczynają się formować nie ujawnione jeszcze podejrzenia co do wierności współpartnera. Jest on obserwowany: jak się zachowuje wobec innych ludzi, jak reaguje na komplementy, jak zachowuje się we współżyciu, które stopniowo zaczyna być konfliktowe, ze względu na powstające zaburzenia czynnościowe, w wyniku działania alkoholu lub rosnącego zniechęcenia partnera do atmosfery wymuszania współżycia, jego niskiej kultury, coraz gorszego wyglądu i zachowania alkoholika; współżycie istotnie pogarsza się. Powstają podejrzenia co do przyczyny tego stanu i zawsze padają na innych, rzekomych kochanków. Rozpoczyna się seria dręczących pytań, żądanie wyjaśnień, drobiazgowe wnikanie w każdą godzinę dnia. Dochodzi do śledzenia partnera, przetrząsania jego bielizny, rzeczy osobistych. Nawet niewinna rzecz - bilet tramwajowy, kino, inna marka papierosów - mogą stać się ,,dowodem" zdrady. Dalszym etapem jest śledzenie wszystkich gestów, ruchów, zmian wyrazu twarzy. Zawsze znajdzie się "materiał obciążający". Oczywiste zaprzeczenia ze strony partnera nie budzą wiary, a wszelkie próby dostarczania dowodów niewinności rodzą dalsze podejrzenia. Powstaje błędne koło. Niektórzy usiłują siłą, szantażem i zadawaniem cierpień wymusić przyznanie się do rzekomej zdrady. 207 Osobowość ogarniętego tą patologiczną zazdrością zawęża się do jednego wektora, opanowuje wszelką myśl, działanie, odczuwanie. Przypomina zachowanie Ołella z dramatu Szekspira. Rosnąca afektacja rodzi prymat pragnienia zemsty nad rozsądkiem: "On? z nią! jak mąż z żoną! Kto mówi, że z nią leżał - to ohydne. Ta chustka - te wyznania - ta chustka. Kto czyni wyznania - z tym na szubienicę, a potem niech wyznaje! Dreszcz mnie przechodzi. Takie wrzenie w mózgu byłoby przeciw naturze, gdyby nie było wskazówką. Nie słowa to tak mną wstrząsają. Nosy, uszy, wargil Czy być może? Przyznał się! Gdzie chustka? O szatanie!" ("Otello", akt IV, scena l). Dramat Szekspira jest świetną ilustracją patologicznej zazdrości; cytowany fragment dowodzi pewnego rozkojarzenia umysłowego oszalałego generała, którego dalsze zachowanie miało impulsywny charakter aż do wiadomego końca. Rozwijająca się choroba psychiczna alkoholika nie musi prowadzić do tak tragicznych następstw, są jednak znane i spotykane przypadki ciężkiego uszkodzenia ciała partnerki. PRZEDWCZESNY WYTRYSK NASIENIA Przedwczesny wytrysk nasienia (PWN) należy do częściej spotykanych zaburzeń seksualnych u mężczyzn, wywołujących dramatyczne poczucie zagrożenia swej męskości. Jeżeli występuje on zanim partnerzy rozpoczną grę wstępną, czyli wówczas, gdy mężczyzna jest ubrany, to istnieją próby "ratowania honoru" przez wycofanie się z dalszego kontaktu, a jakieś wyjaśnienie dla takiego wycofania się można znaleźć. W przypadku gdy wytrysk nasienia nastąpi w czasie pieszczot wstępnych, trudniej ukryć ten fakt i mężczyzna czuje się skompromitowany. Im większe rozczarowanie ujawnia partnerka, im większa była jej gotowość podjęcia stosunku, tym większe jest zażenowanie ze strony mężczyzny. Wiele tu również zależy od tego, czy dany mężczyzna jest w słanie ponowić próbę kontaktu. Jeżeli jest młody lub dysponuje wysokim poziomem temperamentu, szybkim ponownym wzrostem podniecenia, możliwość powtórzenia próby współżycia stwarza szansę "rehabilitacji" w oczach własnych i partnerki. Jeżeli jednak zdolność powtórzenia stosunku zostanie ograniczona na dłuższy czas (godziny), to poczucie poniesionej klęski jest bardzo bolesne. Przedwczesny wytrysk nasienia ma bardzo różne przyczyny. Do częściej spotykanych należą zbyt rzadkie kontakty seksualne. Często zgłaszają się do lekarzy mężczyźni stwierdzający sam fakt przedwczesnego wytrysku, ale zapominający o tym, że w ich przypadku nie ma mowy o żadnej patologii. Jeżeli bowiem dany mężczyzna ma np. próby współżycia raz na kwartał czy miesiąc, a jest obdarzony normalnym temperamentem i byłby w stanie odbywać kontakty kilka razy w tygodniu, to długie przerwy we współżyciu w sposób naturalny wyzwalają szybki i gwałtowny przebieg reakcji seksualnych. Zdawałoby się, iż tak oczywisty mechanizm, mieszczący się w ramach fizjologii, jest na tyle wystarczający, aby uzyskane wyjaśnienie zredukowało lęk i rozwiązało problem. Okazuje się jednak, że tak nie jest, gdyż racjonalnie dany mężczyzna przyjmuje to wyjaśnienie, ale odrzuca je emocjonalnie: "Może tak to jest, ale ja nie mogę zawieść" lub też "ja to rozumiem, ale nie rozumie tego partnerka". Dochodzi tu zatem do wyraźnej sprzeczności między prawidłowościami życia seksualnego a traktowaniem współżycia zadaniowo, prestiżowo lub w sposób podporządkowany ocenie przez partnerkę. Zmiana osoby partnerki U wielu mężczyzn w przypadku PWN występuje tendencja do ratowania "twarzy", dlatego unikają kontaktów z tą partnerką i szukają innej, szczególnie takiej, z którą ewentualne niepowodzenie nie będzie dotkliwą porażką. Inni natomiast mężczyźni traktują współżycie seksualne jako kolejne zaliczania kobiet, stale zatem zmieniają partnerki, a fakt zmiany obiektu erotycznego, wiążący się z większym podnieceniem, sprzyja występowaniu PWN. Zgłaszający się na wizyty pacjenci twierdzą, iż od wielu lat cierpią na PWN, a wywiad ujawnia, że w ciągu tych kilku lat każdorazowo kontakt odbywał się z inną kobietą, nieraz po dłuższej przerwie. Wyjaśnienie, że PWN w takiej sytuacji jest naturalny, traktują z niedowierzaniem lub akceptują racjonalnie, a odrzucają emocjonalnie. Wysoki poziom podniecenia seksualnego W przypadku wymienionych możliwości lub wystąpienia silnego podniecenia, które może mieć różne źródła (wpływ alkoholu, podniecający nastrój, prowokujące zachowanie atrakcyjnej partnerki, zgoda na zbliżenie ze strony długo adorowanej kobiety itp.), wytrysk nasie-208 14 - Seks dojrzały 209 nią może być bardzo szybki, a uczucie zawodu jest bardzo silne, zwłaszcza gdy wiele oczekiwano od tego kontaktu. Zachowanie partnerki W przypadku gdy dany mężczyzna miał do czynienia raczej z biernymi partnerkami, aktywność aktualnej może szybko doprowadzić do PWN; wystarczy również, że partnerka zastosuje nową formę pieszczoty, nowy styl erotycznej kokieterii. Objaw nerwicy Przedwczesny wytrysk nasienia należy do zespołu objawów w różnych zespołach nerwicowych. Wielu pacjentów wyizolowuje ten objaw z całości nerwicy i traktuje go jako coś innego. Lekarz, jeżeli przeprowadzi dokładny wywiad, orientuje się, że nie tyle potrzeba leczyć PWN, ile nerwicę jako taką. Zdarza się również, że PWN jest początkiem rozwoju nerwicy, gdyż towarzyszące mu przeżycia i lęk sprzyjają takiej ewolucji objawu w zespół nerwicowy. Reakcja epizodyczna Zdarza się dość często i dotyczy około 60% mężczyzn, iż sporadycznie pojawiają się jakieś problemy seksualne. Człowiek nie jest doskonałym organizmem o wiecznej sprawności, zdarzają się zatem epizodyczne zaburzenia ze strony różnych narządów lub czynności u zdrowych osób. Zatem epizodyczny PWN może się zdarzyć i przejście nad tym faktem do porządku dziennego jest najlepszym wyjściem z sytuacji. Jednak wielu mężczyzn nie jest w stanie pogodzić się z jakimkolwiek "nieposłuszeństwem" swego organizmu i reagują napięciem, lękiem, poczuciem zagrożenia. Nic zatem dziwnego, że reakcja epizodyczna przeradza się w trwalsze zaburzenie. Objaw zaburzeń organizmu Przedwczesny wytrysk nasienia występuje w przebiegu wielu chorób, w stanach zmęczenia, wyczerpania, rozdrażnienia, w trakcie zażywania leków pobudzających, narkotyków itp. Reakcja zakodowana Zdarza się, że seria PWN może ulec utrwaleniu i powtarzają się one niezależnie od sytuacji; jest to jakby "styl" reakcji seksualnych danego mężczyzny. Niejeden zresztą nie zdaje sobie z tego sprawy, gdyż partnerka tego nie ujawnia, lub też - mając orgazm w wyniku stymulacji zewnętrznej - nie odczuwa potrzeby dłuższego czasu trwania stosunku. Wielu pacjentów zgłasza się do mnie po wielu latach trwania PWN, ponieważ dana kobieta oceniła krytycznie czas takiego kontaktu - dotyczy to sytuacji, gdy pierwszy kontakt wiąże się z PWN, a dopiero* w drugim mężczyzna jest sprawny, a to przecież nie każdej partnerce odpowiada. 210 Mechanizmy podświadome Mechanizmy podświadome są najtrudniejsze do odczytania, ponieważ różnorodne mechanizmy obronne stosowane przez danego mężczyznę tworzą "dymną zasłonę" wobec prawdziwych motywów, którymi mogą być np. potrzeba uniknięcia kontaktu z określoną partnerką, wyraz negacji atrakcyjności partnerki, uczuć wobec niej, lęk przed kobiecością, ukryte tendencje homoseksualne, brak "odpępnienia psychicznego" od matki itp. Wielu mężczyzn z kompleksami, np. małego członka, również ujawnia PWN; występuje wówczas podświadomy melhanizm typu: "Ponieważ zakończyło się to tak szybko, to ty nie zorientujesz się, że mi czegoś brak." Istnieje jeszcze wiele innych przyczyn PWN, np. długotrwałe stosowanie stosunków przerywanych, przekwitanie męskie, starzenie się... odrzucanie partnerki w wyniku nawiązania romansu iłp. Drogi rozwiązania przez mężczyzn problemu, jakim jest PWN są bardzo różne; jednym zdrowy rozsądek podpowiada, co należy robić (np. zwiększenie częstotliwości stosunków, powtarzanie stosunku w tym samym spotkaniu, zażycie łagodnego środka uspokajającego, mała lampka wina czy koniaku). Inni wymyślają techniki wydłużania czasu pobudzenia, np. przez myślenie o czymś innym, natychmiastowe przechodzenie do stosunku z pominięciem pieszczot wstępnych, leżenie przed kontaktem w ciepłej wodzie iłp. Trzeba zresztą stwierdzić, iż wielu mężczyzn skutecznie sobie radzi z tym problemem, obywając się bez leczenia. Czasem pomaga właściwa postawa dojrzałej partnerki, która znając mechanizmy PWN potrafi stworzyć klimat odprężenia, gotowości do ponawiania prób współżycia, nakłaniając do zwiększenia częstotliwości kontaktów itp. W innych natomiast przypadkach postawa partnerki decyduje o przyszłości seksualnej tego mężczyzny i np. śmiech, stwierdzenie - "co z ciebie za mężczyzna", "jesteś do niczego", "lepiej się lecz, a później zajmuj się kobietami" itp. - mogą wyzwolić trwały kompleks, poczucie niższości, nerwicę, inne choroby. Metod leczenia PWN jest wiele, ale najbardziej skuteczne i trwałe są te, które polegają na współudziale partnerki w leczeniu. Dzięki uzyskanym drobiazgowym wskazówkom partnerka wykształca nowy odruch u swego partnera, np. dzięki metodzie ucisku żołędzi. Tego typu metoda średnio po 3Ś5 tygodniach stosowania daje dobre rezultaty. Wielu mężczyzn uważa, że środki uspokajające są najlepszym rozwiązaniem tego problemu, ale chciałbym tu podkreślić, iż wiele z nich wprawdzie wydłuża czas trwania pobudzenia opóźniając wytrysk, ale pogarsza za to erekcję (wzwód), zatem z jednego problemu wyłania się inny. Alkohol doraźnie niektórym mężczyznom pomaga, ale grozi uzależnieniem, gdyż w tej intymnej sferze życia dość szybko może być traktowany jako ucieczka od trudności. Zwiększenie częstości 14 211 współżycia aż do stanu zmęceenia niekiedy pomaga, ale nie odpowiada ich partnerkom, toteż metoda ta również nie jest dla wszystkich. Leżenie w bardzo ciepłej wodzie może pomóc, ale szkodzi płodności i zaburza czynność jąder, zatem to również rozwiązanie wątpliwe. Na Zachodzie bardzo propaguje się tzw. leczniczą masturbację, tzn. zaleca się mężczyźnie poprzedzanie współżycia samopobudzeniem się, w celu osiągnięcia pewnego rozładowania napięcia, i to na kilka dni przedtem, kolejno, a nawet w tym samym dniu lub bezpośrednio przed spotkaniem z partnerką. Metoda ta również nie jest doskonała, gdyż nie wszystkim ona odpowiada, nie zawsze też jest skuteczna. Najwłaściwszą metodą leczenia byłoby odkrycie przyczyn PWN, co wiązałoby się z rozwiązaniem problemu, oraz udział partnerki w leczeniu. Jeżeli jednak przyczyna jest już znana, zakodowanie okazało się trwałe, a udział partnerki w leczeniu nierealny, to pozostają metody wymagające pomocy specjalistycznej: farmakoterapia, np. Lupulina, choć nie należy przeceniać jej działania, oraz środki ziołowe, relaksacja, autotreningi seksualne itd. Przedwczesny wytrysk nasienia jest jednym z łatwiejszych do wyleczenia zaburzeń. ZABURZENIA WZWODU U młodych mężczyzn zaburzenia wzwodu (ZW) najczęściej mają charakter psychogenny, np. wynikają z traktowania seksu prestiżowo, zadaniowo, mogą być również następstwem nadmiernego podniecenia seksualnego, lęku wobec partnerki. Niekiedy są wyrazem nasilenia nerwicy seksualnej, w której zbył szybkie wytryski nasienia stanowiły początek zaburzeń. Coraz więcej młodych mężczyzn ma zaburzenia wzwodu w wyniku picia alkoholu czy palenia dużych ilości papierosów. U narkomanów zaburzenia wzwodu powstają bardzo szybko i na ogół są bardzo głębokie. W przypadku mężczyzn dojrzałych wiekiem zaburzenia wzwodu mają często zarówno charakter psychogenny, jak i organiczny. Uważa się ostatnio, iż np. ZW u mężczyzn w wieku 30Ś40 lat w 25% przypadków mają tło organiczne, a w wieku 40Ś 60 lat w około 30Ś40%. O ile u młodych mężczyzn często spotyka się łzw. pierwotne zaburzenia wzwodu, czyli poprzedzające współżycie seksualne, o tyle w przypadku dojrzałych mężczyzn częściej pojawiają się zaburzenia wtórne, po okresie udanego współżycia. Istnieje jeszcze inna statystyczna różnica: u młodych mężczyzn przeważają zaburzenia wzwodu tuż przed stosunkiem, natomiast są one prawidłowe w przebiegu pieszczot; w przypadku dojrzałych i starszych mężczyzn częstsze są zaburzenia wzwodu pojawiające się w trakcie współżycia seksualnego. Nie zawsze łatwe jest rozpoznanie psychogennego czy organicznego tła zaburzeń wzwodu, mogą też występować obie wspomniane przyczyny. W zasadzie tło organiczne można podejrzewać wówczas, gdy zanikają wzwody ranne (po obudzeniu się), w nocy, podczas masturbacji, pobudzania członka ręką przez partnerkę. Do najbardziej typowych przyczyn zaburzeń wzwodu u dojrzałych wiekiem mężczyzn należą: Przyczyny organiczne Wpływ alkoholu. Z własnych badań wynika, że u 55% osób uza-213 leżnionych od alkoholu występują zaburzenia seksualne, w tym typowe są zaburzenia wzwodu. Ta przyczyna jest często bagatelizowana. Nikofynizm. Wieloletnie palenie przysłowiowej paczki papierosów prowadzi do uszkodzenia ośrodków wzwodu i wytrysku w rdzeniu kręgowym, utrudnia to również działanie leków pobudzających. Kofeinizm. Okazuje się, że codzienne picie więcej niż 2 kaw wiąże się z pojawieniem zaburzeń wzwodu. Natomiast łączenie kawy, alkoholu i papierosów znacznie nasila prawdopodobieństwo tego zaburzenia. Zażywanie leków. Długotrwałe przyjmowanie leków, zwłaszcza psychotropowych (np. Reladorm, Thioridazinum), obniżających ciśnienie krwi, przeciwpadaczkowych, narkotycznych, zaburza wzwód. Choroby. W przebiegu wielu chorób pojawiają się ZW, np. w cukrzycy, chorobie wieńcowej, niewydolności krążenia, w zaburzeniach neurologicznych, prostaty, w chorobach wenerycznych, w otyłości itd. Również wystąpieniu ZW sprzyjają: miażdżyca naczyń miednicy, choroby jelita grubego, dyskopatie, zapalenia korzonków. Stany zmęczenia, wyczerpania, nadmiernego wysiłku fizycznego, narzucanie sobie wysokiego poziomu częstotliwości współżycia. Ta ostatnia przyczyna często występuje u mężczyzn tworzących związki ze znacznie młodszymi wiekiem partnerkami. Przyczyny psychogenne Zanik atrakcyjności partnerki, zainteresowania jej osobą. Konflikty z partnerką, opór wobec niej, przejawy walki z nią. Niepewność sweJ męskości, poczucie małej wartości w roli męskiej. Nerwice, lęki, hipochondria, stany przygnębienia, depresyjne. Ignorancja w sprawach seksu i prawidłowościach współżycia. Ukryte lub jawne cechy homoseksualne, dewiacyjne. Lęk przed utratą atrakcyjności męskiej, starzeniem się. Aleksytymia (tzw. choroba dyrektorska), czyli życie w napięciu. Zaburzenia wzwodu są dramatycznie przeżywane, ponieważ są niemożliwe do ukrycia, a towarzyszy im pojęcie impotencji, narosłe wieloma mitami i lękami. Wielu mężczyzn zgłaszających się do seksuologa określa siebie następująco: "skończyłem się", "nie jestem już mężczyzną", jestem do niczego w łóżku", czyli ujawniają kompleks impotencji, małowarłościowości męskiej i przekonanie o przedwczesnym starzeniu się. U wielu może to być tak dalece bolesne doznanie, iż mają myśli samobójcze, potrzebę rezygnacji ze współżycia, a nawet prowokują swoje partnerki do zerwania lub znalezienia sobie innego partnera. Zaburzenia wzwodu często mają również charakter histerii, która u mężczyzn rzadko jest rozpoznawana, gdyż utożsamiana bywa z ko-214 biełą. Jakkolwiek histeria częściej występuje u młodych mężczyzn i ma związek z nadmierną więzią z matką, zdarza się jednak i u dojrzałych mężczyzn, dla których erekcja członka jest symbolem ich wartości męskiej. Traktują siebie jako mężczyznę tak długo, jak długo są w słanie spełniać potrzeby seksualne i własną wizję męskiej potencji. Przebieg oraz powstanie zaburzeń wzwodu mają również duży związek z osobą partnerki. Znane jest np. w seksuologii pojęcie impotentio ad personam, czyli zaburzenie wzwodu w kontaktach z daną kobietą, przy zachowanej zdolności współżycia z innymi. Niekiedy partnerka prowadzi do zaburzeń wzwodu na zasadzie kastracyjnych zachowań, np. domaga się nierealnych do spełnienia przez partnera świadczeń we współżyciu, ośmiesza go, porównuje z innymi partnerami, krytycznie ocenia wielkość jego narządów płciowych itp. Inne kobiety mogą doprowadzić do ZW w wyniku pogłębienia epizodycznego zaburzenia, które przecież każdemu może się przydarzyć; wystarczy, że powie "coś z tobą jest źle", "kończysz się"?, aby zaburzenie epizodyczne przeszło w trwałe. Zachowanie partnerki może również utrwalić ZW w przypadkach, gdy nie wyczuwa ona sytuacji ani wrażliwości swego partnera. Jeżeli np. udaje, że nic się nie stało i milczy, to dla jednego mężczyzny będzie to zachowaniem "twarzy", a dla innego policzkiem. Również próby pomocy partnerowi w formie uspokajania go, bagatelizowania problemu - jeden przyjmie z wdzięcznością, inny odpowie na nie agresją, a jeszcze inny ucieczką. Wiele kobiet, oczytanych w publicystyce seksuologicznej, stara się pomóc partnerowi przez przyjęcie czynnej postawy (pieszczą członek, pobudzają go oralnie itp.). Dla jednego mężczyzny tego typu pomoc bęc'::e skutecznym rozwiązaniem jego problemu i wyrazem partnerstwa, ale dla drugiego będzie oznaczała degradację męskości, skor» w/maga takiej pomocy. Podobne postawy ujawniają mężczyźni z ZW wobec potrzeby leczenia lub porady. Jedni natychmiast pędzą do seksuologa po jednorazowym niewiele znaczącym, bo przejściowym epizodzie, inni natomiast zwlekają całymi latami, oczekując cudu lub samoistnego wyleczenia, tymczasem ich partnerki niekoniecznie są gotowe czekać tak długo. Wiele związków rozpadło się tylko dlatego, iż mężczyzna z ZW zbył prestiżowo lub lękowo traktował swoją wizytę u specjalisty. Wielu mężczyzn zna różne sposoby przeciwdziałania ZW, stosują np. diety wzmacniające, sprawdzają się z innymi partnerkami, domagają się od znajomych lekarzy johimbiny, zaczynają pić, robią dłuższe przerwy we współżyciu w celu regeneracji organizmu itp. Niekiedy ta samopomoc lub porady znajomych przynoszą dobre rezultaty, zwłaszcza gdy ZW miały charakter epizodyczny. Leczenie zaburzeń wzwodu obejmuje obecnie wiele różnych metod, które dostosowane są zarówno do przyczyny, jak i głębokości 215 typu zaburzenia u pacjenta - np. w tym ostatnim przypadku magiczna wiara w skuteczność słynnej johimbiny może działać sugestywnie. Czy dieta ma sens? W niektórych przypadkach ZW, wiążących się z przemęczeniem, wiekiem, niedoborem witamin itp., rzeczywiście daje rezultaty i zaleca się np. żółtka jaja, ryby, baraninę, witaminy, sole mineralne itd. Niekiedy dobre rezultaty daje farmakoterapia, w której pacjentowi zleca się preparaty wzmacniające, poprawiające ukrwienie miednicy, pobudzające hormonalnie, np. zestaw: Calgam, Tonophos, Mesteron, witamina E i PP, B. Skuteczne też w wielu przypadkach są środki pobudzające ośrodek erekcji w rdzeniu kręgowym (diadynamika, słrychninum nitricum, johimbina). W przypadku ZW towarzyszących różnym chorobom, wymagających długotrwałego zażywania różnego typu leków, wprowadza się uzupełniające leczenie seksuologiczne. W przypadku psychogennych ZW najpierw konieczna jest właściwa diagnoza ujawniająca przyczyny, a następnie dostosowana do nich terapia, np. psychoterapia indywidualna, partnerska, treningi seksualne (w których partnerka stosuje specjalne formy pobudzania ręcznego, zmienia pozycję, np. na jeźdźca, ściska uda w trakcie współżycia w pozycji klasycznej, urozmaica współżycie itd.). W wyjątkowych przypadkach konieczna jest psychoterapia relaksacyjna, hipnoza, gdy np. zaburzenia wzwodu wiążą się z różnorodnymi lękami, stanami napięcia lub fobii przed współżyciem. Zdarzają się również przypadki, gdy ZW wynikają z trwałych zaburzeń biologicznych i wówczas konieczne jest zastosowanie np. wirylizatora, opatentowanego w Polsce. Jest to plastykowa tulejka zakładana na trzon członka i umożliwiająca odbycie stosunku. Współczesny poziom medycyny w większości przypadków ZW daje szansę wyleczenia, dużej poprawy, ale wskazane jest wczesne leczenie oraz pomoc partnerki. SPECYFICZNE ZABURZENIA EREKCJI U części mężczyzn zaburzenia erekcji mają wyraźny związek z zawodami, trybem życia, lekomanią, przymierzaniem się do wzorca męskości. Praca a seks Praca w warunkach szkodliwych dla zdrowia odbija się również i na życiu seksualnym i tak np. zatrucia przemysłowe, różne pyły, ultradźwięki, promieniowanie, duże wibracje, często prowadzą do zaburzeń seksualnych na drodze hormonalnej, do osłabienia organizmu, czynności obwodowych ośrodków seksualnych iłd. Szczególnym rodzajem pracy niekorzystnie działającej na seks jest praca kierowcy. W wyniku sumowania się szkodliwego wpływu wibracji, przegrzewania jąder, kontaktu ze związkami chemicznymi, a także często wielogodzinnego nie przerwanego prowadzenia wozu, dochodzi do zaburzeń czynności jąder, w następstwie tego obniżenia poziomu libido, impotencji. Innym problemem jest praca zmianowa, która może dezorganizować rytmy biologiczne organizmu. Wiele tych zaburzeń można by uniknąć, gdyby w trakcie badań okresowych pacjenci ujawniali swoje problemy seksualne i wcześnie rozpoczynali leczenie. Należy pamiętać o tym, że w wymienionych przypadkach patologii seksualnej zapobiegają różne preparaty wzmacniające i łonizujące, np. Biostymina (w iniekcjach), Tonophos, Calgam, witaminy. Rozwojowi patologii seksualnej u kierowców znacznie zapobiega chłodzenie jąder zimną wodą (przez kilka minut codziennie). W przypadku pojawienia się zaburzeń seksualnych należy korzystać z pomocy lekarskiej, a nie czekać na ich pogłębienie. Lekomania Wielu mężczyzn nie toleruje u siebie żadnych dolegliwości, nawet przejściowych (np. trudności z zasypianiem) i szybko dąży do ich eliminacji przez leki, których zaczynają nadużywać. Zapominają jednak 217 o tym, że wiele leków po pewnym czasie zaczyna zaburzać czynności seksualne, a do takich należą np. Reladorm Thoridazinum, Elenium itd. W przypadku stwierdzenia impotencji w wyniku lekomanii należy przede wszystkim przerwać przyjmowanie danego leku, a następnie po 2Ś4 tygodniach, zacząć leczenie farmakologiczne, usprawniające czynności seksualne, ale ściśle wg wskazówek lekarza. Tryb życia U wielu mężczyzn nadmierna aktywność, brak wypoczynku, higieny życia codziennego dość szybko prowadzi do zaburzeń seksualnych, a zwłaszcza erekcji. Zdarzają się również typowe błędy prowadzące do podobnych efektów, np. częste leżenie w gorącej wodzie, noszenie bardzo obcisłych slipek z tworzyw sztucznych. Również błędy dietetyczne odbijają się na sprawności seksualnej, np. zbyt dużo słodyczy, kakao, niedobór białek, warzyw i jarzyn, dieta monotonna, nadmierna otyłość. Do błędów należy również zaliczyć podejmowanie współżycia po wyczerpującej nocy, wieczorem, tylko dlatego, że pora ta jest kojarzona z czasem właściwym dla seksu. U wielu mężczyzn wskazana jest nawet zmiana pory współżycia na ranną, są bowiem wypoczęci, a struktura układu nerwowego sprzyja wówczas występowaniu erekcji (parasympałykotonia). W wielu związkach przysłowiowa noc jest traktowana sztywno i dlatego pojawiające się trudności, wynikające ze zmęczenia, szybko prowadzą do zaburzeń erekcji. Model męskości Impotencja u niektórych mężczyzn wynika tylko z tego, iż usiłują oni dorównać swym rówieśnikom i np. wiadomość, że inni mają stosunek 3 razy na tydzień skłania do wymuszania od swego organizmu podobnej częstości. W przypadku pojawienia się zaburzeń seksualnych rodzi się poczucie niesprawiedliwości, jakby rzeczywiście wszyscy ludzie byli jednakowi w zakresie temperamentów, zdrowia czy seksu. W seksie nie ma demokracji i dlatego porównywanie z innymi może narażać na nadmierne przeciążenie organizmu. Wspomniane poczucie skrzywdzenia przez naturę jest bardzo często spotykane, dotyczy ono również tempa starzenia się, częstotliwości kontaktów seksualnych, zdolności do powtarzania i tak np. niejeden mężczyzna zgłasza się do seksuologa ze skargami na impotencję, nie jest bowiem w stanie powtórzyć stosunku, jak to robią jego koledzy. Jeżeli badanie ujawni barierę fizjologiczną wobec możliwości powtórzenia współżycia, znów mówi się o niesprawiedliwości losu. Od lekarza oczekuje się środków dopingujących, byle sprostać standardom innych. Istnieje zatem konieczność poznania granic swoich możliwości, specyfiki własnej osobowości i zachowanie umiaru wobec inności spotykanej u wielu mężczyzn. Dotyczy to również i partnerek, one również bowiem porównując życie seksualne swych koleżanek mogą dojść do przekonania, iż coś w ich związku jest nie tak i wywierają presję na partnera. Tak zwane złe dni Specyfika różnych biorytmów (hormonalnych, seksualnych, emocjonalnych, psychicznych itp.) sprawia, iż u każdego człowieka istnieją okresy, w których te biorytmy mają niski poziom i pojawia się znużenie, podatność na stresy, zachorowania, zaburzenia seksualne, depresja itd. Impotencja w tym okresie jest zatem przejściowym zaburzeniem, mijającym po przesileniu się złych dni. Wiele osób nie zna jednak tego zjawiska i wpada w panikę; wówczas niepokój o niesprawność seksualną utrwala się i przeradza w nerwicę seksualną. Po rozpoznaniu tłułnaczę pacjentom, iż człowiek nie jest doskonałą maszyną działającą bez wahnięć i ma swoje lepsze i gorsze dni. Niekiedy daje to rezultaty. 218 IMPOTENCJA CYKLICZNA Impotencja cykliczna jest raczej marginesem w typowej pracy poradnianej i lekarskiej. Być może występuje częściej, ale nie ma potrzeby leczenia jej, skoro ma krótkotrwały przebieg w udanym w zasadzie współżyciu. Inaczej wygląda sprawa takiej impotencji, która uniemożliwia zapłodnienie. Rozważmy najpierw tę formę impotencji cyklicznej. Miałem dotychczas zaledwie kilku pacjentów skarżących się na wspomniane zaburzenia. Wszyscy deklarowali chęć posiadania dziecka, nie rozumieli mechanizmów tego zjawiska, wszyscy również orientowali się w specyfice dni płodnych i niepłodnych partnerek. Kilku z nich usiłowało sobie pomóc lekami pobudzającymi i 2 osiągnęło poprawę, która jednak trwała krótko. Ich żony zaszły wprawdzie w ciążę, ale później znów sytuacja się powtórzyła i małżeństwa te nie mogły doczekać się ponownej ciąży. Po wykonaniu badań testowych, zebraniu wywiadów i zastosowaniu tzw. metod projekcyjnych okazało się, że jednak sprawa nie jest tak przypadkowa i irracjonalna, jak to mogłoby się wydawać. Udało się odkryć następujące mechanizmy: Niechęć do zmiany swego statusu w związku. Mechanizm ten polegał na jednoczesnym byciu w roli męża i dziecka. Partnerki były macierzyńskie, opiekuńcze, spełniały rolę matek. Dziecko zmieniłoby ten stan rzeczy. Jakkolwiek werbalnie było chciane i oczekiwane, jednak emocjonalnie, podświadomie, nie było akceptowane. Impotencja była symbolicznym i konkretnym wyrazem oporu wobec możliwości zmiany statusu JA w tym związku. Brak motywacji do posiadania dziecka, brak potrzeby rodzicielskiej. Potrzeba tego typu deklarowana była werbalnie, jako wyraz zgody 220 na taką potrzebę żony. Ewentualne dziecko było widziane jako "potrzebne dla niej". Znamienne, że ci mężczyźni byli jedynakami, a jeden z nich miał wprawdzie rodzeństwo, ale często słyszał w domu, że dzieci to przeszkoda i przez nie pokrzyżowały się plany życiowe rodziców. W jego związku zaistniała podobna sytuacja, dziecko byłoby przeszkodą dla jego ambicji zawodowych z planowanym wyjazdem zagranicznym. U innych mężczyzn z tej grupy dziecko również pokrzyżowałoby dotychczasowe plany, zmieniłoby styl życia. Zazdrość o uczucia żony. Zazdrość o uczucia żony typowa jest u mężczyzn darzonych gorącymi uczuciami, odczuwających satysfakcję z bardzo udanej więzi erotycznej, przyjacielskiej i uczuciowej. Dziecko było odbierane jako zagrożenie prawa wyłączności do uczuć, obawiano się przejścia na drugorzędną pozycję. Dominowała orientacja - biorę, a nie daję. l tu deklarowana była gotowość bycia ojcem, jednak zagrożenie było tak duże, że wyraziło się w tak specyficznej formie negacji. Impotencję cykliczną mogą również spowodować następujące mechanizmy. Utrwalenie się nawyku impotencji. Może wystąpić banalna okresowa niesprawność seksualna, ale rodzi się lęk przed możliwym jej powtórzeniem i sytuacja czasowo powtarza się. Reakcja obronna organizmu, wymagającego wypoczynku, przerwy we współżyciu. Byłaby to zatem samosłerująca się aktywność seksualna. Cykliczność, będąca odpowiednikiem cykliczności kobiet. Dokonano spostrzeżeń, że i u mężczyzn jest pewna okresowa cykliczność nastrojów, sprawności seksualnej, związana z rytmami biologicznymi. Najczęściej są one niezauważalne, mogą też nie być kojarzone z cyklicznością, stwierdza się po prostu jakąś przejściową zmianę i przechodzi nad tym do porządku dziennego. Dopiero wyrazistość tej okresowości w formie pogorszenia się sprawności seksualnej budzi zastanowienie i niepokój. Ta forma impotencji cyklicznej nie jest żadnym problemem. Inaczej wygląda to w przypadku rozbieżności między deklarowanym ojcostwem a podświadomym jego negowaniem. Znam przypadki, kiedy kobiety świadomie zaczynają wprowadzać w błąd swych partnerów, że rzekomo coś się rozregulowało i zmieniły się fazowości dni płodnych i niepłodnych. Ułatwia to wprawdzie zapłodnienie i posiadanie dziecka, nie zmienia jednak postawy rodzicielskiej potencjalnego ojca. W tym przypadku należałoby najpierw ją zmienić i wówczas autentyczna potrzeba rodzicielstwa eliminuje impotencję cykliczną. IMPOTENCJA "NA ZAMÓWIENIE" Niekiedy zaburzenia seksualne mężczyzn polegają na tym, że pojawiają się w konkretnych sytuacjach, kiedy oczekuje się od nich zbliżenia. Natomiast w sytuacjach seksualnych pozbawionych poczucia zagrożenia sprawność jest zachowana i wówczas to partnerka ma być gotowa do podjęcia współżycia, gdyż jedynie wówczas erekcja jest pełna. Inaczej mówiąc to mężczyzna narzuca rytm współżycia w swym związku, czując, że akurat w danej chwili jest sprawny seksualnie. W niektórych związkach istnieje programowanie życia seksualnego i nie są to rzadkie przypadki. Jeżeli np. dana kobieta stosuje metody biologiczne regulacji urodzeń, współżycie jest dozwolone w określonych dniach cyklu miesięcznego. Niektórzy mężczyźni akurat w okresie dozwolonym lub zalecanym nie odczuwają potrzeby współżycia lub też mają zaburzenia seksualne. Niemała grupa mężczyzn odczuwa potrzebę własnej dominacji i aktywności w życiu seksualnym. Jeżeli natomiast ich partnerki próbują ujawniać aktywność lub własne oczekiwania, to gwałtownie spada zainteresowanie samym współżyciem, a niekiedy pojawia się zaburzenie sprawności seksualnej mężczyzny. Tego typu impotencja "na zamówienie" nie jest rzadkim zjawiskiem i wymaga zrozumienia mechanizmów jej powstawania. Wielu mężczyzn podkreśla np., że nie znosi traktowania seksu jako zadania do wykonania, "pracy domowej" w określonym rutynowym porządku. W innych przypadkach impotencja ,,na zamówienie" pojawia się wówczas, gdy mężczyzna odczuwa, iż współżycie dla jego partnerki bardziej jest potrzebą zdrowotną, reakcją ciała, wynikającą z jej wewnętrznych potrzeb, aniżeli wyrazem potrzeby bycia z nim. Należy również stwierdzić, iż niektóre kobiety zniechęcają swoich partnerów do współżycia przez deklarowanie określonych oczekiwań typu: "Zobaczymy, co potrafisz!". Partner w takiej sytuacji czuje się jakby był robotem do zadań seksualnych, który ma wykazać się spełnieniem zadania. Impotencja "na zamówienie" powstaje również i w tych przypadkach, gdy mężczyzna nastawia się na konieczność wykazania się sprawnością seksualną i np. traktuje zbliżające się spotkanie z poznaną partnerką jako decydujące dla ich przyszłości, a zbliżenie ocenia jako "musi się udać", "muszę ją zadowolić". Taka postawa najczęściej prowadzi do skutków odwrotnych od zamierzonych. Istnieją również sytuacje prowokowanej impotencji, np. dany mężczyzna marży o zerwaniu związku i szuka pretekstu. Znając wyczulenie swej partnerki co do sprawności seksualnej mężczyzny, ważności osiągnięcia satysfakcji seksualnej - może świadomie doprowadzić siebie do impotencji, w celu sprowokowania odrzucenia z jej strony. Tego typu motywacja może prowadzić do impotencji rozwijającej się na drodze podświadomych lub świadomych mechanizmów. W tym ostatnim przypadku mężczyźni potrafią wymyślać najrozmaitsze sztuczki, aby wzbudzić impotencję "na zamówienie", takie jak: zażywanie leków, alkoholu, wyczerpanie organizmu intensywnym samogwałtem, fantazjowanie obrzydzające partnerkę iłp. W pracy seksuologicznej spotyka się przypadki podświadomej impotencji "na zamówienie" jako formy walki z partnerką, sabotażu seksualnego, niechęci do posiadania dzieci iłp. Leczenie impotencji "na zamówienie" jest możliwe jedynie wtedy, gdy odkryje się prawdziwe mechanizmy jej rozwoju. Stąd w jednych przypadkach konieczna jest psychoterapia partnerska, w innych indywidualna, zmiana motywacji do rodzicielstwa, neutralizacja walki między partnerami, powrót do spontanicznego współżycia, aktywności seksualnej mężczyzny, itp. Z badań seksuologicznych wynika, iż wiele przypadków różnych zaburzeń seksualnych, zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, ujawnia podświadome "zamówienie" na nie, kryjące układy konfliktowe między partnerami. Stąd konieczność leczenia nie tyle zaburzenia seksualnego, ile zaburzonego związku konfliktowego. Warto to podkreślić, zdarza się bowiem, iż pacjent broni się przed sprowadzeniem osoby partnera do gabinetu, uznając, że to niepotrzebne, zbędne, że "wszystko sobie mówimy i przekazujemy". Przyczyny własnych zaburzeń seksualnych często ograniczają się do zamknięcia JA, a rola partnera sprowadza się do przeżywania cierpienia, rozczarowania. Impotencja "na zamówienie" bardzo często sprawia duże trudności interpretacyjne ze względu na trudności w sprecyzowaniu mechanizmów jej rozwoju. 222 NIEBEZPIECZNY DOPING Zdarza się, i to nie tak rzadko, iż do seksuologa zgłasza się pacjent skarżąc się na zbyt słabe wzwody członka. Podstawą diagnozy seksuologicznej w typowym leczeniu ambulatoryjnym jest wywiad uzyskany od pacjenta. Lekarz zakłada, że słyszy prawdę, a w przypadku wątpliwości stara się zachęcić do jej ujawnienia. Istota leczenia polega na wzajemnym zaufaniu. Jest to dość ważna sprawa, gdyż rodzaj leków pobudzających, hormonalnych musi być dostosowany do stanu biologicznego organizmu. Również analiza przyczyn rozwoju zaburzeń seksualnych, usiłowanie odkrycia mechanizmu ich nasilania się oraz określenie szans uzyskania poprawy wymagają poznania prawdziwej sytuacji pacjenta. Spotyka się jednak przypadki świadomego ukrywania prawdy przez pacjenta, w celu uzyskania określonych celów. Posłużę się kilkoma typowymi przykładami. W niektórych związkach istnieje dość znaczna różnica wieku między partnerami, np. partnerka jest młodsza o ponad 20 lał. Zdarza się, że wynika z tego i znaczna różnica w poziomach temperamentów, sprawności seksualnej. Mężczyzna czując się zagrożony faktem trudności w zaspokajaniu potrzeb seksualnych wymagającej kobiety, mający trudności z realizacją oczekiwanej częstotliwości kontaktów seksualnych, po pewnym czasie współżycia może mieć trudności w uzyskaniu erekcji. Inaczej mówiąc, jest sprawny seksualnie, ale przy określonej częstotliwości kontaktów, natomiast zmuszając siebie do jej zwiększenia, zaczyna mieć zaburzenia. Zdaje sobie sprawę z tego, że w zasadzie nie jest chory, a jego trudności wynikają z różnic temperamentów i możliwości seksualnych. Pragnąc utrzymać przy sobie partnerkę dopinguje siebie przez różne diety, ćwiczenia fizyczne itp. Jeżeli metoda ta nie daje oczekiwanych rezultatów, to udaje się do seksuologa i podaje mu inny obraz sytuacji, np. że partnerka jest jego rówieśnicą, że dotąd mieli udane współżycie, ale od pewnego czasu ma trudności i z pobudzeniem się, coraz rzadziej osiąga erekcję 224 i w efekcie współżycie jest rzadkie, raz na miesiąc. W trakcie wywiadu świadomie obniża swoje możliwości biologiczne. Wszystko to służy potrzebie uzyskania od lekarza środków dopingujących seksualnie. Inny typowy przykład, to starszy wiekiem mężczyzna mający udane współżycie z żoną, ale mający jeszcze drugą partnerkę. Znajduje się zatem w sytuacji, kiedy współżyje z dwiema partnerkami, co wymaga większego wysiłku i potencji. Obawiając się ujawnienia prawdy przed żoną, stwarza pozory, że nic się między nimi nie zmieniło i kontynuuje dotychczasową częstotliwość kontaktów. Zrozumiałe w tej sytuacji obciążenie organizmu może prowadzić do osłabienia sprawności seksualnej, przekroczył bowiem poziom swego temperamentu. Początkowo również dopinguje siebie różnymi dietami, lekarstwami uzyskiwanymi od znajomych lekarzy, w końcu udaje się do seksuologa i ukrywa przed nim fakt współżycia jednocześnie z 2 partnerkami. W obu cytowanych przykładach celem wizyty jest uzyskanie leków dopingujących, np. słynnej johimbiny, hormonów itp. Lekarz zaleca stosowanie danych preparatów i w efekcie są one dopingiem sprzecznym z prawdziwym stanem organizmu pacjenta. W dodatku niektórzy pacjenci na własną rękę zwiększają sobie dawki w celu uzyskania szybszego i większego efektu. Podczas kolejnej wizyty u lekarza skarżą się, że brak poprawy i oczekują silniej działających leków. Dochodzi do sytuacji, kiedy doping farmakologiczny zaczyna szkodzić organizmowi i np. przedawkowanie johimbiny nadmiernie pobudza układ krążenia, a preparaty hormonalne zakłócają równowagę hormonalną. Zaczynają się różne komplikacje wymagające leczenia u internisty, kardiologa, urologa itp. Świadome ukrywanie prawdy zaczyna obracać się na szkodę zainteresowanego. 15 - Seks dojrzały i ROLA PARTNERKI W LECZENIU IMPOTENCJI Kobiety dość często uważają, że przyczyny zaburzeń seksualnych ich partnerów tkwią w nich samych. Jeżeli w dodatku czują się zdrowe, sprawne seksualnie i prawidłowo reagują, to wszelkie problemy seksualne w związku utożsamiają z winą partnera. Przyczyny zaburzeń seksualnych najczęściej tłumaczą sobie tłem biologicznym (wyczerpanie, zaburzenia hormonalne, słaba potencja, choroba nerwów) lub też tłem nerwicowym (,,on jest nerwowy"). Podobne interpretacje występują również i wtedy, kiedy to właśnie kobieta odczuwa zaburzenia seksualne i wówczas przyczyny, np. anorgazmii, wiąże jedynie z własną osobą. Ograniczenie przyczyn zaburzeń seksualnych do czynników tkwiących w jednym z partnerów sprawia, że powstaje relacja: Ja zdrowa - on chory. Relacja ta stwarza dalsze: osoba zdrowa czuje rozczarowanie w wyniku niezaspokojenia swych potrzeb seksualnych, ocenia zachowania partnera, dopinguje go do podjęcia leczenia, darzy go różnymi uczuciami, m.in. takimi, jakimi darzy się człowieka chorego. Natomiast osoba w roli chorego w tak intymnej dziedzinie zazwyczaj przeżywa poczucie dużego zagrożenia, kompromitacji, lęku przed przyszłością, spadku swej wartości w oczach partnera. W zaburzeniach seksualnych możemy mieć do czynienia z różnymi relacjami: Partner zdrowy - partner z zaburzeniem. Partner zdrowy - więź zaburzona - partner zdrowy. Partner z zaburzeniem - partner z zaburzeniem. Możliwe są również inne kombinacje ww. relacji. Wynika z nich jednakże, ze sam takt zaburzeń seksualnych u jednego z partnerów 226 nic jeszcze nie mówi o ich przyczynach i niekoniecznie tkwią one w chorym. Zdarza się, że istotnie różne choroby czy postawy neurotyczne są przyczyną zaburzeń seksualnych i to niezależnie od osoby partnera. W innych przypadkach zaburzenia seksualne są ściśle związane z osobą partnera i on jest ich przyczyną (np. partner zachowujący się stresowe) albo powstają w wyniku zaburzeń więzi, komunikacji między partnerami, czyli wina obejmuje obie strony. Warto o tym pamiętać, gdyż wiele przyczyn zaburzeń seksualnych ma właśnie charakter interakcyjny, czyli wynika z zaburzeń relacji między partnerami. W takich przypadkach leczenie chorego partnera nic nie zmieni w wi^zi seksualnej związku, konieczne jest natomiast leczenie układu partnerskiego. Drugi ważny problem - to reakcja partnera na pojawienie się zaburzeń lub trudności seksualnych u drugiej osoby. Zachowanie partnera może skutecznie eliminować zaburzenia albo pogłębiać je, podtrzymywać. W wielu przypadkach dzięki doświadczeniu, lekturom, intuicji czy po prostu zdrowemu rozsądkowi partner potrafi tak się zachowywać i takie stosować formy stymulacji seksualnej, że zaburzenie seksualne szybko mija i więź seksualna ponownie jest udana. BRAK WYTRYSKU ___ Brak wytrysku jest rzadko spotykanym zaburzeniem seksualnym. Najczęściej występuje u tych mężczyzn, którzy w trakcie długotrwałego samopobudzania ukierunkowali się na określony typ bodźców dotykowych. W trakcie stosunku innego typu bodźce odbierane są jako luz w pochwie. Może dojść do zmniejszonej wrażliwości dotykowej w wyniku nawilżenia członka wydzielina pochwową (tzw. lubricałio). W takich przypadkach partnerka może przedłużyć linię pochwy własną dłonią. Wówczas ruchy członka odbywają się na dłuższej przestrzeni, a obejmowanie członka ręką sprzyja pobudzeniu do wytrysku. Ewentualnie wskazane jest, aby partnerka przed rozpoczęciem stosunku przez pewien czas najpierw pobudzała partnera do wytrysku ręcznie, a później w wyżej opisany sposób. Metod leczenia jest zresztą wiele. Dla przykładu podałem dwie, dość łatwe i skuteczne. Istnieją jednak przypadki, kiedy brak wytrysku ma zupełnie inny charakter: nie można go uzyskać ani w stosunku, ani też w wyniku ręcznej stymulacji. Jeżeli sam mężczyzna nie jest w słanie wyzwolić u siebie wytrysku w wyniku aułosłymulacji, ło możemy przypuszczać, iż istnieje jakaś głębsza blokada psychiczna lub też choroba, np. w obrębie narządów płciowych czy w układzie seksualnym. Dla przykładu podam, że tego typu zaburzenia spotyka się w przypadku chorób gruczołu krokowego, jąder, nasieniowodów. Niekiedy są to słany pozapalne, pourazowe, polekowe. Wówczas konieczna jest wizyta u specjalisty, gdyż teoretycznych przyczyn tego stanu rzeczy może być wiele. Są to w zdecydowanej większości przypadków zaburzenia uleczalne. Coraz częściej spotykam się z sytuacjami, kiedy to właśnie kobiety ,, matkują" swym partnerom, piszą w ich sprawach listy, przychodzą 228 do lekarza, a sami zainteresowani potrafią latami zwlekać z podjęciem leczenia. Jakkolwiek można to tłumaczyć lękiem przed wizytą, rozpoznaniem jakiejś choroby, męskim ambicjonalnym przeczuleniem, to jednak postawa strusia nie ma sensu, rzadko bowiem poprawa przychodzi samoistnie. Nie wiem dlaczego, ale zaburzenia seksualne są przez wiele osób traktowane jako rzekomo nieuleczalne lub trudne do wyleczenia, a seksuolog jest dla nich nie tyle terapeutą, dysponującym zakresem metod diagnostycznych i leczniczych, co zwiastunem złej wiadomości typu "to już koniec". Zresztą niejeden pacjent zaczyna wizytę od tego stwierdzenia i lekarskie zaprzeczenia uważa za pocieszenie. "Prawda jest jednak taka, że zdecydowana większość zaburzeń seksualnych i u kobiet i u mężczyzn jest uleczalna. i ZABURZENIA U PARTNERÓW Omówiony zakres problemów i zaburzeń nie obejmuje wszystkich możliwości, rozpoznań. Więcej informacji na łen łemał można znaleźć w specjalistycznych publikacjach. Chciałbym zwrócić uwagę na problem zakodowania zachowań seksualnych wobec stałego partnera. Zakodowanie to polega na utrwaleniu się określonych potrzeb, reakcji seksualnych, a nawet przeżyć im towarzyszących. Partnerzy żyjący w iele lat ze sobą mają wiele takich utrwalonych reakcji seksualnych; mogą być one pozytywne, ale mogą być i negatywne - np. zdarzają się sytuacje, iż dany mężczyzna ma we współżyciu z żoną zakodowany przedwczesny wytrysk, natomiast z innymi partnerkami współżycie jest udane. Do seksuologów często zgłaszają się pacjenci jakby obudzeni z wieloletniego letargu i proszą o leczenie zaburzenia trwającego niekiedy i ponad 10 lat. Leczenie jest wprawdzie możliwe, ale wymaga czasu, współudziału partnera. Kody pozytywne natomiast bywają niekiedy tak silne, iż współżycie może być udane i satysfakcjonujące jedynie ze współmałżonkiem. Przychodzą do seksuologa czasem dziwni ,,pacjenci", skarżą się, że są niezdolni do zdrady, gdyż w wypadku zmiany osoby partnera "nie wychodzi", natomiast jedynie ze stałym partnerem nie mają problemów ani zaburzeń. Zazdroszczą innym przygód i romansów, a swoją wierność traktują jako przymusowo narzuconą przez los. 230 ROZMIARY PATOLOGII SEKSUALNEJ Moi pacjenci mówiąc o swoich trudnościach i zaburzeniach seksualnych często są przekonani, iż ich osobiste dramaty należą do rzadko spotykanych, mają poczucie smutnej wyjątkowości, wyróżniającej ich wśród innych normalnych i zdrowych ludzi. Zapewne sam fakt przeżywania niepowodzeń seksualnych sprzyja powstaniu poczucia niższości i porównywania siebie z innymi. Tego rodzaju zaburzenie jest wstydliwie ukrywane, a nawet często kompensowane przechwałkami co do własnej potencji, sprawności. O ile w przypadku wielu chorób somatycznych istnieje swoiste licytowanie - co do ich rozmiaru, leczenia, podobieństw u siebie i swoich bliskich, znajomych (co sprzyja poczuciu powszechności i częstości tych chorób) - o tyle w przypadku chorób seksualnych istnieje tendencja do ich wypierania się, ukrywania. Nic więc dziwnego, że istnieją choroby eleganckie, modne, wzbudzające nawet zazdrość oraz wstydliwe. W konsekwencji zmienia się przestrzeganie powszechności danych zaburzeń i poczucie wyjątkowości w przypadkach seksualnych. Oto dane statystyczne, ilustrujące powszechność zaburzeń seksualnych. Nie kieruję się jedynie potrzebą pocieszania tych, którzy są nimi dotknięci. Dane te sprzyjają refleksji co do przyczyn powszechności tych zaburzeń, mimo wieloletniego już procesu uświadamiania i wychowania seksualnego. Poddają również w wątpliwość prawdziwe rozmiary szczęścia seksualnego, wskazują na konieczność dalszego poradnictwa oraz rozbudowania lecznictwa seksuologicznego. Przedstawione dane pochodzą z różnych źródeł, ale reprezentują jedynie te, które są zbieżne. Warto przecież podkreślić fakt, iż zaburzenie seksualne nie musi być chorobą, częściej jest to proces przejściowy o charakterze nerwicowym, sytuacyjnym. Przekonanie o jego ciężkości i towarzyszący mu lęk sprzyjają utrwaleniu tych reakcji i rozwojowi nerwicy. 231 ZABURZENIA U PARTNERÓW Omówiony zakres problemów i zaburzeń nie obejmuje wszystkich możliwości, rozpoznań. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w specjalistycznych publikacjach. Chciałbym zwrócić uwagę na problem zakodowania zachowań seksualnych wobec stałego partnera. Zakodowanie to polega na utrwaleniu się określonych potrzeb, reakcji seksualnych, a nawet przeżyć im towarzyszących. Partnerzy żyjący w iele lat ze sobą mają wiele takich utrwalonych reakcji seksualnych; mogą być one pozytywne, ale mogą być i negatywne - np. zdarzają się sytuacje, iż dany mężczyzna ma we współżyciu z żoną zakodowany przedwczesny wytrysk, natomiast z innymi partnerkami współżycie jest udane. Do seksuologów często zgłaszają się pacjenci jakby obudzeni z wieloletniego letargu i proszą o leczenie zaburzenia trwającego niekiedy i ponad 10 lat. Leczenie jest wprawdzie możliwe, ale wymaga czasu, współudziału partnera. Kody pozytywne natomiast bywają niekiedy tak silne, iż współżycie może być udane i satysfakcjonujące jedynie ze współmałżonkiem. Przychodzą do seksuologa czasem dziwni "pacjenci", skarżą się, że są niezdolni do zdrady, gdyż w wypadku zmiany osoby partnera "nie wychodzi", natomiast jedynie ze stałym partnerem nie mają problemów ani zaburzeń. Zazdroszczą innym przygód i romansów, a swoją wierność traktują jako przymusowo narzuconą przez los. 230 ROZMIARY PATOLOGII SEKSUALNEJ Moi pacjenci mówiąc o swoich trudnościach i zaburzeniach seksualnych często są przekonani, iż ich osobiste dramaty należą do rzadko spotykanych, mają poczucie smutnej wyjątkowości, wyróżniającej ich wśród innych normalnych i zdrowych ludzi. Zapewne sam fakt przeżywania niepowodzeń seksualnych sprzyja powstaniu poczucia niższości i porównywania siebie z innymi. Tego rodzaju zaburzenie jest wstydliwie ukrywane, a nawet często kompensowane przechwałkami co do własnej potencji, sprawności. O ile w przypadku wielu chorób somatycznych istnieje swoiste licytowanie - co do ich rozmiaru, leczenia, podobieństw u siebie i swoich bliskich, znajomych (co sprzyja poczuciu powszechności i częstości tych chorób) - o tyle w przypadku chorób seksualnych istnieje tendencja do ich wypierania się, ukrywania. Nic więc dziwnego, że istnieją choroby eleganckie, modne, wzbudzające nawet zazdrość oraz wstydliwe. W konsekwencji zmienia się przestrzeganie powszechności danych zaburzeń i poczucie wyjątkowości w przypadkach seksualnych. Oto dane statystyczne, ilustrujące powszechność zaburzeń seksualnych. Nie kieruję się jedynie potrzebą pocieszania tych, którzy są nimi dotknięci. Dane te sprzyjają refleksji co do przyczyn powszechności tych zaburzeń, mimo wieloletniego już procesu uświadamiania i wychowania seksualnego. Poddają również w wątpliwość prawdziwe rozmiary szczęścia seksualnego, wskazują na konieczność dalszego poradnictwa oraz rozbudowania lecznictwa seksuologicznego. Przedstawione dane pochodzą z różnych źródeł, ale reprezentują jedynie te, które są zbieżne. Warto przecież podkreślić fakt, iż zaburzenie seksualne nie musi być chorobą, częściej jest to proces przejściowy o charakterze nerwicowym, sytuacyjnym. Przekonanie o jego ciężkości i towarzyszący mu lęk sprzyjają utrwaleniu tych reakcji i rozwojowi nerwicy. 231 J Zaburzenia orgazmu u kobiet Około 10% współżyjących seksualnie kobiet nie zna przeżycia orgazmu. Nie miały doznań orgazmowych we współżyciu, w pieszczotach, we s'nie, również nie maja doświadczeń z samozaspokajaniem się. Około 20% kobiet przeżyło kilka orgazmów w swoim życiu; mógł on występować we s'nie, sporadycznie w pieszczotach czy w stosunku. Przeważająca większość ich doświadczeń erotycznych sprowadza się do łagodnie przeżywanego podniecenia lub obojętności seksualnej czy odczuć przykrych. Około 20Ś30% kobiet niekiedy przeżywa orgazm (bez względu na sposób jego wyzwalania), ale w zdecydowanej mniejszości przypadków współżycia. Można zatem stwierdzić, że prawie połowa populacji kobiet ma trudności z przeżywaniem orgazmu. Przyczyny są bardzo zróżnicowane, począwszy od rozwoju seksualności w wychowaniu, cech osobowości, błędów popełnianych we współżyciu aż do różnorodnych zaburzeń w ich związkach, w rozwoju reakcji nerwicowych itp. Zaburzenia sprawności seksualnej mężczyzn Około 15% mężczyzn ma długotrwałe zaburzenia seksualne w formie zaburzeń erekcji lub czasu trwania współżycia, około 25% - okresowe zaburzenia seksualne, występujące w różnym wieku, około 20Ś40% - sporadyczne, krótkotrwałe zaburzenia we współżyciu seksualnym. Zatem jedynie 30Ś40% mężczyzn nie ma żadnych form trudności seksualnych i określa swoje współżycie jako w pełni udane. U młodych mężczyzn przeważają zaburzenia czasu trwania współżycia (przedwczesne lub zbyt wczesne wytryski nasienia), a mężczyźni starsi częściej przeżywają zaburzenia erekcji oraz trudności z uzyskaniem wytrysku. Inności psychoseksualne Homoseksualna orientacja obejmuje około 1Ś2% populacji mężczyzn i kobiet; dotyczy to osób o zdecydowanym ukierunkowaniu popędu wobec przedstawicieli własnej płci, a nie osób ujawniających takie tendencje lub biseksualnych. Różnorodne formy patologii seksualnej, jak np. ekshibicjonizm, sadyzm, masochizm, zoofilia, pedofilia, kazirodztwo iłp. są rzadko spotykane w wyraźnej formie, częściej ujawniają się w formie ukrytej, w skłonnościach. Istnieje wokół nich posmak sensacji, są traktowane jako ciekawostki. Czynniki sprzyjające występowaniu zaburzeń seksualnych Wiele zaburzeń seksualnych ma konkretne przyczyny, wiele z nich ma charakter poliełiologiczny, czyli nakładają się na siebie różne 232 negatywne czynniki, dające w konsekwencji zaburzenia. Do najczęściej spotykanych czynników sprzyjających rozwojowi zaburzeń seksualnych należą: Czynniki związane ze środowiskiem rodzinnym: nadmierny rygoryzm wychowawczy, konfliktowe środowisko rodzinne, odrzucenia emocjonalne. Czynniki związane z wykształceniem i z pracą: nadmierne lub bardzo nikłe uświadomienie seksualne, niezadowolenie z pracy zawodowej (fl mężczyzn). Czynniki związane z osobowością; osobowości mało aktywne, zamykające się w sobie, zahamowane, zakompleksione, sztywne, neurotyczne, hipochondryczne, chwiejne uczuciowo, niedojrzałe, o niskim progu frustracji, z długotrwałymi stresami. Czynniki związane z trybem życia: nikotynizm (przyczyna coraz częstsza, zwłaszcza u mężczyzn), alkoholizm (picie w tzw. narodowym stylu), błędne odżywianie (niedobór witamin, soli mineralnych), przegrzewanie narządów płciowych (u mężczyzn), brak wypoczynku, słany zmęczenia, wyczerpania, zakłócenia rytmów biologicznych, snu. Czynniki związane z rozwojem związków uczuciowych: związki konfliktowe, rozczarowanie osobą partnera, niekorzystne warunki mieszkaniowe, walka o dominację, rywalizacje. Czynniki związane ze współżyciem seksualnym: błędy i niewiedza, prestiżowe nastawienie na sukces, stresujące zachowanie partnera, lęk przed ciążą, niektóre metody zapobiegania ciąży (np. stosunek przerywany). Czynniki związane ze stanem zdrowia: wiele chorób somatycznych o długotrwałym przebiegu, np. choroba nadciśnieniowa, cukrzyca oraz długotrwałe przyjmowanie i nadużywanie leków. Czynniki społecznokulturafne, np. mity, stereotypy seksualne, jatrogenne działanie niektórych publikacji i prelekcji, zachowań lekarzy, wychowawców. Jak więc wynika z analizy tych czynników, przeciwdziałanie zaburzeniom seksualnym jedynie w małej części jest uzależnione od wychowania i uświadomienia seksualnego. Warto też tu wspomnieć, że współczesny poziom lecznictwa seksuologicznego daje poprawę w zdecydowanej większości zaburzeń seksualnych. MECHANIZMY OBRONNE W ZABURZENIACH SEKSUALNYCH Zaburzenie seksualne jest frustracją prowadzącą do obniżenia poczucia własnej wartości, napięcia, lęku, niepokoju, uderzającego w obraz JA, wyzwalającą poczucie niepewności lub kompleksu wobec partnera, lęku przed oceną przez partnera. Im dłużej dana osoba doświadcza trudności w życiu seksualnym, tym głębszy jest stan frustracji na tym tle. Osoba przeżywająca tego rodzaju problemy znajduje się w słanie długotrwałego napięcia, zrozumiałe jest zatem, że uruchamia mechanizmy obronne. Mechanizmów tych jest kilkadziesiąt, a wybór jednego lub kilku z nich jednocześnie zależy od poziomu intelektualnego, dojrzałości psychicznej danej osoby, od zakodowanych doświadczeń, wyniesionych ze środowiska rodzinnego itd. Zagadnienie mechanizmów obronnych jest dokładnie opracowane w wielu pracach z tego zakresu. Obecnie przedstawię rodzaje mechanizmów obronnych najczęściej uruchamianych w zaburzeniach seksualnych, z wyodrębnieniem specyficznych różnic między płciami. Należałoby uwzględnić również różnice wieku, wykształcenia, środowiska, typ zaburzeń seksualnych, ale wymagałoby to całej monografii na ten temat. Przedstawiam zatem wersję skróconą, która daje pewien obraz samoobrony psychicznej przed frustracją seksualną. Wprawdzie spotykam się ze wszystkimi mechanizmami obronnymi, ale omawiam tylko niektóre z nich, częściej spotykane; posłużę się również konkretnymi przykładami. Racjonalizacja polega na podświadomym zniekształcaniu swych 234 przeżyć, myśli w taki sposób, aby poprawić samoocenę, np. kobieta z lękiem przed defloracją, współżyciem, nie mająca powodzenia, silnie podkreśla wartość dziewictwa i własne posłannictwo. Tabela 4 Rodzaje mechanizmu obronnego Mężczyźni Kobiety Racjonalizacja +++ ++ Intelektualizacjd +++ + Kompensacja +++ + Zaprzeczanie ++ +++ Projekcja ++ +++ Inwersja + +++ Konwersja + +++ Przeniesienie h +++ Fantazjowanie + +++ Reakcje upozorowane + ++ Regresja ++ +++ +++ czysty mechanizm ++ przeciętnie częsty 4 rzadki mechanizm Infelelcfualfzacja polega na podświadomym przenoszeniu własnych problemów na inne tory rozumowania i np. impotent zaczyna studiować dzieła seksuologiczne, staje się erudyłą w tej dziedzinie. Kompensacja polega na podświadomym wyrównywaniu obniżających poczucie własnej wartości problemów w sferze seksu w innych sferach aktywności, np. impotent stara się wyróżnić szybkością jazdy samochodem, wielkością dochodów, zdobyciem pozycji społecznej. Zaprzeczanie polega na podświadomym zaprzeczaniu istnienia problemu przez kontrastowe zachowania, np. kobieta anorgastyczna ukazuje siebie jako bardzo seksowną, z temperamentem. Projekcja jest to podświadome przypisywanie własnych problemów innym, np. kobieta nie mogąca osiągnąć podniecenia seksualnego, określa swego partnera jako zimnego, aseksualnego. Inwersja polega na podświadomym przeniesieniu wypartych problemów na zachowanie wprost przeciwne i np. wrogość, agresja do partnera jest manifestowana podkreślaniem swej miłości do niego. Pragnienia kontaktu z kobietą, które rodzą lęk i niepewność, są przenoszone na zachowanie homoseksualne. Konwersja jest to mechanizm polegający na wyrażaniu w formie symbolicznej potrzeb i zachowań wzbudzających silny lęk, np. kobieta obawiająca się współżycia z partnerem odczuwa silne bóle miednicy, dolegliwości genitalne; dzięki temu broni się przed współżyciem. 235 Przeniesienie polega na przenoszeniu uczucia na obiekty zastępcze w przypadku, gdy wzbudza ono lęk, niemożność spełnienia; np. miłość do nauczyciela jest kierowana na przedmiot, jaki on wykłada, miłość do danej kobiety jest kierowana na osoby z jej kręgu iłd. Fantazjowanie polega na podświadomym przenoszeniu stłumionych potrzeb w świat wyobraźni, snów i np. kobieta rozczarowana osobą męża ma sny, w których pozostaje on w związku z inną kobietą. Reakcje upozorowane polegają na podświadomym kierowaniu się ku zachowaniom akurat odwrotnym wobec oczekiwanym oraz chcianym i np. nie zaspokojone potrzeby seksualne przemieniają się w pruderię, moralizatorstwo, tendencje exhibicjonistyczne - w przesadną wstydliwość, homoseksualne - w uwodzenie wielu kobiet itp. Regresja polega na podświadomym cofaniu się w kierunku bardziej dziecięcych form zachowania, np. niepowodzenia w życiu seksualnym prowadzą do hipochondrycznego podkreślenia złego stanu zdrowia, chorób. Zastępowanie polega na tym, że za trudności w życiu seksualnym obwiniani są rodzice, którzy nie uświadomili seksualnie, partner itd. Odwracanie uwagi polega n? tym, że mężczyzna mający narastające problemy z żoną zaczyna przesadnie zajmować się własną pracą zawodową, przesadnie pielęgnuje swój samochód, poświęcając na to całe dnie iłp. Dewaluacja polega na tym, że mężczyzna mający przedwczesne wytryski ujawnia krytyczną postawę wobec seksuologii, publicystyki na ten temat. łntrojekcja polega na tym, że kieruje się na siebie uczucie pierwotnie skierowane ku innym i np. mężczyzna odczuwający wrogość wobec kobiet zaczyna dokonywać aktów samoponiżania się lub usiłuje popełnić samobójstwo. Sublimacja polega na tym, iż skierowuje się nie akceptowane potrzeby, np. seksualne, na zachowanie wysoko cenione - służenie innym, prace naukowe itp. W kręgu istniejących możliwych mechanizmów obronnych są takie, które można oceniać jako pyzytywne dla zainteresowanej osoby i jej otoczenia, np. altruizm, humor, sublimacja. Inne stwarzają problemy danej osobie (np. intelektualizacja, kompensacja) lub otoczeniu (np. projekcja, inwersja, reakcje pozorowane). Leczenie zaburzeń seksualnych polega m.in. (poza usuwaniem objawów tych zaburzeń) na odkrywaniu istniejących mechanizmów obronnych i zmianie postaw pacjenta wobec seksu, siebie, partnera. Zrozumiałe zatem, że jest to proces wymagający niekiedy żmudnej pracy diagnostycznej oraz psychoterapii. 236 PRZECZULICA NARZĄDÓW PŁCIOWYCH Przeczulica narządów płciowych u mężczyzn najczęściej polega na tym, iż żołądź członka jest nadmiernie wrażliwa na wszelkie bodźce dotykowe i np. dotyk ręki, przywieranie ubrania, a także stosunek - sprawiają ból, przez co współżycie niejednokrotnie ulega przerwaniu. U kobiet przeczulica najczęściej dotyczy pochwy i np. może być źródłem bolesności w czasie stosunku, ale może również dotyczyć łechtaczki, warg sromowych, wejścia do pochwy itp. W wielu wypadkach przyczyną wspomnianych dolegliwości bywają różnorodne choroby, np. grzybice, słany zapalne, małe urazy, zaburzenia neurologiczne, naczyniowe (np. w przebiegu cukrzycy). Do przeczulicy może również prowadzić zbył intensywne współżycie seksualne, kiedy sfery erogenne zlokalizowane w okolicach narządów płciowych są nadwrażliwe na bodźce dotykowe. W takich wypadkach po pewnej przerwie we współżyciu dolegliwości mijają. Jeśli rozpozna się przyczyny somatyczne przeczulicy lub takie, które wiążą się ze współżyciem seksualnym, leczenie daje dobre rezultaty. Inaczej wygląda problem, gdy lekarze różnych specjalności wykluczają tło somatyczne i podejrzewają nerwicę. Dla pacjenta tego typu rozpoznanie wydaje się dziwne. Najczęściej nerwica dotyczy przecież ogólnego stanu psychiki; niektórzy słyszeli o tzw. nerwicy serca, żołądka, ale "nerwica narządów płciowych" bez zaburzeń sprawności seksualnej? Czy to możliwe? Jeżeli nie ma wątpliwości, iż przeczulica narządów płciowych ma charakter nerwicowy, oznacza to, że pacjent choruje na nerwicę, a przeczulica jest jednym z jej objawów. Można oczywiście zastanawiać się nad tym, dlaczego u jednego pacjenta z nerwicą objawy dotyczą czynności serca, u innego - pracy jelit, a u jeszcze innego narządów płciowych. Wiadomo, że ,,wybór narządu" nie jest przypadkowy i ujawnia podświadome mechanizmy. Sole głowy mogą np. wyrażać niemożność rozwiązania problemu, bóle żołądka mogą być wyrazem tłumienia uczuć. W przypadku narządów płciowych może się np. kryć podświadomy protest wobec partnera, niechęć 237 do współżycia seksualnego, lęk przed słosunkiem, ocenę siebie w roli partnera iłp. Bardzo często przeczulica narządów płciowych rozwija się w wyniku błędów w szłuce kochania lub braku właściwej ars amandi. Jeżeli np. partner zbyt długo i zbyt silnie drażni łechtaczkę, a jego partnerka wstydzi się przyznać, że nie odczuwa już przyjemności, lecz ból, to przeczulica łechtaczki jest zrozumiałym następstwem takiego pobudzania. Inny przykład: jeżeli mężczyzna szybko dąży do stosunku, a pochwa jest wąska i niedostatecznie zwilżona, to drażnienie żołędzi członka może wyzwolić przeczulicę. Kiedy tego typu odczucie pojawi się w następnym kontakcie, wówczas może to prowadzić do sytuacyjnego kojarzenia i utrwalenia doznania. Przeczulica narządów płciowych może również powstać w wyniku zmiany typu stymulacji seksualnej. Jeżeli np. po dłuższym masturbowaniu się powstało przyzwyczajenie do określonej siły bodźców dotykowych, to w momencie podjęcia współżycia z partnerem zakres otrzymanych od niego bodźców, jakkolwiek zgodny z kanonami ars amandi, może wyzwalać przeczulicę. Leczenie tej dolegliwości zależy od odkrycia jej przyczyn. Może zatem obejmować leczenie choroby podstawowej (np. cukrzycy, podrażnienia korzeni nerwowych itd.), psychoterapię pacjenta lub obojga partnerów. W wielu przypadkach bardzo pomaga doraźne stosowanie różnych maści o działaniu miejscowo znieczulającym. Sam fakt braku odczuwania nadwrażliwości na dotyk może przynieść dużą ulgę i umożliwić współżycie. PATOLOGIA WIĘZI PARTNERSKIEJ Przedstawiona tu typologia zaburzeń więzi partnerskiej jest wynikiem uogólnienia tych zaburzeń, z którymi spotykam się najczęściej. Inaczej mówiąc, moi pacjenci sami ułożyli zaburzone związki w pewne charakterystyczne typy. Z konieczności przedstawiam je w formie skondensowanej. W przypadku związków neurotycznych bogactwo form i rodzajów zaburzeń komunikacji partnerskiej wymagałoby odrębnej książki i dlatego dla przykładu omawiam jeden z typów związku neurotycznego - małżeństwo histeryczne. Chciałbym również zastrzec, że niżej wymienionych typów zaburzonych związków nie należy ostro od siebie odgraniczać, gdyż wiele z nich przybiera formy mieszane. Związek formalny Ze związkiem formalnym mamy do czynienia wówczas, gdy więź partnerów w małżeństwie ogranicza się jedynie do formalnej strony trwania instytucji małżeństwa, natomiast więzi uczuciowa i seksualna uległy rozpadowi. Związek formalny istnieje najczęściej w sytuacji, gdy małżonkowie ze względu na dobro dzieci nie chcą się rozwieść, natomiast pragną zachować pozory istnienia ogniska rodzinnego. Innym motywem lub motywem towarzyszącym poprzedniemu są wyznawane przez nich zasady religijne; przy ich respektowaniu związek formalny jest właściwie formą separacji. Przyczyną powstawania i trwania małżeńskich związków formalnych może być również wspólnota interesów majątkowych lub innych (np. konieczność posiadania współmałżonka, jako warunku uzyskania zgody na atrakcyjny wyjazd służbowy za granicę). W związkach formalnych terapeuta ma do czynienia z następującymi typami problemów: Jeden z partnerów przeżywa głęboka frustrację w wyniku trwania układu pozbawionego więzi uczuciowej i seksualnej. Występują stresy i stany napięć wywołane niezaspokojenfem potrzeb seksualnych. Małżonkowie mają wątpliwości do idei działania "na rzecz dobra dziecka", gdyż klimat uczuciowy istniejący w formalnym związku nie stwarza ciepła ogniska domowego, a dzieci i tak wyczuwają napięcia między rodzicami. Związek dysharmoniczny Związek tego typu występuje między partnerami odczuwającymi zaburzenie jednej z relacji interpersonalnych, przy pozytywnie ocenianych innych relacjach. Najczęściej jest on oceniany pozytywnie i ujawniana jest niechęć do jego zerwania i do zmiany osoby partnera. Zaburzona relacja więzi stwarza jednak trwałe rozczarowania i napięcia. W polaryzacji tendencji "od" i ,,do" związku przeważa ostatecznie "do", ale tendencja "od" wyzwala długotrwały stres. W praktyce terapeutycznej najczęściej powtarza się zaburzenie relacji seksualnej: np. partnerka nie odczuwa orgazmu, istnieje między partnerami rozbieżność potrzeb seksualnych, oczekiwań i upodobań. Może też być zaburzona relacja porozumienia intelektualnego: partnerzy mają rozbieżne zainteresowania, nie potrafią nawiązać kontaktu intelektualnego. Innym przykładem zaburzonej relacji jest różnica poglądów, systemów wartości, światopoglądów. Zaburzone relacje mogą również obejmować postawy wobec rodzin pochodzenia (genetycznych), podziału ról w. gospodarstwie domowym, koncepcji wychowawczych, kontaktów z innymi ludźmi czy sposobów spędzania wolnego czasu. U partnerów istnieje subiektywne przekonanie, że gdyby "to" zostało przezwyciężone, wówczas więź między nimi byłaby jak najlepsza. W małżeńskim związku dysharmonicznym mogą się ujawniać rzeczywiste różnice w poszczególnych relacjach więzi partnerskiej, począwszy od seksualnej, a kończąc na stylu komunikowania się, mogą również ujawniać się pozornie zaburzone relacje kryjące zupełnie odmienne motywy (np. wtórna anorgazmia żony może być wyrazem ukrytego konfliktu, rozczarowania osobą partnera, zaś różnice zdań co do formy spędzania wolnego czasu mogą katalizować tendencje dominacyjne partnerów itp.). Psychoterapia związków dysharmonicznych najczęściej umożliwia poprawę zaburzonej relacji lub przyjęcie postawy tolerancji wobec odmienności partnerów w danej sferze ich cech czy kultywowanych form życia. Związek "alergiczny" W związku "alergicznym" dominuje zaburzenie więzi uczuciowej, przy ograniczeniu postaw racjonalnych. Partnerzy zajmują wobec siebie postawy irracjonalne i w ich zachowaniach dominują silne wybuchy emocji. Natomiast w sytuacji, kiedy każde z małżonków przebywa oddzielnie, np. w pracy, napięcia uczuciowe wygasają. Reakcja alergiczna, łzn. wybuch emocji, powstaje w wyniku powtarzania przez partnera nie zaakceptowanych zachowań, przy czym skrajnie negatywnym wyrazem tej reakcji jest awersja seksualna, niechęć do jakiegokolwiek kontakłłi fizycznego z partnerem. Małżonkowie ujawniają wobec siebie ambiwalencję i ambitendencję. W zasadzie mają - niekiedy nawet silną - motywację do utrzymania związku, deklarują i wyrażają wzajemną więź uczuciową, czasem i seksualną, ale nie potrafią opanować swych reakcji uczuciowych. Bywa, że sam widok partnera stwarza stan napięcia, lęk, pobudliwość, agresję. Stan ten można porównać do działania czynnika alergicznego w chorobie uczuleniowej. Reakcje alergiczne mogą być wyrazem zalegania emocji związanych z istniejącą w danym związku sferą tabu. l tak np. niezaspokojenie seksualne, frustracja potrzeb seksualnych, zwłaszcza przy braku dialogu na ten temat, może sprzyjać ujawnianiu napięć, przemieszczonych na inne dziedziny, np. punktualności, porządku w domu itp. W pewnych przypadkach reakcja alergiczna może wyrażać wyczulenie na tle zachowania się partnera w dziedzinie osobiście bardzo istotnej, l tak np. pedantyczna żona może bardzo silnie reagować na brak higieny osobistej partnera. Reakcje alergiczne mogą być również wyrazem objawów nerwicowych, tendencji dominacyjnych, walki między partnerami bądź zakodowanych reakcji z okresu dzieciństwa (np. wyczulenie na spożywanie alkoholu, w wyniku przykrych przeżyć z własnego środowiska rodzinnego; wówczas sam fakt picia przez małżonka wyzwala silną reakcję uczuciową). W przypadku związku alergicznego dobre lub złe rokowanie zależy od rodzaju i przyczyn reakcji uczuciowych oraz istniejących motywacji trwania związku. Związek niedojrzały Ze związkiem niedojrzałym mamy do czynienia wówczas, gdy partnerzy pozostają wobec siebie w relacji "dzieckodziecko". Może on również wiązać się z niedojrzałością psychoseksualną partnerów, dla której charakterystyczna jest dominacja własnych potrzeb seksualnych, autoerotyzm, albo powstać w wyniku braku przygotowania do ról małżeńskorodzinnych, rodzącego konflikty w pełnieniu tych ról i trudności w wywiązywaniu się z określonych obowiązków. 16 - Seks dojrzały 241 W praktyce terapeutycznej w związkach niedojrzałych najczęściej spotyka się następujące problemy: Niezdolność do tworzenia partnerstwa i równowagi między różnymi lub sprzecznymi potrzebami i oczekiwaniami. Oczekiwanie od współmałżonka postaw rodzicielskoopiekuńczych (np. mąż szuka w żonie małki, a żona ojca, u obojga natomiast przeważa postawa biernozależna). Przewaga tendencji "biorę" u partnerów, którzy oczekują od drugiej osoby zaspokajania własnych oczekiwań i potrzeb, przy równoczesnym braku postawy "daję". Narzucanie partnerowi własnej wizji związku. Traktowanie partnera jak członka własnej rodziny genetycznej, od której nie nastąpiło psychiczne oddzielenie. W takich przypadkach istnieje swoiste prawo klanu, rodu, któremu partner ma się podporządkować. Związki niedojrzałe typowe są dla partnerów o niedojrzałej osobowości, zbyt silnie związanych ze swoim środowiskiem rodzinnym (rodzinami pochodzenia), egocentrycznych, nie przygotowanych do życia w małżeństwie i rodzinie, unikających odpowiedzialności. W praktyce terapeutycznej małżonkowie ze związków tego typu bardzo często zgłaszają się do poradni w zaawansowanym stadium konfliktu, np. w trakcie sprawy rozwodowej, skierowani przez ośrodek rodzinnodiagnostyczny. Związek neurotyczny Więź partnerska w związku, w którym jedno z partnerów jest neurotykiem lub oboje, a komunikacja w związku jest neurotyczna, ma bogatą literaturę. W zasadzie większość publikacji poświęconych patologii i psychoterapii partnerskiej opisuje typy związków neurotycznych. W piśmiennictwie światowym istnieją 'liczne monografie i czasopisma przedstawiające problem związków neurotycznych. Każda orientacja czy szkoła psychoterapeutyczna ma własne teorie na ten temat, jak również specyficzne techniki terapii. Zagadnienie związków neurotycznych jest bardzo ważne, ponieważ są one spotykane bardzo często, a wielu neurotyków zrywając dotychczasowe i nawiązując nowe związki w ten sposób usiłuje rozwiązać swoje wewnętrzne problemy. Czytelnik dysponuje obecnie możliwością przeczytania wielu opracowań poświęconych nerwicom i dlatego nie zamierzam powtarzać tu zawartych w nich informacji. Dla przykładu omówię typ związku histerycznego, należącego do najczęściej spotykanych w tej grupie zaburzeń więzi partnerskiej. Małżeństwa histeryczne Powstanie niejednego związku wzbudza zaskoczenie, zdziwienie i refleksję nad motywami jego zawarcia. Osoby znajdujące się w po-242 zycji widza, obserwatora, mogą nie rozumieć tego typu motywów, brakuje im bowiem zaangażowania uczuciowego, motywacji erotycznej, które są przecież najczęstsze w powstawaniu związków. Można jednak zadawać sobie pytanie, czy fakt powstania danego związku jest czystym przypadkiem, czy też w pewnym sensie jest zdeterminowany cechami osobowości partnerów? Istnieje powszechna opinia, iż miłość nie zna granic i możliwe są związki między partnerami bardzo odmiennymi co do wykształcenia, aparycji, popędu seksualnego, wieku. W wielu przypadkach rzeczywiście miłość nie zna granic, ale niejeden związek powstał dzięki przyciąganiu do siebie określonych cech* osobowości partnerów. Do tego typu związków należą właśnie małżeństwa, określane w specjalistycznym piśmiennictwie jako histeryczne. Chociaż instytucja małżeństwa jest stara jak świat, jednak naukowa jego analiza jest stosunkowo świeżej dały. W zasadzie dopiero w latach sześćdziesiątych zaczęła się rozwijać gamologia, czyli nauka o małżeństwie. Okazuje się, że wybór osoby partnera nie jest sprawą przypadku, również nasze zachowania potrafią prowokować partnera na zasadzie zaprogramowania. W histerycznych małżeństwach mamy do czynienia z kilkoma kombinacjami. Histeryczna żona i histerofilny mąż. W osobowości partnerki dominują takie cechy, jak: niedojrzałość, chwiejność nastrojów, decyzji, powierzchowność przeżywania, brak poczucia stałości i oparcia. Seksualność często bywa słaba lub też obwarowana obawami, lękiem. Tego typu kobieta wobec mężczyzn adresuje sygnały ujawniające potrzebę stabilizacji uczuciowej, oparcia oraz słabego temperamentu seksualnego. Nic zatem dziwnego, że sygnały te mogą zostać przyjęte przez mężczyznę, którego określa się mianem histerofilnego, czyli odczuwającego potrzebę więzi z partnerką o cechach histerycznych. Cechy osobowości takiego mężczyzny to np. zahamowania i poczucie niższości w roli męskiej, wstydliwość, lęki związane z seksualnością, niski poziom temperamentu seksualnego, zdolność adaptowania się do różnych warunków, niekonfliktowość. W tego typu związku przyciągają się zatem określone cechy osobowościowe, a partnerzy podtrzymują siebie w tych cechach. Histeryczny mąż i hisferofilna żona. Tego typu układ jest odwrotnością powyższego związku, ale należy do rzadziej spotykanych, gdyż osobowość histeryczna jest rzadsza u mężczyzn. "Normalna" osobowość żony i hisferoformujący mąż. Pojęcie normalnej osobowości jest względne, dlatego zostało ujęte w cudzysłów. W tym jednak przypadku chodzi o układ, w którym partnerka nie ujawnia cech histerycznych, ale jest prowokowana do nich przez swego partnera o niskim poziomie temperamentu seksualnego, nie-16243 określoności w roli mężczyzny, chwiejności uczuciowej i konfliktowości. Stopniowo, w miarę trwania tego układu, partnerka coraz częściej ujawnia zachowanie histeryczne lub nie odpowiada na adresowane wobec niej oczekiwania i związek ulega zerwaniu. Tego typu sytuacja najczęściej powstaje wówczas, kiedy mąż miał matkę histeryczną, będącą dla niego modelem osobowości kobiety. "Normalna" osobowość męża i histeroformująca żona. Tego typu układ jest odwrotnością poprzedniego i również najczęściej powstaje wówczas, gdy żona miała ojca o osobowości histerycznej i stał się on dla niej modelem osobowości mężczyzny. Powyższe układy partnerskie potwierdzają znaną tezę, iż w interakcji między partnerami może dochodzić do przeobrażeń osobowości "na życzenie" drugiej osoby. Adresowane wobec niej konkretne potrzeby i sygnały mogą prowokować do podświadomie chcianych reakcji zgodnie z zasadą zaprogramowania. W każdym związku partnerzy mogą zadać sobie pytanie, na ile moja osobowość pozostała nie zmieniona, a na ile uległa przeobrażeniu "na życzenie" partnera, lub też na ile zmieniły ją obiektywne fakty życiowe. Badacze wyodrębniają również pojęcie sytuacyjnych histerycznych małżeństw, powstających w przypadkach ważnych zmian życiowych, np. zmiany pozycji społecznej jednego z partnerów, stylu życia, sytuacji kryzysowych wynikających np. ze zdrady, pojawienia się zaburzeń seksualnych. W wielu przypadkach histerycznie reagują na swoje zaburzenia seksualne mężczyźni, którzy dotąd nie mieli trudności w swym życiu seksualnym. Uświadomienie sobie "jestem niesprawny", "kompromituję się jako mężczyzna" prowadzi do histerycznej reakcji z myślami samobójczymi włącznie. Analiza histerycznych związków potwierdza zatem tezę, iż w wielu przypadkach wybór osoby partnera nie jest przypadkiem, a więź uczuciowa i seksualna powstaje na zaprogramowanym podłożu, jakim jest określona osobowość partnerów. Miejmy nadzieję, że dalszy rozwój gamologii ujawni wiele mechanizmów powstawania związków i interakcji między partnerami. Tego typu badania są bardzo zaawansowane w wielu krajach; z bliższych nam należy wymienić Czechosłowację, która ma duży dorobek w tej dziedzinie. Związek rywalizacyjny Związek rywalizacyjny to taki związek, w którym do typowych form zachowań partnerów należą walka i dominacja. Na podstawie własnych obserwacji badawczych mogę stwierdzić, iż zjawisko to dotyczy około 40% związków małżeńskich z zaburzeniami więzi partnerskiej. Podstawową przyczyną powstawania i rozwoju tego typu związków są przeobrażenia kulturowospołeczne, m.in.: emancypacja kobiet i feminizacja systemu oświatowego, wzrost rangi matki w środowisku rodzinnym, nieokreśloność roli męskiej, powszechność 244 pracy zawodowej kobiet, antykoncepcja dająca kobiecie dużą swobodę decydowania o swoim życiu seksualnym, zmiany w systemie wartości dotyczących małżeństwa, prokreacji, seksualności itp. Charakterystyczne zachowania i postawy rywalizacyjne partnerów w małżeństwie to: Dążenie do przyjęcia postawy górowania nad partnerem w zakresie pozycji zawodowej, społecznej, finansowej, towarzyskiej, podkreślanie swej przewagi w pochodzeniu społecznym, uznaniu u innych itp. Rozbieżność łniędzy postawami ujawnianymi w środowisku domowym, np. towarzyskim. (Niekiedy żona zaskoczona jest faktem, iż w domu istnieje zgoda między nią a mężem, gdy tymczasem w towarzystwie mąż zachowuje się agresywnie, ośmiesza ją). Ukryty sposób rywalizacji, np. w marzeniach, realizowany poprzez fantazje dotyczące wysokiej pozycji własnej, a zarazem degradacji partnera. Nastroje pozytywne w przypadkach, gdy partner przeżywa porażki, klęski, niepowodzenia, oraz negatywne, gdy przeżywa sukcesy. Ukryte rywalizacje seksualne (np. dysfunkcje seksualne, zachowania masturbacyjne, mimo możliwości współżycia z partnerem. Jawne rywalizacje seksualne (np. ośmieszanie partnera, zwiększanie wymagań, powoływanie się na doświadczenia z innymi partnerami itp.). Rywalizacja w rodzicielstwie (np. szukanie sprzymierzeńca w dziecku, podrywanie autorytetu partnera, "kupowanie" dziecka prezentami itp.). Przejawy agresji słownej i fizycznej. Walka o prestiż za wszelką cenę nawet przez uzyskanie rozwodu. Związek socjopatyczny Pojęcie związek socjopatyczny obejmuje różne kategorie zaburzeń więzi partnerskiej, wiążących się z patologią społeczną. W praktyce terapeutycznej najczęściej występują następujące rodzaje związków tego typu: Związki należące do subkultury marginesu społecznego. Małżeństwa alkoholików, narkomanów, osób z uzależnieniami lękowymi. Związki kazirodcze. Związki z pogranicza prostytucji (np. mąż jest równocześnie sułenerem własnej żony), Związki należące do subkultury przestępczej itp. Małżonkowie (partnerzy) należący do wyżej wymienionych typów związków najczęściej zgłaszają się do poradni z problemami sytuacyj-245 nymi: seksualnymi - w okresie nasilenia potrzeby walki z partnerem, manipulacyjnymi - w celach rozwodowych, karnych (np., aby móc później przedstawić zaświadczenie o fakcie leczenia). Związki socjopatyczne należą do wyjątkowo trudnych w psychoterapii, źle rokują, co pośrednio wynika z faktu, iż najczęściej powstają one między partnerami reprezentującymi nieprawidłowe typy osobowości i mającymi różne powiązania ze swym środowiskiem subkulturowym. Zespół maltretowanej żony W pewnym sensie zespół ten należy do związków socjopatycznych, został jednak wyodrębniony ze względu na jego specyfikę i częstość występowania. Charakteryzuje się tym, że mąż różnymi formami agresji (fizycznej, słownej i innej) doprowadza żonę do całkowitego podporządkowania sobie, a następnie przejawia wobec niej okrucieństwo. Zespół ów wiąże się z nieprawidłowymi lub psychopatologicznymi cechami osobowości mężczyzny, z występującymi długotrwale mechanizmami obronnymi, najczęściej powstającymi w wyniku stresu seksualnego i uczuciowego, głębokiego poczucia niższości w roli męskiej czy też urazu na tle odrzucenia przez kobietę. Do terapeuty zgłasza się najczęściej maltretowana żona lub mąż skierowany na badania sądowoseksuologiczne czy psychiatryczne. Zespół maltretowanego dziecka Związek partnerów tego typu należy również traktować jako socjopatyczny, jego wyodrębnienie wynika jednak z narastania problemu. Według statystyk co roku na każdy tysiąc dzieci w wieku do lat 4 jedno doznaje ciężkich urazów spowodowanych przez rodziców, z czego '/10 kończy się śmiercią dziecka (Raport WHO z 1977 roku). Osobowość małżonkówrodziców z Zespołem maltretowanego dziecka cechuje niedojrzałość, impulsywność, agresywność, a doświadczenie na sobie brutalności przechodzi później z pokolenia na pokolenie. W genezie tego zespołu podkreśla się m.in. znaczenie długiego okresu separacji matek od narodzonych dzieci oraz fakt niechcianego dziecka. Narodowe Centrum Urazów Dziecięcych w Waszyngtonie jako czynniki sprzyjające rozwojowi tego Zespołu u rodziców podaje: alkoholizm, narkomanię oraz zaburzenia psychiczne. Zespół opuszczonego gniazda Zespół opuszczonego gniazda powstaje w wyniku sytuacji konfliktowych i rozpadu więzi partnerskiej w okresie zakończenia wychowywania dzieci i ich usamodzielnienia się. Często jest mylnie rozpoznawany jako depresja lub psychopatologia wynikająca z przekwitania. Do terapeuty zgłaszają się małżonkowie negatywnie oceniający swój związek, skarżący się na zaburzenia komunikacji z partnerem, na sprzeczność systemu wartości, zanik zainteresowań seksualnych. 246 Często podstawowym objawem tego Zespołu jest spadek libido, zanik więzi seksualnej, przy zachowanej sprawności seksualnej. Rokowanie w przypadku tego Zespołu bywa pozytywne, a psychoterapia wpływa na poprawę więzi między małżonkami. Związki z ostrym kryzysem Do grupy tej należy około 30% wszystkich zaburzeń więzi partnerkiej w małżeństwie. Ostry kryzys, w którym ulega zaburzeniu więź uczuciowa l seksualna, najczęściej powstaje w następujących przypadkach: Reakcja na ujawnienie zdrady partnera. Reakcja na urodzenie się dziecka. Reakcja na niechcianą ciążę. Reakcja na nagłe sytuacje, np. konieczność zmiany pracy, mieszkania. Reakcja na nagłe pojawienie się dysfunkcji seksualnych. Reakcje wynikające z ujawnienia stresowych faktów w biografii życiowej partnera (np. innego związku, układu kazirodczego, zgwałcenia, porównania z innym partnerem seksualnym itp.) Związki z ostrym kryzysem wymagają tzw. interwencji kryzysowej, czyli intensywnej psychoterapii, nastawionej na "tu i teraz" związku, neutralizacji niepokoju, redukcji lęku, a następnie poprawy sposobu porozumiewania się między partnerami. Granice między omówionymi wyżej typami związków małżeńskich, w których występują zaburzenia, bywają nieostre; niekiedy w jednym związku występuje więcej niż jeden typ zaburzeń. Dlatego wszystkie sytuacje konfliktogenne we współżyciu pary małżeńskiej wiążą się z koniecznością dokładnej diagnozy, różnicowania oraz kwalifikowanej psychoterapii partnerskiej. APATIA SEKSUALNA Apatia seksualna oznacza brak lub słabe zainteresowanie seksem, współżyciem, obojętność wobec bodźców erotycznych, bierność w ars amandi. Osoba taka sprawia wrażenie, jakby mogła żyć aseksualnie, bez współżycia (przy zachowanej do niego zdolności). Wspomniana apatia bywa u kobiet utożsamiana z oziębłością, a u mężczyzn z impotencja, co nie jest prawdą. Istnieje zdolność współżycia i doznawania orgazmu, ale nie czuje się potrzeby tych doznań. Istnieją różne stopnie apatii seksualnej: l - współżycie odbywa się normalnie, z częstotliwością prawidłową, wg statystycznych kryteriów, brak jednak zainteresowania nim, dominuje bierność w ars amandi. II - współżycie seksualne Jest rzadkie, chociaż sprawne, traktowane jest jako obowiązek, brak zainteresowania seksem, współżyciem, a partner czuje, że jest obojętny erotycznie. III - współżycie seksualne zanika (przy zachowaniu zdolności do niego), brak jakichkolwiek zainteresowań seksem, płcią odmienną, obojętnie reaguje się na sceny erotyczne, bodźce seksualne, człowiek taki sprawia wrażenie aseksualnego. Reakcje fizjologiczne seksualne istnieją, ale brak treści seksualnych w świadomości, jak i w podświadomości (brak snów, marzeń erotycznych). Wspomniane stopnie apatii seksualnej mogą być pierwotne, tzn. ujawniają się od okresu dojrzewania (co jest rzadkie) lub wtórne, czyli występują po okresie udanego współżycia (co jest najczęściej spotykane). 248 Musimy jednak rozróżnić apatię seksualną prawdziwą, o której będzie mowa niżej, od pozorowanej. Tę ostatnią ujawnia się w sposób prowokacyjny. Kryje za sobą różne mechanizmy (złość wobec partnera, potrzebę okazania niechęci, odegrania się, jako parawan innego związku, poza przyjmowana przez kobiety, zaniepokojone swymi zaburzeniami seksualnymi). Zwłaszcza ten ostatni mechanizm jest często spotykany. Partnerowi okazuje się apatię, niechęć lub odmawia współżycia przy zapewnianiu (słownym) co do zdolności do niego. Łatwiej w ten sposób zachować twarz i ukryć swoje zaburzenia seksualne, które są przeżywane z silnym lękiem i z poczuciem zagrożenia. Spotykam sytuacje, kiedy taki partner jest "doprowadzany" do gabinetu i manifestuje apatię seksualną rzekomo niezrozumiałą, a dopiero w indywidualnej rozmowie i w trakcie badania okazuje się, że jest to parawan zaburzeń seksualnych. Przyczyny rzeczywistej apatii seksualnej najczęściej są następujące: Osłabienie aktywności życiowej. Po przebytej chorobie lub w czasie jej trwania, w wyniku przemęczenia, wyczerpania, niedosypiania, niedożywienia, braku potrzebnych witamin, zniechęcenia dotychczasowym życiem, nałożeniem się na siebie kolejnych stresów itp. może powstać apatia seksualna, która towarzyszy ogólnemu spadkowi aktywności. Nerwice (np. neurasteniczna), zespoły apatycznoabuliczne towarzyszące psychopatologii, obniżenie poziomu temperamentu seksualnego. Nierozbudzenie seksualne, opóźnienie rozwoju potrzeb erotycznych. Znudzenie partnerem i wygaśnięcie zainteresowania erotycznego wobec niego. Bywa, że wygasa namiętność wobec partnera; nieraz jest to wynik rozczarowania, konfliktów, a znudzenie jedynie w wymiarze seksualnym. Znudzenie seksem, uczucie przesytu. Bywa, że u osób mających bardzo duże i różnorodne doświadczenia i przeżycia seksualne, intensywne współżycie z różnymi formami doznań, następuje pewnego rodzaju przesyt i sfera seksu im obojętnieje, nabierają wobec niej dystansu. Kiedyś tłumaczono to wyżyciem się, np. tym, że mężczyzna może tylko określoną ilość razy współżyć. Jeszcze teraz spotykam się z sytuacją, kiedy matka usiłuje nakłonić mnie do "wybicia córce z głowy" małżeństwa "z wyłysiałym i wyżytym już" partnerem, ,,z którego nie będzie pożytku, bo swoje już przeżył". Tymczasem me istnieje żadna określona granica co do ilości ejakulacji w życiu mężczyzny, choć może być granica jego fascynacji sferą seksualną. 249 Duża aktywność w innej działalności. Wiadomo, że intensywne i pasjonujące zajęcie może wiązać się z zobojętnieniem wobec seksu, co jest procesem przejściowym, ale dla partnera bywa dokuczliwym. Przychodzą czasem do mnie żony mężów pracujących intensywnie społecznie czy nad doktoratem z prośbą, abym im uświadomił, że one też mają swoje potrzeby i innego typu zajęcie nie może mężowi przesłaniać całego świata. Jak wynika z przytoczonych rozważań, w większości przypadków apatia seksualna jest procesem przejściowym i towarzyszącym czemuś innemu. Może jednak w razie znudzenia partnerem i seksem przybrać bardziej trwały charakter, a niekiedy stanowi wstęp do zaburzeń seksualnych (oziębłość, impotencja, ejaculatio retardata itp.). ZNUDZENIE SEKSUALNE Część małżeństw po kilku latach wkracza w przykry dla siebie okres znudzenia seksualnego. Życie seksualne jest zrułynizowane, bodźce stają się coraz mniej podniecające, zanika wzajemna atrakcyjność erotyczna, reakcje seksualne stają się mniej spontaniczne, nie towarzyszą im intensywne przeżycia, osłabia się odczucie przyjemności. Przykładem literackim jest piękna powieść Mario Benedełłi ,,Dziękuję za ogień". "Tak dobrze ją znam. Moja ręka może rozpoznać ją po omacku. Znam mały pieprzyk, który następuje po dużym pieprzyku, szorstkie miejsce wokół brodawki, dokładną długość włosów, rozwarcie wszystkich kątów, zaciśnięte brzegi blizny w okolicach wyrostka robaczkowego, strefy, w których ciało zachowuje resztki młodzieńczej jędrności i sfery, które zaczynają wiotczeć... ciepłe łono, gładkie kolana, talia, która zna mój rytm... Rutyna staje się nieunikniona... Rzecz w tym, 250 że rutyna jest poniżająca. Wchodzić zawsze z tej samej strony, bez żadnej niespodzianki dla dotyku, oddawać się sobie nawzajem bez reszty, bardziej pochłonięci nagłym skurczem, niż tą tajemnicą, niepowtarzalną ekstazą albo zmianą, albo walką, albo spalaniem, albo przeczuciem, albo językiem, albo rozminięciem... tym czymś, co przez zrozumiałe wygodnictwo zwykliśmy nazywać miłością." W odczuciu kobiety gesty czułości mężczyzny zaczynają być stereotypowe, coraz mniej wyrażające uczucie. W ars amandi pieszczoty stają się rutynowym ceremoniałem, prowadzącym do tego samego celu, brak im spontaniczności, zachwytu, adoracji. W odczuciu mężczyzn zmienia się odbiór ciała kobiecego. Najpierw następuje jego poznanie, przyzwyczajenie się, a następnie zmiana z młodzieńczego na mniej fascynujące. Różne są formy przeciwdziałania znudzeniu seksualnemu: mnożenie technik i pozycji, odświeżanie przez ciche zmiany partnerów, uruchamianie wspomnień w trakcie ars amandi, pornowyobraźnia itd. Formami skrajnymi są układy grupowe itp. Czy znudzenie seksualne jest procesem nieuniknionym? Dlaczego nie obejmuje ono wszystkich związków o dłuższym czasie trwania? Jak mu przeciwdziałać? Jakkolwiek nie dysponujemy pełnymi danymi dotyczącymi powszechności tego zjawiska, można stwierdzić, iż wiele związków potrafi utrzymać wzajemną atrakcyjność. Co jest tajemnicą tego powodzenia? Jeżeli współżycie seksualne będziemy rozpatrywać z czysto fizjologicznego punktu widzenia, to niewątpliwie po 2Ś4 latach trwania związku zaczyna pojawiać się znudzenie seksualne. Niektórzy badacze o behawioralnej orientacji twierdzą, iż bardziej sensowne są umowy małżeńskie, np. pięcioletnie, a następnie ich zmiana. Jest to niewątpliwie duże upraszczanie zagadnienia i niedostrzeganie w seksualizmie człowieka współoddziaływania wielu czynników innych, jak np. roli więzi psychicznej, atrakcyjności męskościkobiecości drugiej osoby, ewolucji związku i miłości. Znudzenie seksualne najczęściej występuje w tych związkach, których podstawowym motywem powstania była atrakcyjność seksualna, bez głębszej więzi uczuciowej i psychicznej, w związkach, w których seks stał się główną wartością jako cel sam w sobie. Wówczas spotykamy oddziaływania wszystkich prawidłowości fizjologicznych, prowadzących do znudzenia i ,,wypalenia" się. Również współżycie bez jakichkolwiek przerw, stereotypowe, pozbawione wyobraźni i kultury szybko staje się rutynowe. Gdy nie ma ewolucji miłości, wzajemnej troski o bycie ciekawym, interesującym i w pozaseksualnych relacjach, wówczas również zachodzi ten proces. Podobnie jeśli seks jest demonizowany, sztucznie wyniesiony na pierwsze miejsce w hierachii przeżyć, łatwo o zanik atrakcyjności partnera. Życie seksualne jest jednym z wymiarów związku, jednym z wielu 251 wzajemnych odniesień. Im bogatszy psychicznie, bardziej interesujący człowiek, im większa więź uczuciowa, troska i dbałość o wzajemny kontakt, tym lepsza więź seksualna. Zmiana ciała nie oznacza zmiany atrakcyjności człowieka, chyba że było ono dotychczas jedyna wartością. Jeśli nie ma więzi uczuciowej, pozostaje nudny, nieciekawy i mało zmieniający się partner seksualny. Nie tyle więc atrakcyjność seksualna wymaga zmian z zewnątrz (techniki, pozycje, dodatkowe atrakcje), co zmian i ewolucji każdego z partnerów. Czy jest np. możliwe, aby zachowała się długotrwała atrakcyjność partnerów praktykujących tylko jedną pozycję współżycia? Jest, jeżeli oni sami są dla siebie interesujący i fascynujący również i w innych wymiarach. Lepiej jednak, jeżeli potrafią i sferę seksualną uatrakcyjnić zmieniającymi się formami pieszczot, technik czy pozycji. STAGNACJA W MAŁŻEŃSTWIE Czy rzeczywiście w większości małżeństw z wieloletnim stażem rozczarowanie seksualne kobiet jest zjawiskiem powszechnym? Lubimy generalizować nasze przeżycia i podświadomie pragniemy ich potwierdzenia wyszukując sytuacje zbliżone do naszych. Prawda nie jest jednak taka prosta. Obecnie dysponujemy wieloma dokładnymi opracowaniami, z których wynika, że około 25% respondentek - kobiet zamężnych - skarży się na niezaspokojenie swoich potrzeb erotycznych, a 24% narzeka na nadmierne potrzeby seksualne ich mężów. Analiza pożycia wielu małżeństw wykazuje, że część z nich już w kilka lał po ślubie ujawnia znudzenie, rozczarowanie, choć są i takie stadła, które doznają wzajemnej satysfakcji i w późnym wieku. Z danych dotyczących rozwodów można wyciągnąć wniosek, że nader często zdarzają się kryzysy małżeństw z 10Ś15letnim stażem. Jest to okres przełomowy, kiedy dzieci już dojrzewają i małżonkowie po osiągnięciu stabilizacji życiowej zaczynają odczuwać potrzebę określenia swego dalszego życia, jego celu, jak również wzajemnej satysfakcji. W pierwszych latach małżonkowie są nastawieni na organizację domu i życia rodzinnego. Ich partnerstwo polega na wspólnym realizowaniu tych celów, natomiast stabilizacja życiowa stawia małżonkom nowe zadania i daje ogromną szansę ponownego zbliżenia się do siebie, stworzenia nowej wspólnoty o ileż przecież dojrzalszych osobowości. Wiele małżeństw jednak nie potrafi nawiązać ze sobą autentycznych więzi. Składa się na to kilka przyczyn. Oto one: Dążenie do osiągnięcia stabilizacji, funkcje rodzicielskie tak pochłaniają małżonków, że zapominają oni o nie mniej ważnej wspólnocie psychicznej; zajęci wielu sprawami idą przez życie obok siebie, lecz 253 nie razem. A przecież wspólnota małżeńska wymaga stałego podtrzymywania, dialogu, wzajemnego zainteresowania, troski. Drugą przyczyną bywa życiowa stagnacja. Dla niektórych osób szczytem osiągnięć jest dobrze urządzony dom, stabilizacja, wygody, rozrywki. Stwarza to klimat sprzyjający także stagnacji psychicznej - zamiera niczym nie podsycane uczucie. Statyczne pojmowanie miłości i fascynacji erotycznej może także być powodem rozluźnienia więzi małżeńskiej, nie dostrzega się bowiem ich ewolucyjnego charakteru i konieczności stałego podtrzymywania swej atrakcyjności wobec partnera, potrzeby pielęgnowania uczuć, starania o coraz wyższą kulturę współżycia, przeciwdziałającą rutynie, monotonii i nudzie. Błędem jest również nieuwzględnienie różnic w rozwoju psychoseksualnym obydwu płci. U mężczyzn maksimum potrzeb erotycznych przypada na wiek do 25 lat, później krzywa tych potrzeb stopniowo opada. Natomiast u kobiet rozbudzenie potrzeb jest wolniejsze, ich szczyt przypada na 30 lata ich życia. Wynika to z określonych uwarunkowań biologicznych. Jeżeli małżonkowie świadomi są tych procesów, to będą dla siebie nie tylko wyrozumiali, lecz zaczną świadomie współdziałać, aby ich życie seksualne było atrakcyjne, a wzajemne potrzeby zaspokajane. Jakkolwiek duży wpływ mają tu względy biologiczne, to jednak na fascynację erotyczną nie mniejszy ma także wpływ sama osoba partnera oraz pielęgnowanie jego uczuć. Małżonkowie muszą więc być świadomi, że ich życie we dwoje podlega ewolucji, której kierunek zależy od nich samych. Wiemy, że miłość polega m.in. na pragnieniu uszczęśliwienia drugiej osoby. Małżeństwo zaś powinno być oparte na tej właśnie maksymie. Jeżeli tak nie jest, to widocznie istnieje kryzys, wypływający najczęściej z egocentrycznej postawy małżonków albo też z niewiedzy. Nie jestem zwolennikiem rozwiązywania trudności małżeńskich za pomocą leków. Osłabienie popędu płciowego nie wyeliminuje przecież poczucia niezadowolenia i rozczarowania. Moim zdaniem - a stwierdzam to na podstawie kontaktów z pacjentami - zbyt rzadko daje się do zrozumienia drugiej osobie, iż przeżywa się kryzys. Zbył mało mówi się o tym, co w nas się dzieje. Jeżeli natomiast zrobimy wszystko, aby partner miał jasny obraz sytuacji - a jednak niczego to nie zmieni - możemy stanąć przed koniecznością podjęcia decyzji co do dalszych losów naszego związku. Warto też pamiętać o tym, że niechęć do współżycia może wynikać też z naszej bierności, z zaniedbania starań o własną atrakcyjność w życiu domowym. Staramy się dobrze wyglądać w miejscu pracy, na gruncie towarzyskim, a w domu czujemy się często zbyt swojsko. Udane życie seksualne wymaga sztuki podobania się, a sam fakt małżeństwa tego nie zapewnia. W trójkątach małżeńskich partnerzy kobiet różnią się od ich mężów krańcowo odmiennymi cechami. Fakt ów czasem bywa dla tych kobiet zaskoczeniem; "Mąż jest typem intelektualisty, flegmałycznego, opanowanego, domatora. Nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego uczuciowo zaangażowałam się wobec mężczyzny nie dorównującemu mężowi intelektem, gwałtownego, traktującego mnie z dystansem iłp. W innych listach spotykamy opisy kontrastowych partnerów innego rodzaju, np. mężczyzna podporządkowany - mężczyzna dominujący, łyp subtelny, wrażliwy - łyp oschły i ostry iłp. Podobnie kontrastowe typy zdarzają się wśród kobiet. Czy fakty te można tłumaczyć potrzebą innośznudzeniem się określonym ci typem psychicznym, istniejącą Vw nas krańcowością oczekiwań? W wyniku analizy małżeństw rozwodzących się (badam je jako biegły sądowy) stwierdzam, że nawiązywanie kontaktów seksualnych z kontrastowymi typami partnerów wynika z następujących przyczyn: Rozbieżność między kobietąparfnerką i Icobietążoną, mężczyznąparłnerem i mężczyznąmęźem. Idealny małżonek jest najczęściej w wyobrażeniu kobiety lub mężczyzny domatorem, osobą pracowitą, współodpowiedzialną za dom, zrównoważoną emocjonalnie. Tymczasem obraz fascynującego mężczyzny lub kobiety często odbiega od modelu małżonka. Oczekuje się od nich zupełnie innych walorów: atrakcyjności, nieprzeciętnej urody, sprawności seksualnej. Istnieją zatem rozbieżne oczekiwania wobec płci odmiennej, związane z przypisaniem im różnych i wykluczających się ról. Przyczyną takiego nastawienia są najczęściej doświadczenia wyniesione z domu rodzinnego, własna koncepcja życia małżeńskiego, traktowanego jako związek nastawiony głównie na organizację domu, opieki nad dzieckiem, a nie jako związek wszechstronnie partnerski. Własne przeżycia także mogą prowadzić do takiego różnicowania partnerów. Jeżeli np. nasza inicjacja seksualna i kolejne doświadczenia 255 erotyczne wynikały przede wszystkim z chęci doznania zaspokojenia seksualnego, to rola przygodnego partnera jest - w naszym wyobrażeniu - zupełnie odmienna od roli partnera życiowego. Mit Tytanu Wiele dziewcząt w okresie dojrzewania ma skłonność do idealizowania przyszłego partnera: powinien to być - w ich wyobrażeniu - książę z bajki, dysponujący wieloma zaletami. Obraz ten bywa tak mocno utrwalony w wyobraźni, iż szuka się jego potwierdzenia nie tylko w literaturze romansowej, w filmach *iłp., lecz także w życiu. Natomiast rzeczywistość jest zupełnie inna, czas mija, a idealny partner nie trafia się. l w końcu współmałżonkiem zostaje osoba nie spełniająca tych oczekiwań, lecz dająca możliwość założenia rodziny. Zdarza się też, że po pewnym czasie nagle spotyka się wymarzony ideał. Sprzeczność między partnerskim a tradycyjnym modelem związku Wychowani jesteśmy w kręgu kulturowym, w którym przez wiele wieków kobiecość była identyfikowana z uległością, uczuciowością, uczuciami macierzyńskimi, męskość zaś z dominacją, powściągliwością uczuciową, pewnością siebie, doświadczeniem seksualnym i... z małym współudziałem w gospodarstwie domowym (ograniczonym do prac wymagających większego wysiłku fizycznego). Zarazem lansowany jest obecnie model partnerski, któremu sprzyja podobny poziom wykształcenia małżonków, wspólna praca zawodowa, emancypacja i wiele innych czynników. Małżeństwo partnerskie może okazać się udane, zgodne, przystosowane wzajemnie, ale nadal w podświadomości istnieją wzorce wyniesione z dawnych wyobrażeń. Zdarza się czasem, że współmałżonek czuje się zmęczony partnerstwem i nagle rodzi się pragnienie spotkania prawdziwej kobiety, prawdziwego mężczyzny (w sensie tradycyjnego stereotypu). Rozczarowanie osobą partnera Rozczarowanie osobą partnera, jakąś jego jedną cechą, bywa przenoszone na wszystkie cechy jego osobowości. Tak więc np. rozczarowanie współżyciem seksualnym może mieć wpływ na ogólną ocenę partnera, często pozbawioną obiektywizmu. Powstanie nowych potrzeb Zdobywane wykształcenie, kwalifikacje, kontakty ze środowiskiem rodzą często nowe oczekiwania wobec partnera. Nie zawsze związek rozwija się równolegle, nierzadkie są przypadki, gdy jedna z osób pozostaje w tyle. Oddziaływanie środowiska również było źródłem porównań, które wywołują rozczarowanie i poczucie nie spełnionych oczekiwań, l wówczas w takiej próżni może znaleźć się inna, atrakcyjniejsza osoba. Wymieniłem najbardziej typowe przyczyny powstawania kontrastowych związków, będących w opozycji wobec dotychczasowych. Nie-256 znajomość prawdziwych mechanizmów postępowania prowadzi niekiedy do niezrozumienia własnych zachowań i niemożności wytłumaczenia, dlaczego tak się słało. Jeżeli wspomniane mechanizmy ujawnia, się w trakcie procesu rozwodowego, niewiele to pomoże. Natomiast istnieją możliwości pomocy, przezwyciężenia kryzysu, gdy małżonkowie dostatecznie wcześnie poddadzą się terapii małżeńskiej, korzystając z usług poradni życia rodzinnego. EKSPARTNERZY ____ "Kiedy pierwszy raz nie wyszło mi z żoną, nie byłem tym zmartwiony, ale później następne niepowodzenia zaczęły mnie martwić. Postanowiłem sprawdzić, czy z inną kobietą będzie to samo. Umówiłem się z moją dawną partnerką, która założyła własną rodzinę. Okazało się, że kontakt z nią był jednak również nieudany..." "...W nowej pracy spotkałam byłego męża, nawet nie wiedziałam, że łam pracuje. Okazało się, że jemu małżeństwo układa się nieźle. Sama nie wiem jak doszło do zbliżenia między nami, jakby nas nie dzieliły lała rozstania. Postanowiliśmy jednak nie kontynuować romansu, bo mógłby nam komplikować nasze udane związki..." Cytowane fragmenty listów mógłbym uzupełnić przykładami z życia, w których również dochodzi do nawiązywania kontaktów seksualnych z byłymi partnerami, chociaż każde z nich żyje już w innym związku, niejednokrotnie udanym. Mógłbym również, zgodnie z zasadą kontrastu, przedstawić wiele przykładów braku takich kontaktów, chociaż były okazje i zachęty ze strony drugiej osoby. Zatem łatwość powrotu do przeszłości nie jest bynajmniej regułą. Ten powrót do przelotnej chociażby więzi seksualnej z byłym partnerem można rozumieć wówczas, gdy w nowym związku nastąpiło rozczarowanie.'Znane są też sytuacje renesansu byłego małżeństwa i ponownego jego zawarcia. Jakie natomiast mogą być motywy kontaktów seksualnych 17 - Seks dojrzały 257 z byłym partnerem w przypadku, gdy obie strony stworzyły nowe i udane związki? Okazuje się, że typowych możliwości jest kilka. Jedną z nich, to prawo własności. Partner, bez względu na to czy aktualny, czy też z przeszłości, jest traktowany jako własność mego JA, sięga się zatem do niej jako części JA, a wymiar czasu nie ma tu większego znaczenia. Inny motyw jest opisany w pierwszym liście - pojęcie zdrady jest ograniczone do nowej osoby, a nie do byłego partnera. Spotyka się również motyw sprawdzenia atrakcyjności byłego związku, własnej atrakcyjności, poznania, na ile jeszcze JA żyję w drugiej osobie. Narcystyczne JA lubi nieraz mieć poczucie, iż mimo upływu czasu i zmiany sytuacji, nadal żyje jako ważne dla innej. Istnieją również motywy sytuacyjne, kiedy bliskość fizyczna byłego partnera zaczyna działać erotyzująco. Zgodnie z istniejącymi uwarunkowaniami, nie można przecież sądzić, iż nasza przeszłość ulega wymazaniu, jak kreda na tablicy. Przecież jest ona nadal w naszym JA podświadomym, zgodnie z zasadą, że "nic nie ginie". Motywem zbliżonym do powyższego jest zasada "zakazanego owocu"; były partner staje się nim z racji bycia w nowym związku, może zatem paradoksalnie zyskać na atrakcyjności, której nie byłoby w stałym związku z nim. Można mnożyć jeszcze inne motywy - chociażby taki, jak ucieczka do przeszłości w przypadku jakiegoś rozczarowania teraźniejszością. Byłby to zatem smak starych dobrych czasów. Wiadomo również, że niektóre osoby w dziedzinie seksu mają nader szerokie granice tolerancji wobec siebie. Rzadsze natomiast są podobne tolerancje wobec aktualnego partnera i świadomość, iż wraca on do byłego partnera, staje się bolesnym doświadczeniem. Jedną z przyczyn zazdrości, poczucia zagrożenia, lęku, jest przeszłość seksualna partnera. W zasadzie nigdy nie wiadomo, na ile ta przeszłość istnieje jako ważna w teraźniejszości. Z doświadczenia wynika, że kobiety na ogół mniej są zazdrosne o przeszłość seksualną partnera niż mężczyźni, co wynika nie tylko z tradycji kultury, ale i z określonych uwarunkowań seksualizmu, który u kobiet wiąże się z prawem pierwszych połączeń, zakodowanych reakcji, w stopniu większym niż w seksualizmie męskim. Zagadnienie związku seksualnego z byłym partnerem nie jest jednak objęte jakimiś innymi prawidłowościami niż kontakt seksualny z każdą osobą znajdującą się poza aktualnym związkiem. Rozróżnienie, że z byłym partnerem wolno, a z innym nie wolno jest faryzeizmem, gdyż aktualny partner oczekuje lojalności wobec siebie i ma do tego prawo, chyba że obie strony wyraźnie wyraziły zgodę na swobodę seksualną dla siebie, co jednak jest dość rzadko spotykane. Można nawet stwierdzić, iż bardziej zagrażający dla aktualnego partnera jest fakt zdradzania z przysłowiowym eks niż z kimś zupełnie nowym, 258 gdyż z byłym partnerem była już więź, wspólnota przeżyć, a z nowym mogła jeszcze nie powstać. ROMANSE WCZASOWE Romanse wczasowe są zazwyczaj traktowane z lekkim przymrużeniem oka, jako nieszkodliwa przygoda, ucieczka od monotonii życia małżeńskiego, przeżycie czegoś nowego. Istnieje niepisany kodeks obyczajowy i konwencja tego rodzaju zdarzeń. Niektóre małżeństwa świadomie oddzielnie spędzają wczasy. Słyszy się obiegowe opinie o potrzebie relaksu, urozmaicenia sobie życia, o idei, że żyje się tylko raz itp. Zapewne większość tych romansów mija bez echa, pozostawiając z czasem nikłe wspomnienie. Zajmę się obecnie tymi, które pozostawiają po sobie ślady trwałe i komplikują życie. Nie chodzi mi o romanse odkryte przez partnerów i potraktowane ostro jako zdrada, motywująca rozpad związku lub długotrwały konflikt. Nie będę się też zajmował następstwami w postaci zarażenia się jedną z chorób przenoszonych drogą płciową. Ominę również ślady psychiczne w postaci poczucia winy wobec partnera na skutek złamania wyznawanych norm etycznych. co w konsekwencji rodzi niesmak, zawstydzenie i żal do siebie. Zawsze po sezonie wczasowym trafiają do poradni ludzie z typowymi konfliktami wynikającymi z romansów początkowo traktowanych jako niewinne, przelotne kontakty. Okazuje się jednak, że to, co miało być niewiele znaczącą przygodą, stało się źródłem cierpienia, problemów, sytuacji kryzysowej dla dotychczasowego związku. Dla przykładu podam kilka takich typowych sytuacji konfliktowych. Można trafić na partnera otwierającego nowy, dotychczas nie znany świat wrażeń seksualnych, pomimo że dotychczasowe współżycie seksualne danej osoby mogło być nawet udane i w miarę urozmaicone. 17' 259 Nowemu partnerowi w wyniku dotychczas nie znanej ars amandi udało się jednak rozbudzić zupełnie nowe odczucia, wobec których bledną dotychczasowe doświadczenia. Jedna noc z nowym partnerem może być źródłem poznania czegoś tak silnego w odczuciu, że dotychczasowy partner zaczyna być postrzegany jako mało atrakcyjny, a potrzeba nowych doznań prowadzi do wybuchu namiętności wobec nowego partnera. Traci się wówczas zdrowy rozsądek, umiar. Znam liczne przypadki rozbicia rodzin, rozpadu dotychczas udanych związków z powodu owego wybuchu namiętności erotycznej. Poza nowym światem ars amandi może się również przydarzyć bardziej prozaiczna sprawa, związana z budową partnera. Zdaję sobie sprawę z tego, że taka możliwość jest bagatelizowana i zapewne u wielu Czytelników wzbudzi wątpliwości co do rzeczywistego znaczenia takiego doświadczenia. Praktyka poradniana jednak dowodzi, że niekiedy np. mocniejsza budowa mężczyzny czy inna budowa kobiety może wyzwolić odczucia dotychczas nie znane i działające później jak narkotyk seksualny. Dotychczasowy partner traci wówczas przez porównanie swoją wartość i w kontakcie z nim nie powtórzą się już nowe doznania. Jest to przyczyna rozwoju niejednej impotencji czy oziębłości. Wiele związków małżeńskich powstaje na zasadzie akceptacji osoby, która odbiega od ideału. Rezygnuje się z szukania tego ideału, nie wierząc w realność jego spotkania. Znajomość wczasowa może być takim spotkaniom,' zaś odmienność sytuacji ułatwia mistyfikację zalet danej osoby. To, co dotychczas było w świecie marzeń, znalazło się teraz w zasięgu ręki. Romans jest najpierw dopełnieniem tęsknot, może jednak wyzwolić potrzebę zatrzymania szczęścia. Jeżeli nawet dla dobra rodziny romans wczasowy zostaje tylko wspomnieniem, noże jednak burzyć równowagę życia małżeńskiego. Przychodzą do nnie kobiety np. z prośbą o uwolnienie ich od wspomnień, od trwaego zauroczenia, od powstałej niechęci do męża iłp. Zerwanie zasłony następuje wówczas, gdy inaczej niż dotychczas postrzega się swego partnera po zakończeniu romansu wczasowego. Nowy partner wyzwolił bowiem nowe upodobania, oczekiwania, zalety swej płci, nowe odczucia. Dotychczasowy zaś związek, dotąd dostarczający satysfakcji, obecnie wydaje się blady, ubogi, nie na miarę własnych potrzeb i oczekiwań. Porównując osoby partnerów pragnie się zsumowania ich zalet w jednej osobie, a często cechy nowego partnera są przeciwwagą dawnego. Następstwem romansu staje się zobojętnienie uczuciowe, seksualne rozczarowanie dotychczasowym życiem iłp. Podałem tylko trzy z wielu możliwych następstw romansów wczasowych, które stają się źródłem napięć i konfliktów. Podobnie jak nie można przewidzieć przyszłości danego małżeństwa, nie można też przewidzieć następstw pozornie banalnego romansu, traktowanego z początku tylko jako mały epizod życiowy. 260 Więzi seksualne między dalszymi członkami rodziny, np. ze szwagrem, szwagrową, należą do bardzo wstydliwych i są rzadko ujawniane, jeżeli nawet dochodzi na ich tle do skandalu. Trudno powiedzieć, czy są one rzadsze, czy częstsze w porównaniu do potocznych opinii na ten temat. W psychoterapii pacjenci ujawniają je raczej rzadko i to wówczas, gdy terapeuta wzbudzi w nich bardzo duże zaufanie. W procesach rozwodowych, wynikłych z tzw. zdrady, partnerzy również wolą unikać szczerości co do osoby w tym trójkącie. W trakcie wieloletniej już pracy terapeutycznej spotykałem się z romansami w rodzinie nie tak rzadko i prawie zawsze ujawnienie tego faktu stwarzało wielkie problemy pacjentowi. Ciekawe, że ujawnienie związków kazirodczych niejednokrotnie przychodzi łatwiej, być może dlatego, że najczęściej istnieją one w specyficznych środowiskach, np. w rodzinach alkoholików, z marginesu społecznego, dewiacyjnych. Romanse między członkami rodziny odczuwane są zazwyczaj jako bardziej bolesne, burzą wzajemne zaufanie, w większym stopniu komplikują układy rodzinne - z wyjątkiem tych, które są akceptowane, o czym będzie mowa niżej. Temat ten prawie nie istnieje w publicystyce i można odnosić wrażenie, że go nie ma. Analiza tego typu związków pozwala wyodrębnić najczęstsze ich przyczyny: Więź uczuciowa Zdarza się, że bliski krewny wzbudza fascynację, miłość i może te uczucia odwzajemniać. Czasem nawet małżeństwo z danym partnerem było motywowane tym, aby znaleźć się bliżej ukochanej osoby, która jest niedostępna lub ukrywa się wobec niej swe uczucia. Inaczej mówiąc, partner jest pomostem dla kontaktu z inną osobą. W wielu rodzinach tego typu uczucia bywają skutecznie ukrywane i wystarcza sama obecność ukochanej osoby, w innym dochodzi do ujawnienia z różnymi następstwami. 261 Zazwyczaj stan pokrewieństwa jest skutecznym tabu, barierą dla rozwoju czegoś więcej aniżeli fascynacji, zainteresowania, ale zdarza się, że są one przekraczane i nawiązywany jest romans. Rywalizacje między rodzeństwem, członkami rodziny Zdarza się, że członkowierodziny rywalizują ze sobą pod względem atrakcyjności męskokobiecej, są zazdrośni o partnerów (motyw częściej spotykany u kobiet). Nawiązanie romansu podbudowuje zatem własną samoocenę, a jednocześnie jest wyrazem jawnej lub ukrytej agresywności wobec członka rodziny. Znane są np. przypadki, iż siostra odbija siostrze partnera, brat romansuje z bratową itp. Niekiedy tego typu rywalizacje mają związek z tzw. kompleksem Kaina, sięgają więc do wczesnego dzieciństwa, kiedy rodzeństwo rywalizuje ze sobą o względy rodziców, otoczenia. Uwiedzenie Czasem romanse rodzinne zaczynają się od uwiedzenia, np. znacznie młodszej, wiekiem osoby, która później wchodzi w trwały układ seksualny. Motyw zemsty, odwetu, sprawdzenia się Niektóre romanse powstają w wyniku konfliktów w danym związku i wówczas nawiązany jest romans z osobą będącą dosłownie w zasięgu ręki lub darzoną przyjaźnią, co przecież w kręgu rodzinnym nie należy do rzadkości. Bywa również, iż są w ten sposób rozwiązywane problemy w sferze seksualnej, a krewny jest traktowany jako nauczyciel w sferze seksu. Motyw więzi zastępczej Romanse rodzinne mogą powstać w wypadku dłuższego rozstania z partnerem, rozbicia związku - wówczas tego typu romans jest traktowany jako odreagowanie napięcia, swoista forma pomocy dla drugiej osoby. Wspomniałem wyżej, iż zdarzają się romanse rodzinne akceptowane przez wszystkich zainteresowanych, np. w wypadku problemów seksualnych u partnera, potrzeb orgiastycznych, triolizmu itp. Należałoby tu jeszcze wspomnieć o kontaktach seksualnych służących prokreacji, kiedy partner jest niepłodny, a jego krewny spełnia^ rolę zastępczą w rodzicielstwie i w ten sposób "wszystko zostaje w rodzinie". Czym innym natomiast są związki powstałe w sytuacji, kiedy po śmierci współmałżonka nawiązywany jest kontakt z jego krewnym. W starożytności znane było np, zjawisko lewiratu - służące dobru rodu; obecnie na świecie również są tego typu związki podyktowane względami majątkowymi, ale zdarza się również, iż samotna krewna zmarłego partnera, będąca jego przyjacielem, skłania się do nawią-262 zania więzi uczuciowej i seksualnej. Byłoby to odwróceniem powyżej stwierdzonej sytuacji pomostu, ale w odwrotnym kierunku, czyli aktualny partner jest jakby substytutem poprzedniego. Zdarzają się również i autentyczne więzi uczuciowe w takich sytuacjach. Nie wymieniłem wszystkich znanych mi motywów romansów rodzinnych, jak np. wymiana partnerów między bliźniakami w celu sprawdzenia, czy zostaną rozpoznani lub dla zabawy. Romanse rodzinne, jak wspomniałem na początku, potrafią być szczególnie bolesne w przypadkach, gdy podważają zaufanie do partnera i krewnego. Jest to zrozumiałe, gdyż w typowym romansie często inna osoba nie jest znana lub też została poznana powierzchownie, istnieje zatem wobec niej bariera, dystans, ułatwiający ocenianie negatywne tego układu i przypisanie takich cech, które pozwalają zachować poczucie własnej wartości. W przypadku romansów rodzinnych osoba partnera jest bardzo dobrze znana i wówczas konfrontacja z jej cechami może być bardzo przykra i burzyć poczucie własnej wartości. Jeżeli np. siostra odbija siostrze partnera, to istnieje konfrontacja z bardzo dobrze znaną osobą, a nie z wyimaginowanym obrazem i wówczas wszystkie napięcia, wywodzące się jeszcze z dzieciństwa, są znacznie spotęgowane. Nic zatem dziwnego, że psychoterapia osób dotkniętych tego typu przeżyciami jest bardzo trudna, istnieje bowiem u nich często totalny brak zaufania do człowieka. PÓŹNY HOMOSEKSUALIZM W wieku dojrzałym - niekiedy po wielu latach trwania więzi partnerskiej - jedno z partnerów zaczyna ujawniać potrzeby i zachowania homoseksualne. Zazwyczaj partner przez dłuższy czas niczego nie podejrzewa, a stopniowy zanik współżycia seksualnego tłumaczy zupełnie innymi przyczynami; często podejrzewa współpartnera o romans i koncentruje się na tej możliwości. Odkrycie prawdy powoduje konsternację, niewiarę, przekonanie, że to kamuflaż jakiegoś romansu. Jeżeli jednak prawda ta potwierdza się, związek przeżywa dramat. Towarzyszy mu często lęk, czy dziecko nie odziedziczy homoseksualnej 263 orientacji, zwraca się zatem na nie uwagę i obserwuje relacje z rówieśnikami. W przypadku usłania więzi seksualnej, powstaje problem z podjęciem decyzji. Jedni partnerzy wywierają nacisk na leczenie, inni reagują wstrętem i związek ulega rozpadowi. W przypadku rozwodów często ukrywa się prawdziwy motyw rozpadu więzi. Rzadko związek trwa nadal, na zasadzie akceptacji nowego wcielenia partnera. Do lekarza często zgłaszają się współpartnerzy z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego homoseksualizm ujawnił się dopiero po wielu latach trwania związku, a dotychczasowa więź seksualna wcale na to nie wskazywała. Zdarza się również, iż szuka się w przeszłości różnych sygnałów zwiastujących rozwój potrzeb homoseksualnych. Późny homoseksualizm najczęściej ujawnia się u ludzi z biseksualną orientacją płciową, którzy albo tłumili w sobie tendencje homoseksualne, albo sobie jeszcze ich nie uświadamiali, albo u homoseksualistów, którzy z lęku przed środowiskiem oraz z potrzeby normalnego życia zdecydowali się na stworzenie rodziny licząc, iż to ich wyleczy. Po pewnym czasie okazuje się, że orientacja homoseksualna zaczyna przeważać i jest realizowana. Zdarzają się również przypadki rozwoju homoseksualnej orientacji jako formy zastępczej lub obronnej wobec więzi seksualnej w małżeństwie. Spotyka się np. sytuacje, kiedy współżycie z partnerem zaczyna budzić wstręt (np. w wyniku braku higieny u partnera, jego brutalności i prymitywizmu, braku pieszczot itp.). W takich sytuacjach więź homoseksualna wydaje się bardziej satysfakcjonująca. Więzi homoseksualne prowokować mogą długotrwałe niepowodzenia w zaspokajaniu potrzeb seksualnych. Spotykałem się z przypadkami, w których mąż doprowadzał szybko do stosunku bez pieszczot wstępnych, a jego żona nie osiągała ani podniecenia, ani orgazmu. Po wielu latach, kiedy spała w domu przyjaciół, jedna ze znajomych przyszła do niej w nocy na rozmowę; nawiązał się między nimi bliższy kontakt i po pieszczotach, w wyniku stymulacji łechtaczki, pierwszy raz w życiu przeżyła orgazm. Słało się to źródłem orientacji homoseksualnej w 37 roku życia. Posłużę się innym przykładem, w którym orientacja homoseksualna powstała w wyniku niezaspokojenia określonych potrzeb. 39letni mężczyzna przez wiele lat bezskutecznie namawiał swoją żonę na pieszczoty oralnogenitalne, których dotąd nie znał, ale o których słyszał od swoich kolegów. 2ona kategorycznie mówiła nie, dwie inne partnerki w krótkich romansach również nie wyraziły zgody na ten łyp pieszczot. Zdecydował się załem na kontakt homoseksualny, chociaż przez wiele miesięcy nie mógł podjąć łej decyzji i odczuwał wstręt. Doszło do oralizmu, w którym silnej satysfakcji seksualnej towarzyszyło poczucie wstrętu do siebie i partnera. Był to jednak początek najpierw biseksualizmu, a później homoseksualizmu. 264 Późny homoseksualizm ma zatem różne źródła i mechanizmy rozwoju. Nie wspomniałem tu jeszcze o homoseksualizmie jako zwiastunie zaburzeń psychicznych, ale to problem znacznie rzadziej spotykany. "ZEMSTA LOSU" W terapii małżeńskiej, w badaniach związanych ze sprawami rozwodowymi, w wielu wypowiedziach pacjentów dość często przewija się motyw zemsty losu. Osoby mające poczucie winy wobec partnera, którego np. zdradzili, skrzywdzili, porzucili dla kogoś innego, lub te, które czują się pokrzywdzone, często przewidują, że w przyszłości będzie im wymierzona sprawiedliwość. Podobnym motywem zemsty losu operuje najbliższe otoczenie, posługując się odpowiednio interpretowanymi przykładami z życia. Czy zemstę losu należy zatem uznać za fałalisłyczną i nieuniknioną? Czy też należy traktować ją jako straszak i swoisty szantaż otoczenia? Czy nasz lęk przed podjęciem decyzji należy traktować jako przykład myślenia irracjonalnego? Zan.im spróbuję udzielić odpowiedzi na te pytania, zatrzymam się na analizie lęku przeżywanego przed rzekomo nieuniknioną zemstą losu. Wynika on głównie z poczucia winy. Za złamanie przyrzeczenia, za cierpienie drugiej osoby ma winowajcę spotkać sprawiedliwa kara. Samo doświadczenie wyrzutów sumienia jest wyrazem naszej wewnętrznej potrzeby dobra i ładu. Przeżycia takie są dowodem właściwego rozwoju osobowości, wrażliwości i słusznie pojmowanej hierarchii wartości. Poczucie winy i lęk przed zemstą losu wyzwala różne mechanizmy obronne. Wymienię częściej spotykane: tłumienie ("nie myślę o tym, 265 nie chcę wiedzieć, co się z nim (nią) stanie"), życzenie (,,z pewnością znajdzie sobie lepszego męża (żonę) niż ja i będzie szczęśliwsza niż ze mną"), myślenie konfórmisłyczne ("inni też to przeżyli; nie jestem pierwszy (pierwsza)", przerzucenie odpowiedzialności ("to jego (jej) wina, że tak się stało; gdyby postępował(a) inaczej, nie doszłoby do tego"), bagatelizowanie ("to tylko takie straszenie; mam prawo do szczęścia"), autosugestia (,,jestem zły (zła); nie zasługuję na takiego człowieka"). Wiele osób usiłuje za wszelką cenę uwolnić się od poczucia winy i pragnie znaleźć wsparcie w swoim otoczeniu; stąd się bierze m.in. poszukiwanie przyjaźni i zrozumienia u kogoś, kto jest w podobnej sytuacji. Osoby te wzajemnie się wspierają, rozumieją, rozgrzeszają i przez poczucie powszechności takich sytuacji zyskują wewnętrzny spokój. Niekiedy usiłują poprzez poradę zyskać sprzymierzeńca i rozgrzeszenie dla siebie; przerzucenie odpowiedzialności na osobę udzielającą takiej porady zwalnia z poczucia winy. Rzecz jednak w tym, że usiłowanie uwolnienia się z poczucia winy zubaża naszą osobowość i wyzwala egocentryzm. Poczucie winy zmusza do podejmowania dramatycznych decyzji, dokonywania wyboru, ponoszenia konsekwencji błędów. Może ono tak uwrażliwić nasze kontakty z innymi i pobudzić do udzielania pomocy, do powstrzymania ich od podobnych błędów. Co jest zatem z ową zemstą losu? Zależy to od nas. Jeżeli zwolnimy siebie z poczucia winy i odpowiedzialności, to rzeczywiście prowokujemy przyszłość, inni bowiem mogą podobnie jak my reagować na nasz egocentryzm. Jeżeli natomiast zachowamy świadomość odpowiedzialności za siebie, za swoje czyny i za innych, to nasza postawa oszczędzi nam wielu przykrych doznań w następnym etapie naszego życia. Po prostu nauczymy się czegoś na własnych błędach. Osoby szukające porady i pomocy w gabinecie lekarskim najczęściej przechodzą przez długą drogę zmagania się ze sobą i taką wizytę traktują jako ostateczność, jako wyraz niemożności poradzenia sobie samemu. W przypadku związku konfliktowego bywa ona poprzedzona wieloma kłótniami, dyskusjami, próbami rozwikłania kryzysu. Partnerzy przekazują sobie wiele sygnałów, które dotyczą wzajemnego oceniania i prezentacji własnych odczuć i przekonań, określenia winnych itp. W zasadzie zdecydowana większość osób szukających pomocy ma własny pogląd co do źródeł konfliktu i zaburzeń współżycia seksualnego, trudniej im natomiast znaleźć drogi wyjścia z impasu. Osoby przychodzące same ze swymi problemami również mają własne hipotezy co do źródeł powstania trudności seksualnych i konfliktów w związku. Zauważa się obecnie pewną charakterystyczną, tendencję; w wyniku popularyzacji zagadnień małżeńskich i seksualnych coraz więcej osób jest oczytanych i częściej analizuje swoje osobiste problemy w kategoriach mechanizmów biologicznych lub psychologicznych. Wywiad, badanie, specjalne testy mają na celu obiektywizację przedstawionych problemów, z natury rzeczy są jakby ,,sprawdzianem" trafności samopoznania i przedstawionych w gabinecie hipotez. Niedawno przeprowadziłem badania populacji leczących się u mnie osób i na podstawie uzyskanych wyników mogę powiedzieć, że zdolność obiektywizmu zgłaszających się osób wygląda następująco: większość osób (około 58%) trafnie określiła istotę swoich problemów, ich źródła i mechanizmy rozwoju. W przypadku zgłaszających się 267 par - około 46% doszło do słusznych wniosków co do źródeł konfliktu między nimi. Zatem wbrew obiegowym opiniom większość osób jest zdolna do obiektywizmu we własnych sprawach. Inna sprawa, to prezentacja tej prawdy o sobie otoczeniu. Trudno niekiedy wprost powiedzieć, że przyczyna konfliktu tkwi w takich to, a takich własnych błędach, w prowadzonym podwójnym życiu, we własnych zaburzeniach seksualnych. Częściej uwagę otoczenia, które orientuje się, że coś nie gra, skierowuje się na pozorne tory i jest to zrozumiałe. Często młode małżeństwa nie podejmują współżycia z powodu zaburzeń seksualnych jednego z partnerów. Mogą oni wiedzieć, o co tu chodzi naprawdę, ale narastający konflikt między nimi prezentuje się wobec otoczenia np. jako "niezgodność charakterów". Wiele osób potrafi bardzo wnikliwie przeprowadzać aułoanalizę problemów i nie tylko trafnie je odczytać, ale i uruchomić mechanizmy obronne. W takich przypadkach szybciej nawiązuje się współpraca w gabinecie, a proces leczenia danej osoby lub związku ma większe szansę powodzenia. Trudności w obiektywizacji własnych problemów, pozornie słuszne interpretacje, wyjaśnienia, najczęściej mają źródła w następujących mechanizmach: Niewiedza. Wiele osób nie zna mechanizmów sterujących życiem seksualnym, zasad psychofizjologii seksualnej czy prawidłowości współżycia. Stąd tendencja do szukania wyjaśnienia w biologii. Posłużmy się typowym przykładem. Dla wielu mężczyzn ich impotencja kojarzy się z brakiem hormonów w organizmie, z osłabieniem ich reakcji biologicznych i stąd typowa postawa: "Niech pan mi coś da, aby powstał wzwód, wtedy wszystko będzie dobrze". Analiza ich trudności wskazuje, że źródłem impotencji jest np. poczucie zagrożenia ze strony partnerki, lęk przed kompromitacją. W takiej sytuacji zaburzenia wzwodu są objawem wtórnym, wynikiem wewnętrznego napięcia i konfliktu. Zrozumiałe, że środki dopingujące wzwód w takiej sytuacji niewiele pomogą, jednak samym zainteresowanym wydają się najbardziej właściwą metodą leczenia; mechanizmy psychologicznopsychiczne są dla nich nieczytelne, a różne mechanizmy obronne zaciemniają ich poznanie. Zniekształcenie widzenia własnej osoby. Mamy tu do czynienia najczęściej z dwoma typowymi obrazami - z poczuciem niższości, małej wartości oraz z faworyzowaniem własnej osoby. W pierwszym wypadku określa się siebie jako osobę niezdolną do normalnego współżycia, np. z powodu rzekomo zbyt małego członka, temperamentu, zbyt małej atrakcyjności siebie dla drugiej osoby, "która nie może czuć do mnie pociągu" itp. 268 Faworyzowanie własnej osoby polega np. na tym, że siebie postrzega się jako osobę właściwie "znającą się na rzeczy", właściwie postępującą w związku, a winę ponosi druga osoba. Prosi się o jej leczenie, "poprawę", nakłonienie do zmiany zachowań. Dokładna analiza może wykazać nieprawdziwość obu wspomnianych postaw, irracjonalność kompleksów itp., a ujawnić prawdziwe mechanizmy powstałych trudności seksualnych. Ucieczka przed poznaniem siebie - lęk przed poznaniem prawdy o sobie - skłania do szukania pozornych prawd, np. przez przerzucenie odpowiedzialności na drugą płeć. "Przy kład: "Jestem normalną kobietą, ale mężczyźni są obecnie niedoświadczeni, nie potrafią rozbudzić kobiety; próbowałam współżyć z różnymi partnerami, ale żaden z nich nie potrafił doprowadzić mnie do orgazmu". Prawda pozornie okazała się słuszna, bywają przecież takie przypadki, ale w tym konkretnym okazało się, że pacjentka cierpiała na pierwotną oziębłość i jej próby sprawdzenia się z innymi mężczyznami miały na celu ucieczkę od tej świadomości i obwinienie mężczyzn za brak sałysfakcii. W wielu innvch przypadkach szuka się wyjaśnienia swych trudności, np. w osobie partnera, w okolicznościach w przeszłości, choć wszystkie one dalekie są od istoty problemu: np. impotent może twierdzić, że jego partnerka "nie potrafi pobudzać", "nie jest pociągająca, czuje do niej obojętność", "samogwałt stał się przyczyną moich problemów", "nie jestem właściwie odżywiany" itp. Analiza danej sytuacji wykazuje, że te hipotezy w danym przypadku są nieprawdziwe, a źródłem impotencji jest niepewność w roli męskiej, oczekiwanie ze strony partnerki "matkowania" itp. Związek przedstawiający swoje problemy może również nie dostrzegać ich źródeł u siebie; uderza niekiedy głęboka nieznajomość siebie i np. nie widzi się rywalizacji, walki o dominację. Czy zainteresowani bronią się przed poznaniem prawdy o sobie? Różnie to bywa. U jednych mechanizmy obronne są tak dalece rozwinięte, że istnieje trwała ucieczka przed poznaniem siebie, inni pragną poznania tej prawdy. Stąd w poradnictwie niekiedy istotę konfliktu ujawnia się wprost, czasem pomaga się w jej poznaniu, ale to sami zainteresowani dochodzą do niej. Jednym z elementów seksu dojrzałego jest seks jesieni życia, który zaczyna się po pięćdziesiątce i po przekroczeniu fazy przekwitania, wkracza w sześćdziesiąte lata życia. Przez wiele lat problemy seksu w tym okresie życia należały do wstydliwych, a dla wielu osób kojarzyły się z zanikiem aktywności seksualnej. Okazało się jednak - po analizie przez badaczy specyfiki tego okresu życia - iż ujawnia się w nim rzeczywiście barwność i urok jesieni, a nastrój melancholii jesiennej dyktuje gorzka nieraz mądrość życiowa i analiza całego życia. Postęp wiedzy i skuteczności w medycynie m.in. przyczynił się do wydłużenia czasu życia człowieka oraz jego sprawności, aktywności. Warto o tym pamiętać w czasach negujących tak często dorobek medycyny i pokładających nadzieję w magii i czarach w nowej postaci. Obecny sześćdziesięciolatek w porównaniu do swego rówieśnika sprzed 100Ś200 laty jest zupełnie innym człowiekiem, podobnie jak kobieta w wieku poprzekwitaniowym. Ta część pracy omawia okres jesieni życia, jego specyfikę, problemy i przeważa w niej świat mężczyzny. Wynika to z faktu, iż właśnie mężczyźni zdecydowanie dominują w gabinetach seksuologów, a ich partnerki zgłaszają się o wiele rzadziej. Przyczyna jest oczywista: w tym wieku coraz częstsze są u nich zaburzenia seksualne, pogarsza się ich sprawność we współżyciu, a wynikający z tego niepokój zaburza im poczucie wartości jako mężczyzny. W przypadku kobiet zaburzenia seksualne są o wiele rzadsze i raczej wynikają z chorób, a poczucie kobiecej wartości obejmuje więcej dziedzin niż seks. W obyczajowości erotycznej mamy do czynienia z nowym i coraz powszechniejszym fenomenem - aktywnym współżyciem seksualnym do późnej starości. Proces ten obejmuje coraz szerszą populację po okresie przekwitania. W historii znane były przypadki utrzymywania długotrwałej aktywności seksualnej, zawierania nowych związków małżeńskich z dużą różnicą wieku między małżonkami. Często dochodziło do nich ze względów dynastycznych, majątkowych, nagłych wybuchów namiętności. Nie były to jednak zjawiska częste, a ich wyjątkowość miała posmak obyczajowej sensacji. Istniały również znane historie romansów starzejących się mężczyzn, którzy pragnęli na nowo rozpocząć życie. Szeroka praktyka społeczna była jednakże inna i upowszechniała model dostojnej matrony całko-18 - Seks dojrzały 273 wicie poświęconej dobru rodziny oraz starszego mężczyzny zajmującego się jakimś hobby i żyjącego wspomnieniami przeszłości. W małżeństwie współżycie seksualne często ustawało po przekwitaniu u kobiety. Wynikało to z utożsamiania seksu z jego wartością prokreacyjną. Taka była przecież ideologia współżycia seksualnego głoszona w obyczaju, w wychowaniu, w zasadach. Zanik zdolności do prokreacji kończył aktywność seksualną, a jeżeli nawet były jeszcze odczuwane potrzeby seksualne, to ulegały tłumieniu. Proces tłumienia był wynikiem nie tylko wspomnianych poglądów, ale i lęku przed rzekomymi zgubnymi dla zdrowia następstwami współżycia w tym wieku. Inaczej mówiąc współżycie seksualne po przekwitaniu traktowano jako nieobyczajne i niezdrowe. Obecnie zaszły w tej sferze daleko idące zmiany obyczajowe i aktywność seksualna po okresie przekwitania stała się szeroko stosowaną praktyką. Do najważniejszych mechanizmów, zmieniających postawy wobec współżycia seksualnego na jesieni życia, należą: Wydłużenie czasu trwania życia i czasu trwania małżeństwa. Również dłuższy jest okres aktywności zawodowej. To wszystko sprzyja kontynuowaniu aktywności i w sferze seksualnej. Z wielu badań medycznych wynika, że zachowanie aktywności seksualnej jest w pełni możliwe u większości osób po 60 roku życia, a np. około 28% mężczyzn zachowuje zdolność ejakulacji po 75 roku życia. W związku z nowymi tendencjami demograficznymi powstały gałęzie medycyny interesujące się okresem poprzekwitaniowym życia. Jedną z nich jest łzw. geronłoseksuologia. Okazało się, że współżycie seksualne na jesieni życia nie tylko nie wywołuje ujemnych następstw zdrowotnych, ale wręcz przeciwnie - pozwala zachować dłużej wigor, zdrowie, aktywność życiową, opóźniając procesy starzenia. W ten sposób seks słał się eliksirem życia (o ile jest dawkowany rozsądnie). Długa młodość psychiki. Jak wiemy z codziennego doświadczenia, istnieje pojęcie wieku biologicznego i psychicznego. Nieraz można mieć 20 lat, a psychicznie być starym człowiekiem. Obecnie częste jest zjawisko młodości psychicznej, przy zaawansowanym wieku biologicznym. Sprzyja temu aktywne i twórcze życie, pasje, zainteresowania, optymalny standard życiowy, higieniczne odżywianie, sport. Lansowanie przez kulturę masową nowych wzorców zachowań seksualnych. Okazało się np., że słynny w latach pięćdziesiątych tzw. raport Kinseya, poświęcony analizie życia seksualnego Amerykanów, spowodował u około 25% jego czytelników zmianę zachowań i postaw wobec seksu. Chociaż nie robiono u nas takich badań, można jednak przypuszczać, że wieloletnia działalność publicystyczna na tematy seksualne, jak również różne artykuły, filmy, programy TV, oświata zdrowotna itp., przyniosły również tego rodzaju zmiany. Prze-274 czytany tekst, wysłuchana audycja mogą wzbudzić refleksję, inne potrzeby, nastawienia. Warto tu też wspomnieć, że pogląd o nieobyczajności współżycia seksualnego po przekwiłaniu nie tylko został (z małymi wyjątkami) odrzucony, lecz traktowany jest humorystycznie. Dowartościowanie seksu, erotyzmu. Nie widzi się w nich jedynie zarzewia zła, zwierzęcych instynktów, ale dostrzega wartość dla zdrowia psychicznego i biologicznego, dla utrzymywania trwałości i atrakcyjności związku, dla podtrzymywania wiłalności i młodzieńczości. Skrócony okres prokreacji. Warto wspomnieć o tym niebagatelnym mechanizmie. Dawniej kobiety rodziły często do okresu przekwitania. Ta wielodziełność absorbowała je długotrwałym procesem wychowawczym. Obecnie upowszechnił się model małodziełności, również proces wychowania uległ skróceniu. Wiele kobiet na wiele lat przed przekwiłaniem ma już za sobą prokreację. Sprzyja to zainteresowaniu swoją kobiecością i życiem seksualnym. Potrzeby atrakcyjności. W poprzednich pokoleniach podstawowym źródłem akceptacji siebie w roli kobiecej było macierzyństwo, które nobilitowało kobietę w oczach środowiska. Obecnie kultura masowa lansuje hasło: "Bądźcie młodzi, piękni, zakochani, aktywni", a macierzyństwo jest jednym z elementów kobiecości. Sprzyja to wzrostowi zainteresowania swoją kobiecością, podtrzymywaniu jej atrakcyjności, a jednym z mechanizmów tego procesu jest zdolność do zadowalającego współżycia seksualnego. Tym zainteresowaniom musi odpowiadać w jakiś sposób mężczyzna, do niego są przecież adresowane potrzeby seksualne, istnieje zatem doping jego męskości. Można więc powiedzieć, że aktywność seksualna staje się zadaniem, oczekiwaniem i wymaganiem. Wiemy też, że u kobiet po przekwitaniu zanika lęk przed ciążą i często zachodzą zmiany hormonalne mobilizujące potrzeby seksualne. To również sprzyja wzrostowi aktywności seksualnej. Wspomniany mechanizm bywa jednak nieraz konfliktowy. W miarę upływu czasu sprawność seksualna mężczyzny maleje, a temperament zmniejsza się. U kobiet natomiast może zachodzić proces odwrotny. Często zatem oczekiwania i potrzeby seksualne kobiet nie są zaspokajane. Mówią o tym doniesienia naukowe, np. badania Masłersa dowiodły, że wiele kobiet po siedemdziesiątym roku życia zachowuje zdolność do przeżywania orgazmu, tymczasem ich mężowie mogą mieć problemy ze współżyciem. Tak więc wspomniane wyżej mechanizmy biologicznospołeczne zmieniają tradycyjny obraz jesieni życia na życie aktywne, z potrzebami seksualnymi, z akceptacją swej aktywności seksualnej. Warto wspomnieć i o tym, że ogólny wzrost poziomu medycyny pozwala dzięki leczeniu eliminować następstwa różnych chorób w sferze seksualnej. Wiele osób całymi latami leczy się np. na chorobę nadciśnieniową, cukrzycę, chorobę wieńcową itd. Umiejętnie prowa-18275 dzone leczenie umożliwia zachowanie pełnej sprawności seksualnej. Dawniej wiele osób, np. po zawałach serca, obawiało się podjęcia współżycia seksualnego z lęku przed ,,atakiem podczas stosunku". Obecne metody leczenia kardiologicznego umożliwiają zachowanie aktywności seksualnej. Oczywiście stopień zaawansowania niektórych chorób może wymagać przerwania lub ograniczenia współżycia. Jest to jednak okres przejściowy lub obejmuje tylko pewien odsetek populacji. Współżycie seksualne na jesieni życia słało się zatem nowym znakiem jego urody, wartości, atrakcyjności, a dla związku - szansą podtrzymania nie tylko przyzwyczajenia, przyjaźni, miłości, ale i atrakcyjności seksualnej partnerów. W spotkaniach ze studentami często spotykam się z pytaniem; czy współżycie seksualne w takim długotrwałym związku nie słanie się nudną rutyną, czy nie nastąpi całkowite zobojętnienie? W wielu związkach zapewne tak jest, zwłaszcza jeżeli nie dbały one o wysoki poziom kultury współżycia, a partnerzy już dawno przesłali być dla siebie atrakcyjni. Jednak w wielu innych związkach troska o ars amandi pozwala zachować jej atrakcyjność. Jesień życia jest w wielu związkach przysłowiową piękną jesienią. Dokładniejszego omówienia wymagają problemy, które najczęściej spotykam u ludzi tego wieku, którzy zgłaszają się o pomoc: Różnica temperamentów Zdarza się, że istniejące przez wiele lat różnice temperamentów seksualnych nie stanowiły większego problemu. Na jesieni życia nabierają one jednak ostrości, gdyż potrzeby seksualne jednej ze stron są nie zaspokojone, co staje się źródłem konfliktów małżeńskich. Impotencja organiczna U części mężczyzn następuje zanik aktywności i sprawności seksualnej w wyniku przewlekłych chorób, przebytych urazów czy też biologicznie niskiego poziomu temperamentu. Sprawa jest bardzo delikatna i złożona. U niektórych leczenie daje pozytywne rezultaty i wraca zdolność współżycia. U innych rewelacyjnie pomocny stał się opatentowany w Polsce tzw. wirylizator seksualny umożliwiający współżycie. Bywa jednak, że istnieją przeciwwskazania zdrowotne do współżycia seksualnego. Nie zawsze rozumieją to żony, które stawiają swych mężów w trudnej sytuacji. Czasem jestem świadkiem smutnych i dramatycznych sytuacji, kiedy po wielu latach udanego małżeństwa żona podchodzi do sprawy rygorystycznie i zrywa małżeństwo w wyniku niemożności współżycia przez chorego męża. Nie są to rzadkie przypadki. 276 Związki nieprzystosowane seksualnie Tak określa się związki mężczyzn ze znacznie młodszymi wiekiem partnerkami. Zazwyczaj przez pierwszy okres trwania takiego związku współżycie jest udane, gdyż młoda kobieta bywa często mało rozbudzona seksualnie lub też początkowy okres tego związku działa mobilizująco i dopingujące na mężczyznę, który przypisuje sobie .większy niż ma w rzeczywistości temperament. Po pewnym czasie sytuacja zaczyna robić się trudna: rosną potrzeby i zdolności seksualne żony, a maleją męża. Stosowane są różne środki i metody dopingujące, a po ich wyczerpaniu następuje wizyta u lekarza. W niektórych przypadkach wizyła ta może pomóc, ale duża rozbieżność temperamentów na niekorzyść znacznie starszego męża stwarza problem nie do rozwiązania. Jestem wówczas poddawany różnym naciskom, prośbom, żądaniom, a nawet szantażom. Istnieją jednak granice fizjologiczne nie do przekroczenia. Warto pamiętać i o tym, że temperament seksualny zdeterminowany jest głównie właściwościami genetycznobiologicznymi. Przekwifanie u mężczyzn Zwykło się mówić o przekwitaniu u kobiet. Tymczasem istnieje ono też u mężczyzn. Przebiega mniej widocznie: polega na osłabieniu popędu seksualnego, wzroście rozdrażnienia, nerwowości, osłabieniu wiłalności. Powstaje stopniowe okresowe obniżenie sprawności seksualnej, często przypisywane zupełnie odmiennym przyczynom. Spotykam np. sytuacje, kiedy wini się za nie żonę, gdyż sprawdzenie się z inną partnerką było zupełnie udane. Jest to śmieszne. Przecież sam fakt zmiany osoby mógł działać mobilizująco, ale jeden czy dwa udane stosunki nie świadczą o prawdziwej sprawności. W większości przypadków leczenie stosowane w okresie przekwiłania u mężczyzn daje dobre rezultaty i przywraca sprawność seksualną, nie można jednak zwlekać z wizytą u lekarza. Nowe związki Osoby owdowiałe, rozwiedzione, po przerwie we współżyciu seksualnym, zawierają nieraz nowe związki i wówczas mogą ujawnić się trudności seksualne. W części przypadków są one wynikiem przerwy we współżyciu, w innych wiążą się z osobą partnera, z lękiem przed jego negatywną oceną i niepowodzeniem we współżyciu. Poradnictwo i leczenie też dają dobre rezultaty. Osoby samotne Jest to bardzo delikatny i złożony problem osób samotnych, często borykających się ze swymi potrzebami seksualnymi. W jednych przypadkach pomagają sobie przez samozaspokajanie się, w innych przez przypadkowe kontakty seksualne, ale są też osoby, które unikają wszelkich form zastępczych (z racji zasad, doznań estetycznych...) 277 i nie mogą sobie poradzić z erotyzmem. W tej sytuacji poradnictwo seksuologiczne jest konieczne. Patologia seksualna Czuję się zobowiązany wobec Czytelnika do poruszenia problemu, który często jest wstydliwie przemilczany lub też traktowany jako sensacja. Są przypadki, że w pewnym wieku ujawniają się nagle nietypowe dotąd zachowania seksualne, np. tendencje kazirodcze, ekshibicjonizm, fetyszyzm, erotomania, wyrafinowanie itp. Otoczenie usiłuje udawać, że tego nie dostrzega, sprawa nie wychodzi poza krąg najbliższych lub też wyzwalane są zachowania represyjne, agresywne, karzące. Niekiedy życie rodziny tak starzejącego się człowieka staje się przysłowiowym dantejskim piekłem. Warto wiedzieć, że źródłem wspomnianych zachowań seksualnych może być stopniowo ujawniająca się patologia psychiczna (np. rozpoczynająca się choroba) lub procesy miażdżycowe, obejmujące ośrodki mózgowe sterujące życiem seksualnym, zdolnością kierowania sobą. Zaburzenia takie również mogą się niekiedy pojawić w rozwiniętej i długotrwałej chorobie alkoholowej. W tych przypadkach leczenie jest konieczne. Wiem, że są to trudne sprawy, gdyż np. sam odbiegający od normy pacjent odmawia wizyty u lekarza. Jesień życia jest naturalnym etapem życia osobowości, życia małżeńskiego. Ma swoje blaski i cienie, jak zresztą każdy okres życia. Obecnie daje wiele szans utrzymywania atrakcyjności erotycznej, aktywności seksualnej, co sprzyja opóźnianiu procesów starzenia i zachowaniu pogody ducha, optymizmu. Bywa, że u niektórych osób jesień życia rodzi lub ujawnia dotąd ukryte zdolności twórcze - partnerzy mają po prostu więcej czasu na poznawanie siebie. Doświadczenie życiowe, sumowanie swych obserwacji i ich uogólnianie sprawia, że odwieczna tajemnica męskościkobiecości wzbudza zainteresowanie. Wiele pięknych erołyków stworzono właśnie w tym wieku życia. Szkoda, że ta twórczość znanych mistrzów pióra i palety jest zwykle wstydliwie przemilczana i chowana do archiwów. Jesień życia umożliwia wielu małżonkom zbliżenie się do siebie przez utrwalenie przyjaźni, mija bowiem zaabsorbowanie sprawami zawodowymi, wychowawczymi. Kobieta i mężczyzna mają szansę pogłębić swój związek, a wyrazem tego może być także aktywność seksualna. ZWIĄZKI PARTNERSKIE NA JESIENI ŻYCIA Młodzi, startujący w życie małżeńskie, nieraz zadają sobie pytanie, jak właściwie będzie wyglądał ich związek po Wielu latach, czy też będą przeżywać fascynację seksualną, zazdrość, miłość, czy raczej będzie to życie monotonne, rutynowe, pozbawione pociągu seksualnego, pełne różnych dolegliwości? Zrozumiałe, że podstawowym źródłem takiej lub innej wizji przyszłości są związki własnych rodziców, rodziny, znajomych. Ciekawe, że wiele osób pytanych o ocenę małżeństwa ich rodziców niewiele potrafi o nim powiedzieć i zastanawia się, czy właściwie jest to związek dobrany i jak można go scharakteryzować. Bardzo często z małżeństwa najbliższych wyciąga się to wszystko, co negatywne, czego chciałoby się uniknąć, na co się jest wyczulonym. Młodzi, zaabsorbowani własnymi sprawami, nieraz niewiele wiedzą, co przeżywają ich rodzice, co myślą, jak oceniają własny związeŁ Własne życie rodzinne nie dostarcza więc głębszych przemyśleń na temat więzi partnerskiej jesienią życia. Rodzice natomiast też nie tak często otwierają swe serca wobec młodych i nie zwierzają się im ze swych problemów, odczuwają dystans pokoleniowy, wieku, różnicę doświadczenia życiowego, często szukają powierników wśród swych rówieśników. Nauka zajmująca się rodziną bada głównie młode stażem małżeństwa, związki znajdujące się w wieku rozrodczym, produkcyjnym; mniejsze jest jej zainteresowanie więziami partnerskimi 279 na jesieni życia. Obraz tych związków jest też zaciemniany przez popularne stereotypy, np. drugiej i trzeciej młodości, przekwitania, rzekomo pozbawiającego potrzeb seksualnych. Nic zatem dziwnego, iż nasza wiedza na ten temat jest dość skromna. Wizyta u doradcy małżeńskiego dostarcza wprawdzie wielu informacji na ten temat, ale z konieczności przeważa wizja patologii, konfliktów, co jest przecież zrozumiałe, szczęśliwi bowiem nie przychodzą się chwalić. Na podstawie własnych doświadczeń terapeuty i adresata licznych listów od Czytelników spróbuję przedstawić pewną typologię związków na jesieni życia, obejmującą kilka następujących wariantów. Związki udane Partnerzy pomyślnie przeszli przez wszystkie etapy więzi partnerskiej, przez sytuacje kryzysowe, problemy wychowawcze, pozostając dla siebie przyjaciółmi i przysłowiowymi towarzyszami życia. Ich miłość jest głęboka i mocna jak dąb, nadal są pociągający dla siebie, mają udane kontakty seksualne, chociaż rozumieją pewne ograniczenia wiążące się z wiekiem i stanem zdrowia. Są dla siebie niezbędni, stale potrzebują swej obecności, stworzyli styl codziennego życia, w którym dobrze się czują i harmonijnie współdziałają. Wiedzą, że w sytuacjach trudnych zawsze mogą liczyć na partnera. Pytani o tajemnice powodzenia ich związku, najczęściej odpowiadają, że jest nim więź uczuciowa, dobroć, zwyczajna wzajemna życzliwość, poczucie humoru, tolerancja, dopasowanie upodobań i stylu życia. Czy wiele jest tych związków? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, nie znamy statystyki. Każdy zna takie przykłady ze swego otoczenia i raczej mówi się o szczęściu takiego związku, czyli nie jest on najbardziej powszechny. Związki z przyzwyczajenia, pogodzone ze sobą Wielu partnerów pytanych o to, czy w przypadku możliwości rozpoczęcia życia na nowo wybrałoby tego samego partnera, odpowiada - nie. Podobno jest około 40% takich odpowiedzi, z tym że więcej "nie" deklaruje kobiet. Partnerzy oceniając przeszłość swej więzi uważają, że nie był to optymalny wybór, ale cóż można było zrobić? Łączył ich wspólny dom, dorobek, dzieci, przyzwyczajenie. Byli razem, ale tak naprawdę każde z nich miało inne oczekiwania, nadzieje, inaczej wymarzyli sobie to wspólne życie. Jedni poświęcili się dla dzieci, inni nie mieli odwagi zaczynać na nowo. Pogodzili się z tym, co mają. Zdarza się, iż wypadki życiowe (wdowieństwo) umożliwiają start w nowy związek, który oceniany jest jako bardziej udany i bywa, iż jesień życia jest zarazem renesansem, a niekiedy źródłem zupełnie nowej fascynacji, prawdziwej miłości, zauroczenia, szczęścia. Partnerzy pogodzeni z losem najczęściej rzutują na dzieci swe problemy, i pragnąc dla nich szczęścia i sukcesu, którego nie udało im się 280 osiągnąć - wywierają nacisk, aby wybór partnera życia był bardziej wyważony. Rzutowanie własnego życia polega np. na tym, że jako najważniejsze dla małżeństwa uważa się to, czego im właśnie brakowało, i np. kobieta pozbawiona satysfakcji seksualnej uważa, że dobór seksualny jest bardzo istotny, ktoś, kto kierował się rozsądkiem w wyborze towarzysza życia uważa, że jednak należy kierować się uczuciem itp. Negatywne strony własnego związku przedstawia się życzeniowo i pragnie oszczędzić się ich własnym dzieciom. Bywa jednak i tak, że niepokój związany z własnym wyborem usiłuje się przenieść na dzieci w forrpie paradoksalnej i np. matka - która wyszła za mąż na złość ukochanemu mężczyźnie w wyniku jakiegoś konfliktu i w swym małżeństwie całą uczuciowość przerzuciła na dzieci i poczucie obowiązku - stara się narzucić własnej córce ideę poświęcenia, podając siebie jako przykład. Tego typu idea męczeństwa jest często spotykana i najczęściej przez dzieci odrzucana, co rodzi dodatkowe poczucie niepokoju i żalu za straconą szansą z przeszłości. Uważam, że właśnie tego typu związki w największym stopniu zniekształcają ideę szczęścia małżeńskiego i przerzucają na własne dzieci rozczarowania, nie zaspokojone potrzeby i marzenia. Związki walczące Niektóre związki, mimo upływu wielu lat, nadal nie rozwiązały problemu władzy, podziału ról, rozbieżności potrzeb. Konflikty w tych związkach są chlebem codziennym i stały się czymś naturalnym. Zdarza się nawet, iż w ramach walki ze sobą doprowadzają do rozwodu i nadal są ze sobą, jakby się nic nie zmieniło. Partnerzy niekiedy nie są już zdolni do życia bez tej walki, chociaż marzą o raju małżeńskim. Do tej walki wciągane są dzieci, ponieważ skłócony związek szuka sojuszów. Jest to może jedna z najbardziej destrukcyjnych więzi partnerskich, którą można porównać do układu sadomasochistycznego - jest im źle, a zarazem dobrze ze sobą. Związki pozamałżeńskie w tych przypadkach nie należą do rzadkości, ale również wyrażają instynkt walki i jej zresztą służą. Związki z dysharmonią seksualną W wielu związkach różnica wieku, stanu zdrowia, genetycznie uwarunkowanego temperamentu sprawiają, iż dopiero na jesieni życia pojawiają się problemy i trudności seksualne: np. jedno z partnerów ma w pełni zachowaną sprawność i potrzeby seksualne, a drugie nie jest w stanie im sprostać. Frustracja seksualna jest głęboko przeżywana i wzbudza poczucie zagrożenia, zazdrość (nieraz wręcz patologiczną), agresywność lub przygnębienie. Rozwiązanie tego problemu m.in. zależy od dotychczasowych postaw partnerów wobec siebie - im lepsza była więź uczuciowa, tym większe szansę na 281 rozładowanie problemu. Zgłaszający się pacjenci proszą o leczenie ich zaburzeń lub złagodzenie potrzeb seksualnych - np. 70letni pacjenł prosi o leki osłabiające jego duży temperament, ponieważ żonę współżycie przesłało już interesować lub szkodzi jej zdrowiu. Zdarza się również wybuch namiętności na jesieni życia, niekiedy skierowany wobec nowego obiektu. Pojawiają się też i potrzeby wyrafinowań seksualnych czy tendencje dewiacyjne, będące wyrazem różnych zaburzeń. Najczęściej jednak dysharmonia seksualna polega na rozbieżności potrzeb i możliwości między partnerami. Zaburzenia seksualne w tym wieku są odmiennie przeżywane. Większość kobiet godzi się z losem oraz przeżywa lęk, że partner zacznie interesować się innymi kobietami, nieraz zresztą patrzy się na to przez palce. Natomiast u mężczyzny niepokój jest większy i zaburzenia utożsamione są z kończeniem się w roli partnera seksualnego. Potrzeba bycia mężczyzną jest tak duża, iż niejeden pacjent z bardzo złym stanem zdrowia prosi o środki dopingujące mówiąc: "wolę żyć krócej, ale jako mężczyzna niż tak wegetować". Dla lekarza są to bardzo trudne i delikatne problemy, trudno bowiem radzić pogodzenie się z losem przy takiej motywacji (jeżeli leczenie nie jest wskazane ze względu na ciężkość choroby). Wbrew temu, co się tak powszechnie sądzi o tzw. drugiej i trzeciej młodości, wybuchy namiętności wobec znacznie młodszych osób wcale nie są tak powszechnym zjawiskiem. Pojawiają się one np. wówczas, gdy spotyka się osobę będącą uosobieniem ideału (rzadziej), lub też po prostu dającą odczuć, iż nadal jest się pociągającym (niezależnie od tego, jakimi motywami kieruje się ta osoba). Dla wielu fakt wzmocnienia ich męskościkobiecości pomijany w małżeństwie przez partnera, uaktywnia uczucia, samopoczucie w tej roli i daje nadzieje. Związki ochraniające Wiele związków powstających na jesieni życia ma znaczenie obronne wobec perspektywy samotności, cierpienia, zamknięcia w kręgu JA. Szuka się w nich bariery ochronnej i zwykłego towarzysza codziennego życia. Dzieci często okazują brak tolerancji w tych przypadkach i uważają je za zdradę zmarłego rodzica, a zdarza się nawet, że nie akceptują nowego członka ich rodziny. Jakżeż często dopiero własne doświadczenie jesieni życia łagodzi ocenę zachowania rodziców i lepiej rozumie się ich życie. Analiza związków na jesieni życia wskazuje, iż są one również pełne uczuć, różnych namiętności, seksu, problemów seksualnych, przystosowawczych. Człowiek okazuje się być niezmienny w podstawowych potrzebach miłości, przyjaźni i seksu. ANDROPAUZAMĘSKIE PRZEKWITANIE U wielu mężczyzn po pięćdziesiątce można zaobserwować wyraźne zmiany zachowania, sposobu bycia. Panowie stają się przesadnie podatni na komplementy, kokieterię i uznanie w oczach kobiet, zwłaszcza młodych. Nierzadko zmieniają także styl ubierania się (np. na bardziej młodzieżowy), sposób odżywiania, zaczynają nagle interesować się sportem. W życiu seksualnym mężczyźni w tym wieku wprowadzają często zmiany mające na celu doping erotyczny, jak np. dodatkowe pozycje, nowe pieszczoty itp. Ta normalna faza w życiu każdego mężczyzny często przebiega bez konfliktów i nie oznacza pogorszenia sprawności seksualnej. Adorowanie młodych kobiet może być sztuką dla sztuki, flirtem, bez kontaktów seksualnych, wystarczy bowiem samo zainteresowanie z ich strony, aby uwierzyć, że "nie jest jeszcze ze mną tak źle". 283 . Gorzej, gdy potrzeba adoracji ze słrony młodszych kobiet prowadzi do wywierania na nie nacisku. Czasami może to być o tyle ułatwione, że mężczyzna bywa przełożonym kobiety, która mu się podoba. Ta, czując zainteresowanie szefa swoją osobą, może znaleźć się w trudnej sytuacji. Domyśla się, że oczekuje się od niej nie tylko adoracji i komplementów, ale czegoś więcej. Jeśli odmówi - naraża się na niechęć szefa. Starzejący się mężczyzna, czując odrzucenie, reaguje na nie na miarę swej kultury. Jeden wybrnie z honorem, z poczuciem humoru, inny natomiast zacznie niewybredny w środkach atak, ujawni swoją agresywność. Jeszcze inny zaczyna męczyć narzucaniem się, stwarzaniem niedwuznacznych sytuacji. U obu stron powstaje napięcie. Dla mężczyzny zdobycie kobiety może stać się silną prestiżową potrzebą. Dla kobiety - sytuacja jest na ogół kłopotliwa i często prowadzi do komplikacji w jej życiu osobistym. Cały ten problem nie byłby problemem, gdyby mężczyzna reprezentował odpowiedni poziom kultury i wyczucie sytuacji. Jeżeli jednak jego męska ambicja góruje nad kulturą, to dla kobiety jedynym wyjściem jest umiejętna strategia. Z jednej strony nie przekraczać granicy intymności, a z drugiej dostarczać oczekiwanych komplementów, wyrazów adoracji. Mężczyźnie w okresie andropauzy trudno nieraz zaakceptować procesy i zmiany w nim zachodzące. Pragnąłby pozostać wiecznie młodym, sprawnym kochankiem, nie może zatem pogodzić się z naturalnym biegiem życia. Jest to proces nasilony zwłaszcza u mężczyzn, którzy nie znaleźli sukcesów w pracy zawodowej, nie zaspokoili swoich ambicji lub też zaspokoili je zbył późno, aby móc osiągnąć pełnię satysfakcji. U innych znów wieloletnia pogoń za stanowiskiem przysłoniła sprawy seksu i dopiero po osiągnięciu wymarzonej pozycji społecznej zwracają się ku tym sferom życia. Męskie przekwitanie traktować więc należy jak rzecz normalną, pamiętając, że andropauza wymaga od mężczyzny zdrowego rozsądku, taktu i realnego podejścia do życia, a od jego otoczenia - wyrozumiałości, która pozwoli spojrzeć na kompleksy dorosłego mężczyzny podobnie jak na kłopoty zagubionego dziecka. PRZEKWITANIE U KOBIET Okres przekwiłania u kobiet jest na ogół dość dobrze znany. Wiele kobiet zdaje sobie sprawę z tego, iż polega on na zaniku miesiączkowania, zmianach hormonalnych i towarzyszących im zmiennych nastrojach, stanach napięcia, drażliwości itp. W zespole klimakterycznym występują różnorodne dolegliwości: uderzenia krwi do głowy, bezsenność, lęki, chwiejność uczuciowa, depresja. Przebieg przekwiłania zależy m.in. od stanu zdrowia, wpływu wielu czynni-285 ków, np. zażywania doustnych środków antykoncepcyjnych, palenia papierosów. W życiu seksualnym i partnerskim przekwiłanie kobiet często wiąże się z różnymi problemami; rodzą się konflikty wynikające z draźliwos'ci kobiety, jej zazdrości o partnera, obciążania go odpowiedzialnością za stresy z przeszłości. Często spada poziom libido, pojawia się dyspareunia (bolesne stosunki), oziębłość. Konflikty między partnerami mogą pogłębiać się w wyniku zniecierpliwienia okazywanego przez męża zmęczonego huśtawką nastrojów partnerki, a także ujawnianej przez nią zazdrości czy też częstych wycieczek w przeszłość i wypominania błędów w jego postępowaniu. U kobiet przechodzących w stan depresji okresu przekwitania często pojawia się kompleks winy, a podświadomość szuka do niego materiału z przeszłości. Tym m.in. należy tłumaczyć poczucie winy za przerwania ciąży w przeszłości, fakt zdrady partnera itp. Okres przekwiłania w życiu seksualnym z jednej strony wiąże się z wymienionymi zaburzeniami, a z drugiej strony z poczuciem zagrożenia w roli kobiecej. Dla wielu kobiet fakt ustania miesiączkowania kojarzy się z faktem końca atrakcyjności seksualnej i kobiecej. Zdarza się jednak, u niektórych libido ulega wzrostowi, rośnie częstotliwość kontaktów seksualnych oraz wymagania wobec męża. Może to być wynikiem przemian hormonalnych, ale też i psychicznych. Okres przekwitania kobiety jest dla związku partnerskiego próbą jego więzi uczuciowej, przyjaźni między partnerami. Postawa partnera może złagodzić kryzys, poprawić samoocenę kobiecą, jeżeli potraktuje on ten okres jako przemijający i okaże niezbędną cierpliwość. Sama nazwa - przekwiłanie - kojarzy się z życiem kwiatu, tego starego symbolu kobiecości; przekwiłanie ma oznaczać zanik atrakcyjności, uwiąd, zanik. W czasach kiedy rola kobiety sprowadzała się do macierzyństwa, przekwitanie rzeczywiście oznaczało jego zanik, a kobieta po wielokrotnych porodach zmieniała się w matronę, pozbawioną kobiecej atrakcyjności. Obecnie należałoby zmienić tę nazwę, gdyż nie odpowiada oira już rzeczywistości. W życiu wielu kobiet okres ten oznacza jedynie zanik zdolności rodzenia dzieci, przeobrażenie układu hormonalnego, natomiast atrakcyjność kobieca, jak i zdolność do przeżyć i reakcji seksualnych nie ulegają zmianie. Badania seksuologiczne wyraźnie wskazują, iż poziom aktywności seksualnej kobiety może nie zmienić się do późnych lat życia, a ustanie miesiączkowania wpływa korzystnie, likwidując lęk przed ciążą. Odbyło się już kilka międzynarodowych kongresów poświęconych okresowi przekwitania. Znane są różne typy przekwitania, ich przyczyny, opracowano różne koncepcje farmakologicznej pomocy w celu złagodzenia dolegliwości i problemów. Można zatem stwierdzić, iż w życiu wielu kobiet okres ten jest łagodnym przejściem do jesieni życia, która może być pełna barw kobiecości i więzi seksualnej. Mimo dużego postępu medycyny, psychologii, antropologii, niektóre sfery życia mężczyzny w tym wieku usłane są tajemnicą. Wynika to m.in. z faktu dużej różnorodności stanu zdrowia i psychiki mężczyzn w tym wieku. W ostatnich latach opracowano na ten temat wiele naukowych monografii. W swojej pracy często mam do czynienia z pięćdziesięcioletnimi męź-286 287 czyznami przechodzącymi okres zwany andropauzą. Kontakt terapeutyczny z nimi pozwala mi również na uogólnienie spostrzeżeń. Najpierw należy zacząć od stwierdzenia, że mężczyzna po pięćdziesiątce może być bardzo różny. Jeden zachowuje młodzieńczość, wigor, ma duży temperament seksualny, poczucie humoru, drugi natomiast jest słaby, pełen niewiary w siebie, boleśnie przeżywa swój wiek, odczuwa spadek możliwości seksualnych, staje się przygnębiony, hipochondryczny. Nie ma zatem ogólnie obowiązujących prawidłowości, nie ma zespołu pięćdziesięciolatka. Takie lub inne przeżywanie swego wieku jest wypadkową wielu przyczyn: stanu zdrowia, biografii życiowej, pozycji, układów osobistych, środowiska, kultury. To ostatnie może być odbierane jako niejasna przyczyna, a tymczasem należy do jednej z najważniejszych i od niej właśnie zacznę. W każdym społeczeństwie istnieją określone postawy wobec wieku, wynikające z tradycji kulturowych i przemian obyczajowych. W następstwie - postawy te formują obraz własnego JA i to niekiedy niezależnie od własnego samopoczucia. W kulturach Wschodu szacunek i poczucie godności wzrasta z upływem wieku. Zatem starszy wiekiem mężczyzna ma również większe poczucie swej wartości, która wyrażana jest ze strony otoczenia odpowiednim zachowaniem, polegającym na okazywaniu szacunku, szukaniu rad, podkreślaniu mądrości życiowej. W tego typu kulturach mężczyzna pięćdziesięcioletni bywa niejednokrotnie traktowany jako jeszcze młody, częściowo doświadczony i dopiero przed nim znajduje się górny pułap prestiżu męskiego. Zrozumiałe, że nie przeżywa on w takiej sytuacji swego wieku jako starzenia się, a przyszłość jest dla niego pozbawiona zagrożenia. Natomiast w kulturach nastawionych na sukces, prężność ekonomiczną, dynamizm rozwojowy najbardziej ceniony jest wiek maksymalnej sprawności fizycznej i psychicznej mężczyzny i stąd wiek ten jest traktowany jako starzenie się i początek schyłku prestiżu. Nic więc dziwnego, że w świadomości wielu mężczyzn istnieje magia cyfr wieku kalendarzowego i przekroczenie pięćdziesiątki nie tylko jest sygnałem spadku samopoczucia i własnej wartości - wzbudza również poczucie zagrożenia, a nawet lęku. Kult młodości, siły wziął się m.in. również z błędnego i powierzchownego oceniania praw ewolucji, która bywa utożsamiona z walką o byt, przetrwanie, eliminację osobników słabych, starych. Tymczasem badania etiologów wyraźnie wskazują, że w wielu społeczeństwach zwierzęcych właśnie starsi wiekiem osobnicy (i to niezależnie od płci) znajdują się wysoko w hierarchii stada i cenione jest ich doświadczenie życiowe, a organizacja życia społecznego zmierza do ich ochrony przed niebezpieczeństwami i zapewnienia długowieczności. Interesujące i pouczające rozważania na ten temat można znaleźć w wydanej u nas niedawno książce Yitusa Droschera "Reguła przetrwania". 288 Możemy zatem te rozważania sprowadzić do wniosku, iż przeżywanie własnego wieku biologicznego jest w dużym stopniu formowane przez czynniki kulturowe i one sprzyjają niskiej lub wysokiej ocenie pięćdziesiątych lat życia u mężczyzny. Fakt, iż obecnie wielu mężczyzn przechodząc przez barierę pięćdziesiątego roku życia zaczyna wpadać w panikę, niepokój, m.in. wynika z tła kulturowego, a nie obiektywnej rzeczywistości biopsychicznej tego wieku. U wielu mężczyzn po pięćdziesiątce subiektywne przeżywanie swego wieku zależy również od wielu innych przyczyn; jedną z najważniejszych jest stan zdrowia, pozycja społeczna i satysfakcja z pracy zawodowej oraz Sprawności seksualnej. Zrozumiałe, iż liczne choroby, a zwłaszcza zawały serca, mogą wiązać się ze spadkiem energii życiowej i wówczas powstaje przekonanie o własnej biologicznej słabości. Natomiast mężczyzna zdrowy, który nie chorował, z dobrym wyposażeniem genetycznym, ma poczucie młodzieńczości, energii i nie ma kompleksu wieku. Podobnie mężczyzna, który realizuje swoje aspiracje zawodowe, osiąga wysoką pozycję społeczną może odczuwać wyższą satysfakcję ze swego życia niż mężczyzna rozczarowany swym życiem i nie zaspokojonymi aspiracjami. Cechy osobowości i charakteru również nie są tu bez znaczenia. Jeżeli dany mężczyzna ma poczucie humoru, autoironii, życzliwy dystans wobec siebie, postawy altruistyczne wobec innych, to taki lub inny wiek nie decyduje o jego samopoczuciu. Jeżeli natomiast ma tendencję do zamykania się w sobie, jest zgorzkniały, nie może pogodzić się z upływem lat, to dla niego bariera pięćdziesiątki pogłębia poczucie niezadowolenia z życia, co przyśpiesza procesy starzenia. Inaczej mówiąc - samopoczucie, postawa wobec swego wieku, JA i innych w dużym stopniu wpływają na tzw. wiek psychiczny, który jest czymś innym od wieku biologicznego. Tym m.in. należy tłumaczyć fakt, iż około 30Ś40% mężczyzn przechodzi tzw. przekwitanie w pięćdziesiątych latach życia, a inni nie. Oczywiście, że ważny udział w tym wszystkim, poza czynnikami kulturowymi i psychicznymi, mają również czynniki biologiczne, istnieje bowiem również zaprogramowanie genetyczne naszego wieku, stan układu nerwowego, hormonalnego, krążenia iłd., wywierające wpływ na tempo procesu starzenia. Natura nie jest demokratyczna i dlatego jednego obdarza dłuższą młodością biologiczną, a drugiego krótszą. Życie seksualne mężczyzny pięćdziesięcioletniego ma również istotny wpływ na przeżywanie przez niego swego wieku, gdyż sprawność seksualna bywa testem wieku biologicznego i własnej męskości. Sam fakt zdolności do współżycia seksualnego i brak istotnych różnic w porównaniu z poprzednimi latami sprzyja poczuciu dobrej witalności i młodzieńczości. Natomiast odczuwane zaburzenia seksualne mogą rodzić przekonanie o zaniku męskości i wpływać na poczucie starzenia się. Wielu mężczyzn nie wie o tym, iż pojawiające się u nich zaburzenia i trudności seksualne w pięćdziesiątych latach życia mogą f9 - Seks dojrzały 289 być np. objawami andropauzy (męskiego przekwitania), przejściowym zaburzeniem, skutkiem zażywania leków, objawem choroby (np. po zawale, cukrzycy, wrzodowej itd.), znudzeniem erotycznym wobec partnerki, efektem zmęczenia pracą i obowiązkami, wyrazem konfliktów w związku, magii wieku biologicznego itp. Najczęściej jednak zaburzenia seksualne są utożsamiane z jedną z wymienionych możliwości, tzn. z andropauzą. Prowadzi to do różnych następstw. U jednych mężczyzn poczucie zagrożenia w życiu seksualnym sprzyja powstawaniu postawy bierności, lęku oraz ograniczeniu życia seksualnego lub traktowaniu go na zasadzie sprawdzania się. Im gorszy wynik sprawdzania, tym większy niepokój, a zarazem i nasilenie zaburzeń seksualnych. Inni mężczyźni natomiast wpadają w panikę prowadzącą do nawiązywania nowych kontaktów seksualnych z młodymi kobietami i zrozumiała w tej sytuacji nowość stanowi bodziec dopingujący, prowadzący do złudnego przekonania, iż jest się sprawnym i zdrowym. U wielu mężczyzn po pięćdziesiątce znane jest zjawisko tzw. drugiej młodości, czyli pędu do nawiązywania nowych związków erotycznych, szalonych przygód, eksplozji kontaktów seksualnych i dowartościowań z młodymi kobietami. W ten sposób podświadomie lub świadomie szuka się zaprzeczenia swego wieku, udowodnienia swej młodzieńczości; nasilają się pokusy zaczynania wszystkiego od początku. Znane są późniejsze dramaty tych związków, znaczna bowiem różnica wieku między partnerami początkowo działa stymulujące na sprawność mężczyzny cieszącego się przypływem seksualizmu, jak za najlepszych lał, ale później organizm wraca do normy fizjologicznej i pogorszenie sprawności seksualnej wzbudza zazdrość, niepokój o partnerkę, rodząc wiele konfliktów i dramatów. Mężczyzna po pięćdziesiątce potrafi również nagle zmieniać swoje życie w sposób zaskakujący dla otoczenia. O jednym, seksualnym przykładzie, wspomniałem wyżej. Bywają również nieoczekiwane zmiany miejsca pracy, zawodu, hobby, miejsca zamieszkania. Posłużę się przykładami; znany i ceniony naukowiec rzuca nagle wszystko i zaczyna zajmować się rolnictwem (nie z motywów finansowych!), ustabilizowany życiowo dyrektor rzuca bez powodu stanowisko i przechodzi do zupełnie nowej pracy lub wyjeżdża. Tego typu przykłady można mnożyć. Najczęściej otoczenie podejrzewa jakieś zaburzenia psychiczne, tymczasem taka rewolucja bywa poprzedzana stopniowym narastaniem wybuchu i jest wyrazem potrzeby nowego, bardziej dla siebie twórczego i satysfakcjonującego zajęcia, wyrwania się z zaklętego kręgu rytuałów, stereotypów. Natomiast u innych mężczyzn po pięćdziesiątce pojawiają się inne cechy: wyczulenie co do sposobu ich traktowania, zapotrzebowanie na godności i funkcje różnych prezesów, przewodniczących kół, towarzystw, awanse w hierarchii służbowej; typowa jest drażliwość w traktowaniu ich jako autorytetów (np. naukowcy zaczynają lekturę 290 nowej monografii od sprawdzania, jak często są cytowani w piśmiennictwie) itp. Podobnie zaskakujące mogą być przeobrażenia w ars amandi i np. znani uwodziciele stają się romantyczni, a romantycy - uwodzicielami, skromni w zakresie technik współżycia - ujawniają potrzeby orgiastyczne, i odwrotnie, u niektórych mężczyzn mogą w tym wieku pojawiać się zachowania kazirodcze; pedofilne, ekshibicjonistyczne, podglądactwo, sadyzm itp. Można zatem powiedzieć, że bywa to wiek niespodzianek, zaskakujących przeobrażeń i decyzji. Andropauzą obejmuje 30Ś40% mężczyzn w wieku 48Ś55 lat. O ile przekwifanie kobiece jest oczywiste i polega na zakończeniu miesiączkowania, o tyle u mężczyzn nie ma podobnej analogii. Andropauzą mężczyzny polega na zupełnie innych przemianach, takich jak:^ Zmniejszenie czynności gonad i wynikające stąd zaburzenia poziomu libido oraz sprawności seksualnej, zmniejszenie zainteresowań życiem seksualnym i jego częstotliwości. Zaburzenia uwagi, pamięci, sprawności umysłowej. Poczucie uderzenia krwi do głowy, gorąca, pocenie się, bicia serca. Zaburzenia w zasypianiu lub płytki sen, postawy hipochondryczne. Zmienność nastrojów, drażliwość w kontaktach międzyludzkich. Wspomniane objawy andropauzy zazwyczaj stopniowo mijają i organizm wraca do równowagi; często wskazane jest leczenie objawowe, łagodzące przebieg tego okresu. Jest to tym bardziej wskazane, że przekwitający mężczyźni często stają się bardzo uciążliwi dla otoczenia, zwłaszcza gdy kierują zespołami ludzi. Ich drażliwość, zmienność nastrojów, wyczulenie na sprawy seksu, poczucie zagrożenia prowadzą do typowych postaw: poczucie zagrożenia i rywalizacji wobec młodszych i zdolniejszych mężczyzn, natomiast adoracja lub agresja wobec atrakcyjnych kobiet młodszych wiekiem. Ich pozorny antyfeminizm kryje najczęściej potrzebę dowartościowania się jako mężczyzna. Wobec równych sobie pozycją, stażem bywają rywalizacyjni i autorytatywni, wobec swych dzieci moralizatorscy. W dyskusjach często ujawniają brak tolerancji, drażliwość, potrzebę dominacji. W postawach światopoglądowych często przyjmują skrajne postawy: od liberalizmu, relatywizmu, do purytanizmu, sztywności. Jeżeli przekwitający mężczyzna jest świadomy zachodzących w nim przemian, może kontrolować swoje zachowania. Jeśli natomiast poddaje się emocjom, staje się bardzo uciążliwy i trudny we współżyciu, nic zatem dziwnego, że przeżywa konflikty rodzinne, małżeńskie, w pracy. Jak już wspomniałem, zaburzenia seksualne w pięćdziesiątych latach życia mężczyzny (osłabienie libido, spadek potrzeb seksualnych, zaburzenia wzwodu i wytrysku, tendencje dewiacyjne) najczęściej są przejściowe i później pojawia się stabilizacja. Wielu mężczyzn ma 19 291 w pełni udane życie seksualne i w siedemdziesiątych latach swego życia. Bywa jednak, iż wskazane byłoby leczenie, które daje dobre skutki i skraca okres andropauzy. Rzecz jednak w tym, że wielu mężczyzn wpada w panikę lub podejmuje karkołomne decyzje życiowe, aby udowodnić sobie, iż "nie jest tak ze mną źle". Wiele tu również zależy od postawy partnerki, która może przeżycia partnera bagatelizować, neutralizować lub też nasilać. Problem nasila się przez nieufność i drażliwość, zazdrość przekwitających mężczyzn, którzy niejednokrotnie mają atrakcyjne i sprawne seksualnie partnerki. Z tego względu bardziej wskazane byłoby wspólne zgłaszanie się do lekarza i zapewnienie pomocy ze strony partnerki. Biologia i psychika mężczyzny po pięćdziesiątce jest zatem zróżnicowana, uwarunkowana wieloma czynnikami i często zaskakująca. Wiek ten potwierdza ogólną regułę, iż psychika się zmienia i nic nie stoi na miejscu. Wiek ten może być wyrazem dojrzałej i twórczej mądrości, rozumnej wizji i sposobu życia, pogłębiającej się miłości w związku, ale może też być okresem paniki, nieoczekiwanych zachowań, przeobrażeń tzw. drugiej młodości. Poza wyżej wymienionymi czynnikami taki lub inny sposób przeżywania swego wieku zależy również od przygotowania się do niego oraz umiejętności jego zaakceptowania, cieszenia się barwnością i urodą samego życia. DRUGA MŁODOŚĆ U MĘŻCZYZN Drugą młodość u mężczyzn utożsamia się z przekwitaniem, łatwowiernością wobec zaborczych, młodych kobiet, erotomanią itp. Tymczasem parłnerkiżony mężczyzn przeżywających drugą młodość mają skłonność do przedstawiania siebie w roli ofiar, osób skrzywdzonych za tyle lat wspólnego życia itp. Inaczej mówiąc winą obarcza się wyłącznie mężów. Nie jest to jednak takie jednoznaczne. Objawy drugiej młodości mężczyzny są powszechnie znane. Oto w sposób nagły zmienia się cały styl ich bycia, często dochodzi do romansu ze znacznie młodszą wiekiem partnerką. Czasem romans przeobraża się w nowy związek i następuje zerwanie dotychczasowego małżeństwa. Nic dziwnego, że tego typu fakty po latach spokojnej stabilizacji budzą szok: postępowanie takiego mężczyzny wydaje się bezsensowne, szuka się winy na zewnątrz lub też tłumaczy się to chorobą. ,,0n nie może być zupełnie normalny". Pewnej nocy wyszedł z walizką, wszystko mi zostawił, zamieszkał w wy-293 l najętym pokoju. Twierdzi, że czuje się szczęśliwy, niech go pan skieruje do szpitala, zamknie, żeby mu to wariactwo przeszło. Przekonanie o patologicznym charakterze tzw. drugiej młodos'ci powstaje pod wpływem wrażenia nagłości zmiany, niemal rewolucji z dnia na dzień. Zapomina się jednak o tym, że proces ten dojrzewał stopniowo i dla partnerów może niedostrzegalnie; brakowało jedynie "zapłonu". Pojawienie się innej kobiety może być właśnie tym "zapłonem". A oto typowe, najczęściej spotykane mechanizmy drugiej młodości, prowadzące do powstania nowych związków: Ujawnienie się w sposób nagły długo tłumionego niezadowolenia z małżeństwa. Decyzja o odejściu, która dojrzewała stopniowo, dosięgła szczytu. Przyczyny niezadowolenia mogą być różne. Zastanawia jedynie (akt, że pęknięcie wrzodu nastąpiło akurat teraz, a nie wcześniej. Druga młodość przypada mniej więcej na lata pięćdziesiąte w życiu mężczyzny, czyli na wiek osiągniętego już pułapu zawodowego, na okres, kiedy dzieci są już odchowane i gdy zaczyna się bilansować swoje życie. Perspektywa przyszłości kurczy się i wyłania się gorączkowa potrzeba czerpania z życia tego co przyjemne. Wielu mężczyzn tłumaczy swoją decyzję następująco: ,,Dzieci wychowałem, byłem wiernym mężem, harowałem całe życie, w pracy dawałem z siebie wszystko, teraz coś mi się od życia należy". Druga młodość mężczyzny nakłada się najczęściej na ukryte przekwitanie i naturalne osłabienie reakcji seksualnych, które wzbudzają niepokój i poczucie zagrożenia. W nowym związku, w wyniku oczywistego dopingu erotycznego, następuje wzrost temperamentu i powstaje możliwość udowodnienia sobie swej męskości. Mechanizm ten powstaje wówczas, gdy dotychczasowy związek był nieciekawy seksualnie, żona okazywała oziębłość, była zniechęcona lub obojętna wobec współżycia. Również w wielu innych związkach stałe przypominanie mężowi, że jest niepodobny do siebie z okresu wczesnego małżeństwa (łysina, brzuch, mniejszy temperament, mniejsza atrakcyjność intelektualna itp.) może rodzić u niego poczucie niższości i zagrożenia. Wystarczy dowartościowanie ze strony innej kobiety, aby nastąpił przełom. Lekarz stawiany jest niekiedy w trudnej sytuacji, kiedy żona prosi go o wtajemniczenie jej w arkana techniki seksualnej, aby mąż, który nie tylko stracił do niej pociąg, ale odczuwa niechęć czy wstręt, zobaczył w niej na nowo swoją partnerkę seksualną. Wydaje mi się, że brak troski o kulturę i atrakcyjność współżycia seksualnego w małżeństwie, brak akceptacji męża ze strony żony jest przyczyną co najmniej połowy dramatów w tym okresie życia małżeńskiego. Często zdarza się, że inna kobieta z premedytacją poluje na mężczyznę, na jego pozycję, standard materialny. Prawa rynku małżeń-294 skiego bywają niekiedy bezwzględne, są bezpardonową walką o był, rozumiany wygodnie i dostatnio. Nic więc dziwnego, że seksowna, atrakcyjna, bystra kobieta, do tego dobra życiowa aktorka, może okręcić wokół palca niejednego mężczyznę, zwłaszcza gdy z racji tzw. drugiej młodości dojrzewa on do sprawdzenia się. Są przypadki, kiedy do gabinetu lekarskiego wkracza dotknięty drugą młodością mężczyzna i prosi o poradę, kogo wybrać? Czy nowy związek, np. z młodszą o 20 lat kobietą, ma szansę? Niekiedy też prośby pacjentów są perfidne, np. abym pomógł jego żonie w zaakceptowaniu tego stanu rzeczy, abym przygotował ją przez psychoterapię do jego odejścia. '' Każda sytuacja jest niepowtarzalna i dlatego nie ma uniwersalnych rad i wskazówek pasujących do wszystkich sytuacji życiowych. Bywa i tak, że trudności związane z drugą młodością mężczyzny umierają często śmiercią naturalną, romans urywa się, a małżeństwo przeżywa swój renesans. W innych przypadkach powstają nieodwracalne zmiany i nowe związki. Lepiej byłoby jednak, gdyby szczery dialog między małżonkami i umiejętność pielęgnowania ars amandi i życia małżeńskiego mogły uprzedzić trudności okresu drugiej młodości mężczyzny. Wówczas stałaby się ona drugą młodością dotychczasowego związku. l SEKS PO SZEŚĆDZIESIĄTCE Seks na jesieni życia obarczony jest wieloma mitami, m.in. przekonaniem, że w tym okresie jest on bardziej już wspomnieniem niż rzeczywistością. Kolejnym mitem jest impotencja, zaczynająca się u mężczyzny w okresie przekwiłania oraz spadek potrzeb seksualnych u kobiety w kilka lał po przekwiłaniu. Wiele osób, zgłaszających się ze swoimi trudnościami seksualnymi - szczególnie mężczyzn - wiąże je z kończeniem się, co ma rzekomo bezpośredni związek z wiekiem. Oczywiście, iż w miarę upływu wieku, przemian organizmu w okresie przekwitania, przebycia przewlekłych chorób, przyjmowania przez dłuższy czas różnych leków, libido i sprawność seksualna zmniejszają się, ale jaki jest prawdziwy zakres tego zjawiska? Czy uzasadniony jest lęk przed jesienią życia? Dla wyjaśnienia tego procesu przedstawię fragmenty raportu seksuologicznego StarrWeiner, opracowanego w 1981 roku przez badaczy z USA. Chociaż badana przez nich 800osobowa populacja pochodzi z innego kręgu kulturowego, żyje w odmiennych warunkach, jednak warto zastanowić się nad ujawnionymi wynikami tych badań (metodami kwestionariusza). Przeprowadzono je u 800 osób należących do populacji powyżej 60 roku życia. Z tej grupy 462 osób znajdowało się w wieku 60Ś69 lat, 277 w wieku 70Ś79 lat, a 61 w wieku 80Ś91 lat; 35% to mężczyźni, a 65% to kobiety. W badanej 296 populacji 25% określało stan swego zdrowia jako bardzo dobry, 47% jako dobry, a jedynie 2,7% jako zły. Z 60 tabel wybrałem następujące dane: Tabela 5 Ogółem Mężczyźni (w odsetkach) Kobiety (w odsetkach) Stan cywilny: w malżeństwia owdowiali rozwiedzeni wolni47,8 36,7 11,4 4,163,8 20,2 10,3 5,739,0 45,7 12,0 3,3 Seks obecnie w porównaniu z seksem w młodszym wieku: lepszy taki som gorszy31,9 34,6 22,726,2 36,2 34,435,0 33,8 16,4 Częstotliwość kontaktów: kiedy chcę 3 razy/tydzień 2 razy/tydzień 1 raz/tydzień 1 raz/miesiąc rzadziej niż 1 raz/miesiąc5,4 10,6 11.6 16,1 8,6 8.86,0 13,8 15,2 21,6 10,3 9,65,0 8,9 9,6 13,1 7,8 8,3 Wpływ współżycia na zdrowie: pozytywny76,374,577,2 Czy uprawia aktualnie masturbację? tak43,142,243,6 Czy lubi seks? tak 95,6 97,5 94,6 Aktualne przeżywanie orgazmu: zawsze w większości kontaktów niekiedy nigdy36,0 26.8 18,0 1,447,9 27,0 12,4 1,829,5 26,7 21,0 1,2 Czas trwania kontaktu seksualnego: do 2 minut 3Ś15 minut 16Ś30 minut ponad 30 minut4,5 20,1 17,9 13,47,4 25,5 19,9 15,62,9 17,2 16,8 12,2 Ogółem Mężczyźni (w odsetkach) Kobiety (w odsetkach) Aktualne problemy seksualne: brak problemów dyspareunia, dyskomfort zaburzenia erekcji50,6 8,552,2 5,3 13,549,8 10,2 Wyniki tych badań są optymistyczne dla jesieni życia, obalają mit kończenia się jako obowiązującego prawa u wszystkich po przekwitaniu. Zawierają również ważny sygnał, iż w miarę postępu medycyny, ogólnej zdrowotności społeczeństwa, właściwej psychohigieny, postaw wobec seksu i współżycia, realna aktywność seksualna i satysfakcja z niej utrzymuje się do późnych lat życia. Z innych badań jednoznacznie wynika, iż troska o stan zdrowia, unikanie palenia, alkoholu, używek, racjonalne odżywianie, stabilne współżycie seksualne, lubienie seksu pozwalają zachować dobry poziom libido i sprawności seksualnej do późnego wieku. We wspomnianym raporcie znajdują się również interesujące badania poświęcone postawom starszego pokolenia wobec różnych zjawisk obyczajowych i zachowań seksualnych. Wynika z nich, iż bardzo wzrosła tolerancja wobec homoseksualizmu, oralizmu, akceptacja zróżnicowania ars amandi, związków erotycznych z partnerami z dużą różnicą wieku, zawierania nowych związków erotycznych w późnym wieku. Z tego wszystkiego trudno nawet stwierdzić, czy optymistyczna wizja seksu po sześćdziesiątce bardziej wynika ze zmiany postaw wobec niego, czy też ze wzrostu zdrowotności społeczeństwa. Zapewne i z jednego, i drugiego. PRAKTYCZNE KOMPENDIUM SEKSUALNE Ogółem Mężczyźni (w odsetkach) Kobiety (w odsetkach) Aktualne problemy seksualne: brak problemów dyspareunia, dyskomfort zaburzenia erekcji50,6 8,552,2 5,3 13,549,8 10,2 Wyniki tych badań są optymistyczne dla jesieni życia, obalają mit kończenia się jako obowiązującego prawa u wszystkich po przekwitaniu. Zawierają również ważny sygnał, iż w miarę postępu medycyny, ogólnej zdrowotności społeczeństwa, właściwej psychohigieny, postaw wobec seksu i współżycia, realna aktywność seksualna i satysfakcja z niej utrzymuje się do późnych lat życia. Z innych badań jednoznacznie wynika, iż troska o stan zdrowia, unikanie palenia, alkoholu, używek, racjonalne odżywianie, stabilne współżycie seksualne, lubienie seksu pozwalają zachować dobry poziom libido i sprawności seksualnej do późnego wieku. We wspomnianym raporcie znajdują się również interesujące badania poświęcone postawom starszego pokolenia wobec różnych zjawisk obyczajowych i zachowań seksualnych. Wynika z nich, iż bardzo wzrosła tolerancja wobec homoseksualizmu, oralizmu, akceptacja zróżnicowania ars amandi, związków erotycznych z partnerami z dużą różnicą wieku, zawierania nowych związków erotycznych w późnym wieku. Z tego wszystkiego trudno nawet stwierdzić, czy optymistyczna wizja seksu po sześćdziesiątce bardziej wynika ze zmiany postaw wobec niego, czy też ze wzrostu zdrowotności społeczeństwa. Zapewne i z jednego, i drugiego. PRAKTYCZNE KOMPENDIUM SEKSUALNE "Seks dojrzały" nie jest publikacją wyczerpującą temał seksu, jego problemów i zaburzeń w wieku dojrzałym. Istnieją pewne zagadnienia interesujące wielu Czytelników - były one zgłaszane w formie pytań w trakcie spotkań autorskich w KMPiK. Tym pytaniom jest poświęcona ostatnia część książki. Mam nadzieję, że niedługo ukaże się Encyklopedia Seksualna, w której Czytelnicy znajdą wyczerpujące informacje na różne tematy. Alkohol a seks Badania wielu seksuologów wyraźnie wskazują, iż u alkoholików zaburzenia seksualne występują w 55% przypadków. Alkohol jest określany jako "silny jad jądrowy", uszkadza bowiem komórki i strukturę jąder, prowadząc do zaburzeń nasienia. Przyczyną zaburzeń seksualnych w alkoholizmie jest nakładanie się na siebie takich czynników, jak: uszkodzenia jąder, zaburzenia hormonalne, enzymatyczne, metaboliczne, uszkodzenia nerwów obwodowych, zmiany w krążeniu krwi miednicy, awiłaminozy, konflikty partnerskie, a także rozbieżność między wydolnością seksualną a pragnieniami. Do najczęściej występujących zaburzeń u mężczyzn należą: obniżenie poziomu libido, zanik erekcji, zmniejszenie ilości wytrysku, a u kobiet - oziębłość i dyspareunia (bolesne stosunki). Można również stwierdzić, iż u około '/a przypadków tzw. impotencji alkoholowej zmiany w życiu seksualnym są daleko posunięte i mają złe rokowanie. Okazało się jednak, że blisko 85% partnerek alkoholików ma problemy w życiu seksualnym, wynikające z reakcji oporu i niechęci wobec parłneraalkoholika. Nic zatem dziwnego, iż zdecydowana większość związków partnerskich znajduje się w stanie rozpadu lub trwałego konfliktu. Problem ten nabiera znaczenia społecznego, mamy bowiem do czynienia z dość znaczną populacją, a uzależnienie od alkoholu zaczyna się w dość młodym wieku. W zdecydowanej większości patologii seksualnej mężczyzn w wieku dojrzałym można również znaleźć związki z alkoholem, chociaż nie wszyscy pijący są od niego uzależnieni. Ze wszystkich rodzajów alkoholu najbardziej szkodliwy wpływ na sprawność seksualną mają wg kolejności: wódki, rumy, wina owocowe, piwo. Istnieją też ciekawe obserwacje poświęcone genezie alkoholizmu. Okazuje się, że około '/ 3 mężczyzn i '/ 4 kobiet zaczyna pić z powodu zaburzeń w sferze seksualnej, pogłębiając w ten sposób te problemy. U większości alkoholików zaburzenia seksualne są wynikiem działania alkoholu. Abstynencja seksualna U mężczyzn w wieku dojrzałym dłuższe przerwy we współżyciu seksualnym wiążą się z pojawianiem przejściowych zaburzeń seksualnych, a zwłaszcza osłabienia erekcji, skrócenia czasu współżycia i obniżenia poziomu libido. Można powiedzieć, iż im starszy jesł mężczyzna i im dłuższa abstynencja seksualna, tym większe mogą być te zaburzenia. Najczęściej z tego typu sytuacjami mamy do czynienia w wypadku dłuższych wyjazdów, długotrwałej choroby partnerki, separacji lub rozwodu, pobytu w zakładzie karnym itp. Jeżeli zaczyna się współżycie po dłuższej przerwie, to duże znaczenie ma reakcja mężczyzny na ujawnione problemy seksualne; im bardziej reaguje lękowo, tym szybciej rozwija się nerwica nakładająca się na biologiczne osłabienie popędu. Zapobieganie tej sytuacji polega m.in. na przyjmowaniu łagodnych dawek leków stymulujących popęd seksualny, a także na okresowej masturbacji, którą w tym przypadku należy traktować jako leczniczą. Bóle głowy w życiu seksualnym Najczęściej bóle głowy występują u mężczyzn w wieku 40Ś60 lat. Mogą pojawiać się tuż przed orgazmem (skurcz mięśni karku, twar/y), bezpośrednio po orgazmie (zwłaszcza w przypadkach istniejącej uprzednio migreny). U części mężczyzn mają one związek z zabi.rzeniami krążenia mózgowego. We wszystkich wspomnianych przypadkach wskazana jest okresowa kontrola ciśnienia krwi oraz konsultacja u neurologa. Carezza, praktyka Praktyka Carezza polega na unikaniu przez mężczyznę wytrysku nasienia, dzięki czemu stosunek przedłuża się, a partnerka mająca zdolność wielokrotnego orgazmu może realizować swoje potrzeby seksualne. Praktyka ta jest możliwa u mężczyzn z wyrobioną zdolnością kontrolowania wytrysku i czasu trwania współżycia. Należy jednak pamiętać o tym, iż nie zabezpiecza ona przed ciążą, gdyż u około '/4 mężczyzn istnieje bezwiedne kropelkowanie nasienia. Ciąża a seks Seksuolodzy stwierdzili, iż na współżycie seksualne w ciąży mają wpływ czynniki biologiczne, typ temperamentu seksualnego, emocje wynikające z faktu ciąży, poprzednie doświadczenia z przebiegiem ciąży, a także więź z partnerem. Wiele kobiet obawia się współżycia sądząc, że ma ono szkodliwy wpływ na przebieg ciąży. U wielu kobiet istnieje wyraźny wzrost potrzeb seksualnych w drugim trymestrze ciąży, co ma mieć związek z przekrwieniem miednicy. W zasadzie wskazana jest ostrożność w pierwszym trymestrze ciąży, zwłaszcza u kobiet ze skłonnością do poronień, z patologią ciąży - w obu 302 tych przypadkach należy unikać współżycia aż do uzyskania zgody ze strony lekarza. Nie ma obowiązujących norm dotyczących współżycia w okresie ciąży; u jednych kobiet pojawia się wzrost, a u innych spadek potrzeb seksualnych, partner zatem powinien dostosować się do potrzeb seksualnych partnerki. Zaleca się w przypadku ciąży współżycie w pozycji bocznej oraz w takich, które nie prowadzą do ucisku na brzuch. Członka, wady U mężczyzn do najczęściej spotykanych wad członka należą: zbyt mały członek {wynik zaburzeń hormonalnych; leczenie jest możliwe do okresu dojrzewania), spodziectwo (co 125 noworodek - 80% operowanych chłopców zdolnych jest później do współżycia seksualnego), skrzywienia osi członka. W tym ostatnim przypadku zaburzenie to wiąże się z dyskomfortem estetycznym, nie ma jednak istotnego wpływu na przebieg współżycia. Zabieg chirugiczny w przypadku skrzywienia osi członka nie jest konieczny, chociaż wielu mężczyzn domaga się tego, obawiając się reakcji partnerki oraz mając poczucie kompleksu. Inne często spotykane wady to stulejka (niemożność ściągania napletka) oraz skrócenie wędzidełka; w tych przypadkach wskazane jest przeprowadzenie zabiegu, który ma charakter kosmetyczny i jest stosunkowo łatwy do wykonania. Byłoby wskazane wykonywanie tego typu zabiegów przed okresem dojrzewania lub przed podjęciem współżycia. Dewiacyjne, tendencje Wiele osób przeżywa lęk wynikający z pojawiania się w snach erotycznych czy w fantazjach różnych treści dewiacyjnych, które nie są realizowane w praktyce. Sam fakt występowania w snach scen np. gwałtów, zachowań homoseksualnych, seksu grupowego, sadyzmu, masochizmu itp. nie jest dowodem istnienia dewiacji. W podświadomości treści dewiacyjne mogą istnieć w wyniku fantazjowania na ten temat, zakodowania się przeczytanych lub oglądanych zachowań dewiacyjnych, ukrytych skłonności. Tendencje dewiacyjne nie są zatem patologią i nie wymagają leczenia. Dieta a seks Na poziom libido oraz sprawność seksualną m.in. mają wpływ różnorodne sole mineralne, witaminy, białko. Zrozumiałe zatem, iż odpowiedni ich poziom w diecie rzutuje na życie seksualne. Do wartościowych składników pożywienia należą zwłaszcza: świeże ryby, baranina, tłuste twarogi, orzechy, miód naturalny, selery, żółtka jaj, praktycznie wszystkie warzywa, jarzyny. Natomiast popęd obniżają diety jarskie, napary z chmielu, dieta niskobiałkowa. W przypadku mężczyzn w miarę upływu lat i odczuwanego zmniejszania się poziomu libido wskazane jest zażywanie witamin (zwłasz-303 cza E i B, PP), soli mineralnych (zwłaszcza cynku, magnezu) oraz preparatów poprawiających ukrwienie miednicy i krążenie obwodowe, np. Calgam, Provasan. Można zatem co pewien czas stosować następujący zestaw witamin wpływający na ogólną poprawę stanu organizmu w zakresie funkcji seksualnych: Calgam, Tonophos, Multiyitaminum. Tego typu zestawy nie tylko przedłużają sprawność seksualną, ale podwyższają jej poziom. Dyspareunia Bolesne stosunki zw. dyspareunią znacznie częściej występują u kobiet i w większości przypadków mają tło somatyczne (zmiany poporodowe, pozapalne, pooperacyjne, pogrzybicze), towarzyszą niektórym metodom zapobiegania ciąży (np. tabletkom hormonalnym). Istnieją również przyczyny psychogenne, związane np. z konfliktami partnerskimi, rozczarowaniem się osobą partnera, wymuszaniem przez niego zbyt częstych kontaktów itp. Dyspareunia u mężczyzn jest rzadsza niż u kobiet i również przeważają przyczyny somatyczne (słany pogrzybicze, pozapalne, podrażnienia żołędzi, przeczulica żołędzi w zaburzeniach nerwów obwodowych itp.). Mogą być również przyczyny psychogenne, np. niechęć do partnerki, uczucie wstrętu do niej, spadek zainteresowania itd. W przypadku dyspareunii konieczne jest leczenie specjalistyczne. W wielu wypadkach pomagają stosowane miejscowo maści. Ekshibicjonizm Ekshibicjonizm jest to jedna z częściej spotykanych dewiacji, obejmująca około 30% wszystkich zachowań dewiacyjnych. Polega na obnażaniu narządów płciowych w miejscach publicznych (np. parki, osiedla mieszkaniowe, internaty, łaźnie) i odczuwaniu wówczas podniecenia seksualnego. Im większe są przejawy zainteresowania otoczenia, tym większy stopień podniecenia aż do możliwości osiągnięcia orgazmu. W większości przypadków sam fakt, że dana osoba ujrzała obnażone narządy płciowe wystarcza do osiągnięcia podniecenia, a orgazm jest wyzwalany poprzez masturbację. Ekshibicjonizm jest traktowany jako wyraz niedojrzałości psychoseksualnej, nieśmiałości, lęku przed własną rolą seksualną. Rzadziej natomiast ujawnia głębsze zaburzenia, może np. być objawem choroby psychicznej, organicznych zmian mózgowych. Leczenie polega na psychoterapii i farmakoterapii uzupełniającej. Rozpoznanie ekshibicjonizmu w zasadzie dotyczy mężczyzn, w przypadku kobiet jest niezmiernie rzadko spotykane i dotyczy głęboko patologicznych form towarzyszących zaburzeniom psychicznym. Brak tego typu dewiacji u kobiet wynika z tradycji obyczajowych, które akceptują uzewnętrznianie przez kobiety atrakcyjności ich ciała czy atrakcyjności seksualnej. Erogenne, strefy Istnieją dość typowe miejsca największej wrażliwości seksualnej na bodźce dotykowe. U większości kobiet dotyczą one: karku, płatków uszu, szyi, ust, brodawek piersiowych, okolicy krzyżowolędźwiowej, wewnętrznej powierzchni ud. W przypadku mężczyzn najczęściej dotyczą: okolicy karku, ust, pleców, okolic narządów płciowych. Globalna powierzchnia erogenna u kobiet obejmuje około 12% ciała, u mężczyzn do 2Ś4%. Istnieje również zjawisko sfer erogennych nietypowych, tzn. charakterystycznych dla danej osoby i występujących poza wymienionymi okolicami ciała. Jest to sprawa osobniczej wrażliwości, zakodowanych pierwszych doznań dotykowych. W przypadku osób nadpobudliwych seksualnie, z obniżonym progiem wrażliwości, bardzo zafascynowanych partnerem, sferą erogenna może być dosłownie całe ciało. Wrażliwość miejsc erogennych jest bardzo zróżnicowana i w zasadzie każdy człowiek ma indywidualne cechy wymagające ich odkrycia przez partnera. Zdarza się zatem, iż jedna typowa sfera erogenna u danej osoby wzbudza negatywne doznania, a druga bardzo silne. Istnieje również znane zjawisko wybiórczości reakcji sfer erogennych wobec danej osoby i tak np. dana kobieta reaguje pozytywnie na pieszczoty piersi ze strony jednego partnera, a negatywnie w przypadku innego iłp. Fetyszyzm Termin ten pochodzi od włoskiego fełisso (czar). Polega na osiąganiu satysfakcji seksualnej przez podniecanie się przedmiotem należącym do drugiej osoby, częścią jej ubioru czy ciała. Fetyszera może być zatem każda część ciała, czynność, przedmiot należący do drugiej osoby. Do najczęściej spotykanych fetyszów należą włosy, zapach, głos, buty, część ubioru, bielizna. Przyczyną fetyszyzmu może być niedojrzałość psychoseksualna, problemy seksualne (np. impotencja u starszych mężczyzn). Częste jest również powiązanie fetyszyzmu z sadomasochizmem, transwesłytyzmem, pigmalionizmem. Ginekomastia Terminem tym określa się przerost gruczołów sutkowych u mężczyzn, najczęściej w okresie dojrzewania i przekwitania. Przyczyną ginekomastii mogą być np. zaburzenia hormonalne, wątroby, stresy psychiczne, leki. Gwałt Zdecydowana większość gwałtów nie zostaje ujawniona i na fakt ten składa się wiele różnych przyczyn, np. lęk przed sprawcą, wstyd. Badania z USA donoszą o stałym wzroście przypadków gwałtu. 20 - Seks dojrzały 305 Większość ofiar to młode kobiety, a formą gwałtu jest penetracja pochwy. U około '/g ofiar gwałtu stwierdza się zaburzenia emocjonalne, tzw. Rape łrauma syndrome, polegające na stanach lękowych, zaburzeniach snu, przygnębieniu, zablokowaniu reakcji seksualnych. Należy jednak stwierdzić, iż około '/ 3 gwałtów sprowokowana jest przez ofiary, np. przez brak poczucia zagrożenia i lekkomyślność, prowokowanie seksualne mężczyzny, wspólne picie alkoholu iłp. Homoseksualizm Orientacja homoseksualna dotyczy około 1Ś2% populacji, natomiast doświadczenia homoseksualne około 5Ś10% populacji. Homoseksualizm polega na ukierunkowaniu popędu wobec przedstawicieli tej samej płci. Do typowych przyczyn należą: uwiedzenie w okresie wczesnego dojrzewania, forma zastępczoobronna (np. z lęku przed współżyciem, chorobliwej nieśmiałości, poczucia mniejszej wartości), zaburzenia rozwoju psychoseksualnego (np. identyfikacji z rolą seksualną), a także rozwój ośrodków seksualnych w okresie płodowym. W zdecydowanej większości przypadków homoseksualizm nie jest traktowany jako patologia i w związku z tym nie wymaga leczenia, które zresztą nie byłoby skuteczne. Jedynie w przypadku homoseksualizmu zastępczoobronnego, przy małych jeszcze doświadczeniach homoseksualnych, leczenie psychoterapią może dać pozytywne rezultaty. Typy kontaktów homoseksualnych są bardzo zróżnicowane; wzajemna masturbacja, kontakty udowe, oralizm, analizm. Jakkolwiek wzrasta tolerancja społeczna wobec homoseksualizmu nadal jednak podstawowym problemem wielu homoseksualistów jest poczucie odrzucenia przez środowisko i traktowanie jak osobnika nienormalnego. Homoseksualizm u kobiet (miłość lesbijska) stwarza mniejsze napięcia, jest bowiem formą bardziej ukrytą, a obyczajowość akceptuje okazywanie sobie czułości przez kobiety. Kazirodztwo Kazirodztwo polega na kontaktach seksualnych między najbliższymi krewnymi, wskazanymi przez normy prawne. W polskim kodeksie zabrania się kontaktów seksualnych między krewnymi w linii prostej (rodzice i dzieci, dziadkowie i wnukowie), między rodzeństwem przyrodnim i rodzonym. Zakaz tych kontaktów ma przede wszystkim znaczenie obyczajowe, aczkolwiek kryteria kulturowe różnie były ujmowane, np. ludy prymitywne zakazywały kontaktów seksualnych między partnerami o tych samych imionach czy totemach. Obecnie zakaz tego typu kontaktów jest tłumaczony względami biologicznymi (przeciwdziałanie zaburzeniom genetycznym) oraz psychicznymi, Najczęściej spotykane są kontakty między ojcem a córką, następnie między rodzeństwem, a rzadziej między matką a synem. Badania przeprowadzone wśród osób prowokujących kontakty kazirodcze wy-306 kazały zależność między alkoholizmem a degradacją psychiczną, zaburzeniami psychicznymi i zaburzeniami osobowości. Natomiast badania przeprowadzone u córek zmuszanych do kontaktów seksualnych przez ojców ujawniły występowanie różnych zaburzeń somatycznych, stanów lękowych, depresyjnych, promiskuiłyzmu. Łechtaczki, zaburzenia Do najczęstszych zaburzeń należą: przerost łechtaczki (w wyniku samogwałtu, zwiększonego poziomu androgenów, stosowania leków hormonalnych), stulejka, bolesność (np. w przebiegu cukrzycy, stanów zapalnych, w'wyniku stosowania leków). Przyczną takich zaburzeń, jak przerost lub przeczulica łechtaczki mogą być również wibratory seksualne. Mięsień lonowoguziczny (Kegla) Badania seksuologiczne ostatnich lał wykazały, że mięsień ten ma istotne znaczenie dla zdolności przeżywania orgazmu przez kobiety w trakcie stosunku. Dobre napięcie tego mięśnia (kobieta potrafi kurczyć go świadomie i trudno jest w czasie tego skurczu włożyć palec do pochwy) dowodzi, iż istnieją dobre warunki do doznawania orgazmu w trakcie ruchów frykcyjnych w pochwie. W przypadku braku napięcia orgazm jest wątpliwy lub niemożliwy. W celu zwiększenia napięcia tego mięśnia zaleca się kobietom wykonywanie ćwiczeń, polegających na wielokrotnym przerywaniu strumienia moczu przy każdej mikcji. U niektórych kobiet ćwiczenia te rozwijają reaktywność seksualną pochwy, a w przypadku zmian poporodowych zwiększają jej ściśliwość. Narkomania a seks W niektórych kulturach środki narkotyczne miały znaczenie seksualne, np. w starożytnych Indiach opium służyło przedłużaniu stosunku i opóźnianiu wytrysku, a w kulturach Indian Ameryki Środkowej narkotyki wyzwalały mistyczne stany seksualnoreligijne. Narkomania, której wzrost obserwuje się w wielu krajach świata, dość szybko prowadzi do zaburzeń seksualnych. Obserwuje się je u 90% pacjentów. Zakres tej patologii jest głęboki, zwłaszcza że zazwyczaj dotyczy młodej populacji. Najczęstsze zaburzenia to: obniżenie lub zanik libido, brak wytrysku, zanik erekcji, oziębłość i dyspareunia. Przyczyną zaburzeń seksualnych są głównie zmiany organiczne (zaburzenia hormonalne, zanik jąder, jajników, patologia czynności wątroby). Pedofilia Terminem tym określa się pieszczoty i kontakty seksualne osoby dorosłej z dziećmi. Zwykle ten typ dewiacji jest szokująco przeżywany przez rodziców dziecka. Jego źródłem najczęściej jest nie-20 307 dojrzałość psychoseksualna, nieśmiałość i lęki seksualne, zaburzenia seksualne. U mężczyzn w starszym wieku bywa zwiastunem zaburzeń psychicznych, wynikających np. z miażdżycy mózgu. Badania przeprowadzone u ofiar tych praktyk nie wskazują na późne następstwa przeżytego szoku. Okazuje się, że źródłem patologicznych następstw są zachowania rodziców, proces sądowy, dochodzenie. Stresujący proces dochodzeniowy, jawny przebieg sprawy sądowej, a także przebieg samego zdarzenia, tzn. stopień jego brutalności, zwiększa wielokrotnie następstwa w życiu emocjonalnym i seksualnym. Prostaty, zaburzenia Stany zapalne, przerost prostaty (gruczoł krokowy mężczyzn) często wiążą się z zaburzeniami seksualnymi, zwłaszcza osłabieniem wzwodu członka i obniżeniem poziomu libido. Problem komplikuje fakt, że stwierdzenie prostaty wyklucza przyjmowanie leków hormonalnych, stosowanych zazwyczaj w stymulacji seksualnej. Istotne jest zatem wczesne podjęcie leczenia urologicznego, a później - towarzyszącego - seksuologicznego. W wielu wypadkach uzyskuje się wyraźną poprawę. Protezy członka Od 1936 roku podejmowane są próby stosowania protez członków w przypadkach trwałych zaburzeń erekcji (np. w wyniku chorób somatycznych, zwyrodnienia nerwów miednicy iłp.). Obecnie sztuczne członki - wykonywane z tworzyw sztucznych - umożliwiają uzyskanie wzwodu i współżycie. W Polsce został przed 10 laty opatentowany wirylizator, będący tulejką z tworzywa sztucznego, który nałożony na trzon członka, umożliwia współżycie seksualne. Najnowsze osiągnięcia w tej dziedzinie, to wyprodukowane w USA aparaty umożliwiające nie tylko erekcję o dowolnym czasie trwania, ale i pozorowaną ejakulację z wieloma typowymi cechami nasienia (zapach, objętość, wygląd). Wstręt seksualny (tzw. awersja) Awersja seksualna polega na silnym uczuciu niechęci i obrzydzenia wobec współżycia, ciała partnera, a nawet całej jego osoby. Częściej spotykany jest u kobiet i zazwyczaj powstaje w wyniku długotrwałego tłumienia negatywnych ^emocji. Szansę leczenia są raczej małe. GRANICE MOŻLIWOŚCI W SEKSIE Wiele osób wobec życia seksualnego ujawnia ideał demokracJi; "wszyscy mamy te same możliwości i szansę". Ciekawe, że w wielu innych dziedzinach życia, np. zdobywaniu wykształcenia, zawodów, standardu materialnego iłp., przyjmuje się zasadę, że istnieją określone predyspozycje, uzdolnienia, łut szczęścia. Stąd przyjmuje się jako oczywiste zróżnicowanie ludzi co do poziomu wykształcenia, majątku, pozycji społecznej itd. Chociaż często przejawy zazdrości, zawiści, subiektywizmu utrudniają realną ocenę własnych szans, wiele osób potrafi sobie powiedzieć, że konkretne osoby są zdolniejsze, atrakcyjniejsze, bardziej zapobiegliwe, pracowite itp. 309 W sferze życia seksualnego spotykamy się ze wspomnianym wyżej ideałem demokracji, jakby wszyscy byli równi w wyposażeniu genetycznym, uzdolnieniach do ars amandi, aktywności seksualnej. Ta zasada swoistego demokratyzmu jest często spotykana w listach, w gabinecie, l tak np. ktoś wyraża skargę, że w porównaniu do rówieśników ma mniejszą częstotliwość kontaktów seksualnych, ktoś inny mniejsze narządy płciowe, słabsze przeżywanie orgazmu iłd. W seksie wielu ludzi chciałoby osiągnąć górne standardy i traktuje to jako oczywiste i realne. Źródłem porównywania siebie z tymi standardami są najczęściej zwierzenia seksualne otoczenia, obserwacja innych, a w ostatnich czasach publicystyka seksuologiczna. Lektury na tematy seksualne skłaniają do przymierzania się do najwyższych standardów, spróbowania wszystkiego, naśladowania innych. Łatwo powstają rozczarowania i kompleksy, jeśli porównanie wypada na niekorzyść. Jeżeli czyta się o średniej częstotliwości współżycia w danym wieku, to osoby znajdujące się poniżej tego standardu łatwo wpadają w kompleks mniejszej wartości. Nic zatem dziwnego, że w zasadzie każda praca z zakresu seksuologii pociąga za sobą rzesze sfrustrowanych czytelników i pacjentów. Natomiast osoby znające z praktyki to wszystko, co jest opisane w danej publikacji, przyjmują postawę wyższości i krytykanctwa. Dla nich wartością będzie jedynie taka praca, która dostarczy im nowych informacji. Znana jest mi praca omawiająca postawy czytelników wobec autorów prac seksuologicznych. Okazało się, że w przypadku kobietautorów mężczyźni przyjmują postawę zabawy, pobłażania z pewnym poczuciem zagrożenia, natomiast kobiety mają tendencje do identyfikowania się z autorką (w przypadku gdy poglądy są zbieżne) lub ujawniają agresywność (w przypadku gdy poglądy są rozbieżne). W przypadku autorówmężczyzn kobiety zazwyczaj przyjmują postawę tolerancji, a mężczyźni superkrytyczną i często agresywną (przejaw zazdrości? rywalizacji męskiej?). Do typowych ich wypowiedzi należy, że niczego nowego się nie dowiedzieli. Wróćmy do standardów seksualnych. Przymierzanie się do górnych pułapów możliwości w zakresie częstotliwości współżycia, czasu jego trwania, zróżnicowania form ars amandi itd. zakłóciło harmonię w wielu związkach, a w innych pozbawiło partnerów radości z bycia razem. Te górne standardy traktowane są jak raj erotyczny, pułap nobilitujący własną męskośćŚkobiecość. Im bardziej się odstaje od tego pułapu, tym większy kompleks. Nasze granice możliwości w życiu seksualnym są określone przez predyspozycje genetyczne (różnimy się przecież temperamentem), stan zdrowia i witalność organizmu, zróżnicowanie psychofizjologii seksualnej oraz - osobę partnera. Powyższe czynniki są oczywiste, chciałbym jednak zatrzymać się przy tym ostatnim. Są partnerzy, którzy współpracują w doskonaleniu ars amandi, inni poprzestają na określonym poziomie, którego nie chcą przekroczyć, np. odmawiają zgody na 310 wprowadzenie różnych pozycji, pieszczot oralnogenitalnych. Współżycie seksualne z nimi może być wzajemnie satysfakcjonujące, ale nie przekracza granic zakreślonych przez partnera. Są również partnerzy demobilizujący do rozwoju ars amandi i mówiąc popularnie "ściągający w dół". Związek może być udany w wielu innych relacjach, ale w życiu seksualnym ogranicza się do minimum aktywności. Jak więc z tego wynika, w życiu seksualnym r.ie ma demokracji, równości, nasze osobnicze i partnerskie możliwości narzucają nam pewne określone standardy. Harmonia wielu związków byłaby zachowana, gdyb)( istniała w nich umiejętność radowania się tym, co jest. Sensem życia seksualnego nie jest przecież bicie rekordów, spróbowanie wszystkiego, naśladowanie innych, ale znalezienie optymalnej formy zjednoczenia z partnerem, pogodzenia wzajemnych potrzeb i oczekiwań, wyrażanie miłości. Kryterium dobra związku partnerskiego jest najważniejsze dla oceny życia seksualnego. Przymierzanie się do innych standardów może być wyzwaniem do dobra więzi między partnerami, bowiem drugą osobę sprowadza się do roli fantoma w ćwiczeniach seksualnych, w biciu rekordów. Jeżeli związek opiera się na miłości i dobrej więzi, ale partner w życiu seksualnym ma określone granice uformowane w wychowaniu rodzinnym przez normy, własne postawy, to należy te granice traktować ze zrozumieniem, a nie walczyć z nimi. Byłem biegłym w sprawach rozwodowych, gdzie źródłem konfliktu stała się odmowa pieszczot oralnych ze strony partnerki. Ona tego nie akceptowała i nie była w stanie przełamać emocjonalnej bariery. Dla partnera ta forma pieszczot stanowiła kryterium dobrej więzi seksualnej i miłości. Po nieudanych próbach zmuszenia partnerki do tej formy współżycia doszło do rozwodu, jak zwykle z powodu "niezgodności charakterów". Zmuszanie partnerów do przyjęcia stereotypów seksualnych własnych lub określonych przez zwyczaje środowiska czy publikacje jest jednym ze źródeł konfliktów. Poznanie granicy własnych możliwości w seksie oraz w związku partnerskim jest jednym z elementów harmonii seksualnej i zdrowia psychicznego. SŁOWNICZEK TERMINÓW Altruizm - ofiarność, poświęcanie się innym. Apogeum - szczyt. Catharsis - ukojenie, odprężenie. Erotomania - patologicznie duże zainteresowanie seksem, owładnięcie przez seks; seks jako podstawowy motyw działania. Generalizacja - uogólnienie. Integracja - scalanie, harmonijne łączenie. Libido - wiłalność, energia życiowa. Percepcja - odbiór. Promiskuityzm - częste zmiany partnerów seksualnych, niezdolność do stworzenia stałego związku partnerskiego. .
- O? - zdziwiłam się i przyjrzałam mu się krytycznie .
nie ustępują pomimo pomocy nauczyciela w przedszkolu i rodziców w domu. .
- Sama wiesz najlepiej. - Uśmiechnął się. - Biedna Anna Maria. Czy Paryż tak bardzo dał ci w kość? - Niestety. .
- Bardzo mi przykro - rzekł, rozpaczliwie usiłując zachować zwykły spokój - ale muszę odejść. Ja... jest mi słabo... Dygotał jak w febrze. Cała wściekłość Szerszenia ulotniła się w oka mgnieniu. - Ojcze, czyż nie widzisz... Montanelli cofnął się i znieruchomiał. - Tylko nie to! - szepnął nareszcie. - Wielki Boże, wszystko, lecz nie to! Jeśli tracę zmysły... Szerszeń podniósł się na jednym ramieniu i ujął jego drżące ręce. - Ojcze, czyż nie możesz pojąć, że ja nie utonąłem? Ręce, które trzymał w swym uścisku, stały się nagle lodowate i martwe. Przez chwilę panowała cisza, po czym Montanelli ukląkł kryjąc twarz na piersi Szerszenia. Gdy podniósł głowę, słońce już zaszło, a czerwone blaski konały na zachodzie. Zapomnieli o miejscu i czasie, o życiu i śmierci, zapomnieli nawet o tym, że byli nieprzyjaciółmi. - Arturze - szepnął Montanelli - czy ty jesteś naprawdę? Wróciłeś do mnie od umarłych? - Od umarłych... - powtórzył Szerszeń wzdrygając się. Leżał cicho, złożywszy głowę na ramieniu Montanellego jak chore dziecko tulące się do matki. - Wróciłeś... wróciłeś nareszcie! Z piersi Szerszenia wydobyło się głębokie westchnienie. - Tak - rzekł - a ty masz ze mną walczyć lub mnie zabić. - Och, cicho, carino! Czym jest teraz to wszystko? Byliśmy jak dwoje dzieci zbłąkanych wśród ciemności i biorących się wzajemnie za widmo. Teraz odnaleźliśmy się i wychodzimy na światło. Mój biedny chłopcze, jak ty się zmieniłeś! Wyglądasz, jakby cały ocean ludzkieJ nędzy przepłynął nad twoją głową, ty, który byłeś tak pełen radości życia! Arturze, czy to ty naprawdę? Tak często śniłem, że wróciłeś do mnie, a potem budziłem się i widziałem tylko straszliwy mrok ziejący z martwej pustki. Skąd mogę wiedzieć, że i teraz się nie zbudzę, by ujrzeć, że wszystko to jest snem tylko? Daj mi jakiś dowód namacalny, powiedz, jak się to wszystko stało. - W sposób dość prosty. Ukryłem się na okręcie towarowym i jako bezpłatny pasażer dojechałem do Ameryki Południowej. - A tam? .
.
- No i co? - spytał Decker. - Kłamał? Nie ma tam nic na temat Beth? .
bezdennej otchłani, którą lustrował, i powiedział głucho: .
powtórzenie mantry So'ham. Czy ktoś jest z Indii, czy jest .
negatywnie .
Co dzień odbiera nowiny pocieszne, .
.
a nic nie umie. .
.
- Zaraz - przerwałam kapitanowi, który coś mówił. - Chciałam najpierw wyjaśnić pewną rzecz. - Prosimy... .
produkcji, wzięcie pod uprawę i melioracja .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Podglądałeś? .
dziewczyna drżała z innego powodu. .
¶wieżo nadeszła poczta dzisiejsza, któr± zwykle sam odbierał. .
własnością" obu częściowo „pokrywających się" per- .
Konieczność zdążenia z felietonem przed zamknięciem numeru powodowała, że prosto z sądu, nieraz bez obiadu, biegłem do redakcji. Przeniosła się ona już wtedy z ciasnych pokoików na Nowym Świecie do własnego pięknego gmachu przy Marszałkowskiej 3/5/7, tam gdzie dziś mieści się "Życie Warszawy". Nowy, specjalnie przebudowany z fabryki dywanów, budynek zawierał oprócz wspaniale urządzonej części redakcyjnej, połączonej bezpośrednio z zecernią lino-typową i ręczną, wielką halę maszyn oraz ekspedycję i inne przyległości, konieczne dla wielkiego już teraz wydawnictwa, które przybrało nazwę: Dom Prasy. Jakie to było niepodobne do starego lokalu ,czerwoniaków"! Nowe warunki spowodowały inny zgoła porządek w pracy dziennikarskiej. Dawniej przy jednym biurku tłoczyło się po kilku kolegów, czekając niejednokrotnie na ciepłe jeszcze miejsce. Teraz dostojne, przeszklone kryształowymi szybami gabinety służyły za miejsce pracy dwóm, a najwyżej trzem dziennikarzom. Dawniej bodźcem nakłaniającym do punktualnego przychodzenia była nieduża szafka, zawierająca butelkę francuskiego koniaku i kanapki z kawiorem. Kto przychodził przed wyznaczoną godziną, otrzymywał od zarządzającej tymi skarbami bufetowej, monumentalnej pani Zofii, kieliszek koniaku i dwie kanapki. Po wybiciu tej godziny szafka była zamykana i żadne prośby nie pomagały. O wysokoprocentowym bodźcu mającym na celu wprowadzenie się w trans pracy nie było już mowy. Na Marszałkowskiej szafkę zastąpiły dzwonki. One to uprzedzały o zbliżającym się terminie zamknięcia numeru, one zmuszały do punktualnego przychodzenia. Osobiście nie byłem związany takimi rygorami jak koledzy opracowujący bieżący numer, musiałem tylko zdążyć z felietonem na ostatni dzwonek. To spowodowało u mnie tak zwany odruch warunkowy. Bez tego miecza Damoklesa wiszącego nad głową nie potrafiłem pisać. Siedziałem w wygodnym zresztą fotelu, obserwowałem przez szklaną ścianę zawrotne tempo redakcyjnego życia na korytarzu, a do roboty wziąć się jakoś nie mogłem. Dopiero zbliżające się nieuchronnie ostatnie momenty oddawania rękopisu podrywały mnie do czynu. Tytuł pisałem często biegnąc przez korytarz do zecerni. To niestety pozostało mi do dziś, nie potrafię pracować; na zapas, do szuflady. Muszę czuć w powietrzu ten ostatni dzwonek. To między innymi spowodowało, że słowa niniejsze docierają do Czytelnika z dwuletnim opóźnieniem. Nie mogłem się jakoś zabrać do tego pamiętnika. Za długi dostałem termin od wydawców. Przypuszczam, że to jakaś choroba woli, chociaż żona twierdzi, że tego rodzaju chory nazywa się po prostu leń patentowany. W skład ówczesnej redakcji oprócz kilku wybitnych starszych dziennikarzy wchodziła sama młodzież. Zdolna, bystra, umiejąca wycisnąć interesujący szczegół z najbardziej suchej wiadomości i podać ją pod sensacyjnym tytułem. Za najlepszy zresztą tytuł w numerze redakcja dawała premie - dwadzieścia pięć złotych. Było to dużo pieniędzy, na przykład para bardzo porządnych półbutów gorszych dwie. Chociaż czasem bywały z tymi tytułami kłopoty. Jedna z koleżanek, chcąc ozdobić wyszukanym nagłówkiem sprawozdanie z wystawy drobiu i zwierząt futerkowych w ogrodzie na Bagateli, napisała: Skrzydlaci i futerkowi dygnitarze na wystawie drobiu. Tytuł, owszem, nieprzeciętny, ale stał się powodem pewnych perturbacji dla redakcji. Mianowicie zaraz pod nim umieszczona została fotografia z otwarcia, przedstawiająca komitet wystawy i zaproszone wysoko postawione osobistości, wśród nich prezydenta miasta Starzyńskiego. Po ukazaniu się numeru z tym artykułem naczelny redaktor Butkiewicz otrzymał telefon: - Tu Starzyński, powiedzcie mi, za jakiego dygnitarza mnie uważacie, za skrzydlatego czy za futerkowego? Na szczęście prezydent Stefan Starzyński miał wielkie poczucie humoru i nie obraził się. Skończyło się tylko na uwadze Butkiewicza pod adresem redakcji, żeby staranniej koordynowała zdjęcia z tytułami. Chochlik drukarski płatał czasem "czerwoniakom" dotkliwsze figle. Oto pewnego dnia na pierwszej stronie "Expressu Porannego" ukazała się mowa ministra spraw zagranicznych Augusta Zaleskiego. Na końcu pierwszej szpalty wśród wynurzeń ministra na temat sytuacji w Europie widniało zdanie: "Tango Kataszka - Ja cierpię dolę." Wybuchł wielki skandal połączony z dochodzeniem policyjnym. Nawet ja byłem pytany, czy w jakimś ze swoich felietonów nie użyłem tego zwrotu, który potem zaplątał się w mowę ministra. Odrzuciłem to pomówienie z oburzeniem - nie wtrącam się do polityki i niemuzykalny jestem. Na razie podejrzewano nawet sabotaż, ale się okazało, że to po prostu któryś z zecerów dla zabawy wystukał sobie na linotypie to figlarne zdanko, które jakoś zawędrowało do wynurzeń ministra Zaleskiego. Winne były po prostu pośpiech i korekta, No imoże ten drań chochlik. .
- Harry Potterze... - wyszeptała twarz. Harry chciał się cofnąć, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa. .
talerza, czasem powłóczył zielonymi oczami po twarzy pani Stefanii, wzdychał .
Oświecenie jest już twoje. Musisz to jedynie zrozumieć. .
- Krok naprzód... tak, drogi panie; tylko że klęska głodowa nie będzie na nas czekać, jeśli mamy iść takim krokiem. Chłopi zdechną wpierw, zanim wystaramy się o jakąś pomoc. .
- Tu demokracja! .
- Cepem, nie cepem - przerwał ksi±dz przymrużaj±c z lubo¶ci± oczy - a ¶licznymi .
biera, decydując się na konkretny eksperyment, pewną .
wszechstronniejszego poglądu na świat, jak światopogląd .
Reżyser wybuchnął śmiechem. Gorzkim, wymuszonym śmie .
miętałeś? .
- Protestowali, że byłoby to zbyt drogie - wspomina Iwanow. - Powiedzieli, że grobowce wykonano z włoskiego marmuru, że trzeba by je rozbiErać, kto za to zapłaci, itd. Przez osiem miesięcy Iwanow ponawiał naciski i w pewnym momencie wyglądało na to, że koszty ekshumacji wielkiego księcia Jerzego pokryje przyjaciel Sobczaka, Mścisław Rostropowicz, światowej sławy wiolonczelista i dyrygent. Jednak zanim do tego doszło, Rostropowicz wspomniał Iwanowowi, że wybiera się do Japonii. Wówczas Iwanow (wciąż przebywający w anglii) przypomniał sobie, że w 1892 Mikołaj II jako carewicz odwiedził Japonię. W Otsu następca tronu Rosji został niespodziewanie zaatakowany przez uzbrojonego w miecz Japończyka. Napastnik celował w głowę, lecz ostrze tylko zraniło carewicza w czoło i choć trysnęła krew, rana nie była głęboka; przewiązano ją chusteczką. Przez sto lat w jednym z muzeów w Otsu, w niewielkiej szkatułce, przechowywano chusteczkę nasączoną krwią. W przypadku badań porównawczych DNA, których celem jest ustalenie tożsamości, nic nie daje lepszych rezultatów niż zgodność wyników uzyskanych na podstawie badania kości nieznanego pochodzenia oraz krwi osoby o znanej tożsamości. Iwanow chciał pojechać do Japonii, ale jak zwykle "nie było pieniędzy". - Dlaczego mamy za to płacić? - powiedzieli anglicy, a Rosjanie powiedzieli: Nie mamy pieniędzy. W końcu za podróż Iwanowa zapłacił Rostropowicz. .
wilk jagnię, w lasy zaniosę, aleć nie poźrę. Tyś moja! tyś .
- Jak patrzyła? .
dwadzie¶cia minut już wszyscy nim byli oczarowani, nawet stary, który go dobrze .
się wolno i miały niewielki zasięg. Obrona nie potrzebowała innych ma- .
W międzywojennych czasach wydać książkę nie było rzeczą łatwą. Toteż pierwszy zbiór moich felietonów, złożony z samych pyskówek i opatrzony tytułem Znakiem tego..., odleżał się trochę, zanim znalazłem wydawcę. Zwróciłem się najpierw do ruchliwej, poważnej firmy Przeworskiego. Ale kierownik, pan Igrek, odpowiedział mi, że felietonów niżej Nowakowskiego Przeworski nie wydaje. Połknąłem pigułkę i wrzuciłem maszynopis do szuflady, niech leży. Jednak życzliwe dusze pomogły. Miła moja koleżanka redakcyjna Karolina Beylin, stale współpracująca z taką potęgą wydawniczą jak przedwojenny "Rój", powiedziała mi kiedyś: - Wiesz, ja ci to załatwię. .
oszczędności. Czy przedsiębiorca otrzyma coś z tego projektu .
arcybiskupstwa w Magdeburgu, ale już same daty wskazują, że nikomu nawet w Rzymie do głowy nie wpadło, by mogło być inaczej. Magdeburg to rok 968. A co ważniejsze, nie do pomyślenia jest, by jan XIII, papież Ottona Wielkiego, podejmował decyzje o powołaniu biskupstwa bez jego wiedzy i zgody, a jeszcze podczas pobytu cesarza na miejscu, w Italii. Mógł je, co więcej, powołać tylko z jego inicjatywy! Biskupstwo poznańskie, czy to misyjne czy podporządkowane Magdeburgowi, było, innymi słowy, decyzją Ottona Wielkiego. Tak, Otton Wielki sprzyjał właśnie Mieszkowi. Widukind, najwiarygodniejszy z kronikarzy, nazywał Mieszka "przyjacielem cesarza". Ale też Otton nie zagrażał Mieszkowi, ani Mieszko jemu. Ottonowi znacznie bardziej zagrażali nader .
.
Carter, gdy wgrał wybory i 20 stycznia 1977 roku złożył przysięgę pre-zydencką. Co ważniejsze, pozostał wierny wyborczemu programowi mo-ralnej odnowy władzy. .
Z dalszych dość mętnych jego wyjaśnień wynikało, że bierze mnie za cukiernika z Suwałk, nie żyjącego zresztą od kilku lat. Kiedy sobie to uprzytomnił, zalał się łzami. Całym jego jestestwem wstrząsać zaczęła potężna czkawka. Potem jakby cicho zapiał i zasłonił sobie usta dłonią. Siedzący przy mnie znany pieśniarz, wykonawca subtelnych włoskich canzon, zerwał się z krzesła i krzyknął: - W tył! On puści pawia! .
Trawińscy, Borowiec-cy, te wszystkie nawet sprawy, o których mówili, idee jakie .
lub między wiekiem czterech lat a sześciu lat powinny dostać .
drż±cymi rękami i bystro obejrzał twarz Karola. .
zaciera się różnica miedzy Ewangelia św. Jana a synoptykami. Bo .
kontenta! Dostałem dziś z geografii... niech pan zgadnie ile? A .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
wyszukiwać przedmioty, których nazwy zaczynają się na określoną głoskę ('p", "k' itp.). .
- Nie! Rzeczy ułożą się prędzej, niż myślisz. .
- zapytała. - Przeszukując dziś rano mieszkanie Kestona, znalazłem resztkę tych, które ukradł z domu lorda Claya - odparł Artemis. - Były tam też niewielkie ilości innych ziół, które prawdopodobnie podsuwał swoim ofiarom. - Czy było tam jeszcze coś interesującego? .
.
skład układu moczowego wchodzą: .
- Mały John to bystry chłopiec. Wiedział, że dobrze zapłacę za informację o kobiecie porwanej w pobliżu wejścia do Pawilonów. .
Z powyższego wypływa jasno, co następuje. Gdy celem .
zasadzkę, ginęły, wyrzynane pracowicie przez ludzi Mieszka, wspartych ponoć wojami teścia, Bolesława Srogiego, Wichman próbował się wymknąć, zaś dognany, stanął do bohaterskiej walki z przeważającymi siłami. Prosił tylko przeciwników, by po jego śmierci jego miecz i zbroję oddali Mieszkowi, a ten by ją przekazał Ottonowi. . . Czy naprawdę liczył Wichman, że kuzyn zechce go pomścić? Nie sądzę. To był jedynie gest. Gest rycerza, który w obliczu śmierci słał swemu panu lennemu, przeciw któremu się buntował, znak swego pokajania i skruchy Nie chciał iść z grzechem na tamten świat. Nie oczekiwał zemsty na swych .
pracownik poradni rodzinnej miałam wiele lat temu okazję oglądać szwedzki film "Język miłości", sponsorowany przez Królewskie Towarzystwo Wychowania Seksualnego. W filmie czwórka lekarzy i pedagogów omawiała rozmaite aspekty oświaty seksualnej dla młodzieży, a poszczególne tematy były ilustrowane krótkimi scenkami. Szwedzi są - zgodnie z powszechnym przekonaniem - śmielsi od nas w mówieniu o seksie i pokazywaniu go na ekranie, ale wrażenie zrobiło na mnie całkiem co innego. Oto na przykład siedzą tam na ławce młodzi ludzie pieszcząc się i całując, on ma trądzik, a ona odciśnięty na ramieniu ślad po ramiączku od stanika. Albo pokazany tam fragment seksu małżeńskiego: dosyć zażywna pani w wałkach na głowie, ze śladami kremu na twarzy idzie do łóżka z łysiejącym panem z brzuszkiem w mało efektownej piżamie i skarpetkach. .
dyscyplina zdołała w niego wszczepić, od razu wzdryga się na tę .
-Wielki "chinook" - mówi wysoki Indianin. .
Na prośbę Ushera udzieliłem mu pomocy osobistej w przygotowaniach do tego tymczasowego pochówku. Zawarliśmy ciało w trumnie i we dwóch ponieśliśmy je na miejsce spoczynku. Podziemie, w którym złożyliśmy zwłoki i które było zamknięte od tak dawna, że nasze pochodnie, na wpół stłumione dławiącym zaduchem, nie pozwoliły nam zbadać miejsca - było małe, wilgotne i nie dawało światłu dziennemu żadnego dostępu; tkwiło bardzo głęboko pod tą częścią budynku, gdzie znajdowała się moja sypialnia. Za dawnych czasów feudalnych przeznaczone było zapewne na straszliwy użytek więzienia, a w czasach późniejszych na piwnicę do przechowywania prochu lub innych łatwo palnych materiałów, część bowiem gruntu i wszystkie ściany wzdłuż sieni, którą przebyliśmy, aby tam dotrzeć, były szczelnie pokryte miedzią. Drzwi z ciężkiego żelaza były tak samo środkiem ochronnym. Gdy ten ciężar olbrzymi zakołysał się na swych zawiasach, rozległ się dziwnie ostry i zgrzytliwy dźwięk.W tym więc przybytku zgrozy złożyliśmy na marach nasze brzemię żałobne. Uchyliliśmy nieco wieka trumny, która nie była jeszcze zabita, i zajrzeliśmy w twarz trupa. Uderzające podobieństwo pomiędzy bratem a siostrą przykułu przede wszystkim moją uwagę, i Usher, zgadując być może moje myśli - mruknął kilka słów, z których wywnioskowałem, że oboje - zmarła i on - byli bliźniętami, i że pomiędzy nimi istniała niewytłumaczona niemal zgodność dusz. Wszakże spojrzenia nasze niedługo tkwiły na zmarłej, gdyż nie mogliśmy oglądać jej bez przerażenia. .
że doświadczamy absolutnego spokoju wewnętrznego. W tym stanie .
Wymienione typy przestrzeni między kobietą a mężczyzną nie wyczerpują wszystkich możliwości, nie wspomniałem tu jeszcze bowiem o typie przestrzeni neurotycznej, psychopatycznej, dewiacyjnej itp. .
.
.
- Powtórz, coś powiedział. .
zmarlym .
ile straże nie stawiały przeszkody. Bartek, wedle tego, co .
wietrze. .
zwalają poznać cechy własnej .
W ciągu czterech tygodni przewędrowali z karuzelą szmat Śląska. Pan Szymiczek wyjeżdżał naprzód, wyszukiwał jakieś miasteczko czy większą wieś, potem wracał, a nazajutrz wszyscy zabierali się do pracy. Rozbierano karuzelę, zwijano płótna, układano na wozie i ruszano w świat. Pozostawał po nich wielki wydeptany krąg na ziemi, jedyny ślad karuzeli. Pod koniec czwartego tygodnia pan Szymiczek postanowił pojechać do Cieszyna. Ponieważ zapowiadał się tam huczny odpust na święto Matki Boskiej Porcjunkuli, przeto spodziewał się sutego zarobku. .
- Twój pies to lizus śmierdzący. .
- Nic a nic - odparła. - Dziękuję. Odwróciła się. Kilka kroków od niej stał Craig Osboume i patrzył w jej stronę. Miał na sobie mundur i furażerkę. Kiedy zdjął płaszcz, zobaczyła pod spodem oliwkowobrązową bluzę polową. Spodnie miał wpuszczone w spadochroniarskie buty. W otaczającej ich szarzyżnie jaskrawo mieniły się jego kolorowe baretki i podwójne skrzydła na prawym rękawie. - Podoba mi się bardziej niż ten poprzedni - powiedziała. - Mam na myśli mundur. Bez słowa narzucił płaszcz na jej ramiona. Poszli alejką między grobami. Mgła kłębiła się gęsto pomimo deszczu, odgradzając ich od świata, aż zostali tylko oni sami. Zaczęło lać, więc pobiegli do małej altanki z ławeczkami obok fontanny. Nie wiedząc czemu, myślała o innym, zalewanym strugami deszczu cmentarzu i Maxie Priemie. Kiedy usiadła, podsunął jej wyciągniętą z kieszeni paczkę papierosów. - Współczuję ci z powodu AnnyMarii - odezwał się. Munro powiedział mi o tym dopiero wczorajszej nocy. - Nic nie wspomnieli, że żyjesz. Nawet Jack. .
- Dwa koła siadły. Nie było sposobu... .
- Chwilę temu... .
W wieku dojrzałym partnerzy przeszli przez okres poznawania siebie, przystosowywania i tworzą wspólnotę o ustabilizowanym charakterze. Będzie ona przechodzić przez różne fazy wzrostu, konfliktów, ale typowa interakcja partnerów została osiągnięta. Nie ma żadnego idealnego modelu więzi partnerskiej. Jednym bardziej odpowiada podobieństwo charakterologiczne, innym dobre przystosowanie seksualne, jeszcze innym wspólnota zainteresowań lub wszystko razem. Poniżej będą omówione dla przykładu niektóre typy więzi, gdyż przedstawienie wszystkich spotykanych w życiu wariantów wymagałoby odrębnego opracowania. r Wię^i między partnerami można sprowadzić do kilku typowych: Związek przystosowany Partnerzy stworzyli harmonijny układ więzi, codziennego bycia razem. Akceptują swoją inność, wady i zalety. Istnieje podział ról i obowiązków. Mają poczucie, iż potrafili stworzyć układ odpowiadający im wzajemnie i stopniowo poczucie MY spaja się w jedno. Tego typu więź powstaje wówczas, gdy partnerów łączy miłość oraz dojrzałość. Związek dysharmoniczny Partnerzy w jakimś typie relacji odczuwają rozbieżność, która nie daje im poczucia pełni harmonii i więzi. Istnieją inne relacje, które oceniają jako udane, ale do szczęścia i harmonii brakuje im tej jednej i okresowo pojawiają się na tym tle konflikty. Rozbieżność relacji może dotyczyć np. odmiennych postaw wobec upodobań seksualnych, częstotliwości współżycia, podziału obowiązków w domu, stylu kontaktu z rodziną itp. W związku przeważa generalnie "do", ale "od" w danej relacji rodzi okresowe konflikty. Związek egocenhyczny Partnerzy nie stworzyli więzi MY, tworzą raczej federację państw o odrębnych ustrojach i tradycjach. Jak długo są zaspokajane ważne potrzeby partnera, tak długo może oceniać on ten związek pozytywnie. Jeśli jednak dana potrzeba nie jest zaspokajana, to w związku narasta konflikt, rozczarowanie, domaganie się świadczeń i każde z partnerów eksponuje w tym konflikcie własne JA jako wiodące i decydujące. W wielu wypadkach równowaga w tych związkach wynika z powstania układu, strategii, jeżeli jednak jej nie ma, związek zaczyna tracić sens bytu. Jeżeli partnerzy nie decydują się na formalne rozstanie, np. z powodu dzieci, majątku iłp., związek staje się tylko formalny, nie ma w nim więzi osobowej partnerów. Związek opiekuńczy Jedno z partnerów wobec drugiego przyjmuje postawę rodzica, zaspokaja potrzeby opiekuńcze. Tego typu związki są najczęściej spotykane w przypadku partnerów z dużą różnicą wieku. Mogą one być udane i harmonijne, Związek ;'ako umowa Niekiedy związki tworzą się na zasadzie świadomej, a częściej nieświadomej umowy; dotyczy to związków zawartych z rozsądku, a nie uczucia; mamy zatem relację typu: "Jestem z Tobą, bo potrzeba mi..." np. mieszkania, pracy, bo mi to umożliwi karierę itp. Jak długo istnieją warunki tej umowy, tak długo trwa jego atrakcyjność. Z chwilą zaspokojenia celu sens takiego związku przestaje 16 istnieć. Niekiedy tego typu związki zawierają kobiety o nie zaspokojonym instynkcie macierzyńskim, Związek z zaślepienia Niektóre związki powstają w wyniku fascynacji seksualnej partnerem. Ale później, kiedy atrakcyjność ta zmniejsza się, a dzieci, urządzony dom, gospodarstwo są rzeczywistością, nad którą nie można przejść do porządku dziennego, narasta stopniowo poczucie rozczarowania. Gdyby można było cofnąć przeszłość, nie wybrałoby się tego partnera na towarzysza życia. Część tych związków powstaje w wyniku ciąży. Wymienione wyżej typy więzi partnerskiej nie obejmują wszystkich wariantów, niektóre zostaną omówione dokładniej w następnych rozdziałach. Typy więzi nie mają również charakteru statycznego, wiele z nich nachodzi na siebie. W związkach partnerskich w miarę upływu lał następuje ewolucja typu więzi w wyniku rozwoju nowych potrzeb, doświadczeń, przeżyć. Ewolucja ta może zmierzać ku wzbogacaniu więzi, w innych do ubożenia, ale zdarza się również, że kierunek ewolucji więzi partnerskiej przekracza ramy istniejącego związku i nowe potrzeby są realizowane w następnym. Utarło się dość powszechnie przekonanie, że niepowodzenie danego związku jest wyrazem osobistego niepowodzenia lub niedojrzałości partnerów. Zdarza się jednak, i to nie tak rzadko, że optymalna więź partnerska ma warunki powstania w nowym związku. Byłoby ideałem, gdyby każdy związek małżeński miał optymalną więź partnerską, pozytywną ewolucję, elastyczność dostosowaną do potrzeb, wieku, sytuacji. .
- Ach, to Teresa - pomyślał na wpół sennie, przewracającsię leniwie na drugi bok. Pukanie powtórzyło się jeszcze gwałtowniejsze. W jednej chwili zbudził się i oprzytomniał. - .
nie poznawcze, pozwalające lepiej .
chwila czerpi±c z kadzi wodę dłoni± i patrz±c, czy jest w niej jeszcze farba, .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
7. Konferencja jekaterynburska .
podwyższonej wartości funta sterlinga i pracowników realne .
- Złe nowiny, Vernon - oznajmiła. - Pani Figg złamała nogę. Nie może go zabrać - wskazała głową Harry'ego. Dudley otworzył usta z przerażenia, a Harry'emu mocniej zabiło serce. W każde urodziny rodzice zabierali Dudleya i któregoś z jego kolegów na cały dzień do miasta, do wesołego miasteczka, McDonalda albo do kina. W każde urodziny Dudleya Harry'ego zostawiano u pani Figg, lekko zwariowanej staruszki, która mieszkała dwie ulice dalej. Harry nienawidził tego domu. Śmierdziało tam kapustą, a pani Figg zmuszała go do oglądania zdjęć wszystkich swoich kotów. .
- Tak mi się zdaje. - April starała się mówić wyniośle. .
- Halo - odpowiedział męski głos. .
cji. W 1939 r. został ambasadorem w vladrycie. Odwołany° do kraju 18 maja 1940 r. objął .
niczym innym, jak tylko Świadomością. Ciało fizyczne jest jak .
pojęciowej formie, jak to potrafił Schiller, to jednak zmysł ten .
nie była pobudzana. .
środek izby. .
.
- A gdzie? W parku? Przy takiej pogodzie? -Nie pada przecież... - Ale może padać. Do parku w czasie deszczu i w zimie to jeszcze głupiej niż na wrotkach. - Może być jeszcze na cmentarzu. Na dworcu. Na schodkach koło bazaru. W kolejce po wodę mineralną na tyłach Super Samu, jeden drugiemu pomaga wstawiać do bagażnika te wszystkie butelki... -I wszędzie ich ludzie zobaczą. A tu nikt. .
wylądowali na tej ziemi, nie jestem w waszych księgach, w waszych .
- Ty koniosraju jeden - zadudnił basem, unosząc widły i bodąc nimi powietrze przed twarzą chłopca. .
pani Zofia. .
Wołanie o pomoc, które rozlegało się w pustce górskiej, dobiegało z północnej zerwy Małego Jaworowego Szczytu, ze skalnej platformy pokrytej wielkimi głazami. Tego dnia - 5 sierpnia 1910 roku - młody, ale już świetnie zapowiadający się taternik, Stanisław Szulakiewicz, wraz ze swym towarzyszem, Janem Jarzyną, wyruszyli z zamiarem dokonania pierwszego przejścia tej ściany. Owa ściana, licząca przeszło trzysta metrów wysokości, odstraszała kruchością zwietrzałych skał i gładką, niedostępną partią szczytową. Nikt jeszcze nie przeszedł ani nawet nie próbował przejść tych groźnych urwisk, toteż zadanie, które sobie postawili młodzi zdobywcy, było niezwykle poważne. Początkowo prowadził Szulakiewicz. Dość szybko przebyto pierwsze przeszkody ściany: wąską, płytową rynnę skalną. Wyżej, w środkowych partiach, teren stał się łatwiejszy, mniej stromy, bardziej rozczłonkowany. Stroma półka, ciągnąca się skośnie w prawo, zaprowadziła wspinaczy do piarżystego wgłębienia. Skały spiętrzały się nad nim pionowo, ale jeszcze nieco dalej w prawo trawiasto-skaliste żebro pozwalało bez większych trudności pokonać dalszy odcinek. Pionowy uskok żebra udało się okrążyć dalekim łukiem od lewej strony. Już sto metrów, już sto pięćdziesiąt, już więcej niż połowa ściany została zdobyta. Rosła przepaść pod stopami, coraz głębiej i głębiej w dole widać piargi i śniegi doliny. Od połowy ściany pierwszy szedł Jarzyna. Żebro, którym się wspinał, stawało się coraz bardziej strome. Do szczytu zostało już tylko jakieś sto dwadzieścia metrów, ale teraz zagrodziły drogę gładkie, żółto zabarwione płyty górnych partii ściany. Daremnie młodzi taternicy szukali jakiejś luki w przewieszonych zerwach. Wąskim, poziomym gzymsem skalnym posuwają się jakiś czas w prawo, w poprzek ściany, natrafiając na obszerną platformę zasypaną piargiem i kamiennymi blokami. Trudno nam dziś odtworzyć ściśle szlak ich dalszej wspinaczki. Ściana nad platformą wykazuje niewielkie możliwości przejścia. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że do dziś jeszcze nie została pokonana. W rok po próbie Szulakiewicza i Jarzyny cofnęli się z tego miejsca dwaj najznakomitsi ówcześni taternicy węgierscy: bracia Gyula i Roman Komarniccy. Zdobyli oni wprawdzie północną ścianę Małego Jaworowego, ale ominęli jej górne partie dalekim trawersem w prawo. Jarzyna rusza znowu naprzód. Śmiało atakuje pionowe płyty skalne. Wyszukuje małe, prawie niewidoczne chwyty i stopnie. Z najwyższym wysiłkiem wspinacze posuwają się powoli metr po metrze. Szulakiewicz asekuruje towarzysza z uwagą i skupieniem, ale - bądźmy szczerzy - cóż warta była asekuracja w czasach, gdy wbicie haka w skały zdarzało się tylko wyjątkowo, a normalnie stosowanym ubezpieczeniem była lina trzymana przez asekurującego po prostu... w ręku? A właśnie w tej chwili asekuracja przy pomocy haków i karabinków miałaby wartość nieocenioną. Jarzyna znajduje się bowiem jakieś piętnaście metrów nad towarzyszem w sytuacji nadzwyczaj niebezpiecznej. Stoi na maleńkich stopniach w przewieszonej ścianie, ręce zaciśnięte na skalnych chwytach drżą mu ze zmęczenia. Odczuwa teraz skutki nadmiernego wysiłku wielu godzin wytężonej wspinaczki. Usiłuje wyciągnąć się na rękach w górę, na dogodniejsze miejsce, i wtedy utrudzone mięśnie odmawiają posłuszeństwa, nastąpił skurcz, zgięta w łokciu ręka zesztywniała, stała się nagle jakaś obca, jakby nie własna, palce wyprostowały się wbrew woli, wypuściły chwyt. Zanim wspinacz zrozumiał, co się właściwie stało - już leciał w powietrzu głową w dół. Gwałtowne szarpnięcie liny wyrwało błyskawicznie Szulakiewicza ze stanowiska asekuracyjnego. Po ułamku sekundy lecieli już obaj. Przerzuciło ich przez platformę, z której niedawno wyszli, ale łącząca ich lina zaczepiła się o jeden z bloków skalnych, jakimś cudownym wprost przypadkiem nie zerwała się i obaj zawiśli potłuczeni, lecz żywi. Z trudem udało im się wygramolić z powrotem na platformę. Dziwna rzecz: Jarzyna, którego upadek wynosił niemal pięćdziesiąt metrów, wyszedł z niego prawie bez szwanku. Natomiast Szulakiewicz, który spadał "zaledwie" dwadzieścia metrów, odniósł poważniejsze, choć prawdopodobnie niegroźne dla życia obrażenia i nie był w stanie poruszać się o własnych siłach. Początkowo sądzili, że dłuższy odpoczynek na platformie wystarczy, by przywrócić Szulakiewiczowi możność choćby najpowolniejszego schodzenia z pomocą liny. Gdy po dwóch godzinach stan nie uległ zmianie, zdecydowali, by Jarzyna spróbował zejść sam i sprowadzić pomoc. Była to jedyna decyzja, jaką w tych okolicznościach mogli powziąć. Oczekiwanie pomocy w ścianie, przywoływanie jej krzykiem w pustej, nie uczęszczanej wówczas Dolinie Jaworowej było zupełnie bezcelowe. W pogodny dzień wołanie mogliby może usłyszeć nieliczni turyści przechodzący niekiedy szlakiem przez Lodową Przełęcz. Tego dnia jednakże pogoda była wybitnie niepewna. O, właśnie z mgieł wałęsających się nisko nad doliną poczyna padać drobny, tatrzański kapuśniaczek. Trzeba się spieszyć, zanim skała nie stanie się mokra i śliska. Ciężka to decyzja dla każdego prawdziwego człowieka gór opuścić rannego towarzysza, nawet gdy się wie, że to dla niego jedyny ratunek. Tym cięższa, gdy się ma ze sobą marny kawałek liny, pod sobą blisko dwieście metrów trudnej i kruchej ściany, a wie się dobrze, iż od powodzenia wyprawy, od jednego fałszywego kroku zależy życie lub śmierć kolegi i przyjaciela. Jan Jarzyna bez wahania wziął na siebie to brzemię odpowiedzialności. Późniejsze kroniki taternickie nie notują już więcej jego nazwiska. Nie wiemy, jakie były dalsze losy tego młodzieńca o zadatkach na alpinistę wielkiego kalibru. Przypuszczać należy, że po straszliwych zdarzeniach, o których tu piszemy, Jarzyna porzucił taternictwo na zawsze. Jednakże nawet dziś, po tylu latach, czujemy podziw i szacunek dla hartu woli człowieka, który potrafił dokonać niezwykłego czynu: mimo potłuczeń, mimo niewątpliwego wstrząsu po wypadku, mimo coraz to pogarszającej się pogody zejść samotnie, bez asekuracji, poprzez urwisko Małego Jaworowego i w niezwykle szybkim tempie odbyć wielogodzinny, wytężony marsz do dalekiego schroniska przy Morskim Oku. Do schroniska tego dotarł o godzinie dziesiątej wieczór. Natychmiastowy telefon do zakopiańskiego Pogotowia, krótki (jakże krótki!) moment odpoczynku, i Jarzyna wraz z dwoma przebywającymi w Morskim Oku turystami i trzema przewodnikami pomaszerował w ciemność deszczowej nocy z powrotem pod ścianę, w której zostawił oczekującego pomocy Szulakiewicza. Alarm o wypadku na Małym Jaworowym postawił na nogi całe Tatrzańskie Pogotowie. Mimo późnej wieczornej pory, mimo fatalnej pogody, ulewy i wichru kierownik Mariusz Zaruski zmobilizował wszystkich obecnych w Zakopanem przewodników i taterników. O północy tego samego fatalnego dnia 5 sierpnia ekspedycja wyruszyła na góralskich furkach przez Łysą Polanę do Jaworzyny, a stamtąd - już pieszo - do Doliny Jaworowej. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że szanse uratowania Szulakiewicza są niewielkie i że natychmiastowa pomoc jest konieczna. W miarę wznoszenia się w górę deszcz zmieniał się w mokry śnieg, pomieszany z gradem. Było oczywiste, że nieszczęśliwy wspinacz, ciężko potłuczony, leżący samotnie na skalnej platformie w ścianie, nie wytrzyma długo, że może nawet nie dożyć do rana. Z drugiej zaś strony, czy uda się w tak wyjątkowych warunkach wedrzeć wysoko w groźną, niedostępną ścianę, której dopiero wczoraj po raz pierwszy dotknęła stopa człowieka? Czy uda się następnie opuścić na linach w dół ciało rannego? Pytania te zadawał sobie Zaruski, odpowiedzialny za życie tego w ścianie i życie tych wszystkich, którzy z nim razem szli na tak wielkie niebezpieczeństwa - nurtowały także towarzyszących mu taterników: zdobywcę południowej ściany Zamarłej Turni, Stanisława Zdyba, świetnych wspinaczy, Romana Kordysa i Aleksandra Znamięckiego. Nurtowały chyba najbardziej Klimka Bachledę, który mimo swych sześćdziesięciu jeden lat wciąż jeszcze dzierżył berło "króla tatrzańskich przewodników". Klimek może najlepiej zdawał sobie sprawę, że zadanie, jakie ich czekało, niemal .. przekracza siły ludzkie. Wiedział o tym, gdyż trzydzieści lat wędrówek po górskich szlakach dało mu doświadczenie, którym nikt nie mógł się z nim równać. Ale Klimek się nie cofnie. Miałby się wahać on, który jeszcze jako młody chłopak w roku 1873 niósł ratunek ginącym w czasie wielkiej zarazy w Zakopanem, on, którego całe życie było ciągłym narażaniem się w górach za innych? Ten stary bohater bez skazy myślał tylko o jednym, o tym, że gdzieś wysoko w skałach żywy człowiek czeka ratunku. Jeszcze przed świtem, w sobotę 6 sierpnia, w gęstej mgle, deszczu i śnieżycy wyprawa Pogotowia dotarła pod ścianę. Niestrudzony Jarzyna czekał już wraz grupą, którą przyprowadził z Morskiego Oka. Udzielił Zaruskiemu szczegółowych informacji o wypadku i określił możliwie najdokładniej miejsce, w którym zostawił Szulakiewicza. Dziś, po tylu latach, gdy nie żyje już bodaj nikt z członków owej pierwszej grupy ratowniczej, nie sposób ustalić, dlaczego Zaruski nie wziął Jarzyny ze sobą w ścianę. Przypuszczać należy, że powód był bardzo prosty: wytrzymałość ludzka ma przecież swoje granice. Jarzyna, który od dwudziestu czterech godzin był bez przerwy w akcji, który przebył trudy przejścia ścianą i o wiele cięższe trudy zejścia, przeżył pięćdziesięciometrowy upadek, wstrząs nerwowy i szaleńczy wyścig z Jaworowej do Morskiego i z powrotem - zapewne nie był już w stanie wspinać się, choćby przy najwydatniejszej pomocy liny i towarzyszy. A jednak, tylko Jarzyna - który tę drogę poznał na wylot, w pogodę i niepogodę on jeden miał szanse nieomylnego zaprowadzenia ekspedycji do miejsca wypadku mimo mgły. Lodowata ulewa objęła Tatry. Szumiały wezbrane potoki, w żlebach grzmiały wodospady, ściany górskie pobłyskiwały przez mgłę siecią białych, spienionych siklaw. Pioruny rozświetlały co chwila szarość zamieci, grad i deszcz siekły ciała wspinających się ratowników, oślepiał ich śnieg niesiony wichrem. Tylko ten, co zna Tatry o każdej porze roku, o każdej porze dnia i nocy, w każdą pogodę, może sobie zdać sprawę, czym są takie godziny, gdy sprzymierzone ze sobą żywioły atakują drobną kruszynę ludzką, tkwiącą gdzieś w urwisku. Rozproszeni po ścianie ratownicy metr po metrze wdzierali się w górę. Wciągali się na rękach, podpierali łokciami, kolanami; pełzali po nachylonych, oślizłych płytach skalnych. Woda wlewała im się przez rękawy, za kołnierze, wyciekała nogawkami spodni. Przemoknięci, sztywni, zgrabiałymi palcami szukali chwytów. Rozsądek nakazywał odwrót, któż by o tym jednak myślał; gdy od czasu do czasu poprzez szum wodospadu i ryk burzy przebijał z góry głos ludzki: słabe, żałosne wołanie Szulakiewicza! Słyszał je Zaruski, słyszał je także Klimek, gdy szedł na przedzie grupy ratunkowej. Minęło wiele takich godzin. Wysoko w ścianie - wytrwały już tylko dwie partie wspinaczy: związani wspólną liną Klimek, Zaruski i Zdyb, a tuż za nimi - Kordys i Znamięcki. Przyszedł wreszcie moment, że wszyscy byli u kresu sił. Ciała dygotały febrycznie, zęby szczękały, z ust zamiast słów wydobywał się jakiś dziki bełkot, gorączka stawiała przed oczyma zwidzenia i majaki... Dzień miał się ku końcowi, głos Szulakiewicza od dawna już ucichł, a oni poczęli sobie zdawać sprawę, że jeśli natychmiast nie rozpoczną odwrotu - podzielą jego los. Jeden tylko Klimek, głuchy na wszelkie perswazje, parł dalej naprzód. Posuwali się za nim, pokonując z najwyższym wysiłkiem rosnący bezwład ciał. W pewnej chwili lina łącząca Klimka z Zaruskim zacięła się o głaz. Gdy szarpnięcia nie pomagały, Klimek odwiązał się, puścił luźno koniec i poszedł dalej samotnie, bez asekuracji. - Wracajcie, Klimku! - krzyknął Zaruski, rozumiejąc szaleńcze ryzyko sytuacji, w której znalazł się stary przewodnik. Machnął lekceważąco ręką. On, wspinacz nad wspinacze, suchy, drobny, lekki, poruszał się w ścianie z taką swobodą jak po wygodnej ścieżce. Deszcz, śnieżyca, kurniawa? - znał to wszystko dobrze. Żelazna wytrzymałość fizyczna i psychiczna sprawiła, że czuł się dużo lepiej niż jego towarzysze. Miał prawo wierzyć, że da sobie radę nawet w takiej ścianie, nawet w takich warunkach. A zresztą, czy nie ślubował w Pogotowiu, że we dnie i w nocy, w deszcz i pogodę, bez względu na trudy i niebezpieczeństwa ratować będzie do ostatka tych, co giną w górach? Zaruski i Zdyb widzieli, jak zawrócił w prawa, ku czerniejącej we mgle grzędzie skalnej. Posuwali się jakiś czas za nim, potem skręcili w lewo do rynny. Byli - nie wiedząc o tym, bo mgła przesłaniała wszystko - kilkadziesiąt metrów poniżej miejsca, w którym leżał być może jeszcze żywy Szulakiewicz. Ale tu był kres ich odporności. Ci dwaj ludzie - obaj o stalowych nerwach, mięśniach i woli - tracili co chwila przytomność. Zwidzenia prześladowały ich coraz natrętniej. W przebłysku świadomości powzięli decyzję odwrotu. Z rynny dotarł z powrotem na żebro i tam, drżąc z zimna, chwiejąc się na nogach czekali na Klimka. I wtedy właśnie po raz ostatni zamajaczyła im we mgle jego postać. Stał o kilkadziesiąt metrów od nich, ręką wsparty o skałę, na owej grzędzie, która z prawej strony ograniczała ścianę. - Klimku! Wra-caj-cie! - zawołał znowu Zaruski. .
mieszkaniu Gygaxa prosto do jego małżeńskiego łoża. .
- Ja tu jeszcze jutro wpadnę - obiecał. - .
stworzenie w przyrodzie. .
ile te Francuzy napsowały narodu! I jest na co patrzeć! Twarze .
właśnie fakty, które ona wyjęła z chaosu przypadkowości i .
pewne, motywy, jakimi się powodował Stwórca, mogą .
Rzucam okiem na widownię i rzeczywiście spostrzegam stojącego przy drzwiach w głębi sali dyrektora. Jest swojej czarnej długiej pelerynie, ręce ma skrzyżowane na piersiach, patrzy na mnie surowo. Przyznam się, dusza uciekła mi w pięty. Pocałunek jednak został wzięty. Właściwie nie był to pocałunek, raczej pchnięcie w oko. I to podobno dość mocne. Rzecz dziwna, ale wszystko skończyło się dobrze. Dyrektor wezwał mnie nazajutrz do siebie i oświadczył, że jest mu bardzo przykro z powodu tego braku zaufania do niego. - Zasmuciłeś mnie, dziecię, przecież ja bym ci to puścił. To było zgrabne i bardzo przyjemne. A "dziecina" pod wąsem (bardzo wcześnie mi się sypać zaczęły) siedziała na brzegu krzesełka i myślała sobie: "Gadaj zdrów, kochany dyrku. Nie puściłbyś!" Do dziś nie wiem, jak by to było. Tyle tylko zostało mi po tej rozmowie, że podczas wieczorów autorskich, miewanych dość często, zawsze patrzę w głąb sali, czy przy drzwiach ktoś nie stoi. Wtedy bardzo ściśle trzymam się tekstu przejrzanego przez odpowiednie instancje. Niezależnie od występów na scenie szkolnej grywałem gościnnie, jako się rzekło wyżej, gdzie się dało. Ten nadmiar zajęć teatralnych powodował, że na mozolne studiowanie programu gimnazjalnego czasu miałem niewiele. Toteż niektóre ciekawsze klasy powtarzałem. Na szczęście zacny dyrektor Górski wprowadził w swojej szkole ustrój semestralny - półroczny. Zamiast ośmiu klas było szesnaście semestrów. Tak, że oblany uczeń tracił na powtórkę tylko sześć miesięcy zamiast całego roku. Korzystałem czasem z tego udogodnienia, co w rezultacie dawało mi co pewien czas nowych kolegów. Dawniejsi odchodzili, ale przybywali inni, często nawet sympatyczniejsi. W każdym razie powiększało się grono młodych ludzi, o których mogłem mówić, że byli moimi kolegami. I dziś nie wiem, czy jest ktoś jeszcze w Warszawie rozporządzający taką ilością byłych kolegów szkolnych. Stawało się to czasem jednak przyczyną drobnych przykrości. Nie znając dokładnie nowych towarzyszy szkolnej doli, padałem ofiarą fałszywych informacji. Oto na początku pewnego semestru zostałem wywołany do tablicy przez nauczyciela algebry. Kazał mi rozwiązać jakieś równanie, zrobiłem to, ale nie będąc specjalnie pewny swoich wiadomości w dziedzinie nauk ścisłych, rozglądałem się po klasie szukając aprobaty. Przede wszystkim zwróciłem uwagę na siedzącego w pierwszej ławce prymusa, o którym słyszałem, że jechał na samych piątkach. Speszyłem się, bo prymus przecząco kręcił głową. Starłem więc rozwiązanie gąbką i napisałem inne. Znakomitość klasowa tym razem potwierdziła wynik, kiwając nosem na znak zgody. Pewny więc swego czekałem spokojnie, aż nauczyciel oderwie oczy od jakichś swoich notatek i spojrzy na tablicę. Spojrzał i postawił mi dwóję. Okazało się, że pierwsze moje rozwiązanie było dobre. Na pauzie wściekły dopadłem prymusa: - świnia jesteś, nie kolega, wisz! Nie wiedział, o co mi chodzi. Okazało się, że miał tik nerwowy, polegający na przeczącym kręceniu głową bądź też kiwaniu nią, na przemian. Starzy jego koledzy wiedzieli o tym, ja, drugoroczniak, wpadłem. Za to w języku polskim powodziło mi się nieźle. Ale też nie udało mi się osiągnąć zbyt wysokich ocen. Może dlatego, że musiałem pisywać zazwyczaj dwa ćwiczenia. Jedno za siebie, drugie za wiernego swego przyjaciela, Stefana Kłosowskiego. W rezultacie za klasówki Stefan zbierał piątki, a ja musiałem się kontentować trójką z plusem. Nie starczało mi już inwencji twórczej na drugie ćwiczenie, pierwsze było bowiem dla przyjaciela. W dodatku musiałem je pisać "prostym charakterem", a swoje pismem pochyłym, żeby się nauczyciel "nie pokapował". Jednak te drobne szkolne przeciwności losu nie były w stanie oderwać mnie od teatru. Mnożyły się przedstawienia, w których brałem udział, a wreszcie zostałem członkiem stałej amatorskiej trupy, grywającej pod firmą Teatr Popularny w sali Związku Rzemieślników Chrześcijan, przy ulicy Kaliksta 5. Dziś ta ulica nazywa się Śniadeckich, a z gmachu Związku nie zostało śladu. Tu, szybko awansując, zająłem wkrótce stanowisko drugiego amanta (tak, tak!), kreując najrozmaitsze postacie w mrożących krew w żyłach dramatach z szerokiego repertuaru teatrów ludowych, jak Dwie sieroty, Roznosicielka chleba, Głośna sprawa. Tajemnice Warszawy (to były tytuły, co?), bądź też w wodewilach: Krakowskie zuchy, Stare Miasto czy Królowa przedmieścia. Byłem nawet Winicjuszem w przeróbce z Quo vadis i Ketlingiem w Hajduczku adaptowanym z Pana Wołodyjowskiego przez kierownika naszego teatru, zawodowego, świetnego niegdyś aktora teatru krakowskiego, Józefa Popławskiego, zwanego powszechnie Plasiem. Naturalnie grywałem pod pseudonimem: Stefan Gozdawa. Tego Gozdawę pożyczyłem sobie z jakiejś, nie pamiętam już jakiej, powieści Rodziewiczówny. Tak się tam nazywał pewien niesłychanie atrakcyjny bohater. Oczywiście znakomity artysta dramatyczny Teatru Popularnego, Gozdawa, idąc na spektakl czy też próbę, w bramie teatralnej pakował do kieszeni czapkę szkolną z dwoma zielonymi lampasami. "Kepi wojska francuskiego nosi małpa od Górskiego" - mawiali o tych czapkach uczniowie innych szkół warszawskich. Myśmy nazywali ją po prostu- kiepa Oczywiście kiepa była ówczesnym zwyczajem stłamszona pozbawiona wnętrzności, miała przełamany daszek i do kieszeni wchodziła stosunkowo łatwo. Łatwo też drżący rano przed dwóją z fizyki uczeń któregoś tam semestru zamieniał się wieczorem na scenie teatru w nieustraszonego bohatera dramatu Eugeniusza Sue, Wiktora Hugo czy Korzeniowskiego. Właśnie w Cyganach tego autora grałem rolę młodego cygańskiego wodza, przed którym tańczyła uderzając w tamburyno śliczna szesnastoletnia, czarnooka dziewczyna o wielkich zdolnościach choreograficznych Na scenę zawodową nie poszła, ale przypadkowo wiem, co się z nią stało. Została moją żoną - w kilka lat później. Oprócz tego niewątpliwego sukcesu, a raczej drogocennego daru. dał mi Teatr Popularny kawałek chleba w rękę. Bo tak się złożyło, że dzięki praktyce na tej scenie zostałem na czas jakiś zawodowym aktorem Grywałem w Teatrze Powszechnym na Chłodnej, w Praskim na prawym brzegu Wisły. A nawet miałem propozycję zaangażowania do Teatru Małego w gmachu Filharmonii Warszawskiej. Ale że trzeba było na pół roku wyjeżdżać do Łodzi, gdzie teatr miał swoją filię, zrezygnowałem. Wpłynęły na to chyba pewne plany związane z małą Cyganką tańczącą w sztuce Korzeniowskiego. .
- Nie przyszło ci również do głowy, że wraz z nimi mogłeś wysadzić masę niewinnych osób? .
- Mogłem się tego spodziewać. Znalazł to, czego szukał, w wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wyglądało jak srebrna zapalniczka. Otworzył to, uniósł i pstryknął. Najbliższa latarnia zgasła z lekkim trzaskiem. Pstryknął znowu - następna latarnia mrugnęła i zgasła. Pstrykał wygaszaczem dwanaście razy, aż jedynymi światłami na ulicy pozostały dwa maleńkie punkciki - oczy obserwującego go kota. Gdyby ktoś wyjrzał teraz przez okno - nawet gdyby to była pani Dursley - nie byłby w stanie dostrzec, co się dzieje na ulicy. Dumbledore wsunął wygaszacz za pazuchę i ruszył w kierunku numeru czwartego, gdzie przysiadł na murku obok kota. Nie spojrzał na niego, ale po chwili przemówił: .
pociągające, o poprawnych manierach zdradzających wprawdzie .
* Albo mnie tam zaprowadzicie - odparł Sanand - albo nie pójdę .
wszystkiemu przygląda. .
być testem przynależności do tego samego gatunku. Podobnie jak większość reguł w biologii ta także nie zawsze obowiązuje. Wilk (Canis lupus) może mieć potomstwo ze zwykłym psem (Canis familiaris), mimo że należą do odrębnych gatunków. 129 Człowiek jest jedynym żyjącym przedstawicie .
polegal na .
- Odpowiada mi życie w anglii - mówi. .
wiatr nanosił. .
Doskakiwali do siebie, krzyczeli coraz głośniej, koledzy zaś podniecali ich wielkim krzykiem. I kto wie, do czego by doszło, czyby się naprawdę nie pobili, gdyby nie dzwonek. Zakrzyczał przenikliwie, że już koniec przerwy, i w tym okamgnieniu chłopcy jęli się przepychać do ławek, siadali z hałasem, Olszak zaś, pełniący rolę wójta klasowego, jął nawoływać: - Już cicho!... Już po dzwonku!... Jastrzębski, co jeszcze łazisz? Szczypka, ty dostaniesz po twoim zamazanym uchu!... Gołyszny, siedź już a nie wrzeszcz! No cicho! .
w nas pewne współzależ ności. Pracę tę jednak należy odbywać .
siekier i w ciężkim znoju osadniczego życia. Czy mniej w nim było .
- A siódmego i ósmego? .
- Ja już swoje powiedziałem. Na razie karabin w ziemi, dolary gdzieś... - W lesie... .
demonstrantów, wśród których było kilku Murzynów. .
które współtworzymy, społeczności, z którymi aktualnie się .
- Ach, zapomniałeś? Tak łatwo zapominać!,,Arturze, jeśli nie chcesz, to dam odpowiedź odmowną". Ja miałem postanawiać o twoim losie, ja, w dwudziestym roku życia. Gdyby to nie było tak ohydne, mogłoby być zabawne. - Dość! - Montanelli z okrzykiem rozpaczy oburącz chwycił się za głowę. Po chwili opuścił ręce i powoli podszedł do okna. Tu usiadł na parapecie, jednym ramieniem wsparty o kratę, do której przycisnął czoło. Szerszeń leżąc wlepił w niego oczy, cały drżący. W tej chwili Montanelli wstał i zbliżył się do niego; usta miał szare jak popiół. .
wjeżdżały i wyjeżdżały obładowane farbami gotowymi, które wiozły do drukarni i .
- Co za spotkanie, profesor McGonagall' Odwrócił głowę, by uśmiechnąć się do burego kota, ale ten gdzieś zniknął. Zamiast tego uśmiechał się do nieco srogo wyglądającej kobiety w prostokątnych okularach, których kształt był identyczny z ciemnymi obwódkami wokół oczu kota. Ona też miała na sobie długi płaszcz, tyle że szmaragdowy. Czarne włosy upięła w ciasny, bułeczkowaty kok Wyglądała na bardzo wzburzoną .
ale oni wszystkich Rosjan nazywali tym imieniem, nikt ~~ięc nie wiedział, .
Możemy wówczas wybrać następujące opcje: .
"Czego?" .
lepiej nazwać "relatywizmem", a relatywizm sam się znosi. To .
Lavinia usłużnie zaproponowała, że odwiezie ją swym autem do domu. - Nie chciałabym pani sprawić kłopotu. .
nie dobraną, ciemną koszulę, a na niej skórzaną uprząż ze stalową .
- Przez wprowadzenie do jej salonu baletnicy? .
rodzina - człowiekowate rodzaj - człowiek .
stworzenie na świecie je i pije. Każde stworzenie na świecie .
Burżuj widzi w swojej żonie tylko narzędzie .
ktore .
- Doprawdy? - spytał kapitan z uprzejmym zdziwieniem. .
moglibyśmy wyjść a niego. Ale tak nie jest. Myślowe określenia .
kiedy zwraca się do wewnątrz, roztapia się w Jaźni i przybiera .
Już wspomniałem o chorobliwym stanie nerwu słuchowego, dzięki któremu chory nie znosił żadnej muzyki prócz niektórych dźwięków strunnych. Zapewne ten ciasny zakres, w którym uwięził swój talent przymusem do gry na gitarze, przeważnie nadał jego utworom fantastyczne cechy. Lecz co się tyczy płomiennej lotności jego improwizacji, nie można ich w ten sam sposób rozważać. Trzeba najwidoczniej uznać, że improwizacje owe mogły być i w rzeczy samej były, tak w muzyce, jak w słowach jego dziwnych utworów fantastycznych - ponieważ często improwizowanymi i rymowanymi słowami dopełniał swej muzyki - były w rzeczy samej wynikiem usilnego skupienia i tego zogniskowania władz umysłowych, które zdarza się, jak już powiedziałem, w wyjątkowych razach najwyższego podniecenia sztucznymi środkami. Przypominam sobie z łatwością słowa jednego z tych rapsodów. Być może, iż wywarł na mnie wrażenie silniejsze, gdy mi go autor pokazał, ponieważ wydało mi się, że w wewnętrznej i tajemniczej treści utworu wykryłem po raz pierwszy, iż Usher posiada zupełną świadomość swego stanu, iż czuje, jak jego wysoki umysł chwieje się na swym tronie. Wiersze owe, które nosiły tytuł Zamku Opętanego, brzmiały z bardzo małymi odmianami tak, jak je tu podaję: 1. .
nieobecność rodzeństwa Bandrowskich i Hackbeilówny przedłużała się, zwrócono na to wreszcie - p o c z t e r e c h d n i a c h - uwagę w Zakopanem, w pensjonacie, w którym mieszkali, i dano znać do Pogotowia. Cóż, kiedy kierownictwo pensjonatu nie umiało powiedzieć nic więcej, prócz tego, że owi turyści wyszli w góry 23 lipca na j e d n o d n i o w ą wycieczkę i dotychczas jeszcze nie wrócili. Zdumiewająca doprawdy obojętność i bezmyślność! Doświadczony ratownik, jakim był Zaruski nie mógł mieć żadnych wątpliwości, że tylko jakiś poważny wypadek spowodował tak długą nieobecność ludzi, których ekwipunek i zapasy obliczone były na kilkunastogodzinną zaledwie wycieczkę. Gdzież jednak miał skierować wyprawę ratunkową, nie mając żadnych danych. co do trasy obranej przez grupę Bandrowskiego? Widać z tego, jak ważną sprawą jest pozostawienie w pensjonacie i w schroniskach dokładnych informacji o projektowanym szlaku wycieczki turystycznej czy taternickiej. Gdyby ów pensjonat podniósł alarm: we właściwym czasie - tj. już na drugi dzień po wyjściu Bandrowskich - jest więcej niż prawdopodobne, że udałoby się ocalić całą trójkę. Od wczesnego ranka 27 lipca ekipa ratunkowa była przygotowana do wymarszu. Zaruski próbował tymczasem natrafić na jakiś ślad zaginionych, wypytując turystów, którzy w ostatnich dniach byli w górach, telefonując do schronisk po polskiej i słowackiej (ówczesnej węgierskiej) stronie. Wreszcie w godzinach popołudniowych - a więc w momencie gdy Bandrowski już nie żył - udało się Zaruskiemu ustalić, że poszukiwani turyści mieli zamiar wyjść na Granaty i wrócić tego samego dnia do Zakopanego. Masyw Granatów jest rozległy, rozłożysty, wiele w nim możliwości zabłądzenia, wiele stromych ścian i podciętych żlebów. Jednakże pierwszą myślą Zaruskiego był "komin Drege'a", miejsce, które bardziej niż jakiekolwiek inne tworzy naturalną pułapkę górską dla niedoświadczonych. Było już blisko siódmej wieczór, gdy wyprawa Pogotowia dotarła do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Tam, w miejscu skąd najlepiej widać ściany Granatów, zatrzymano się i poszły w ruch lornetki. Długi czas lornetowanie nie dawało wyniku. Choć słońce oświetlało jeszcze szczyty, w niższych partiach panował już mrok. Kominy i żleby tonęły w wieczornym zmierzchu. Trudno w takim oświetleniu odróżnić od skalistego i trawiastego otoczenia drobny, nieruchomy punkcik, jaki tworzy ciało człowieka w ścianie. Już ekspedycja miała ruszyć dalej, gdy przewodnik Staszek Gąsienica-Byrcyn dostrzegł postać ludzką na platformie w połowie wysokości "komina Drege'a". Po chwili zobaczył ją Zaruski i inni. W pozycji półsiedzącej, z nogami wiszącymi w powietrzu, jedną ręką wspierała się o ściankę komina, wykonując niezrozumiałe dla ratowników ruchy w tył i naprzód. Wiemy już, że te wahadłowe ruchy ułatwiały Marii Bandrowskiej - bo ona to była - ześlizgiwanie się po płycie skalnej ku przepaści. Po pięciu dniach daremnego wyczekiwania pomocy, po utracie towarzyszki, po dokonanym na jej oczach samobójstwie brata - znajdowała się u kresu odporności nerwowej. Otchłań, w której leżały potrzaskane zwłoki, ciągnęła ku sobie z niezwalczoną siłą. Teraz już połową ciała zawisła nad przepaścią. Jeszcze ułamki sekund i ściany Granatów pochłoną nową ofiarę... Zaruski przyłożył do ust trąbkę sygnałową ((7)), zatrąbił kilkakrotnie, a potem krzyknął wolno i dobitnie: - Czekać spokojnie! Idziemy! .
i ekonomiczne sankcje nie przynosiły żadnych efektów. Zbrojne uderze- .
kilkadziesiąt lat zmieniała wszystko - jak i dzisiaj! Płynność, niestabilność, by nie rzec - chaos, sąsiadowały z porządkiem i tendencjami o sekularnym wymiarze. Czasem doprawdy trudno rozróżnić. A my dzisiaj zapominamy często o tym nawet, co w odniesieniu do naszego własnego czasu wydaje się naturalne i oczywiste. Wiadomo na przykład, że pamięć społeczna zupełnie inaczej funkcjonuje przy dłuższej ciągłości osadnictwa, a zupełnie inaczej w kręgu ludzi ruchliwych i łatwo zmieniających miejsca pobytu. Można więc przy dużej ostrożności traktować zapisane przez GallaAnonima legendy o początkach Piastów jako materiał wyjściowy do analiz i domysłów. Choć zarazem Andegawen spisujący w końcu XI wieku dzieje własnego rodu istnych Atrydów, i to spisujący je na terenie rodzinnego hrabstwa Anjou, niewiele już wiedział o własnym pradziadkudokładnie tak jak my dzisiaj, nie będąc Atrydami. W tej zaś opowieści zetkniemy się, na odmianę, ze średniowieczem, którym targały sprzeczności do dnia dzisiejszego aktualne, których ofiarą padła być może zresztą świętość Sylwestra II. W polskiej literaturze pięknej mamy dwie zupełnie od siebie odmienne wizje tamtej epoki - Teodora .
- Ktoś mi powiedział, że macie najlepszą margaritę na świecie - odezwał się Decker. - To pewnie nieprawda. .
Zajrzała do drugiego pokoju, aby spojrzeć na fabrykę. .
Branson. - W tych sprawach grunt to koordynacja. Ośmielam się .
- To źle - wystękał Agee. - To bardzo źle. .
.
- Tak jak i ja, gdy leciałem tu tym cholernym bombowcem - powiedział Munro. - To samo będzie w czasie powrotu dziś wieczorem, chociaż tym razem dają nam Latającą Fortecę. Wydaje mi się, że jest tam trochę więcej miejsca. - Nie - szorstko odpowiedział Hare. - Nie zrobię tego. .
- Przejdźmy się. Chcę pokazać panu coś w tylnej części domu. Co pokazać? - zastanawiał się Decker. Zaniepokojony, poszedł z Esperanza korytarzem, mijając drzwi głównej sypialni. Ciała już usunięto. W powietrzu wciąż unosił się odór kordytu. Przez akumulujące światło okna w korytarzu, z których jedno zostało rozbite pociskiem, ostro świeciło słońce. Oświetlało poczerniałą i zakrzepłą na kafelkach krew. Decker spojrzał w stronę sypialni i zobaczył podziurawiony przez kule materac i poduszki. Czarny grafitowy proszek do zdejmowania odcisków palców był wszechobecny. Przykleił się Esperanzie do ręki, gdy ten przekręcał klamkę drzwi na końcu korytarza. .
wykluł z probówki, nie musiałbym mu tego tłumaczyć! Wilber zrobił .
biegunowości. .
- Ta nazwa oznacza „Kanałmatkę" - wyjaśnił. - Odnosi się do tego strumienia, który płynie wzdłuż ulicy. Stanowi część systemu nawadniania, przekopanego kilkaset lat temu. .
Krótka historia UFO .
którym wychowanie nie zaszczepiło pewnych uprzedzeń. Ale obawiam .
opracować awaryjny system przekazywania ropy do Rzeszy. .
.
- Witia! - krzyknął ostro Kaźmierz podejrzewając syna o najgorsze. .
- Witia! - krzyknął ostro Kaźmierz podejrzewając syna o najgorsze. .
- Jedyna to sposobność rozmówienia się spokojnie z tobą - począł Montanelli. - Ty wrócisz teraz do swej pracy i przyjaciół, a ja również tej zimy będę bardzo zajęty. Chciałbym wiedzieć zupełnie dokładnie, jaki ma być nadal wzajemny nasz stosunek, a jeśli... - Urwał na chwilę, po czym zniżonym głosem dodał: - A jeśli możesz mi ufać jak dawniej, to pragnąłbym dowiedzieć się bardziej szczegółowo niż owego wieczora w ogrodzie. jak daleko zaszedłeś. Artur, zapatrzony w wodę jeziora, słuchał spokojnie. nie dając odpowiedzi. .
.
Ale ten człowiek nie odezwał się ani słowem, słychać było ciężkie cmoktanie jego kroków. Uciekał bez tchu albo chciał kogoś wyprzedzić. Chaim wydobył swoją parabelkę i strzelił, i słychać było, że ten człowiek dalej biegnie. Późną nocą wyjaśniało od śniegu. Plebania stała cicha i martwa jak grób. Czarny otwór pustej stajni, żłób wywleczony na podwórze, sieczkarnia bez kół stojakiem do 167 .
sprzedaży, ty jeste¶ prosty, ordynarny handełes. Wiedzże o tym, że wariactwa .
zapalał stoj±cy w drzwiach lokaj, ubrany w czerwon± francusk± liberię - zreszt±, .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
treści, a nie subiektywna jego pojawienia się w nas. .
Jeżeli do tych rozważań dodamy różnorodne taktyki i strategie świadomie stosowane w celu manipulowania partnerem, np. oddawanie się mężowi za prezent, to staje się jasne, że teatr seksualny nie jest egzotycznym zjawiskiem. Brzmi to może pesymistycznie, ale jest to przecież zjawisko, którego nie można pominąć. Nie wiemy, ile związków jest prawdziwie partnerskich, a ile pozornie partnerskich. Fakt teatru seksualnego można również tłumaczyć tym, że w kontaktach między płciami dużo jest konwencji, pozorów, ale i lęków, oporów. Są również mody, subkultury. Czyż demonstrowana w niektórych środowiskach młodzieżowych swoboda seksualna również nie jest teatrem seksualnym? Droga do autentyzmu w kontakcie między płciami jest podstawą partnerstwa, a ono wymaga wzajemnego szacunku i oparcia na określonych wartościach. .
jednego ciała do drugiego, wyciągając strzały i oszczepy, a potem .
i śmigłowiec mógł lecieć dalej, jednakże gdyby nastąpiła awaria głównego systemu, oznaczałoby to katastrofę. Kyle uznał, że nie można podjąć takie- .
w wypdku nieprawidłowego funkcjonowania jednego z ogniw tego układu możliwe jest zastąpienie go innym, np. w wypadku utraty wzroku, może zastąpić go kinestezja i dotyk (czytanie za pomocą systemu Braille'a). .
mogla sie .
tylko właśnie samego jej pojęcia. Przyczyn i skutków musimy .
zlikwidował swoje interesy - odpowiadał bardziej jeszcze nie¶miały i .
.
-W Anglii. W Krainie Jezior - kelnerka uśmiechnęła się z pewną zadumą. - Wie pan, kraj Wordswortha. Ach, ci Anglicy. Podróżowali po całej kuli ziemskiej. Nie wystarczała im ich mała wyspa. Dziwni nordycy obsesyjnie marzący o imperium. -Nie zawsze byłam kelnerką - powiedziała podstarzała kelnerka. -Jasne, że nie. .
- Ale jeszcze mamy tamtych dwoje. Ja już naprawdę wolę, żeby to był Kajtek! - Ale Tadeusz mu rzeczywiście żyrował weksle! Zastanów się... - A czy ty wiesz, ile Kajtek mu był winien?! .
- Bardzo pani łaskawa - rzekł tonem najbardziej lodowatym. - Gdyby mnie pani była zawiadomiła, że chce się ze mną rozmówić, byłbym się stawił. Czując, że najwidoczniej pragnąłby ją widzieć o sto mil stąd, Gemma co szybciej wyłuszczyła, z czym przychodzi. Skłonił się ponownie i podał jej krzesło. .
- Usiłował podważyć wyniki badań Gilla podając sensacyjną wiadomość, która jednak nie wytrzymała krytyki. Za wyraz braku dobrych manier uważam przychodzenie na cudzą konferencję prasową i rozdawanie oświadczeń wychwalających własne osiągnięcia, a zawierających mnóstwo błędów merytorycznych. .
- Dlatego że jeśli gubernator nie uzyska wyroku rozstrzelania, to skażą mnie na galery, a dla mnie r...równa się to śmierci. Nie mam z...z...zdrowia, by to wytrzymać. Montanelli wsparłszy łokieć na stole zadumał się w milczeniu. Szerszeń mu nie przeszkadzał. Wsunął się w głąb fotela i na wpół zmrużywszy oczy oddał się rozkosznemu uczuciu ulgi fizycznej po zdjęciu łańcuchów, - Przypuśćmy - począł znów Montanelli -: że uda się panu uciec: co by pan uczynił ze swym życiem? - Już waszej eminencji powiedziałem; z...zabijałbym szczury. - Zabijałby pan szczury. To znaczy, że gdybym panu pozwolił-teraz umknąć - przypuśćmy, że miałbym władzę po temu - to pan użyłby swej swobody do szerzenia gwałtu i rozlewu krwi, zamiast temu zapobiegać? Szerszeń podniósł wzrok na wizerunek Chrystusa na ścianie. - ,Nie pokój, ale miecz", byłbym przynajmniej w dobrym t...towarzystwie. Chociaż co do mnie, to wolę pistolety. - Signor Rivarez - rzekł kardynał z niewzruszonym spokojem - ja pana nie dotknąłem ani jedną obelgą i nie powiedziałem ani jednego lekceważącego słowa o pańskich wierzeniach i przyjaciołach. Czy nie mogę prosić o taką samą uprzejmość, czy też pragnie mi pan nasunąć przypuszczenie, że ateista nie może być dżentelmenem? - Ach, z."zupełnie zapomniałem. Wasza eminencja zalicza widać uprzejmość do wysokich cnót chrześcijańskich. Przypominam sobie to kazanie we Florencji z okazji mej polemiki z bezimiennym obrońcą waszej eminencji. - I o tym chciałem również pomówić. Czy nie zechciałby mi pan podać powodu specjalnego rozgoryczenia na mnie? Jeśli mnie pan wybrał po prostu za odpowiedni cel dla swych pocisków, to rzecz inna. Pańska metoda prowadzenia sporów politycznych jest sprawą obchodzącą pana i nie mówimy teraz o polityce. Zdawało mi się jednak podówczas, że pan kieruje się względem mnie osobistą jakąś nienawiścią, otóż jeśli tak jest istotnie, bardzo pragnąłbym się dowiedzieć, czy kiedykolwiek wyrządziłem panu coś złego lub dałem powód do podobnych uczuć. Czy mu kiedykolwiek wyrządził coś złego! - Szerszeń obandażowaną ręką chwycił się za gardło. - Muszę waszą eminencję odesłać do Szekspira - zaśmiał się krótko. - To tak samo jak z tym człowiekiem, co nie mógł znieść ,niewinnego, użytecznego kota"32. We mnie podobną antypatię budzi ksiądz. Na widok s...sutanny dostaję bólu z-zębów. - Och, jeśli to... - Montanelli wykonał gest lekceważenia. - A jednak - dodał - co innego jest miotać obelgi, a co innego przekręcać fakty. Gdy w odpowiedzi na moje kazania pan twierdził, że wiedziałem, kto był bezimiennym mym obrońcą, to się pan omylił - nie obwiniam pana o świadome sfałszowanie faktu - konstalując coś, co nie było prawdą. Po dzień dzisiejszy nie znam jego nazwiska. Szerszeń przechylił głowę na jedną stronę, jak oswojony kos, i przez chwilę poważnie patrzył na kardynała, nagle odrzucił w tył głowę i wybuchnął głośnym śmiechem. - S...s...sancta simplicitas! * Och, co za słodki, niewinny, idylliczny człowiek... i nigdy się nie domyślił! Nigdy eminencja nie widział diablego kopyta? Montanelli powstał. - Signor Rivarez, czy mam z tego wnioskować, że pan sam pisał całą tę polemikę? - To było skandaliczne, wiem o tym - odparł Szerszeń szeroko otwierając swe niewinne, błękitne oczy. - A eminencja p...połknął to wszystko, jakby to b...była ostryga. To było bardzo brzydkie, ale... oh! jakież to b... było zabawne! Montanelli zagryzł usta i znów usiadł przy biurku. Od pierwszej chwili zauważył, że Szerszeń usiłuje wyprowadzić go z równowagi, i postanowił nie dopuścić do tego żadną miarą; zaczynał już jednak pojmować ostateczne rozdrażnienie gubernatora. Człowiekowi, który od trzech tygodni spędza po dwie godziny dziennie na badaniu Szerszenia, należy wybaczyć, jeśli tu i ówdzie wyrwie mu się ostrzejsze słowo. - Dajmy pokój tej rozmowie - rzekł spokojnie. - Chciałem się z panem rozmówić w sprawie następującej: Moje stanowisko kardynała upoważnia mnie - jeśli zechcę korzystać z przysługującego mi przywileju - do zabrania głosu w kwestii dotyczącej pana. Jedynym użytkiem, jaki mógłbym z przywileju tego uczynić, byłoby zapobieżenie wszelkim krokom gwałtownym, gdyby nie były one konieczne do udaremnienia kroków gwałtownych grożących innym ze strony pana. .
im narzucić. Zarzut który czynię współczesnemu przyrodoznawstwu .
kapitan korsarzy namawia Spartakusa, aby wziął precjoza, Jean Simmons i .
- Wypocimy się, tato. .
- zwężenie "szpar stawowych" lub krążków międzykręgowych (przeważnie nierównomierne, największe w osi działania sił), .
edynie Peter znał tajemnicę Margaret. Niedyskrecja dawnego męża mogła ją całkowicie skompromitować. jetset odsunąłby się od niej z pogardą, nie bacząc na miliardy Cartera. Snobi nie lubią, gdy się ich orydynarnie oszukuje. Peter wszakże dowiódł, że potrafi zachować milczenie. Zazdrość Margaret nie osłabła z wiekiem. Jednakże Leslie Caner, zbudował niemal całe imperium dzięki swej pomysłowości, wytrwałości, brawurze oraz brakowi skrupułów, z łatwością znalazł sposób uśpienia jej podejrzeń. Otaczała go zawsze armia cieni, niezwykle zręcznych ochroniarzy, którzy tworzyli wokół niego jakby mgłę, czyniąc go niewidzialnym zarówno dla wrogów, terrorystów, i dla detektywów Margaret. ,O'Neill darzył szczerym podziwem tego człowieka, który nie wahał się iść po trupach do celu: Mieli podobne charaktery. Wspólna im była chęć posiadania władzy, przyjemność rozkazywania, jak również chęć realizacji przedsięwzięć, które zaspokoiłyby najdziwniejsze ludzkie ambicje. Choć się spotykali, odnosili wrażenie, że przeglądają się w lustrze. Podobieństwo powinno by ich może zbliżyć, lecz nienawidzili się z racji podobnych cech charakteru. Oglądanie w krzywym zwierciadle swoich wad i zalet budziło wprawdzie tylko niejasne uczucia, lecz wywoływało następstwa wyraźnie skrystalizowane: Carter wiedział, że nigdy nie zmusi do posłuszeństwa reżysera, który jest zakuty w stal. I to w taką, jakiej nikt nie zdołał zgiąć. -Jesteśmy na miejscu, proszę pana. .
Rana pod opatrunkiem na twarzy piekła nie do wytrzymania. Silna dawka narkotyków pomagała trochę złagodzić ból. Założony pospiesznie opatrunek na twarzy chronił przed infekcją, ale w obecnej chwili przeszkadzał, bo po pierwsze zasłaniał widoczność dla prawego oka, a po drugie był przeraźliwie biały. Zapadał zmierzch i nawet z pięciu metrów można było przejść obok ukrytego w krzakach człowieka. Ale nie z białym bandażem na twarzy. Mężczyzna zdarł opatrunek z głowy. Odrzucił go w krzaki. Przełożył pistolet do drugiej ręki i sięgnął po okład, który wraz z krwią przykleił się do policzka. Szarpnął i oderwał go jednym pociągnięciem. Nie poczuł bólu, narkotyk ciągle działał. Zemdlałby jednak na pewno, gdyby zobaczył teraz swoją twarz w lustrze. Od szczęki do skroni biegła szrama, która natychmiast powinna być zeszyta. Przysiągł sobie że odnajdzie chłopaka, który załatwił go tak ostatniej nocy. Na moment zamarł w bezruchu nasłuchując. Był bezpiecznie ukryty na szczycie ruin. Z dołu dobiegł go głos, który śni się każdemu kryminaliście, chociaż raz tygodniowo. - Stać! Policja. Ręce do góry. Głos dobiegał z dołu zza krawędzi ruin i nie był skierowany do niego. Właściwie mógł się nie bać tej wyświechtanej formułki, bo od lat był z nią oswojony. Tyle, że to on ją zawsze wypowiadał, bo jako policjant miał do tego prawo. Wstał z miejsca i zgarbiony podbiegł do krawędzi ruin. W dole zobaczył stojącego policjanta z oddziałów specjalnych, który mierzył z Kałasznikowa do kogoś stojącego w podcieniach korytarza bez okien. Uniósł pistolet, wycelował w głowę osłoniętą czarną kominiarką i oddał trzy strzały. Tylko jeden był niecelny. Policjant wygiął się w tył. Kałasznikow odleciał w bok na kilka metrów. Mężczyzna opuścił pistolet. Oszczędzał amunicję. Patrzył z dziwną satysfakcją, jak jego ofiara wiła się z bólu, kopiąc nogami ziemię i zamiatając szeroko rozwartymi dłońmi powietrze. Każda przyjemność ma swoją cenę. Od strony gęstych krzaków nadleciała długa seria pocisków z Kałasznikowa. Przynajmniej połowa przeleciała obok mężczyzny tnąc gałęzie i obrywając liście z krzaków. Ale druga połowa utkwiła w podbrzuszu i płucach, odbierając jego ciału równowagę. Mężczyzna zachwiał się i runął głową w dół, spadając pięć metrów wzdłuż ceglanego muru, uderzył głową w ziemię, zabierając do wieczności wszelkie urazy wobec pozostających przy życiu ludzi i zwierząt. Prokurator cofnął się pod ścianę. Nie mógł patrzeć na wijącego się w agonii policjanta. Jego przeraźliwy krzyk wdzierał się w ostatnie zakamarki świadomości. Co innego było uganiać się za mordercą, a czym innym było przyglądanie się ofiarom. Osunął się pod ścianą kompletnie obezwładniony. Łysiejący blondyn wyjął z pod marynarki pistolet i odbezpieczył go. Prokurator czuł jak po jego plecach, leje się struga zimnego potu. Był pewien, że kule w pistolecie za sekundę wzbogacą jego wnętrze o kilkanaście gram ołowiu. Blondyn zachował się jednak irracjonalnie. Minął Prokuratora i ruszył w przeciwną stronę, strzelając do ciemnych sylwetek ukrytych w zaroślach policjantów. Tylko niezwykły zbieg okoliczności, zapadający zmierzch oraz nadzwyczajne szczęście pozwoliły mu oddać sześć niecelnych strzałów, zanim dwie serie pocisków przygwoździły go śmiertelnie do ściany. Kowbojskie buty z wężowej skórki nie są najlepszym obuwiem do biegania. Lolo klął w duchu swoje upodobanie do amerykańskiej mody. Był jednym z bliskich współpracowników prokuratora i jednym z najlepszych strzelców wyborowych. Krótką bronią potrafił z pięćdziesięciu metrów trafić królika w biegu. Oprócz wybornego "cela" posiadał również wysoki iloraz inteligencji, oraz wrodzony spryt. Gdy usłyszał pierwsze strzały, chwycił walizkę z pięcioma milionami dolarów i skoczył z nią w stronę ruin. Nawet nie wyciągnął swojego rewolweru. W jednej chwili ocenił sytuację. Policja musiała otoczyć cały teren. Natarcie szło z dwóch stron, zmuszając ich do ucieczki na południową część ruin. Jeśli dobrze się domyślał, to po tamtej stronie powinni znajdować się snajperzy. Nie długo czekał na potwierdzenie. Blondyn z czarną bródką i kręconymi włosami, ostrzeliwał się ukryty za krasnalami. Gdy jednak od strony zarośli ogień z pistoletów maszynowych zmiótł krasnale, zamieniając je w gipsowy pył, podjął decyzję o odwrocie. Odczołgał się przywarty do ziemi w stronę busa i gdy dotarł do tylnych kół poderwał się na równe nogi. Osłonięty samochodem ruszył w stronę szoferki słusznie rozumując, że samochodem szybciej wyjedzie z tego piekła. Nie zdążył nawet otworzyć drzwi. Snajper jednym strzałem powalił go na ziemię. Blondyn należał do ludzi, po których płaczą jedynie wierzyciele. Widząc to, Lolo chwycił walizkę pod pachę i ruszył biegiem pod osłoną korytarza w stronę południową. Przebiegł korytarzem piętnaście metrów i skręcił w lewo. Odnalazł prokuratora siedzącego pod ścianą. Dobiegł do niego, postawił walizkę z pieniędzmi i przyklęknął oczekując cudu, który pozwoliłby im wyjść z tego bałaganu choćby z życiem. - To są chłopcy z naszej komendy - zameldował Lolo. Prokurator wychylił się za załom muru. W głębi na placu koło srebrnego Mercedesa toczyła się walka wręcz. Skośnooki Koreańczyk celnym ciosem powalił policjanta z oddziałów specjalnych. Dla pewności, gdy ten już leżał dobił go ciosem w krtań. - Zdejmij go - rozkazał prokurator. Lolo pozostawił walizkę i odbiegł kilka kroków. Stanął w otworze po oknie i zamachał ręką do Koreańczyka. Kuląc się Koreańczyk rzucił się biegiem w stronę swego wybawienia. Lolo sięgnął po rewolwer. Koreańczyk zwinnie przebiegł przez plac omijając świszczące mu nad głową kule i wskoczył przez otwór na korytarz. Z dwóch metrów Lolo oddał trzy strzały. Być może dla Koreańczyka były one wybawieniem. Prokurator podniósł się z ziemi i podbiegł do nieżyjącego już łysiejącego blondyna o wyglądzie sklepikarza. Obok niego na ziemi leżał pistolet. Prokurator podniósł go. Strzały w lesie ucichły. Lolo podbiegł do prokuratora. Siedział tak jak przed chwilą oparty o mur. - Dawaj kajdanki - rozkazał prokurator. - Wyjdziemy z tego. No szybciej. Zapamiętaj: obaj zostaliśmy zaatakowani w czasie wykonywania śledztwa. Lolo kiwnął głową ze zrozumieniem. Przyklęknął przed siedzącym prokuratorem i założył na oba przeguby kajdanki. Musiał sobie poradzić sam, bo Prokurator w prawej ręce trzymał pistolet. Prokurator spojrzał w bok. Łysiejący blondyn siedział oparty pod ścianą. Oczy martwo utkwione w posadzkę zaczęły matowieć. - Rusza się? - spytał prokurator z nutą obsesji w głosie. Lolo spojrzał na leżące pod ścianą zwłoki. Huk wystrzału rozbiegł się echem w ruinach Goeringa. Kula wystrzelona z odległości dziesięciu centymetrów przebiła czaszkę na wylot. Lolo odleciał bezwładnie i padł zgięty na posadzkę. Nie wyglądał teraz na metr dziewięćdziesiąt wzrostu. .
uczyć tego, żeby się otworzyć i pokochać go? .
- Jego też pan zna? .
nasadę, trzon i szczyt. Mięśnie języka dzielimy na własne i łączące język z otoczeniem. Mięśnie własne tworzą główną masę języka, a ze względu na kierunek przebiegu ich włókien są to mięśnie poprzeczne, pionowe i podłużne. Mięśnie łączące język z otoczeniem mają przebieg różnokierunkowy co pozwala na ruchy języka. Są to parzyste mięśnie: .
umysłu czy zmysłów. Kiedy jednak wewnętrzne instrumenty .
Inne ataki na "Platforme" prowadzone byly w dalszym ciagu przez Fabbriego, Berneriego, historyka anarchistycznego Maxa Nettlau i slynnego wloskiego anarchiste Malateste. Dielo Truda odpowiedzialo na ataki "Odpowiedzia do Zantow" oraz przedmowa Arszynowa w "Platformie" nr 29. W zwiazku z tymi problemami Arszynow stracil nadzieje w przyszlosc "Platformy" i wrocil do ZSRR w 1933 r. Nastepnie zostal oskarzony o "odnawianie anarchizmu w Rosji" i stracony w 1937 r., podczas czystek stalinowskich. .
- On chyba żartuje, co? - mruknął do Percy'ego. .
- Najgorsze - powiedział, nie patrząc na Barnetta - jest to, że nie wiemy, z czym on za chwilę wyskoczy. Za duże ryzyko, kapitanie. - Czy zdajesz sobie sprawę, z czego byś zrezygnował? - zbeształ go Barnett. - Sam kadłub wart jest majątek. Oglądałeś silniki? Nie ma siły po tej stronie Ziemi zdolnej powstrzymać tę maszynerię. Potrafi przewiercić planetę na wylot i wyjść po drugiej stronie bez jednego draśnięcia na lakierze. A ty chcesz ją zostawić! - Nie będzie tyle warta, jak nas pozabija - zauważył Agee. Victor entuzjastycznie pokiwał głową. Barnett wytrzeszczył na nich oczy. .
przemysłowi polskiemu rozległe szlaki ówczesnego Dalekiego .
- Mam pewne wątpliwości co do twoich przypuszczeń dotyczących powodów, dla których pan Hunt stara się ukryć fakt, że jest właścicielem Pawilonów Marzeń. - Naprawdę? .
Jordana za wspaniałego żołnierza i w ogóle wszystko poszło dobrze; przy .
jego flotę, na której chciał z nimi zwiać; pozostał tylko jeden statek; .
ną? Znaczy, że wymagałoby to fachowej wiedzy i sprzętu laborato- .
co?... Ale te skrzypce w jasności czasem zdawały się przybliżać, .
Wreszcie skończyła się ceremonia, trumna spoczęła we wspaniałym grobowcu, na .
milionami, cóż wtedy? .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Mam nadzieję. Dokąd jedziemy? .
(Myślała: "Jeżeli dziś nie pomogę tatusiowi, to następnym razem nie będzie chciał mnie zabrać"). Lecz Strączek wyjaśnił: - Lepiej już ja sam... Powybieram takie kawałki, jakie będą mi potrzebne - To przecież ja będę sporządzał nową szczotkę. .
Brak jakiejkolwiek dyscypliny lub klimat strachu, kary. .
ojca odmawiała przerywanym głosem pacierze, naokół aż do .
wokół pokoju, łomotali w ściany, potrząsali sobie ręce, włazili .
kocham! Ale Wysocki nie pokazywał się u Róży, spotkała go raz tylko na ulicy, .
Kiedym ja się tak bawił, pan, sławą okryty, .
lepszego symbolu. Nie tylko kundalini, ale i wąż znajduje się w .
podejmowana decyzji. Żaden "automatyzm" niezależny od ich woli .
przez dziecko i dorosłego zmnieniają się (1:1, 2:1), aż wreszcie dziecko samo przechodzi do kolejnego etapu kontaktu z książką - do samodzielnego czytania. .
wykorzystać komendę UNDELETE (patrz rozdział o DOSie). Odzyskanie katalogów skasowanych z całą zawartością nie jest możliwe, jeśli nie mamy odpowiedniego programu (na przykład Norton Utilities). .
Jeszcze ani razu Hendrix nie zakończył rozmowy w ten sposób. .
- Nie mów do mnie przez chwilę - rzekł Ron, kiedy Harry usiadł obok niego. - Muszę się sku... - Spojrzał na Harry'ego. - Co się stało? Wyglądasz okropnie. Harry po cichu opowiedział im o nagłym i złowieszczym pragnieniu Snape'a, by sędziować podczas najbliższego meczu. .
- To idź - rozkazał. .
- Co ci jest dziecko? - spytał łagodnym głosem, jakiego nigdy u niego nie słyszała. - Czemu nie idziesz do domu? Tłumoczek poruszył się i zamruczał coś cichutkim, żałosnym głosem. Gemma podeszła również do bramy i ujrzała sześcioletnie może dziecko, brudne i obdarte, skulone na bruku jak wystraszone zwierzątko. Szerszeń pochylał się nad jego rozczochraną głowiną. .
- Ma pani pokój jak Goethowska Gretchen. .
to inaczej sformułować. Pomieważ jednak publikuje to dziś w tej .
Posłyszała kroki. Jedne są nierówne, drugie drobne. .
- Być może - łagodnie odparł Montanelli - nie uświadamiasz sobie dokładnie znaczenia swych słów. Za kilka lat będziesz o tym sądził inaczej. A tymczasem mówmy o czym innym. Było to pierwsze zakłócenie doskonałej harmonii, jaka panowała między nimi podczas tych idealnych wakacji. Z Chamonix ruszyli przez Tete Noire do Martigny, gdzie zatrzymali się, by wypocząć, gdyż upał był nie do zniesienia. Po obiedzie siedzieli na tarasie hotelu, osłoniętym od słońca i ukazującym piękny widok na góry. Artur przyniósł swe zielniki i niebawem potoczyła się żywa pogawędka przyrodnicza w języku włoskim. Na tarasie siedzieli również dwaj angielscy artyści; jeden szkicował, drugi gawędził swobodnie. Nie przyszło mu na myśl, że zajęci roślinami cudzoziemcy mogą rozumieć po angielsku. .
bezsilności Niemców. Dzień później rząd rumuński wypowiedział wojnę Niemcom. Akt zawieszenia broni, który kilkanaście dni później podpisali .
dopóki nie pojawi się w nas. Zatem nie zdajemy sobie sprawy z .
- Umyj ręce. Decker wykonał polecenie, tłocząc się z mężczyzną i z kobietą przy zlewie. Zdezynfekowali dłonie płynem o gorzkawym zapachu. Kobieta pomogła mężczyźnie założyć maskę chirurgiczną i gumowe rękawiczki, po czym dała znak Deckerowi, żeby pomógł jej założyć maskę i rękawiczki. Wprawnie rozcięła nożyczkami pokrwawione spodnie Beth, odsłaniając jej prawą nogę aż do bielizny. Teraz, gdy został usunięty opatrunek uciskowy, z poszarpanej dziury trysnęła krew. .
Próg wrażliwości zmysłowej .
- Mam nadzieję, że nie będzie już tak źle - łagodnie rzekł Martini. - Doktor Riccardo poważnie się nim zajmie. Może mu się uda uzyskać stałe polepszenie. A w każdym razie ulży mu na pewien czas. Niemniej powinna nas pani powiadomić, gdyby się to kiedy powtórzyło. Byłby znacznie mniej cierpiał, gdybyśmy się byli wcześniej dowiedzieli. Dobranoc. Wyciągnął do niej rękę, lecz ona cofnęła się szybko, czyniąc gest odmowy. .
- Niemożliwe rzeczy. Z panem Wolskim już gadał. Okazuje się, że zgadł wszystko. My też. Rzeczywiście pan Wolski nagrywał sobie przez te szpiegowskie wichajstry każde słowo z podwórza. To jest uparty, stary grzechotnik, odmówił współpracy, dalej się będzie wygłupiał po swojemu i tylko na jedno się zgodził. Obiecał go zawiadomić, co i kiedy będą chcieli kraść. I gdzie. -Jak to? - zdziwiła się Janeczka. - Więc ci przestępcy ciągle nie wiedzą, że on ich podsłuchuje i w dalszym ciągu się tam spotykają? - A pewnie! To w ogóle skomplikowana sprawa. Primo, wyobraźcie sobie, oni wcale nie wiedzą, że on tam mieszka! Zameldowany jest całkiem gdzie indziej, gdzieś na Czerniakowskiej, a mieszka w mieszkaniu jednego znajomego, który wyjechał do Kanady. Już ładne parę lat prowadzi takie podwójne życie. Dlatego im te klucze nie pasowały, bo to były klucze od Olkuskiej, a oni polecieli z nimi na Czerniakowską! - I dlatego musi udawać, że jest w domu wtedy, kiedy go nie ma! - zgadła żywo Janeczka. - Bo raz bywa tu, a raz tam! I dlatego tak dziwnie wychodzi, i pewnie wraca za każdym razem inną stroną! I jeśli go nie zobaczą na własne oczy, w żaden sposób tego nie odgadną, bo nie mają psa! - Toteż właśnie - powiedział bardzo zadowolony Pawełek. - A do tego jeszcze wcale się nie nazywa Wolski, tylko jakoś inaczej, a Wolski to jest ten prawdziwy lokator, który wyjechał. I żeby tylko...! - W tej chwili mów, co jeszcze, i wszystko od razu - zirytowała się Janeczka. Pawełek napawał się swoją wiedzą i, być może, sączyłby ją po odrobinie dla zwiększenia emocji, ale rozpychała go, wyłaziła przemocą i nie pozwalała się tłumić. - Mówię przecież, nie? O polityce gadaliśmy. To wszystko razem to nie taka prosta sprawa. Te przepisy to jest kołomyja do podłożenia pod tramwaj. Prawne. Na dobrą sprawę oni mogli tkwić w tej mafii całkiem jawnie i nikt by im nic nie zrobił, a forsa z tych wszystkich przestępstw jest strasznie wielka i żywią się nią różni tacy od samej góry. Ministrowie i tak dalej. Ale ci tacy trochę poniżej boją się, że w razie czego na nich się skrupi, więc wolą się nie pchać na oczy i jednak ciągle udają, że skąd, w niczym nie biorą żadnego udziału, nic nie robią, ukrywają się, żeby nie można im było niczego udowodnić. Na wszelki wypadek. Taki Purchel, na przykład. Może znać osobiście tych prokuratorów, posłów. Lewków i kogo popadnie, ale za nic się nie przyzna, że zna złodziei. Dlatego z tym przedstawicielem złodziei spotyka się na podwórzu i nijak inaczej. - Coś podobnego! - wykrzyknęła z oburzeniem Janeczka. - To jeszcze gorzej niż u Arabów! - A pewnie. A pan Wolski rzeczywiście ma rozmaite dowody i siedzi na nich. Nikomu nie da, tylko dalej będzie robił swoje, bo on ich tym sposobem umoralnia. Tak powiedział. Dziwnym wzrokiem Janeczka popatrzyła na brata. .
- Pana przełożeni zawsze byli bardzo hojni. - Jeden z urzędników zdjął okulary. - Zrobimy co w naszej mocy, żeby władze nie zostały poinformowane o prawdziwej przyczynie zranienia pacjenta. .
- Ot, kłopot serdeczny - powiedział wówczas do brata. .
mialy wreszcie moznosc karmic je wlasna piersia, a nie .
rozdział 12 .
zawalonym naukową prasą oraz zapisanymi papierami. .
- To teraz już jestem zupełnie pewna - oznajmiła z satysfakcją Janeczka. - Pan Wolski go pilnuje. No nie wiem, ale chyba trzeba z nim będzie w końcu porozmawiać. - W każdym razie wiadomo, że trzeba czatować - przerwał jej Rafał i podniósł się z tapczanu. - I już wiadomo, kiedy. Mogę jutro, o wpół do piątej, chyba wystarczy? Niech będzie przez trzy dni. Psa bierzemy? - No pewnie - odparł Pawełek. - On w ogóle ważniejszy niż my wszyscy razem wzięci... Nazajutrz rozpoczęło się polowanie, tak owocne, że przeszło najśmielsze nadzieje. Pan Purchel wyszedł z domu o wpół do szóstej. Opony już zwulkanizował i samochód miał na parkingu. Obszedł go dookoła, przyjrzał mu się i nie dał się namówić, żeby pozostawić go złodziejom na wabia. Teraz istniała szansa na kolejny sukces. Pan Purchel nie jechał szybko i mały fiat nadążył za nim bez trudu. Nie jechał także daleko, dotarł na Mokotów i zatrzymał się na Asfaltowej. Wysiadł, starannie zamknął samochód i wszedł do budynku. Rafał JUŻ wcześniej zwolnił, tak że zatrzymał się za nim dopiero, kiedy pan Purchel znikł wewnątrz. -I co te.. - zaczął, ale nie dokończył pytania. Pawełek bez słowa wyprysnął z malucha i znikł w tym samym wejściu. -Może mu się uda zobaczyć, na które piętro poszedł i w ogóle do kogo - powiedziała z nadzieją Janeczka. - Jak nie, puścimy Chabra. Już go zapoznałam z tym podejrzanym bałwanem, jak czatowaliśmy razem pod jego domem. - Wysiadamy? - spytał Bartek .
rozwój zrozumienia i kontemplacji wewnętrznej danej osoby, .
.
odpowiadających poprzedniemu stanowi rynku, stosunkowi wymiany .
czynnościowy i odżywczy. W układzie czynnościowym do płuc wchodzi tętnica płucna prowadząca krew żylną z prawej komory serca. W płucu rozgałęzia się aż do sieci kapilarów, które otaczają pęcherzyki płucne. Przez bardzo cienkie ściany pęcherzyków płucnych i kapilarów odbywa się wymiana gazowa, w której tlen przechodzi z pęcherzyków płucnych, do krwi i łączy się z hemoglobiną czerwonych ciałek, a dwutlenek węgla z krwi przechodzi do pęcherzyków płucnych. Z sieci kapilarów wychodzą drobne żyłki, które zlewają się w coraz większe, aż wreszcie z płuc wychodzą zazwyczaj dwie żyły płucne, które uchodzą do lewego przedsionka serca. W krążeniu odżywczym krew zawierająca tlen doprowadzana jest do płuc tętnicami oskrzelowymi, które biegną razem z oskrzelami i unaczyniają głównie ściany oskrzeli, przechodzą następnie w kapilary, a te przechodzą w drobne żyłki, dalej żyły oskrzelowe uchodzące do żył ściennych klatki piersiowej lub do żył płucnych. .
- Żeby jego piekło pochłonęło! Żeby jego koń w podogonie kopnął! Pawlak zmełł w ustach następne życzenie pod adresem młodzieńca. Porwał w popłochu walizę, wyskakując na jezdnię tuż przed nad jeżdżającym plymouthem. Wielki jak kombajn 'Vistula' samochód zarył się w miejscu. Rozległ się ryk klaksonu, pisk opon. Uderzona zderzakiem waliza otworzyła się i na asfalt wysypały się wiezione dla Johna dary. Pawlak, widząc u swych stóp pęta jałowcowej kiełbasy, zawinięty w 'Trybunę Ludu' boczek, słoiki z grzybkami w occie, zastygł w bezruchu. Wówczas z jednej strony krążownika szos wyskoczyła pasażerka, przed którą świat nie miał tajemnic, z drugiej zaś Steve - góral, który podjął się być tatusiem dla jej dwóch słodkich córeczek. - Ot, pomorek! Jakie to szczęście, że ja rodakom w paradę wlazł! - ucieszył się Pawlak, zbierając dary do walizy. .
pomocnikiem na budowie, wreszcie brygadzistą i kierownikiem u bossa-Irlandczyka - a teraz tak dobrze stanął na nogi, że to Irlandczycy i Grecy sortują i wysyłają z jego magazynów .
- Dziękuję stryjowi, że zgodził się być dla mojej Ani ojcem chrzestnym. Specjalnie na przyjazd stryja tyle miesięcy my z chrztem czekali. .
froncie było znacznie większe niż w- pierwszych latach wojny. Niemiec- .
- Zaraz przyjdę, kocham cię! - zawołała za nim i zniknęła. .
- Och, jest pan niewzruszony jak bezmulista głębina. .
Zwykły człowiek, którego .
.
Innym przykładem "jest udawanie orgazmu przez kobiety pragnące w ten sposób sprawić satysfakcję partnerowi, a zarazem dostarczyć mu dowodu swej 100 kobiecości. Wrodzone uzdolnienia aktorskie kobiety ułatwiają jej odegranie orgazmu i w zasadzie jedynie bardzo doświadczony mężczyzna może być przekonany o istnieniu lub braku orgazmu u jego partnerki. Jedne kobiety odgrywają przeżywanie orgazmu na sposób filmowy, czyli podpatrzony w kinie. Inne szukają natchnienia w lekturach, a jeszcze inne korzystają z rad przyjaciółek. Ileż mógłbym powiedzieć o odgrywaniu przez kobiety roli dziewic pozbawionych doświadczeń seksualnych. Nieraz je same bawi taka gra wobec mężczyzny. .
sobie sprawy z wszechobecności Świadomości, nie zdajemy sobie .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- A żeby ty kopyta połamała, gadzino jedna! Zadowolony ze swojej interwencji poprawił na głowie maciejówkę, a wtedy dostrzegł wbite w siebie chmurne spojrzenie Kargula. Odpowiedział mu hardym wzrokiem, bo przecież i sam Pan Bóg przyznałby mu prawo przegnania cudzego bydełka ze szkody. Owszem, może Pan Bóg by tak postąpił, ale na pewno nie Kargul. Kargul dopiero w południe z trudem podniósł się po wczorajszej degustacji Pawlakowej "żmijówki". Gnębiła go uporczywa czkawka, że aż jemu samemu zaczęło się wydawać, że może wczoraj połknął jakąś żabę, która koniecznie chce teraz przez jego gardło wyskoczyć z powrotem na świat. W gębie miał sucho, jakby żuł trociny, a czerwone jak u królika oczy nie świadczyły bynajmniej, że to, co służy ludzkiemu pojednaniu, może służyć też zdrowiu człowieka. Wyszedł właśnie na poszukiwanie Kaźmierza, żeby wczorajszym deklaracjom współpracy nadać praktyczny wymiar: kiedy by mogli razem ruszyć w pole, żeby zebrać suche jak pieprz zboże i zacząć jesienną orkę. I wtedy właśnie ujrzał Pawlaka, szarżującego z drągiem w ręku. Łomot kija o chude boki "Mućki" zabrzmiał w uszach Kargula jak rytm bębna, wzywającego do boju. .
- Niech mister powie, panie September, ta Sirlej znajdzie sia? - Mów do mnie Wrzesień! - dał Pawlakowi .
Po dziesięciu minutach rozmyślań zdecydowała .
- Nie wiedziałam, że tu można żyć z wyprowadzania psów na spacer. .
- Tutaj to wszystko na nic - zawyrokował wreszcie Bartek. - Na Czerniakowską nie wyjadą, muszą tam! Na wszelki wypadek najlepiej u wylotu, bo jakby trzeba było pojechać za nimi, to stamtąd gotowy start! Wszyscy przyznali mu rację. Rafał podjechał kawałek z powrotem i ulokował malucha na samym wyjeździe z tego kawałka Podchorążych, stwarzając sobie możliwość obrania dowolnego kierunku. Wszyscy wysiedli. -Rozejdźmy się - zaproponowała Janeczka. - Każdy gdzie indziej, żeby wszystko było widać. Rafał rozejrzał się dookoła. - Masz rację, wszyscy w kupie to bez sensu. Ja tu zostaję, wsiądę i czekam w wózku. Po to tu jestem, żeby w razie czego pojechać za podejrzanym. A wy, jak uważacie. - Dobra, to my - z Bartkiem pod tamten śmietnik - podjął decyzję Pawełek. - Ty masz parasolkę, a ja ciupagę i będziemy na dwóch końcach... - Glin nie widzę - zauważył niespokojnie Bartek. .
- Włamywacze mieli w portfelach dowody osobiste - oświadczył Esperanza. - Sprawdzimy ich tożsamość. Może to nam coś wyjaśni. Ale... Panie Decker, jak pan myśli, o co w tym chodzi? Niezłe pytanie, prawda? pomyślał Decker. O co, na Boga, w tym wszystkim chodzi? Podczas ataku tak był pochłonięty tym, żeby nie dać się zaskoczyć i żeby ochronić Beth, że nie miał czasu przemyśleć wydarzeń. Kim, do diabła, byli ci ludzie? Dlaczego się włamali? Mimo oszołomienia wiedział na pewno dwie rzeczy - atak miał coś wspólnego z jego wcześniejszym trybem życia i ze względu na bezpieczeństwo kraju nie mógł Esperanzie nic na ten temat powiedzieć. .
gazowa polega zasadniczo na oddychaniu zewnętrznym, układ oddechowy musi być również sprawny. .
warunek i spytał Guru, jaką służbę ma wykonywać. Guru wezwał .
tylko jedną rzeczą: pracą. Człowiek bojący się słońca i wysiłku fizycznego .
fabrycznych; ludzie od robienia interesów i pieniędzy - tylko interesów... tylko .
przyrodzie". .
- Uważa się, że do mutacji [w rodzinie] może dojść mniej więcej raz na trzysta pokoleń - powiedział. Dodał jednak, że dotyczy to heteroplazmii, którą odkrył, a nie mutacji, która jego zdaniem prawdopodobnie - czego jednak nie mógł udowodnić - jest przyczyną heteroplazmii. .
- Powiedziałem ci wszystko, co mogłem. To jest wizyta towarzyska. Żeby nie było żadnych niedomówień. Żebyś wiedział dokładnie, co postanowiłem. Jadę jej szukać. .
- Nie są, dopóki żyjesz! Głos dobiegał gdzieś z lewej strony. Brzmiał, jakby McKittrick ukrywał się za nadbudówką windy. Decker ukucnął z palcami zaciśniętymi na pistolecie, gotów do ataku. .
- Arturze! Wstał, z trudem chwytając oddech. .
czas jakiś po powrocie moim do Warszawy dostaję list od wydawnictwa "Litera" z zaproszeniem na rozmowę. Była to oczywiście firma niemiecka, która objęła z ramienia okupanta zakłady wydawnicze "Rój", gdzie wychodziły przed wojną wszystkie moje książki. W liście było zaznaczone wyraźnie, że chodzi o wznowienie tych zbiorków. Byłem przerażony, ukazanie się książek w tym wydawnictwie rzucałoby na mnie niezawiniony cień. Co tu robić? Pójść trzeba było. Zgodzić się - za żadną cenę. Zgnębiony, ale zdecydowany, poszedłem do "Litery". W wytwornym biurze na Marszałkowskiej, gdzieś koło Królewskiej, przyjęła mnie elegancka pulchna blondynka z wielkimi brylantowymi butonami w uszach i takimiż wielokaratowymi pierścionkami na rękach. Mówiła czystą polszczyzną, uprzejmie prosiła siadać i z miejsca przystąpiła do sprawy. - Jak pan już wie z listu, "Litera" postanowiła wznowić wszystkie pańskie książki. Już chciałem otworzyć usta, żeby zacząć to jakoś "Literze" perswadować, kiedy blondynka powstrzymała mnie gestem ubrylantowanej ręki: - Ale pod warunkiem, że do każdego z tych starych tomów dopisze pan jeden nowy felieton. Kamień spadł mi z serca. Miałem uczucie, jakby mi ktoś rzucił nagle na głębokiej toni koło ratunkowe. Odzyskałem swobodę i powiedziałem lekko: - Chyba nie ma mnie pani za idiotę? Przedstawicielka wydawnictwa zmarszczyła piękne czoło: - Jak pan to rozumie? .
dotknąć, nie widzimy ich ani słyszymy. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
doskonale, że kiedy Logos obudzi się w nim do życia wówczas on .
- Ja się boję, Karol, ja się bardzo boję, że Maks jest m±dry człowiek, że on .
.
MIŁOĆ .
- Roześmiał się, widząc mnie przykucniętą pod drzwiami. W ręku trzymał klucz. Śmiał się. „Wiem, że to ci jest potrzebne", rzekł. Nie odpowiedziałam. - Patrzyła na Artemisa przez gęstą woalkę. Po chwili milczenia zaczęła mówić dalej: - Pistolet leżał na podłodze obok mnie, osłonięty fałdami mojego alaszcza. Renwick go nie widział. Ojciec powiedział mi, se nie mogę się wahać, bo mój mąż zna sztuki walki Vanza. Nic nie mówiąc, sięgnęłam po pistolet i zabiłam p jednym strzałem. Był nie dalej niż dwa kroki ode mnie. Ubliżał się. Śmiał się jak demon. Nie mogłam chybić i nie ;hybiłam. Artemis patrzył na nią z podziwem. - A potem podniosła pani klucz, otworzyła drzwi i uratowała ;iotkę. - Tak. - Jest pani naprawdę nieprawdopodobną kobietą. - Nigdy w życiu nie byłam tak przerażona jak wtedy powiedziała Madeline, patrząc na niego. - I to właśnie jest najbardzej zdumiewające, rozumie pani. ie chciałbym przeciągać rozmowy o tych sprawach bardziej, liż jest to konieczne, ale chcę pani zadać jeszcze jedno pytanie. 'ani i panna Bemice byłyście ostatnimi osobami, które widziały . .
Węgorz elektryczny .
fabryk±, prawda... - dodała ciszej, jakby dla siebie, jakby dla stłumienia .
twierdzimy dalej, że dane doświadczenia E zmuszają każdego stojącego na gruncie aparatury pojęciowej B do uznania sądu U. Znaczy to, że w B istnieje taki sąd X, iż dodatnia albo ujemna asercja X w obecności E, to tyle, co dodatnia asercja U. Mianowicie: samo U jest takim sądem X. Po pierwsze bowiem, U należy do aparatury pojęciowej B. Trzeba jednak pokazać, że po drugie, jeśli ktoś wydaje w obecności E sąd U z dodatnią albo ujemną asercją, to wydaje sąd U z dodatnią asercją. Sąd wydany w obecności E z ujemną asercją nie mógłby bowiem być asercją U tzn. nie mógłby mieć U jako treści. Gdyby ktoś wydał ujemny sąd o treści U, musiałby to uczynić w ten sposób, że odrzuciłby zdanie W, którego znaczenie w języku S' byłoby utworzone przez U (mamy tu na myśli tylko werbalne procesy sądzenia) bez gwałcenia właściwego S' przyporządkowania znaczeń. Jeśli jednak zdanie W ma w języku S' znaczenie U, to jest ono przekładem Z z języka S na język S'. Założyliśmy, że kto odrzuca zdanie Z w obecności E, gwałci tym samym nadane znaczenia w S. Nie można więc ani odrzucić zdania Z w obecności E, ani też odrzucić przekładu Z z języka S na język S' bez gwałcenia przez to właściwego językowi S, czy też S', przyporządkowania znaczeń. Z tego wniosek, że w obecności E nie można wydać sądu .
niepowstrzymanie .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
.
w białych płaszczach z zainteresowaniem, ale bez cienia podejrzliwoś- .
Co mówi prostak? .
szeli? Jestem otoczony przez potwory. .
Pan kierownik uśmiechnął się do siebie. Lecz nie pokazał tego, bo się schylił do szafy. .
sie pod brzemieniem wyraznie dla nich zbyt wielkim. Na dodatek .
Remy, przygnębiony z powodu nieotrzymania wyników od doktor Kinę i ilością czasu potrzebną do wypełnienia warunków stawianych przez Ginthera, zajął się czymś innym. Zdał sobie sprawę, że pomimo wszystkich słów wypowiedzianych na sali sądowej wychwalających równoległe prowadzenie badań, ostateczne wyniki i tak będą pokrywać się z badaniami przeprowadzonymi już przez Petera Gilla. A przecież zajęcie drugiego miejsca w tym biegu nie było celem Remy'ego. .
Musi zostac zniszczone przez robotnikow w pierwszy dzien po zwyciestwie, i nie moze sie odrodzic ponownie. Bedzie zastapione przez federacyjny system robotnikow oparty na wspolnej produkcji i konsumpcji, robotnikow zjednoczonych i samorzadzacych sie. System jak najbardziej wyklucza autorytarna organizacje. .
Legrasse, mocno poruszony i z lekka oszołomiony, na próżno wypytywał o historyczną przynależność tego kultu. Castro, oczywiście, wyznał prawdę, kiedy powiedział, że jest to głęboka tajemnica. Uczeni z Tulane University nie potrafili rzucić żadnego światła ani na kult, ani na ten posążek, wobec tego detektyw przybył do najwyższych autorytetów w kraju i usłyszał niewiele więcej poza grenlandzką opowieścią profesora Webba. Gorączkowe zainteresowanie, jakie wzbudziła wśród zebranych opowieść Legrasse'a, a także przywieziona przez niego statuetka, znalazło odbicie w korespondencji poszczególnych uczestników zebrania; natomiast w oficjalnej publikacji stowarzyszenia niewiele wzmiankowano na ten temat. Ostrożność zawsze cechuje tych, którym zdarza się zetknąć z szarlatanerią i czarami. Legrasse wypożyczył na pewien czas statuetkę profesorowi Webbowi, który jednak wkrótce zmarł. Została zwrócona Legrasse'owi i wciąż znajduje się w jego posiadaniu, a niedawno miałem nawet możność ją sobie obejrzeć. Jest rzeczywiście potworna i bez wątpienia podobna do rzeźby młodego Wilcoxa. Nie dziwię się, że opowieść rzeźbiarza tak bardzo wzburzyła mego wuja, bo przecież znał już relację Legrasse'a. Można sobie wyobrazić, jakie myśli wzbudziło w nim to, co usłyszał od wrażliwego młodego człowieka, który ujrzał we śnie nie tylko samą figurkę i dokładny zapis hieroglificzny, jak na statuetce znalezionej na bagnach i na grenlandzkiej płaskorzeźbie, ale jeszcze na dodatek usłyszał co najmniej trzy słowa formuły wymówionej przez eskimoskich wyznawców czarnej magii, a także wyznawców kultu w Luizjanie. Wydaje się więc najzupełniej oczywiste, że profesor Angell z miejsca zainteresował się sprawą i chciał ją poznać jak najdokładniej; ja jednak w głębi ducha podejrzewałem, że młody Wilcox gdzieś usłyszał kiedyś o tym kulcie i po prostu zmyślał opowieści o swoich snach, aby kosztem mego wuja podtrzymać tę tajemnicę. Zgromadzone wycinki z gazet i opowieści o różnych snach były dość przekonującym świadectwem; jednakże mój racjonalny umysł i niezwykłość całej tej sprawy skłoniły mnie do wyciągnięcia wniosków, które wydawały mi się najrozsądniejsze. Tak więc, po dokładnym zapoznaniu się z manuskryptem i zestawieniu go z teozoficznymi i antropologicznymi notatkami, a także z opowieścią Legrasse'a, odbyłem podróż do Providence, żeby zobaczyć się z rzeźbiarzem i powiedzieć mu kilka słów prawdy co do tego, że tak bez ogródek okpił uczonego i starego człowieka. Wilcox nadal mieszkał sam w budynku Fleur-de-Lys na Thomas Street, będącym szkaradną wiktoriańską imitacją siedemnastowiecznej bretońskiej architektury, który ozdobionym stiukami frontem puszył się wśród pięknych domów w stylu kolonialnym położonych na wzgórzu i zażywał cienia pod najwspanialszą w Ameryce georgiańską strzelistą wieżą. Zastałem go przy pracy i z miejsca zorientowałem się po rozrzuconych we wszystkich pokojach rzeźbach, że mam do czynienia z autentycznym i wybitnym talentem. Jestem przekonany, że kiedyś zyska rozgłos jako jeden z największych dekadentów: teraz wyraża się w glinie, ale kiedyś w przyszłości ujawni w marmurze wszystkie te mary nocne i twory fantazji, które Arthur Machen pokazuje w swojej prozie, a Clark Ashton Smith w poezji i malarstwie. Ciemny, drobny, niedbale ubrany, ledwie obrócił się słysząc pukanie i spytał, czego sobie życzę, nawet nie wstając. Dowiedziawszy się kim jestem, okazał pewne zaciekawienie; mój wuj wzbudził w nim zainteresowanie wypytując tak dociekliwie o jego sny, ale nigdy nie wyjawił mu przyczyny swojego zainteresowania. Ja również nie przyczyniłem się do wzbogacenia jego wiedzy w tym zakresie i starałem się, zachowując pozory, jak najwięcej z niego wyciągnąć. Szybko zorientowałem się, że opowieści o jego snach były naprawdę szczere i nie budzące wątpliwości. To właśnie one i wciąż jeszcze żywe ich wspomnienia wywarły wpływ na całą jego dalszą twórczość; pokazał mi statuetkę będącą wytworem schorzałej wyobraźni, której zarysy, świadczące o sile ciemnych mocy, głęboko mną wstrząsnęły. Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek przedtem widział taki przedmiot, znany mu był tylko ze snu, a jego ręce kształtowały go bezwiednie. Był to bez wątpienia potwór z jego majaczeń sennych. Nie ulegało wątpliwosci, że nie miał najmniejszego pojęcia o kulcie, otoczonym tak ścisłą tajemnicą, może jedynie wuj uchylił rąbka tajemnicy surowo strzeżonej w jego katechiźmie; znowu więc zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób zostały mu przekazane tak niesamowite wrażenia. Mówił o swoich snach dziwnie poetyckim stylem, ze straszliwą wyrazistością zobaczyłem ociekające wodą miasto Cyklopów zbudowane z oślizgłego zielonego kamienia - którego wymiary geometryczne, jak Wilcox dość osobliwie zaznaczył, były nieprawidłowe - i słyszałem w przerażającym oczekiwaniu nieustanne, półprzytomne wołanie z podziemi: "Cthulhu fhtagn", "Cthulhu fhtagn". Słowa te stanowiły część strasznego rytuału, który mówił o sennym czuwaniu zmarłego Cthulhu w kamiennej krypcie w mieście R'lyeh, co mną wstrząsnęło do głębi mimo tak racjonalnego stosunku do tej sprawy. Byłem przekonany, że musiał przypadkiem usłyszeć kiedyś o tym kulcie i wkrótce zapomniał o tym, pogrążony w powodzi równie niesamowitej lektury i własnej wyobraźni. Potem, przy jego wzmożonej wrażliwości, znalazło to podświadomy odzew w snach, w płaskorzeźbie i w tej potwornej statuetce, którą trzymałem teraz w rękach; jeśli było to pewnego rodzaju oszukaństwo w stosunku do mego wuja, to najzupełniej niewinne. Ten młody człowiek, chwilami trochę afektowany, chwilami wskazujący brak dobrych manier, nie budził mojej sympatii; ale nie mogłem mu odmówić talentu, ani uczciwości. Rozstałem się z nim przyjaźnie, życząc mu sukcesu, na jaki zasługiwał jego talent. Sprawa tego kultu wciąż mnie fascynowała i chwilami snuły się przede mną wizje mojej własnej sławy, związanej z badaniami źródeł jego pochodzenia i wszelkich z nim związków. Wybrałem się więc do Nowego Orleanu, rozmawiałem z Legrassem i innymi uczestnikami dawnej obławy na czarnoksiężników, zobaczyłem tę straszną statuetkę, a nawet miałem możność zadać kilka pytań schwytanym jeńcom przebywającym jeszcze w więzieniu. Stary Castro, niestety, zmarł przed kilkoma laty. Wszystko, co usłyszałem z pierwszej ręki, choć nie było w tym nic więcej ponad to, co mój wuj tak szczegółowo potwierdził w swoich zapisach, na nowo obudziło moje zainteresowanie; czułem, że odkryłem ślad prawdziwej, tajemnej i bardzo starej religii, dzięki czemu mogę stać się sławnym antropologiem. Stosunek mój miał w dalszym ciągu podłoże materialistyczne i pragnąłem, aby nadal taki pozostał, a zbieżność sprawozdań ze snów i wycinków zebranych przez doktora Angella przyjmowałem z niewytłumaczalną przekorą. Jak już wspomniałem, zacząłem podejrzewać, a teraz mogę już powiedzieć, że wiem na pewno, iż mój wuj nie zmarł śmiercią naturalną. Przewrócił się na wąskiej dróżce prowadzącej przez wzgórze ze starej przystani wkrótce po przypadkowym zderzeniu się z jakimś murzyńskim marynarzem. Nie zapomniałem o obławie w Luizjanie na marynarzy, którzy byli wyznawcami tego kultu, i nie zdziwiłbym się, gdybym się dowiedział o ich skrytych metodach i zatrutych igłach, równie bezlitosnych i znanych od najdawniejszych czasów, jak wszystkie tajemnicze obrzędy i wierzenia. To prawda, że Legrasse'a i jego ludzi pozostawiono w spokoju, ale w Norwegii pewien marynarz, który dużo wiedział, nie żyje. Czyżby dogłębne badania prowadzone przez mego wuja, po zapoznaniu się z relacjami rzeźbiarza, dotarły do złowieszczych uszu? Wydaje mi się, że profesor Angell zmarł, ponieważ wiedział za dużo albo mógł się dowiedzieć za dużo. Czy mnie to również czeka, zobaczymy, bo niewątpliwie ja także niemało się dowiedziałem. .
l tym m. in. można tłumaczyć niezrozumiały dla otoczenia fakt rozpadu niektórych świeżo powstałych małżeństw, będących uprzednio zgranym, udanym związkiem, m. in. seksualnym. .
, zdaniem polskiego autora doskonałej historii Anglii, Jerzego Z. Kgdzierskiego, ówczesny wiking norweski, Olaf Tryggvason. Wyprzedzając chronoIogiczny tok naszej opowieści, podajmy tu, że Olaf Tryggvason ochrzci się sam podczas kolejnego najazdu na Anglię, potem zaś, wyzwoliwszy Norwegig od duńskiej dominacji, będzie w swej ojczyźnie szerzył chrześcijaństwo mieczem i toporem. Podobno chciał w tymże trybie schrystianizować także Islandię; wysłał tam dziarskiego misjonarza, który ponoć ukatrupił kilku urągających mu Islandczyków i wrócił ze skargą, że mieszkańcy wyspy nie chcą go słuchać - poczem Islandczycy sami przyjęli nieco później chrzest na mocy. . uchwały swego althingu, czyli wiecu. Teza, że się przestraszyli rozgniewanego .
- Na wschód. W stronę autostrady - zrozumiał Esperanza. .
sprzedawać, są takim samym towarem jak każdy inny .
- Uczyłem się. .
pod ścianę, po raz pierwszy uczestniczył w naradzie na tak wysakim szcze- .
potrzeb społecznych, lecz w imię organizacji państwowej. .
wozili kandydatury chłopaków, którzy po przejściu wstępnych sprawdzia- .
Nie umiała znaleźć odpowiedzi. Wiedziała jednak, że wcześniej czy później będzie to mogła uczynić. Gdy już nic innego nie wymyśli, to przynajmniej narwie cały pęk kwiatów, przyniesie mu do mieszkania i powie: - Panie doktorze... proszę, oto kwiaty przyniosłam... .
- Sprawdzali dokumenty. Wolałem nie sterczeć tylko... jak odjeżdżałem to chyba jeszcze zaglądali do samochodu... Czarny wstał z fotela. Cały sprężony podszedł do Roberta. Skorpion chłodno przyglądał się tej scenie, ale Kobra spuścił wzrok. Nie znosił widoku krwi. - Zaraz. Jego zatrzymali, a ty sobie pojechałeś? - zapytał ściszonym, drżącym głosem. - Fuksem mi się udało. Przyczepili się czy co? Zresztą Cichy nie kazał mi wysiadać z samochodu. Miałem pomóc, a nie... - Robert z trudem wytrzymywał spojrzenie Czarnego. - Chcesz powiedzieć, że kolegę zostawiłeś w gównie, a sam spierdoliłeś? Tym razem Robert nie wytrzymał. Wszystko można mu zarzucić, ale nie tchórzostwo. - Mieliśmy pojechać po zakupy. Po cholerę ten cyrk z samochodami, jakimś towarem, z trefnymi walizkami? - Robert kopnął z wściekłością stojącą na ziemi walizkę. Czarny spojrzał na Skorpiona. Ten wstał z fotela, podszedł do walizki, położył ją na stole i po chwili grzebania przy szyfrowym zamku otworzył wieko. Na dnie leżała para starych narciarskich butów. W jednej chwili opadło z Roberta całe napięcie. Rozpiął koszulę, żeby ją zdjąć i oddać. - Rzeczy możesz zatrzymać - odezwał się Czarny - są przepocone, a tu nikt tego nie będzie prał. Robert podniósł z ziemi kurtkę. Czarny wyciągnął z kieszeni plik banknotów i przeliczył je. Spojrzał na Roberta, dorzucił jeszcze dwa. - Twoja działka - podał mu pieniądze. - To za dużo - bronił się Robert. - To zaliczka. Weźmiesz mój motocykl i porozwozisz jutro parę listów na mieście. Kobra wstał z kanapy. Zgarnął ze stołu plik leżących kopert i wcisnął je Robertowi pod rękę. - Ale ja... - niepewnie zaczął Robert. - Nawaliłeś bracie, ale daję ci jeszcze jedną szansę - skończył rozmowę Czarny. Opierając się dłużej można było tylko dostać w mordę, więc Robert odwrócił się i ruszył do wyjścia. Czarny spojrzał na Kobrę i Skorpiona. Uśmiechnął się. Robert zniknął w drzwiach. Czarny stał spoglądając w okno. Robert zszedł po schodach przed dom. Stanął obok nowiutkiego motocykla marki Kawasaki ZX 100. Z bocznych drzwi prowadzących do kuchni wyszedł Cichy, a za nim Biedrona. Podeszli do Czarnego. - Na granicy jesteśmy spaleni - chłodno stwierdził Cichy. - Ten mały, to nasza duża szansa - Czarny obserwował jak Robert zakłada kask na głowę i siada na motocykl. - Znam go cztery lata. On na ten numer nie pójdzie - zaprzeczył Cichy. Czarny znał się na ludziach. Uśmiechnął się do niego serdecznie. - Pójdzie - zawyrokował. Robert przekręcił kluczyk w stacyjce. Silnik odpalił po pierwszym dotknięciu. Jego szum przyprawiał o dreszcze. Sto czterdzieści koni mechanicznych czekało, aż Robert wciśnie nogą pierwszy bieg. Swąd gumy i dym wydobył się z pod tylnego koła, po tym jak Robert przekręcił rączkę gazu. Tylko cud i wrodzony refleks pozwolił mu zmieścić się w otwartej bramie prowadzącej na leśną drogę. Położył się w zakręcie na lewy bok, dodał gazu i wyszedł na prostą. Po stu metrach wiedział, że jest zrośnięty z motocyklem w jeden organizm. Już nic nie mogło ich rozłączyć. .
obecnie środki dają możliwość rozsądnego rozwiązywania problemów .
Uczucie wzajemnego niezrozumienia, obcości. .
chodzi. Wyobraźmy sobie, ze jakąś boska istota staje przed .
- Steve, nie wiedziałam, że w ogóle orientujesz się w poezji - odezwała się kobieta. - Tylko mi nie mów, że gdy nie pomagasz ludziom w znajdowaniu tak pięknych domów, jak ten, też chodzisz na wykłady w St John's. .
9 .
zamy¶lone i pochylały się nad strug± odpływów fabrycznych, która kolorow± .
.
- No i co w końcu znaleźli? - zapytał Strączek pogardliwie. - Usypisko koksu! Dominika odwróciła się do córki. .
Przypominał to sobie dobrze i dosyć często, bo przecież jej pieniędzmi w połowie .
mi, prawda? - rzekł prostoduszny Kandyd. - Pokażę, rzeka .
Im bogatsze osobowości, im więcej łączy zakochanych, im większy jest ich altruizm, im bogatszy wspólny system wartości, tym większe szansę na ich miłość, l to napawa optymizmem. .
robotę pytać, ale nie zrozumiano nawet, czego chce; chodził do .
operacyjnego (znajduje się w zbiorze komend pliku COMMAND.COM) jest ona wykonywana. W pliku tym zapisane są więc "miniprogramy", które mogą być wykonane w każdej chwili, nawet gdy nie mamy żadnego innego oprogramowania. Pozostałe dwa pliki tworzące DOS (IO.SYS i MSDOS.SYS) nadzorują działanie komputera aż do jego wyłączenia. .
odwróciłem się i zobaczyłem spadającą chmurę pocisków. Uniosłem .
słodyczy. Ale fakt pozostaje faktem, że w tej chwili palą nas .
W przełamywaniu własnych problemów należy dokonywać wysiłku „tu i teraz", a nie odwoływać się do przeszłości, której i tak nie można cofnąć. Warto też podkreślić fakt, iż całe pokolenia rodziców nie uświadamiały seksualnie swych dzieci, a jednak potrafiły one ułożyć sobie życie seksualne i osobiste. .
trunkowej, miałem fatalnego pecha natknąć się na gru- .
.
Yogi Johnson wyglądał przez okno. Niedługo przyjdzie pora zamykania fabryki na noc. Ostrożnie otworzył okno, tylko .
co jest rzeczywiste? - zapytał król. .
kobiety, więc zaczynam j± ogl±dać na fest. Pozory miała wielkiej wytworno¶ci, .
Wyraz twarzy Dominiki nie zmienił się ani trochę, lecz .
opierała się na tym samym podłoży duchowym, co poznanie .
mogę siedzieć tylko na jednym pośladku, przycupnę z tyłu za .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Kule Beth. Noże myśliwskie. .
- Steve, kupę czasu. Się masz? - odezwał się jeden z nich. Zarówno on, jak jego towarzysz byli zbliżeni wzrostem i wagą ciała do Deckera - sześć stóp, sto dziewięćdziesiąt funtów, wąskie biodra i tors przechodzący w potężne ramiona, które nadawały tułowiu siłę niezbędną przy wykonywaniu zadań specjalnych. Mieli również tak jak on około czterdziestki. Ale w tym miejscu kończyło się ich podobieństwo do Deckera. Jego włosy były piaskowego koloru i lekko falowane, natomiast mężczyzna, który się do niego odezwał, miał włosy rude i ścięte krótko przy głowie. Włosy drugiego kolegi były ciemne, zaczesane gładko do tyłu. Obydwaj mieli, nie pasujące do ich uśmiechów i eleganckich garniturów, grube rysy twarzy i przeszywający wzrok. .
Możliwe są różne wynaturzenia, ale tylko do pewnych granic i żaden przygłupek nie pcha się dalej. Każdy mężczyzna świetnie wie, że gwoździa widelcem wbić się nie da, a spodnie przez głowę nie przejdą. Godzi się z faktem, nie próbując go zmieniać. Bez odrobiny myślenia zatem się nie obejdzie. Wniosek ostateczny nasuwa się prosty: kobietę należy traktować właściwie, co wcale nie jest tak skomplikowane, jak by się wydawało. Pewne ogólne zasady łatwo sobie przyswoić. Przede wszystkim w żadnym wypadku nie należy od kobiety wymagać: .
metodami nauk przyrodniczych". W moich pismach można znaleźć .
wystarczy, jest to niezbity dowód, że ta jedna jest istotą wyjątkową i słuszne byłoby zainteresować się nią bliżej. A tamta, razem z Kowalskim, niech się wypcha i dajmy sobie z nią spokój. W niczym nam nie ubliża. Stanowi zwyczajny przykład nieobliczalności kobiet. Tylko w tym wszystkim całkiem nam nieprzychodzi do głowy, że my też Jolę chcemy, a od Marioli nas odrzuca. .
Postawa racjonalna, w której wychowanie jest rezultatem przemyślanych działań, plastyczności, klimatu ciepła, serdeczności, dostosowywania takich lub innych form wychowawczych w zależności od typu psychicznego dziecka, w której przeważają nagrody nad karami, a i te są dostosowane do typu zasług i przewinień. Starożytni uważali, że funkcje społeczne mogą sprawować tylko ci, którzy we własnym domu potrafią właściwie postępować. Sofokles mówił; .
niech będzie zdrów pański ojciec, pańska narzeczona, pańskie dzieci. .
robotników o¶wietlone jak latarnie i przystan±ł. Założył okulary i zacz±ł .
był starym funkcjonariuszem sowieckich służb specjalnych - to przecież nie mógł nie wiedzieć, że wszystkie .
.
blokiem wejścioR~~m fortu poja~riło się... 16 żołnierzy'. Pozostali rozpro- .
pana do pewnwej funkcji... przeciwnej mojej naturze. Przeciwnej .
- Nie dziś! Och, niech zachoruję jutro! Zniosę wszystko jutro - byle nie tej nocy! Przez chwilę stał bez ruchu, obie ręce przyciskając do skroni, po czym znów podjął piłkę i wrócił do roboty: Wpół do drugiej. Zabrał się do ostatniej sztaby. Rękaw koszuli pogryzł zębami na strzępy, na wargach jego była krew, czerwona mgła przesłaniała mu oczy, pot kroplisty spływał z czoła, a on piłował, piłował, piłował... .
- Chuneczke!!! - wołała kobieta. .
uzmysłowi nam, jak dalece nic nie działo się w tej epoce .
- Wiem, co mówiłam. Te tutejsze nie mają brody. Ale .
spod oka (ale, jak jej się zdawało, bez większego zainteresowania), gdy strzepywała kurz ze swych kolan. W pokoju stół był już nakryty do kolacji, Dominika .
nie upadł. Chciałem mu nie pozwolić iść do szkoły, ale mówił, że .
Niech więc im da pokój. Dziewczyna chodziła sypiać na ten sam .
- To ja nie zamierzam jej już przyjmować. Odrzucenie, choć nie całkowite, przez wielką księżną Olgę, krewną, która znała Anastazję najlepiej i która wówczas jako jedyna pofatygowała się do szpitala, pogorszyło położenie Anny Anderson. Opinię ciotki co do tożsamości pacjentki większość krewnych i niemal wszyscy rosyjscy emigranci uznali za zdecydowanie negatywną. Także Pierre Gilliard opowiedział się po stronie opozycji. Wygłaszał wykłady, pisał artykuły, a wreszcie napisał książkę zatytułowaną Fałszywa Anastazja. Twierdził, że od pierwszej chwili był pewien, że nie ma do czynienia z byłą uczennicą: "Pacjentka miała długi, zadarty nos, duże usta i grube wargi; natomiast wielka księżna miała nos krótki, mniejsze usta i kształtne wargi. . . Poza kolorem oczu w kobiecie tej nic nie przypominało wielkiej księżnej". Wszystko, co wiedziała o życiu carskiej rodziny, zdaniem Gilliarda, wyczytała z pamiętników lub dostrzegła na fotografiach. Na koniec nazwał panią Czajkowską "wulgarną awanturnicą" i "znakomitą aktorką". .
samym? .
- Musi odprowadzić ojca swego na wieczny spoczynek! Rodzina to rodzina! Prosił Jaśko w ostatniej swej woli, żeby jego córkę odszukać, niech będzie podług jego woli... .
Nauczanie dzieci dyslektycznych powinno być prowadzone w .
Paradoksalnie - bezwstyd spotyka się również u osób pozbawionych pozytywnych przeżyć seksualnych. Spotkanie seksualne, kontakt ciał jest czymś zupełnie obojętnym, neutralnym, nie jest otwarciem dla drugiej osoby. Bezwstyd może też mieć ściśle charakter erotycznie prowokujący i jest wówczas bodźcem do spotkania samych ciał: nie oznacza tu również otwarcia ku drugiej osobie. .
stylem w sztuce; nie mógł więc uczestniczyć w „wielu" .
Dokąd miał iść, kogo prosić o pomoc. Wszystko się zawaliło w jednej sekundzie. Zapłacił taksówkarzowi i nie czekając na resztę, wysiadł. Od rana świeciło słońce. Błękitne niebo, obsiane kilkoma kłębiastymi chmurami, zapowiadało kolejny letni dzień. Przeklęte lato. Taksówka zawróciła na bocznej alejce i odjechała. Stał przed murem willi Czarnego. Nie miał sił ruszyć się z miejsca. Za odjeżdżającą taksówką poderwały się z ziemi kłęby kurzu. Nie starał się nawet przed nimi osłaniać. W głębi lasu śpiewały ptaki. Zachwiał się i aby nie upaść dał krok przed siebie. Niepewnie stawiał kroki kierując się w stronę bramy. Z daleka zauważył, że była niedomknięta. "Pewnie któryś z ochroniarzy właśnie przyjechał i jeszcze nie zdążył jej zamknąć" -pomyślał. Szedł dalej, a kończący się mur odsłaniał widok na podjazd i resztę ogrodu. Ku jego zdziwieniu szare BMW stało na podjeździe. Drzwi do samochodu były otwarte, a obok stała walizka. Wszedł przez otwartą kratę. Podszedł do samochodu. Kluczyki były w stacyjce. Rozejrzał się po okolicy, ale nikogo więcej nie było. Ruszył do głównych drzwi. Wszedł do domu. W ogrodzie panowała cisza. W sztucznym stawie rzuciła się ryba. Fale rozbiegły się po wodzie. Nienagannie utrzymany trawnik biegł od stawu aż po dom. Przy rogu budynku, na ziemi leżał wąż ogrodowy. Lała się z niego woda. Musiała już długo płynąć, bo dookoła utworzyła się duża kałuża. Tuż koło narożnika budynku leżała para butów. Były to wojskowe, niemieckie trapery. Nie widać było jednak, jak są wysokie, bo ich cholewki zasłaniał narożnik domu. Z wnętrza willi przez otwarte okno dobiegło głośne uderzenie. Robert siedział przy długim stole. W jadalni panował półmrok. Stół zastawiony był dla dwóch osób do kolacji, ale siedziała przy nim tylko jedna osoba - Czarny. Robert siedział obok niego przy stole. Nie patrzył jednak mu w twarz. Jeszcze raz uderzył głową w stół. - To nie moja wina, to nie moja wina - powtarzał. Ramiona mu drgały, łapał oddech. - Nie mogłem nic zrobić. Nic. Ramiona Czarnego nie drgnęły. Robert uniósł głowę. Otarł policzki. Wstał i podszedł do siedzącego. Czarny nie poruszał się, bo nie mógł. W jego czole widniał mały otwór o średnicy ośmiu milimetrów, taki jaki pozostaje zwykle po kuli wystrzelonej z pistoletu o podobnym kalibrze. Robert zdjął mu okulary i domknął powieki. Dopiero za trzecim razem, gdy wykręcił numer do Cleo, uzyskał połączenie. Prawie nic nie słyszał. Musiał sobie zatykać prawe ucho ręką, bo na zewnątrz budki z której dzwonił, wyła syrena pogotowia ratunkowego. Tłum ludzi zgromadził się na nabrzeżu i obserwował jakiś wypadek. Budka telefoniczna stała nad kanałem. Przez szybkę widział jak policyjna motorówka podpływa z płetwonurkami pod brzeg. - Halo, halo. To ja - krzyczał do słuchawki. Miał szczęście Cleo była w domu. Nie wyczuwał jednak w jej głosie zadowolenia, że słyszy jego głos. - To ja. Robert. .
Spośród kilku programów typu SHELL niewątpliwie najpopularniejszy jest NORTON COMMANDER. Program ten jest tak zwaną nakładką na system operacyjny. Po uruchomieniu, czyli wczytaniu do pamięci operacyjnej, pozostaje w niej także wtedy, gdy pracujemy z innymi programami. Użytkownik, który posługuje się komputerem z .
- Do zobaczenia w Denver. .
Opinia kolegów, akceptacja z ich strony była ważniejsza, jeśli nie miałeś oparcia w jakimtakim albo jeszcze lepiej dobrym zdaniu o sobie samym. Ażeby je poprawić zyskując ich uznanie, byłeś gotów robić rzeczy, które nie podobały się dorosłym narażały Cię na kary i które być może sam również uważałeś za niesłuszne. Kiedy się zastanawiam nad przyczynami tak powszechnego wśród młodych ludzi palenia, picia alkoholu, próbowania rozmaitych narkotyków, łamania prawa - myślę, że robią to mimo potępienia społecznego głównie po to, żeby podnieść w ten sposób poczucie własnej wartości. .
- Mówiłam ci. Herbata jeszcze będzie gor±ca, Józiek niedawno wodę przynosił z .
syna organisty z Kurowa. Pamięta go mama? Był u nas raz na wakacjach. .
- Lucy Denton. Przed rokiem wynajęła pokój na parterze i pracowała tu aż do dzisiaj. - Wiesz coś więcej o niej? .
~ .
Margaret była taka namiętna, tak gwałtowna, że pewnego dnia w przypływie zazdrości goniła go z nożem w ręku dookoła kuchennego stołu. Cóż to za upokorzenie, że ją porzucono! Zawsze sama podejmowała inicjatywę i opuszczała mężczyzn, którzy przestali się jej podobać, więc nie mieściło jej się w głowie, że jakiś smarkacz mógłby mieć jej dosyć. Zresztą wkrótce później zdobyła swą wulgarną urodą Leslie Cartera. Ten człowiek, który mógłby otrzymać rękę najbogatszej, najładniejszej debiutantki z amerykańskiego lifeu stał się niewolnikiem podstarzałej kelnerki. Poślubił ją. Aby uświetnić pochodzenie ukochanej suto opłacił heraldyka, który wśród jej przodków doszukał się paru angielskich lordów i niemieckich książąt. jetset przyjęła to za dobrą monetę. Instytut piękności poprawił rysy i wygląd Margaret, nauczycielka tańca wpoiła jej maniery wielkiej damy, a sprowadzony z Anglii profesor nauczył ją pięknej wymowy z akcentem charakterystycznym dla angielskiej arystokracji. Mimo to wrodzona wulgarność niekiedy dawała znać o sobie. Wyrywały się jej mimowoli gwarowe powiedzonka. Jej przyjaciółki z Piątej Avenue, w ich żyłach płynęła błękitna krew, śmiały się serdecznie z tych ekscesów i uważały je za kaprys, świadczący o cudownej osobowości. .
jest możliwe przy filozoficznym sposobie nauczania. Jak głęboko .
Stanowią również wartość twórczą, zarówno w sensie rodzicielskim, jak również w sensie rozwoju osobowości partnerów, ich męskościkobiecości, wspólnoty partnerskiej, mają istotne znaczenie jako wartość komunikacji międzyludzkiej, przez nie bowiem przekazujemy zróżnicowany wachlarz sygnałów kierowanych do drugiej osoby, począwszy od ekstazy miłosnej, a kończąc na wstręcie i niszczeniu, od najsubtelniejszej miłości do najbardziej ukrywanego odrzucenia. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Rzeknij, matka, co ostało, bo wielmożnemu panu spieszno. .
- No jak to - powiedziała Wiesia godnie i jadowicie. .
Narząd wzroku składa się z gałki ocznej i z jej narządów dodatkowych jak: .
Całun Turyński .
podmuchem wiatru, przeleciała kilka metrów i spadła na pole. Gobiczek dostrzegł, jak jego sąsiad odpalił pocisk, który szybując tuż .
możliwe, ale nie o to chodziło. .
ekonomiczna i .
samych małżonków. .
elektryczność. Dziś można tak stwierdzić. Pięć tysięcy lat temu .
W przypadku Mohani ta zmiana z zewnętrznego autorytetu ku wewnętrznej wrażliwości nastąpiła przez przejściową fazę uznania terapeutów za kogoś, kogo zajęcie automatycznie stawia go dalej na ścieżce niż ona sama. .
- Generale, tu nikogo nie ma! Powtarzam: nikogo! - meldował do Da Nang Simon, którego żołnierze sprawdzili inne pomieszczenia i nie zna- .
- Ojcze, wszyscy jesteśmy w ręku Boga, nie wiadomo, co może się zdarzyć. Nie widzę jednak, dlaczego nie miałbyś mnie po powrocie zastać przy życiu i w zupełnym bezpieczeństwie. .
.
Zauważył, że teren obniża się gwałtownie. Tędy zjedzie zakosem! Odepchnął się kijkami i ruszył. Narty nie zapadały się w śniegu, lecz niosły lekko. Wycie wichru wzmogło się. Wtedy zrozumiał, że zjeżdża gdzieś w dolinę. Ulga wstąpiła mu w serce. Znienacka jednak zatoczył się gwałtownie, złamana narta trzaska, a pan doktor Nowak wyrzucony z biegu, potoczył się w śnieg. Równocześnie gwałtowny ból przeszył go w prawym podudziu. "Noga złamana!..." - uprzytomnił sobie ze zgrozą. .
- Umawiałem się z kimś. .
- Obecnie nie mam już nic wspólnego z rządem. Chcę cię prosić o przysługę osobistą. - Przysługę? - Bennie wykrzywił twarz. W tle Decker usłyszał, jak Esperanza rozmawia przez telefon. .
- Milicyjny. .
rękawy. Branson zwykle sam prowadził, i to nieźle, ale - pomijając .
Kiedy na rzymskie patrzał senatory. .
- Nie gniewaj się. Nie mam nic przeciwko źrebakom. . . Nie .
odwoływanie się do kryteriów ogólnych (na przykład "reguł sensu" .
- Jakie są najnowsze raporty? .
dotknięciem różdżki". .
Oba typy poradni znajdują się we wszystkich miastach i wielu mniejszych miejscowościach. Powinna je wskazać nauczycielka przedszkola i lekarz pediatra. Rodzice mogą znaleźć ich adresy w 82 .
oraz od słodkiego poczucia udziału we władzy. .
- Ot, bambaryła- syknął przez zaciśnięte zęby. Mike zatkał sobie usta, by nakazać milczenie gościom i zaraz uniósł ku ustom blaszanego kogutka, dmuchnął w niego i wykrzyknął radośnie, jakby w tej chwili miał do ogłoszenia światu niebywałej wagi odkrycie: - Mój kogutek pieje dla was! Jest godzina trzecia dziesięć! A pamiętajcie, że każda godzina przybliża nas do decyzji, przy pomocy jakiego biura macie sobie zapewnić rozkoszny urlop na Hawajach czy w Polsce! Radio "Chicagowski Kogutek" ma wam do zaoferowania wiele .
mniej kupować niż kupowali przedtem, musieli zmniejszyć .
wezwać generała Cartlanda? .
aktem wolności. Poznawać prawa swojej działalności znaczy .
przepaściami, byliśmy dotąd bezpieczni od drapieżności narodów .
świadczenia ostatnich 30 lat. .
Zastawa bardzo zwykła: platery dobrze już zużyte, porcelana powyszczerbiana, .
przeciskaj±cych się; blaszanych naczyń błyskaj±cych w słońcu; stosów słoniny, .
Patandżali .
- To nie ja domagałem się opium - odparł wyzywająco - inni nalegali, bym je zażył. .
wolnym krokiem podążyli ku ulicy Gagarina. Na samym rogu Janeczka zatrzymała się nagle. .
Poszczególne części mózgu I człowieka spełniają różne .
w przyszłości mierzonej na parę lat; musiał jednak bezwzględnie dbać o to, by jasne było, że to Polska .
Potem jest serce. W ośrodku serca spotyka się to, co niższe i to, co wyższe. W ośrodku serca prakriti i purusha, seksualność i duchowość, to, co światowe i to, co nie z tego świata... można też nazwać to spotkaniem nieba i ziemi. Jest to jeszcze wyższe, bo po raz pierwszy zjawia się coś spoza - widzisz słońce wznoszące się znad horyzontu. Nadal jesteś zakorzeniony w ziemi, ale twe gałęzie sięgają do nieba. Stałeś się spotkaniem. To dlatego ośrodek serca daje najwyższe i najbardziej wysubtelnione doznanie, jakie jest zazwyczaj możliwe: doznanie miłości. Doznanie miłości jest spotkaniem ziemi i nieba; dlatego miłość w pewnej mierze jest ziemska, w innej jest niebiańska... .
Maripozy jest mnóstwo: jeleni, antylop i ptastwa wszelakiego moc .
- Skąd ty to wszystko tak dobrze wiesz, Kurt ? To zakrawa na .
chrześcijanina, ale sam bodaj chrzest nie od razu przyjął. Podobno zresztą i Mieszko sam ochrzcił się w rok dopiero od chrztu kraju, dzięki wpływowi Dąbrówki. . . Dzieje się wtedy coś szczególnego: w ciągu niedługiego czasu domeny chrześcijaństwa niemal podwajają się terytorialnie. Bez wojen za wiarę. Nowi wierni przychodzą sami. Bez zagrożenia, podkreślmy, zewnętrzną agresją. Akurat teraz. Niechaj nie umknie naszej uwadze ta charakterystyczna sekwencja i zbieżność faktów, które poprzedziły myśl Sylwestra II. Coś było w powietrzu Europy Poprzedni władcy Węgrów, przed Gejzą, zakończyli swe rozbójnicze eskapady na Zachód po wielkiej klęsce nad rzeką Lech w Bawarii; zadał im ją w 955 r. Otton I, czyli Otton Wielki, nie bez udziału .
Trznadla. .
- Moryc, mam do ciebie bardzo pilny interes - szepn±ł Karol przysiadaj±c się do .
Goethego i przed niniejszą teorią poznania, napisałem małą .
Jaki to ma związek z poczuciem własnej wartości? Ano taki, że Twoje nogi w porównaniu z długością nóg lalki Barbie czy Julii Roberts muszą wyglądać pokracznie, a mięśnie Schwarzeneggera mogą wpędzić w kompleksy nawet kulturystę. Inaczej mówiąc, film i reklama są dla większości z nas - zwłaszcza we wczesnej młodości - nie tylko wzorem do naśladowania, ale też źródłem ciągłej frustracji, ponieważ do tak wygórowanych, idealnych modeli nie sposób się dociągnąć. .
z piwnicy osiemset kaset rtęciowej, ołowiowej, ferro- .
- Ponadto muszę stwierdzić, że określenie wieku na podstawie badania kręgosłupa nigdy nie było uważane za metodę wiarygodną, ani u nas, ani za granicą. Najlepsze wyniki uzyskuje się badając zęby, szwy czaszkowe oraz posługując się najbardziej wiarygodną "metodą Hansona", polegającą na badaniu struktury nasady kości długich. Są to najprostsze metody, które z największą dokładnością pozwalają oszacować wiek. Metoda ta nie ma nic wspólnego z kręgami. Amerykanie, Europejczycy, Rosjanie - wszyscy są tacy sami. A jeżeli ktoś będzie usiłował rozróżnić szczątki na podstawie wzrostu - to także się nie powiedzie. I tej trudności nie można usprawiedliwiać faktem, że kości zostały przepiłowane. . . Nawet gdyby były całe, dokładne określenie wzrostu byłoby niemożliwe. Więc gdy ktoś na podstawie wzrostu twierdzi, że to jest ta ofiara a to tamta, to uważam, że - delikatnie mówiąc - mija się z prawdą. Niewolin wypowiada się także o nakładaniu obrazów Abramowa: . Tego sposób jest nieco lepszy - mówi - ponieważ tutaj posługujemy się metodą eliminacji. Bierzemy jedną z ostatnich fotografii danej osoby, zrobioną tuż przed śmiercią, i nakładamy ją na obraz czaszki na ekranie. Jeżeli wizerunek czaszki odpowiada kształtom twarzy, możemy stwierdzić, że czaszka ta mogła należeć do osoby uwidocznionej na zdjęciu. Metoda ta działa lepiej w drugą stronę. Gdy czaszka nie pasuje do zdjęcia twarzy, możemy stwierdzić, że nie należy ona do osoby na zdjęciu. Tak więc wszystkie czaszki porównuje się ze wszystkimi fotografiami. Konkretna czaszka do niektórych z nich nie będzie pasowała, być może będzie pasowała tylko do jednej. Ale nie można uznać tej metody za rozstrzygającą, zwłaszcza w takim przypadku jak ten. Po pierwsze, metoda ta nie jest szczególnie wiarygodna, a po drugie w tym przypadku niemal wszystkie kości twarzy zostały zmiażdżone oraz uszkodzone przeZ kule. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
Dokąd miał iść, kogo prosić o pomoc. Wszystko się zawaliło w jednej sekundzie. Zapłacił taksówkarzowi i nie czekając na resztę, wysiadł. Od rana świeciło słońce. Błękitne niebo, obsiane kilkoma kłębiastymi chmurami, zapowiadało kolejny letni dzień. Przeklęte lato. Taksówka zawróciła na bocznej alejce i odjechała. Stał przed murem willi Czarnego. Nie miał sił ruszyć się z miejsca. Za odjeżdżającą taksówką poderwały się z ziemi kłęby kurzu. Nie starał się nawet przed nimi osłaniać. W głębi lasu śpiewały ptaki. Zachwiał się i aby nie upaść dał krok przed siebie. Niepewnie stawiał kroki kierując się w stronę bramy. Z daleka zauważył, że była niedomknięta. "Pewnie któryś z ochroniarzy właśnie przyjechał i jeszcze nie zdążył jej zamknąć" -pomyślał. Szedł dalej, a kończący się mur odsłaniał widok na podjazd i resztę ogrodu. Ku jego zdziwieniu szare BMW stało na podjeździe. Drzwi do samochodu były otwarte, a obok stała walizka. Wszedł przez otwartą kratę. Podszedł do samochodu. Kluczyki były w stacyjce. Rozejrzał się po okolicy, ale nikogo więcej nie było. Ruszył do głównych drzwi. Wszedł do domu. W ogrodzie panowała cisza. W sztucznym stawie rzuciła się ryba. Fale rozbiegły się po wodzie. Nienagannie utrzymany trawnik biegł od stawu aż po dom. Przy rogu budynku, na ziemi leżał wąż ogrodowy. Lała się z niego woda. Musiała już długo płynąć, bo dookoła utworzyła się duża kałuża. Tuż koło narożnika budynku leżała para butów. Były to wojskowe, niemieckie trapery. Nie widać było jednak, jak są wysokie, bo ich cholewki zasłaniał narożnik domu. Z wnętrza willi przez otwarte okno dobiegło głośne uderzenie. Robert siedział przy długim stole. W jadalni panował półmrok. Stół zastawiony był dla dwóch osób do kolacji, ale siedziała przy nim tylko jedna osoba - Czarny. Robert siedział obok niego przy stole. Nie patrzył jednak mu w twarz. Jeszcze raz uderzył głową w stół. - To nie moja wina, to nie moja wina - powtarzał. Ramiona mu drgały, łapał oddech. - Nie mogłem nic zrobić. Nic. Ramiona Czarnego nie drgnęły. Robert uniósł głowę. Otarł policzki. Wstał i podszedł do siedzącego. Czarny nie poruszał się, bo nie mógł. W jego czole widniał mały otwór o średnicy ośmiu milimetrów, taki jaki pozostaje zwykle po kuli wystrzelonej z pistoletu o podobnym kalibrze. Robert zdjął mu okulary i domknął powieki. Dopiero za trzecim razem, gdy wykręcił numer do Cleo, uzyskał połączenie. Prawie nic nie słyszał. Musiał sobie zatykać prawe ucho ręką, bo na zewnątrz budki z której dzwonił, wyła syrena pogotowia ratunkowego. Tłum ludzi zgromadził się na nabrzeżu i obserwował jakiś wypadek. Budka telefoniczna stała nad kanałem. Przez szybkę widział jak policyjna motorówka podpływa z płetwonurkami pod brzeg. - Halo, halo. To ja - krzyczał do słuchawki. Miał szczęście Cleo była w domu. Nie wyczuwał jednak w jej głosie zadowolenia, że słyszy jego głos. - To ja. Robert. .
- Zostaw... .
Omówione wyżej fenomeny wyobraźni seksualnej sprowadzają się do ograniczenia jej roli do jednego z bodźców erotycznych, często ważnego w prawidłowym rozwoju ars amandi. .
wynika natychmiast, że kąt a = a, oraz b=b /AB i CD, względnie .
- A to może już będą. Jak tam będę szła, to się dowiem, ale to jeszcze nie teraz. Za godzinę. Jak się pani śpieszy, to niech pani sama pójdzie. Nie powiedziała mi nic nowego, wiadomo było, że jak się komuś śpieszy, to musi wszystko sam załatwić. A przy tym akurat wcale mi się nie śpieszyło, ale musiałam przecież coś mówić. - Nigdzie nie pójdę, wyświetlarnia należy do pani - powiedziałam stanowczo. - Jak pani wszystko tak załatwia, jak te nasze odbitki, to się wcale nie dziwię, że pani mąż nie płaci alimentów. - Głupstwa pani mówi - odparła Jadwiga, nie dając się wyprowadzić z równowagi. - Nie płaci, bo jest łobuz i drań, ale ja mu jeszcze pokażę. Uznałam temat za dostatecznie dyplomatycznie poruszony i postanowiłam rozwijać rzecz dalej na bazie wzajemnej życzliwości. - Ile on jest pani winien? .
- Przekaż wszystko Martinowi Hare. Powiedz mu, że muszę się szybko przedostać do Francji. Poznawszy całą prawdę, powinien się zgodzić. Postaram się być jak najszybciej. - Jak się tu dostaniesz? Samolotem? .
nawet śladu. Roślinnaść? Tajemnicze mchy, porosty, .
- Kto wie? Sytuacja uległa pewnej zmianie. Powiodło ci się. Sfotografowałaś te plany Wału Atlantyckiego, a co najważniejsze, Niemcy o tym nie wiedzą, więc nie dokonają żadnych zmian. - A więc? .
- Pecha ma ten, kto chce zwalić na coś swoje wady - stwierdziła rzeczowo Ania, chcąc ostudzić zapał Franciszka Przyklęka. Stroiciel wciąż ściskał jej rękę drżącymi dłońmi. .
strażnicy pełnili wartę. W czasie drzemki Dżanace przyśniło się, .
- Będziemy jechać nieco okrężną trasą. Proszę się nie niepokoić. Mu-simy ominąć Atllla Utca, gdzie jest wiele węgierskich posterunków i spraw- .
nie mogą wydobyć. To stąd zaczynamy czuć niewysłowiony aromat, .
mie czy czymś takim? .
Akbar zapytał swego pierwszego ministra, Birbala: .
manifestują się w naszym życiu. Kundalini naprawia to, co wymaga .
W wieku dojrzałym partnerzy przeszli przez okres poznawania siebie, przystosowywania i tworzą wspólnotę o ustabilizowanym charakterze. Będzie ona przechodzić przez różne fazy wzrostu, konfliktów, ale typowa interakcja partnerów została osiągnięta. Nie ma żadnego idealnego modelu więzi partnerskiej. Jednym bardziej odpowiada podobieństwo charakterologiczne, innym dobre przystosowanie seksualne, jeszcze innym wspólnota zainteresowań lub wszystko razem. Poniżej będą omówione dla przykładu niektóre typy więzi, gdyż przedstawienie wszystkich spotykanych w życiu wariantów wymagałoby odrębnego opracowania. r Wię^i między partnerami można sprowadzić do kilku typowych: Związek przystosowany Partnerzy stworzyli harmonijny układ więzi, codziennego bycia razem. Akceptują swoją inność, wady i zalety. Istnieje podział ról i obowiązków. Mają poczucie, iż potrafili stworzyć układ odpowiadający im wzajemnie i stopniowo poczucie MY spaja się w jedno. Tego typu więź powstaje wówczas, gdy partnerów łączy miłość oraz dojrzałość. Związek dysharmoniczny Partnerzy w jakimś typie relacji odczuwają rozbieżność, która nie daje im poczucia pełni harmonii i więzi. Istnieją inne relacje, które oceniają jako udane, ale do szczęścia i harmonii brakuje im tej jednej i okresowo pojawiają się na tym tle konflikty. Rozbieżność relacji może dotyczyć np. odmiennych postaw wobec upodobań seksualnych, częstotliwości współżycia, podziału obowiązków w domu, stylu kontaktu z rodziną itp. W związku przeważa generalnie "do", ale "od" w danej relacji rodzi okresowe konflikty. Związek egocenhyczny Partnerzy nie stworzyli więzi MY, tworzą raczej federację państw o odrębnych ustrojach i tradycjach. Jak długo są zaspokajane ważne potrzeby partnera, tak długo może oceniać on ten związek pozytywnie. Jeśli jednak dana potrzeba nie jest zaspokajana, to w związku narasta konflikt, rozczarowanie, domaganie się świadczeń i każde z partnerów eksponuje w tym konflikcie własne JA jako wiodące i decydujące. W wielu wypadkach równowaga w tych związkach wynika z powstania układu, strategii, jeżeli jednak jej nie ma, związek zaczyna tracić sens bytu. Jeżeli partnerzy nie decydują się na formalne rozstanie, np. z powodu dzieci, majątku iłp., związek staje się tylko formalny, nie ma w nim więzi osobowej partnerów. Związek opiekuńczy Jedno z partnerów wobec drugiego przyjmuje postawę rodzica, zaspokaja potrzeby opiekuńcze. Tego typu związki są najczęściej spotykane w przypadku partnerów z dużą różnicą wieku. Mogą one być udane i harmonijne, Związek ;'ako umowa Niekiedy związki tworzą się na zasadzie świadomej, a częściej nieświadomej umowy; dotyczy to związków zawartych z rozsądku, a nie uczucia; mamy zatem relację typu: "Jestem z Tobą, bo potrzeba mi..." np. mieszkania, pracy, bo mi to umożliwi karierę itp. Jak długo istnieją warunki tej umowy, tak długo trwa jego atrakcyjność. Z chwilą zaspokojenia celu sens takiego związku przestaje 16 istnieć. Niekiedy tego typu związki zawierają kobiety o nie zaspokojonym instynkcie macierzyńskim, Związek z zaślepienia Niektóre związki powstają w wyniku fascynacji seksualnej partnerem. Ale później, kiedy atrakcyjność ta zmniejsza się, a dzieci, urządzony dom, gospodarstwo są rzeczywistością, nad którą nie można przejść do porządku dziennego, narasta stopniowo poczucie rozczarowania. Gdyby można było cofnąć przeszłość, nie wybrałoby się tego partnera na towarzysza życia. Część tych związków powstaje w wyniku ciąży. Wymienione wyżej typy więzi partnerskiej nie obejmują wszystkich wariantów, niektóre zostaną omówione dokładniej w następnych rozdziałach. Typy więzi nie mają również charakteru statycznego, wiele z nich nachodzi na siebie. W związkach partnerskich w miarę upływu lał następuje ewolucja typu więzi w wyniku rozwoju nowych potrzeb, doświadczeń, przeżyć. Ewolucja ta może zmierzać ku wzbogacaniu więzi, w innych do ubożenia, ale zdarza się również, że kierunek ewolucji więzi partnerskiej przekracza ramy istniejącego związku i nowe potrzeby są realizowane w następnym. Utarło się dość powszechnie przekonanie, że niepowodzenie danego związku jest wyrazem osobistego niepowodzenia lub niedojrzałości partnerów. Zdarza się jednak, i to nie tak rzadko, że optymalna więź partnerska ma warunki powstania w nowym związku. Byłoby ideałem, gdyby każdy związek małżeński miał optymalną więź partnerską, pozytywną ewolucję, elastyczność dostosowaną do potrzeb, wieku, sytuacji. .
- Dlaczego sądzisz, że są śmieszne? .
- Czy mogę zobaczyć włosy? .
Czy naczynia krwionośne nie pękną przy zbyt wielkim ciśnieniu? .
szyi, klatki piersiowej i jamy brzusznej. Nerw jedenasty - dodatkowy, jest nerwem ruchowym. Jądro jego leży w pniu mózgu w rdzeniu przedłużonym. Wychodzi z czaszki razem z nerwem dziewiątym i dziesiątym. Dzieli się na dwie części zwane gałęzią zewnętrzną i wewnętrzną. Gałąź .
- Nie najgorzej. - Spojrzał na Langsdorffa i przeszedł na niemiecki. - Zastąpię cię na chwilę. Zrób sobie przerwę na kawę. - Zu befehl, Herr Kapitan - odpowiedział formalnie Ober steuermann i wyszedł. Hare zwiększył szybkość, próbując ominąć strefę złej pogody na wschodzie. Otaczały ich nieregularne opary mgły, tak że czasami płynęli po omacku w zupełnej ciemności, a niekiedy wydostawali się na pełną wodę oświetloną, mimo przelotnych, silnych opadów, poświatą księżyca. - Pogoda nie może się zdecydować - przerwała milczenie. .
przyjmę was ananasami, bo nie mam, biedny sługa Chrystusów jestem, ale co mam, .
- Co takiego? .
- Trzech rzeczy chciał się pański brat doczekać - stroiciel uniósł jak monstrancję kromkę razowego chleba, który Pawlak odwinął z przywiędłego już chrzanowego liścia. .
całkowicie bezpiecznym. Niczym się nie przejmowało, nie musiało .
no drugie pancerne drzwi. Oczywiście żołnierze wroga, którzy stanęliby .
podnie¶ć do ust, ale nie doniósł, ręka mu opadła, piwo z kuflem poleciało na .
- A pan Wolski gdzie? - spytał z naganą Pawełek. - Znów się rozwiał w powietrzu? - Niech się rozwiewa. Chaber go znajdzie. Zaraz... No dobrze, idziemy? Pan Wolski, piesku! Gdzie pan Wolski? Chaber ruszył przed siebie bez wahania. Janeczka schowała notes i zrównała się z Pawełkiem. - Spotkałeś w korytarzu takiego jakiegoś? - spytała surowo. - Spotkałem. Bo co? Chaber się przed nim schował. .
- Wyobraźcie sobie, gdzieś mi zginęła. Przysięgłabym, że rano miałam chustkę do nosa i nie mam. Oni mi nie wierzą. - Oni są od tego, żeby nie wierzyli. Co im przyszło do głowy? Pani Joanno, pani powinna wiedzieć! - Nie wiem, chustek do nosa nie miałam w programie... .
- Siooo! - krzyknął pan Dursley. Kot nawet nie drgnął, tylko zmierzył go chłodnym spojrzeniem. Czy tak się zachowują normalne koty? Pan Dursley wzdrygnął się i wszedł do domu. Nadal nie zamierzał wspominać o tym wszystkim żonie. Pani Dursley spędziła normalny, całkiem miły dzień. Podczas obiadu opowiedziała mu o problemach, jakie ma sąsiadka ze swoją córką, i o tym, że Dudley nauczył się nowego słowa ("nie chcę!"). Pan Dursley starał się zachowywać normalnie. Kiedy w końcu udało im się zapakować Dudleya do łóżeczka, wszedł do saloniku i zdążył na koniec dziennika wieczornego. .
głębiach seledynowego nieba... .
każdy, kto usłyszy słowo .
.
Równocześnie uzyskali dwie odpowiedzi. Nie pokazując się wrogom. Chaber wyraźnie poinformował, że pan Wolski znajduje się w samochodzie, z tyłu, na fotelach, albo może pod fotelami, pasażer zaś, który podążył otwierać garaż, wytoczył z niego drugie koło. - Niech ja w domu nie nocuję! - zdenerwował się Pawełek. - Ile mają tych zapasowych kół, cały magazyn?! Janeczka zaniepokoiła się bardziej. Powtórzyć przedstawienia Stefek już nie mógł. Rafała jeszcze nie było. Złoczyńcy pracowali sprawnie, gotowi byli skończyć robotę i odjechać na nowych kołach, niknąc im kompletnie z oczu... - Czy któryś z was ma gumę do żucia? - spytała gorączkowo. - Prędzej! I scyzoryk. -Na co ci... - zaczął zaskoczony Pawełek, sięgając do kieszeni po scyzoryk. - Ja mam - odparł równocześnie Stefek i też zaczął grzebać w kieszeni. - Miętowa... Janeczka wyrwała mu z ręki płaski prostokącik, odebrała bratu scyzoryk, przekroiła gumę na pół i jedną połowę zaczęła gwałtownie gryźć. Pawełek patrzył na nią ze zdumieniem. - Nienawidzę gumy do żucia - powiedziała niewyraźnie i z obrzydzeniem. - To po co żujesz? - rozgniewał się jej brat. - Mogłaś dać mnie. Janeczka pokręciła głową, z energią pracując zębami. .
.
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Jedziemy do Jadwiżki na Baranią! - powiedział jednego razu do Hanysa. - Weźcie mnie z sobą! - prosił Hanys. .
Spinki, mankiety nad blatem stolika. .
- Proszę mi wybaczyć - powiedział - ale o wynikach badań dowodzących, że jest Szanckowską, dowiedziałem się niedawno, a sprawą zajmuję się od tak wielu lat, że jakoś nie mogę przyjąć tego do wiadomości. Wydaje mi się niemożliwe, aby osoba, która w latach dwudziestych była polską wieśniaczką, na tyle lat przed powstaniem telewizji, która wiele uczy nas o świecie, mogła z czasem stać się tą kobietą. Byłoby mi łatwiej w to uwierzyć, gdyby ogłoszono tylko, że nie była Anastazją. Ale trudno jest mi pogodzić się z tym, że była to polska wieśniaczka. Richard i Marina Schweitzer, podobnie jak Brien Horan, nie przyjęli do wiadomości, że "Anastazja" to Szanckowska. .
ci się głupie. Czy młoda i - hm - wrażliwa dama nosiłaby przy sobie .
Podstawienie innej osoby może być wyrazem znudzenia, rozczarowania osobą partnera, rułynizacji współżycia, tłumioną namiętnością do .
czerwony na twarzy, małomówny, a jeśli dodać do tego chłodne, .
stanowiło subtelną, praktyczną lekcję tego, co to znaczy we .
- Wie pani co - powiedział gniewnie. - Ja naprawdę mam dość denerwujących zajęć i kłopotów. Niech mi pani nie zawraca głowy. - No to niech pan posłucha. Z całej pracowni zostały tylko trzy osoby, które miały pełną możliwość i dostateczne powody, żeby go udusić. W tej liczbie jest pan i to na czele. Chciałabym usłyszeć od pana prawdę i wierzę, że pan ją powie. Muszę wiedzieć, bo jeżeli to pan, to nie tylko poniecham współdziałania z milicją, ale zrobię, co tylko się da, żeby całą hecę dokładnie zagmatwać. Zbyszek nagle spoważniał i popatrzył na mnie w zamyśleniu. - Na jakiej podstawie pani tak twierdzi? .
8- .
- Tak. To figura. To święta Anna. .
- Ach, Jezu ty kochany. Ja zaraz wiedziała, że to tak. Krowę paśliby wy, co? Dałabym dobrze jeść, a ot zaraz barszcz stoi w piecu. Co? Obstałabym, co? Chodźcie, chłopcy - podniosła się, chwyciła wiadro. Chłopcy głodni i zmęczeni spiekotą słoneczną poszli za nią. Szli do przysiółka Pasieki. Na polu nie było nikogo, żar południa. Tylko skowronki dzwoniły wysoko, przy miedzach czerwienił się mak. - O Boże - zastękała kobieta, zatrzymała się, postawiła wiadro i plasnęła w dłonie. - Idźcie, chłopcy, prosto, prosto i tam, jak przejdziecie zrobione siano, to po prawej ręce będzie krzak. Posiadajcie w tym krzaku i czekajcie. Miś Kunda i Dudi znaleźli zrobione siano, skręcili w prawo i siedli w gęstwinie młodej iwiny. Potem przyszła młoda, gruba dziewczyna i poprowadziła ich miedzą między żytami, pod las. W głębi, otoczona niskim sadem wiśniowym, stała chałupa pokryta czerwoną i białą dachówką, dalej szeroka i niska szopa, czarny bróg i pasieka. Na środku podwórza stała ta starsza kobieta i sypała kurczętom, a koło niej siedział pies, stary, wielki kundel. Siedział, patrzył spokojnie na kruszono jajko i ślina ściekała mu z pyska błękitną niteczką. - Daj im obiad - powiedziała stara i, popychając lekko za plecy, zaprowadziła chłopców do izby. Spytała cichutko: - Jak ty się nazywasz? - Miś Kunda. .
istota rzeczy. Na tym opiera się także relatywizm w swoim .
- Nie zrobiłem wiele. Jedynie cię obwiozłem i... .
na pasy i obandażował nimi nogi chorego. .
Staje on w Deutz i stoi długo, by przepuścić te, które śpieszą .
Boga, opowiadając historie z mitologii indyjskiej tak, jakby .
- To miło, że panowie się zjawili - Eysenck beznamiętnie cedził słowa. Najwyraźniej życie w Annapolis nie wywarło wpływu na jego rodzimy bostoński akcent. - Mieliście panowie ścisłe rozkazy. - Podniósł głowę powoli, co zwykle w takiej sytuacji wywierało zamierzone wrażenie. - Panów wyjaśnienia... .
drugiego i ten z kolei zaczynał wytrzeszczonymi oczy, a drugi chował twarz .
- Tak. Poznaliśmy się w Paryżu w 1940. Pracowałem wtedy jako dziennikarz. Zostaliśmy przyjaciółmi. Wiedziałem, że jej ojciec jest Anglikiem, ale, szczerze mówiąc, o pani nigdy nie wspomniała. Nawet najmniejszej uwagi sugerującej pani istnienie. Genevieve Trevaunce nie odpowiedziała i usiadła blisko ognia na jednym z krzeseł o wysokich oparciach. - Z daleka pan przyjechał, majorze? - spytała cicho. .
- Rozumiem. .
- Odwiedziłem wieśrtiaka, który znalazł jej ciało. Pomógł mi przeszukać okolicę. Znalazłem domek, do którego ją uprowadzili. - Przerwał, podszedł do biurka, otworzył szufladę i wyjął z niej niewielki przedmiot. - W tym domku, na podłodze, znalazłem to. Przypuszczam, że zgubił go któryś z nich, szamocząc się z Catherine. Potem odszukałem rzemieślnika na Bond Street, który go wykonał. Madeline podeszła do Artemisa i wzięła do ręki wisiorek od dewizki z wygrawerowaną na nim sylwetką ogiera. - Rzemieślnik zdradził panu, kto go nabył? .
- Gotów - pal! Szerszeń zachwiał się lekko, lecz zaraz odzyskał równowagę. Niepewny strzał drasnął mu policzek i trochę krwi spłynęło na białą koszulę. Druga kula drasnęła go powyżej kolana. Gdy dym się rozwiał, żołnierze ujrzeli jego uśmiechniętą twarz, z której okaleczałą ręką wycierał krew. - Kiepski strzał, chłopcy! - krzyknął i jasnym, wyraźnym głosem, w osłupienie wprawiając nieszczęsnych żołnierzy, dodał: - Spróbujcie jeszcze raz. Zbiorowy pomruk i dreszcz grozy w szeregu karabinierów. Każdy z nich celował w bok, z tajemną nadzieją, że strzał śmiertelny padnie z ręki sąsiada, nie jego; i oto Szerszeń stoi uśmiechając się do nich... Egzekucję przemienili w jatki i trzeba rozpocząć na nowo. Ogarnął ich nagły lęk i opuściwszy karabiny, w beznadziejnej martwocie słuchali wściekłych przekleństw oficerów, z tępym przerażeniem wpatrzeni w człowieka, którego zabili, a który jednak żył. Gubernator wygrażał im pięściami pod samym nosem, krzycząc przeraźliwie, by stanęli w szeregu, wycelowali i co prędzej położyli temu koniec. Był tak samo wytrącony z równowagi jak oni i nie śmiał spojrzeć na straszną postać, która stała, stała i nie chciała paść. Na dźwięk szyderskiego głosu Szerszenia, zwracającego się "w tej chwili do niego, drgnął cały. - Niezręczny wyprowadziłeś dziś oddział, pułkowniku! No pozwól, może ja sobie dam z nimi radę. Dalej, chłopcy! Broń wyżej, ty z lewej strony. U licha, człowieku, toż karabin trzymasz jak patelnię! Wszyscy w ordynku? A zatem! Gotów... - pal! - przerwał pułkownik rzucając się na przód. - Toż to niemożliwe, by ten człowiek wydawał rozkaz na siebie samego! Znów pomieszana, bezładna strzelanina, po czym szereg rozbił się na splot drżących postaci patrzących przed siebie obłąkanym wzrokiem. Jeden z żołnierzy wcale nie strzelił; odrzucił karabin i przycupnął jęcząc z cicha: - Nie mogę... nie mogę! Dym rozwiewał się zwolna, stapiając się z rannym brzaskiem słońca. Ujrzeli nareszcie, że Szerszeń padł; lecz równocześnie ujrzeli, że żyje. W pierwszej chwili żołnierze i oficerowie stali jak skamieniali, wpatrzeni w postać wijącą się i drgającą na ziemi, po czym lekarz i pułkownik rzucili się naprzód z okrzykiem, gdyż przykląkł na jedno kolano i spojrzał na żołnierzy wciąż jeszcze się śmiejąc. - Znów chybione! Spróbujcie... jeszcze, chłopcy... widzicie...-czy nie możecie... Nagle zachwiał się i padł na trawę. - Martwy? - zdławionym głosem spytał pułkownik, a doktor przyklęknąwszy położył rękę na skrwawionej koszuli i cicho odparł: - Zdaje "się... Bogu dzięki. .
- Ano zdejmij portki! - rozkazał Pawlak głosem nie znoszącym sprzeciwu. - Zbiesił sia? - Kargul zastygł z .
Egiptem. Zły brat Tyfon postanowił zgładzić Ozyrysa. Kazał .
.
- Ja bym powiedział. I żeby nie było, że gołosłowne i tak dalej, niech go zobaczą na własne oczy Trzeba zadzwonić, ale już! - W takim razie Jedno koło nie wystarczy, muszą być dwa - Zawyrokowała z zimną krwią Janeczka, która bez trudu odgadła do końca myśl Bartka. - Załatw sprawę, a ja poszukam telefonu. Z byle kim rozmawiać nie będę, tylko z porucznikiem. Telefoniczne bóstwa były widocznie przeciwne złoczyńcom i stały po stronie praworządności, bo Janeczce udało się zrealizować zamiar ze zdumiewającą łatwością. Nie szukała automatu, weszła po prostu do jednego z pawilonów handlowych i grzecznie spytała, czy mogłaby skorzystać z telefonu. Uczyniła na właścicielce wrażenie tak doskonale, że uzyskanie pozwolenia nie stanowiło żadnego problemu. Porucznik Wierzbiński był jeszcze w pracy. .
interwencji. .
- Ty bambaryło! Skacz! - dopingował go Pawlak z tamtej strony, starając się przekrzyczeć rwetes i ryk trąb. Ale Kargul zapatrzył się na przejeżdżającą właśnie platformę i poczuł wzruszenie: pod utkanym z kwiatów białym orłem widniała grupa dzieći w polskich strojach ludowych. Otaczały postać Tadeusza Kościuszki, który szablą wskazywał jakiegoś wroga. Ten żywy obraz tak przejął wzruszeniem Kargula, że przegapił lukę między Tadeuszem .
Kompleks PallasAłeny powstaje w wyniku identyfikacji z obrazem Ojca lub innych Ważnych Mężczyzn. wiat męski jest odczuwany jako „swojski", bliższy psychicznie aniżeli świat kobiecy. Nieraz jest on zauważalny w większej rodzinie, kiedy córka nie tylko podkreśla swoje podobieństwo psychiczne do ojca, ale i wobec młodszych wiekiem braci przyjmuje postawę „ojcowską". Wspomniany mechanizm powstaje niekiedy również w wyniku rywalizacji córki z matką o względy ojca. Wówczas podkreślanie swego podobieństwa wobec niego może zyskać akceptację ojca, wyróżnienie. .
- Co ja będę ciebie straszył, człowieku. Idziemy do skały pod Trójnogiem, oddasz Chaimowi, coś przyniósł, pogadamy. A potem ruszymy za Szeruckim. To trzeba wyświetlić. 16 - Czarny potok .
minut po zatrzymaniu autobusu, ledwo komandosi z ochrony- lądowiska .
Commander. Początkującym użytkownikom wystarczą na jakiś czas komendy, które wyżej omówiliśmy. Pozostali mogą skorzystać z oryginalnego podręcznika w języku angielskim lub innych .
- Na co to tobie wiedzieć? To nasza sprawa. Ty mnie nie badaj, Kierasiński, nic się nie dowiesz, i nie zgrzytaj zębami jak przez sen. On się musi nazywać Latadywan, bo on nie jest podobny do Żyda. 153 .
są konsumenci. I jeśli konsumenci przestaną popierać jakiś .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
.
wszystko wtedy w kantorze i w poczekalni tak milkło i kamieniało, że słychać .
glowa .
Pierwszy z nich to przyciśnięcie i natychmiastowe zwolnienie (podobnie jak przy wpisywaniu znaków za pomocą klawiatury bądź przy przełączaniu pilotem programów telewizyjnych). Trudno znaleźć krótkie i trafne określenie takiego działania. .
stąd wynikło? O, bieda, ponieważ odtąd moje z~~ .
Uczyniłem z nich takich, jakimi chciał być każdy z nas: mądrych, szlachetnych, uczuciowych. Mój skromny IQ 145 stał się granicą, poniżej której była już tylko głupota. Najwspanialsze z marzeń o wielkości człowieka okazały się niczym wobec tego, co oni osiągnęli i co jeszcze mogli osiągnąć. .
- Ten facet, z którym pracowałeś przed odejściem - on cię obserwuje? .
Pielęgniarki w obawie przed infekcją starały się jak najmniej dotykać niemowlaków, a one mimo to bardzo dużo chorowały, rozwijały się wolno, były apatyczne. Natomiast w "gorszych" żłobkach maluchy były wesołe, energiczne, rozgarnięte i zdrowe. O ile pamiętam, właśnie te choroby spowodowały całą serię badań. .
Gdy trzymasz w dłoniach kamienie i nagle na swej drodze napotykasz diamenty, nawet nie zauważysz, że upuściłeś kamienie. Same upadną, jakbyś ich nie trzymał. Nawet nie będziesz pamiętał wyrzeczenia się ich, tego, że je wyrzuciłeś. Nawet nie będziesz tego świadomy. I nie jest tak, że coś zostało wysubtelnione. Otworzyło się większe źródło szczęścia, a mniejsze źródła same z siebie odpadły. .
- O dlaboga! .
Jakże awanturnicze miewano poglądy np. na zadanie gruczołu .
.
Victor pierwszy dopadł włazu i wskoczył do środka. Wyrzuciło go z powrotem. - Co jest? - zapytał Barnett. - Coś mnie uderzyło - powiedział Victor. .
- Tu jest wielki melting pot. Tygiel narodów! Możesz se być prezydentem albo gangsterem, ale musisz być kimś! Tu nie możesz być looser, you see? Przegrany nie ma tu szans! Ja na początku kaprowe pajpy konektował, byłem truck-driver, potem robiłem za helpra na budowie, potem byłem foremanem u bossa-Ajrysza, a teraz Ajrysze, Greki u mnie mają dziab, bo ja mam hurt i wysyłam na całe Stany Zjednoczone podkoszulki z emblematem polskiego orła z koroną, a na żądanie i bez korony... Pawlak i Kargul wysłuchali tego z ogłupiałymi minami. - Ania, taż bądź człowiekiem i przetłumacz ty nam z polskiego na nasze - zaszemrał w ucho wnuczki Kargul. Z jej wyjaśnień zrozumieli, że kiedy jeszcze Steve Fay nazywał się po prostu Staszek Fajdak, to zaczynał swoją błyskotliwą karierę od spawania miedzianych rur, potem był kierowcą ciężarówki, .
stawiać mu żadnych warunków. .
.
- Świetnie, moja droga. - Keston uśmiechnął się z aprobatą. - Jak na kobietę, zaskakująco logicznie pani rozumuje. Tak, liczyłem na to, że dowiem się od niej, czy pani biblioteka nie wzbogaciła się aby o jakąś książkę. Kiedy jednak moje wysiłki poszły na mamę, postanowiłem skoncentrować się na innych poszukiwaniach. Straciłem sporo czasu, zanim się przekonałem, że ta książeczka musi być w pani posiadaniu. Flood zachwiał się i wyciągnął rękę, szukając jakiegoś 'cia. Potrząsnął głową. Madeline robiła, co mogła, by trzymać konwersację. Zauważyłam, że nosi pan laskę identyczną z tą, którą ugiwał się Renwick. O, tak. - Keston uśmiechnął i mocniej zacisnął dłoń na ękojeści. - To prezent od naszego szalonego ojca. Proszę •owiedzieć, pani Deveridge, co naprawdę stało się tej nocy, y zginął Renwick? Muszę przyznać, że jestem ciekawy. ino mi uwierzyć, że zginął z ręki zwykłego włamywacza. Pokonało go własne szaleństwo - szepnęła Madeline. Do licha! - W głosie Kestona wyczuwało się nutę żalenia. - A więc plotki były prawdziwe. Pani go zabiła. 3wóz znów się zachwiał i niebezpiecznie przechylił na ecie. Madeline wyczuła, że Mały John wysunął sztylet 'chwy. Przeklęty stangret - wybełkotał Flood. - Przewróci nas, nie będzie uważał. Chce uczciwie zapracować na sowity napiwek. - Keston trzymał się krawędzi drzwi, ale pistolet w jego ręce nawet drgnął. 'ood stracił równowagę i runął na przeciwległe siedzenie. Cholerny dureń na 'koźle - stęknął, wciskając się z po:em w swój kąt. - Jedzie za szybko. Co się dzieje z tym iem? Każ mu zwolnić, Keston - bełkotał. Ile wina wypiłeś dzisiaj wieczór? .
.
Zaręczam Ci, że z Tobą było tak samo. Też musiałeś dostosować się do oczekiwań, uwewnętrznić je i uznać, że wynik tego zabiegu to właśnie prawdziwy Ty. Nie miałeś innego źródła wiedzy o sobie i siłą rzeczy musiałeś uwierzyć w to, co wyczuwałeś przez skórę, odczytywałeś z zachowania swoich najbliższych, słyszałeś o sobie. Jednym słowem, Ty również jesteś dzieckiem podszyty. .
.
- Czego ruszasz?! - usłyszał z tyłu głos Jadźki. .
ukazaniu się "Seksu partnerskiego" spotkałem się z pytaniem, czy nie należałoby napisać jakby drugiego tomu, adresowanego do bardziej dojrzałej wiekiem populacji. Zachęciło mnie to do napisania pracy będącej w pewnym sensie kontynuacja "Seksu partnerskiego". Większość prac popularnonaukowych z zakresu seksuologii poświęcona jest stosunkowo młodym wiekiem Czytelnikom, natomiast tylko niektóre z nich poruszają specyficzne problemy wieku dojrzałego. .